Oto lista książek, które wyróżniliśmy w tym roku na naszych łamach – uporządkowana wedle daty publikacji (od najnowszych), nie hierarchii ważności. Wszystkie recenzje, eseje, teksty krytyczne oraz rozmowy o literaturze znajdują się również w aktualizowanym na bieżąco serwisie Książki w Tygodniku.
60. Jerzy Jarniewicz, Trans, czyli transfer, transgresja, translacja, Officyna

Lektor: Przez wiele lat nazwisko tłumacza podawano niedużym drukiem na stronie tytułowej książki, czasem nawet bardziej je chowano. Ostatnio w przypadku literatury pięknej coraz częściej trafia ono na okładkę, choć niestety nadal bywa przez recenzentów pomijane.
Wreszcie jednak uznano, że rola tłumacza nie jest tylko służebna, ale i współtwórcza. A jak to współtwórstwo może wyglądać – pokazuje Jerzy Jarniewicz. I nie jest to drętwe teoretyzowanie, raczej pasjonujące scenariusze gry, której uczestnikami są autor, tłumacz i czytelnik, a czasem jeszcze ktoś.
Materiału sporo, bo – jak tu już pisałem – pojawia się coraz więcej nowych przekładów pozycji klasycznych. Drugi „Ulisses” i inne książki Joyce’a (sam Jarniewicz przełożył na nowo „Portret artysty”), nowy Faulkner, nowy Proust, nowa Virginia Woolf, nowi „Buddenbrookowie” – wyliczać można długo.
Więcej o książce Jerzego Jarniewicza
59. Łukasz Wojciechowski, Dum-Dum, Kultura gniewu

Remigiusz Różański: Okładka albumu Łukasza Wojciechowskiego przedstawia pocisk dum-dum, który rozpręża się po dosięgnięciu celu. Ze względu na rozległość obrażeń przezeń zadawanych, amunicja tego typu została zakazana chwilę po jej wynalezieniu.
Sugestywna ilustracja pobudza wyobraźnię – tak dum-dum przeszywał tkanki, by rozrywać wnętrzności. Obraz ten nawiedza Stanisława Wojciechowskiego, mężczyznę, który jako chłopiec wcielony został do pruskiej armii, aby walczyć przeciwko powstańcom – także swojemu bratu.
Wojciechowski snuje alternatywną historię swojego stryjecznego pradziadka, odpowiadając na pytanie, co by się stało, gdyby przeżył on wojnę i wyjechał w latach 30. do Berlina, gdzie kwitł modernizm, a symbole postępu – od sunących po estakadach S-Bahnów, po mieniące się w blasku neonów asfaltowe arterie – odwracały wzrok od panującego kryzysu.
58. József Debreczeni, Zimne krematorium, przeł. Daniel Warmuz, Filia

Kinga Piotrowiak-Junkiert: „Zimne krematorium” Józsefa Debreczeniego ukazuje się w Polsce 75 lat od węgierskiego wydania i nie mam wątpliwości, że zawdzięczamy ten fakt zeszłorocznej liście bestsellerów „New York Timesa”. Historia literatury zna wiele arcydzieł odkrytych dopiero po śmierci autora i historie powieści, które doceniono wiele lat po ich premierze, ale przypadek Debreczeniego jest szczególny.
Przez wiele dekad o istnieniu książki wiedzieli tylko badacze zajmujący się literaturą węgierską dotyczącą doświadczenia Zagłady. Powieść ukazała się w 1950 r. w małym węgierskim wydawnictwie w Nowym Sadzie (na terenie ówczesnej Jugosławii) i musiała czekać 25 lat na dostrzeżenie i wyróżnienie. Mimo usilnych starań rodziny pisarza, by upowszechnić tekst w Ameryce, książkę przełożono tylko na język serbski, co nie jest zaskakujące, skoro autor od końca wojny mieszkał i pracował w Belgradzie.
Bycie węgierskim, czyli mniejszościowym pisarzem w Jugosławii nie zwiększało popularności „Zimnego krematorium”, a w ojczystym kraju panował już zakaz mówienia o wojnie, zwłaszcza o tożsamości żydowskiej. Debreczeni zmuszony był więc zamilknąć.
Więcej o „Zimnym krematorium”
57. Francis Scott Fitzgerald, Ten wielki Gatsby, przeł. Maciej Świerkocki, Officyna

Piotr Paziński: „The Great Gatsby”, trzecia (i niestety przedostatnia, bo postępujący nałóg alkoholowy w zasadzie uniemożliwił autorowi twórczość w drugiej połowie lat 30.) powieść Fitzgeralda, jednego z ojców nowoczesnej literatury amerykańskiej, w 1925 r. przyjęta przez krytykę z mieszanymi uczuciami, daleka od list bestsellerów, dziś ma status arcydzieła.
Obrosła niezliczoną liczbą komentarzy, doczekała się kilku świetnych adaptacji filmowych, wielu teatralnych i musicalowych, oraz prequeli i sequeli, różnej jakości artystycznej. Dziś wraca do Polski jako klasyk, w przekładzie Macieja Świerkockiego (przed nim Gatsby’ego tłumaczyli Ariadna Demkowska-Bohdziewicz i Jacek Dehnel).
Czytano ją rozmaicie. Jako zaszyfrowaną historię Ameryki, rzecz o hipnotycznych mirażach amerykańskiego snu i jego klęsce, jako pikantny, naszpikowany aluzjami dokument z życia nowojorskiej socjety w szalonych latach 20., posępny moralitet albo wzruszającą historię miłosną. Interpretowano w duchu marksizmu, teorii krytycznej i gender studies. Chwalono jej autora za język i zmysł obserwacji oraz wytykano potknięcia i nieprawdopodobieństwa fabularne, wynikające, jak chcieli złośliwi, z niedostatecznego osadzenia w środowisku high-life’u.
Dla milionów czytelników urzeczonych legendą Nowego Jorku „Wielki Gatsby” (jakoś nie przekonuje mnie zaimek wskazujący w tytule nowego, skądinąd świetnego przekładu) jest atrakcyjną powieścią z epoki jazzu, mafii i eleganckich automobilów.
Więcej o „Wielkim Gatsbym”
56. László Krasznahorkai, A świat trwa, przeł. Elżbieta Sobolewska, Czarne

Kinga Piotrowiak-Junkiert: W tej wielogłosowej fabule, czasami opowiadającej o danym zdarzeniu dwukrotnie, znajdziemy rytuały pogrzebowe w Waranasi, jeden z największych szanghajskich węzłów komunikacyjnych Nine Dragon Crossing, hiszpański kamieniołom, ulice Kijowa, 220 metrów nici z dzieciństwa, nielota z Okinawy, Ziemię widzianą przez Gagarina czy koło narysowane kredą obok świątyni Annapurny.
Każdy gest jest próbą medytacji nad losem i koniecznością wybrania właściwego momentu, by wśród „miliardów rzeczy natrafić na szczelinę, na jedną jedyną szczelinę”. Szczeliną można opuścić świat i ruszyć dalej. Ten stan bycia w nieustającym procesie samsary towarzyszy nam do końca historii.
Krasznahorkai rozpoczyna książkę słowami: „Trzeba stąd odejść, to nie jest miejsce, w którym da się żyć i w którym warto zostać, to miejsce, gdzie ciężar tego wszystkiego, co nieznośne, niemożliwe do wytrzymania, zimne, smutne, śmiertelne i pozbawione życia, zmusza do ucieczki, złapania walizki”.
„A świat trwa” nie jest jednak zapisem klęski ani kryzysu, ale próbą uchwycenia zasady kierującej światem i egzystencją: nie ma stałości, wszystko się porusza i zmienia. Pisarz często przywołuje głosy fikcyjnych bohaterów literackich i patronów myślenia o życiu jako stanie wahania i niepewności. Pojawiają się Fortynbras, Kafka, mistrzowie zen, Beckett, Wierchowieński i Nietzsche, szlochający na ulicach Turynu nad ubiczowanym koniem.
55. Jurij Andruchowycz, Listy do Ukrainy, przeł. Tomasz Różycki, Wydawnictwo a5

Lektor: Choć napisane w czasie pokoju, brzmią te teksty teraz, podczas wojny, szczególnie mocno, trochę proroczo, ale też niosą nadzieję swoją energią i poczuciem wewnętrznej siły – toteż nie dziwię się, że czytane są i w schronach przeciwbombowych. Nawet jeśli znacznie skromniejszych niż moskiewskie metro, które przecież jest jednym wielkim schronem, w dodatku – w wizji poety – „w bliskim sąsiedztwie piekła”.
Tłumacz, wybitny pisarz, który obecną walkę Ukraińców stara się wspierać, nazywa te wiersze „iskrzącymi liryzmem, satyrą społeczną i polityczną przenikliwością łobuzerskimi balladami”. Nasycone grami językowymi i rozmaitymi odesłaniami („uczą, że (...) trzeba epileptyków czytać”), stanowią – pisze Różycki – „gest twórczej wolności” i „świadectwo miłości do rodzinnego kraju”. A przy tym przynoszą trzeźwą diagnozę stanu rosyjskiego ducha.
54. Jenny Erpenbeck, Kairos, przeł. Eliza Borg, Znak Literanova

Adam Woźniak: Jenny Erpenbeck to niemiecka pisarka i reżyserka teatralna. Polskiemu czytelnikowi znana jest przede wszystkim z osadzonej w totalitarnym Państwie Słońca powieści „Słownik” oraz melancholijnego „Klucza do ogrodu”, którego bohaterem jest… dom, będący świadkiem trudnej historii współczesnych Niemiec.
W nagrodzonym Bookerem „Kairosie” Erpenbeck opowiada o rozkwicie i rozpadzie miłosnej relacji Kathariny oraz kilkadziesiąt lat starszego Hansa. Początkowa egzaltacja dość szybko rozbija się tu o prozę życia, a całość stanowi nieprzyjemnie realistyczne świadectwo powolnego przenikania toksyn do świadomości idealistycznie nastawionych kochanków.
53. Ilona Wiśniewska, Hjem. Na północnych wyspach, Czarne

Anna Goc: Dotąd Wiśniewska odkrywała nam świat, który i dla niej był nowy. W książce „Białe” – jak pisała o swoich poprzednich reportażach przy okazji naszej rozmowy dla „Tygodnika” – opowiadała Spitsbergen także sobie. W „Hen” zebrała głosy starych Norwegów i pomyślała, że na Północy mogłaby się „cicho zestarzeć”. Książka „Lud” była o Grenlandii i o ciszy na zamarzniętym morzu, a „Migot” – jej najtrudniejsza, jak przyznała, podróż reporterska, o polarnych Inuitach i ich znikającym domu.
W „Hjem” po raz pierwszy pisze o miejscu, które może nazwać i swoim. Jednak z z zebranych przez nią historii – mew i migrantów – wybrzmiewa pytanie, czy istnieją jeszcze miejsca, w których możemy czuć się bezpiecznie. Domy, siedliska, przystanie – bo to znaczy w języku norweskim tytułowy „Hjem”.
52. Julia Szychowiak, Wyrazy współczucia, Biuro Literackie

Lektor: Wyrazy współczucia – najprostsze, najzwięźlejsze i zarazem najbardziej banalne kondolencje? Tylko czy współodczuwanie może być w ogóle banalne? Może każdy wiersz jest wyrazem współczucia i równocześnie zaproszeniem do współodczuwania świata? Same pytania. Ale też surowy minimalizm i powściągliwość wierszy Julii Szychowiak do pytań zachęcają. Wiele w nich ciemności.
No i śmierć szczególna, odejście Mistrzyni, u której Julia Szychowiak pobierała lekcje poetyckiej ascezy. „– Umarła mi moja poetka” – pisze w wierszu dedykowanym Krystynie Miłobędzkiej.
51. James Baldwin, Nikt nie zna mojego imienia. Dalsze zapiski syna tego kraju, przeł. Mikołaj Denderski, Karakter

Adam Woźniak: Tom zawiera eseje z lat 1955-1961, w których Baldwin próbuje odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być Amerykaninem; relacjonuje przebieg paryskiego Kongresu Czarnych Pisarzy i Artystów (1956), opowiada o miejscu, w którym się urodził, a także zjadliwie polemizuje z Williamem Faulknerem. Warto przeczytać ten zbiór choćby po to, by poczuć klimat intelektualny lat 50. i... porównać eseje Baldwina z równie ostrą, choć zdecydowanie mniej zaangażowaną politycznie diarystyką Witolda Gombrowicza.
50. Etienne Leroux, Siedem dni u Silbersteinów, przeł. Jerzy Koch, ArtRage

Lektor: „Siedem dni...” można by uznać za powieść inicjacyjną nieco w duchu Mannowskim; jest tu nawet, jak w „Czarodziejskiej górze”, noc Walpurgi, a także postacie stanowiące parodię Settembriniego i Naphty. Każdy z dni toczących się wedle utartego schematu stanowi kolejny etap wtajemniczenia Henry’ego w topografię majątku Welgevonden – i przy sposobności w wiele innych spraw. Dokonuje się ironiczna dekonstrukcja narodowych i, szerzej, cywilizacyjnych mitów, wywracająca przy tym na nice wzorzec plaasroman, tradycyjnej „powieści farmerskiej”, o czym więcej można przeczytać w posłowiu.
Jak pisze Jerzy Koch, Etienne Leroux (1922-1989) uważany jest za najwybitniejszego powieściopisarza lat 60. w Afryce Południowej. Mamy co nadrabiać – jego pierwsza książka po polsku to pierwsza część (rok 1962) drugiej z trzech trylogii, które napisał, wydana w 1976 r. powieść „Magersfontein, o Magersfontein”, została zakazana za rewizjonizm historyczny – a równocześnie nagrodzona przez Akademię Nauki i Sztuki.
Dotąd czytaliśmy przede wszystkim Coetzeego – Afrykanera, który za język swojego pisarstwa wybrał angielski, a obecnie jest obywatelem Australii, André Brinka, piszącego w afrikaans i po angielsku, oraz Nadine Gordimer, anglojęzyczną córkę litewskiego Żyda, emigranta z carskiej Rosji. No i wiersze Breytena Breytenbacha, laureata Nagrody Herberta. Teraz na lekturę czeka kolejny – fascynujący! – autor.
49. Serhij Żadan, Arabeski, przeł. Michał Petryk, Czarne

Jacek Taran: Ukraiński pisarz przyzwyczaił nas do prozy pisanej oszczędnym językiem. Takiej, w której nie ma miejsca na patos czy widowiskowe obrazy. Bohaterowie jego nowej książki żyją w cieniu wojny, ale łapczywie próbują łapać się innej rzeczywistości. Jest ona krucha i naznaczona lękiem, a jednak właśnie w niej autor znajduje przestrzeń na opowieść o tym, jak ludzie próbują ocalić choćby namiastkę normalności.
Nie jest to łatwe. Już zdanie otwierające pierwsze opowiadanie: „Drugiego marca, w siódmy dzień wojny, zadzwonił Kola i poprosił, żeby wywieźć trupa...” – zapowiada, że lektura będzie konfrontacją z rzeczywistością, w której groteska sąsiaduje ze śmiercią, a codzienność została bezpowrotnie skażona wojennym absurdem.
Więcej o Żadanie i jego twórczości
48. Antoine Compagnon, Lato z Baudelaire’em, przeł. Jan Maria Kłoczowski, Noir sur Blanc

Lektor: Antoine Compagnon, literaturoznawca urodzony w 1950 r., autor „Lata z Montaigne’em”, miał tym razem trudniejsze zadanie – łatwiej ułożyć przewodnik po dziele mądrościowym, jakim są „Próby”. No i temperamenty obu pisarzy skrajnie różne: Baudelaire, wielki poeta, jeden z ojców nowoczesności w literaturze i diagnosta dokonujących się przemian cywilizacyjnych, był świadomym prowokatorem i mistrzem paradoksów. „Zraniony i gorzki, okrutny szermierz i genialny szaleniec” – czy z kimś takim można się zaprzyjaźnić jak z Montaigne’em? Na pewno można się nim zachwycić i próbować zrozumieć. A czasem pokłócić.
Dzisiaj „Kwiaty zła” nie stałyby się raczej przedmiotem zainteresowania prokuratury, jak w XIX-wiecznej Francji. Za to mizoginiczne wypowiedzi ściągnęłyby na ich autora potężne kłopoty. Cóż, teza, wedle której kobietom brakuje duchowości, albo zdania „Zawsze mnie dziwiło, że kobiety wpuszcza się do kościoła. O czym mogą rozmawiać z Bogiem?” dosyć zdumiewają, podobnie jak podwójnie obraźliwy aforyzm: „Kochać kobietę inteligentną to rozkosz pederasty”. Uwag Baudelaire’a na temat George Sand nie zacytuję, wolę pamiętać, że był on także poetą miłości...
47. Marcin Podolec, Sezon spadających gwiazd, Kultura Gniewu

Remigiusz Różański: W „Sezonie spadających gwiazd” Marcin Podolec przygląda się grupie chłopaków, którzy oddychają koszykówką, nawet jeśli niekoniecznie marzą o wielkiej karierze. Dla niektórych z nich basket jest przede wszystkim sposobem na zabicie czasu w niewielkim miasteczku, w którym nie ma nic lepszego do roboty.
Podolec rozgrzebał własne wspomnienia, aby znaleźć w nich inspirację dla opowieści o dorastaniu, która jest nie tyle sentymentalną laurką, ile przekonującym obrazem drobnych zachwytów i większych przykrości – w szatni nieraz dochodzi przecież do przepychanek, a rówieśnicy potrafią być dla siebie wyjątkowo okrutni.
Autor z humorem opowiada o „chłopackich” perypetiach, jednocześnie co rusz wskazuje na rozgrywające się w tle osobiste dramaty, od których koszykówka jest ucieczką. „Sezon spadających gwiazd” to słodko-gorzka historia o poszukiwaniu własnej ścieżki życiowej, ubrana w formę, która przypadnie do gustu miłośnikom „Fistaszków” Charlesa M. Schulza.
46. Judith Schalansky, Rozchwiane kanarki, głębokie doły, przeł. Kamil Idzikowski, Ha!art

Adam Woźniak: Wydane niedawno „Rozchwiane kanarki, głębokie doły” to próba odpowiedzi na pytanie: „jakim językiem mówić o przeczuciu zbliżającej się katastrofy?”. Autorka rozpoczyna od krytycznego spojrzenia na często używaną w kontekście kryzysu klimatycznego frazę „kanarki w kopalni” (istoty zdolne do wcześniejszego reagowania na zagrożenia), a potem swoim zwyczajem zaprasza nas do wędrówki – od czasów Pliniusza, przez Goethego i początki nowoczesnego górnictwa, aż po katastrofę ekologiczną na Odrze.
Schalansky wyraźnie akcentuje swoje stanowisko, dowodząc bezużyteczności myślenia o katastrofie według schematów zaczerpniętych z Biblii czy poetyki Arystotelesa. Trzeba szukać innych modeli myślenia i – przede wszystkim – zapytać, czy wyobrażenie, że do lamusa odprowadzą nas trąby, grzmoty i niebo w kolorze purpury, nie trąci przypadkiem megalomanią.
45. Tim O'Brien, To, co nieśli, przeł. Tomasz S. Gałązka, Czarne

Adam Woźniak: Tim O’Brien to jeden z najważniejszych literackich kronikarzy wojny w Wietnamie. W swojej prozie nieustannie krąży między poetykami reportażu, osobistego eseju i opowiadania. Jest mistrzem pisarskiej samoświadomości. Często kwestionuje własną wiarygodność, pytając o to, jak uczciwie pisać o frontowych wydarzeniach. Czy „doprowadzać prawdę do wrzenia” poprzez poetyckie nagromadzenie efektów? A może poprzestać na suchych wyliczeniach, pozostawiając fakty bez komentarza, upiększenia czy brutalizacji?
W zbiorze „To, co nieśli” O’Brien umiejętnie łączy te dwie strategie. Ze zdań rozpoczynających akapity tytułowego opowiadania można by skleić niezły wiersz; kolejne – do bólu konkretne – przypominają raczej fragmenty spisu wojskowego zaopatrzenia. Podobna gra liryzmu i chłodu towarzyszy nam w trakcie całej lektury. Bohaterowie niosą ciężkie hełmy, marzenia, broń, zdjęcia ukochanych, lęk, środki uspokajające, oczekiwania ojców, a potem traumy, które bywają najcięższym bagażem.
44. Radosław Kobierski, Człowiek ma cienkie ściany, Wydawnictwo Biblioteki Śląskiej

Monika Ochędowska: Dobra książka poetycka jest jednym z najbardziej precyzyjnych przyrządów badania nieustającego kołowrotu myśli. W zderzeniu ze zwięzłością wersów i porządkiem strof to, co niezbornie lata nam po głowie, podczas lektury wiersza potrafi się nieznośnie rozszaleć, jak rój dzikich os. Moment zamętu dobrze jest po prostu przeczekać. Oszołomienie powoli mija, ustępując miejsca przyjemnej jasności. Osy odlatują. Tak działa przynajmniej najnowszy tom wierszy Radosława Kobierskiego – poety, prozaika, felietonisty miesięcznika „Śląsk”.
Czytaj więcej o tomiku Kobierskiego
43. Ewa Bieńkowska, Dom powrotu, Instytut Badań Literackich PAN – Wydawnictwo, Fundacja Akademia Humanistyczna

Lektor: Szkice Bieńkowskiej, tak różnorodne – malarstwo od quattrocenta i Flamandów, poprzez Zurbarána i Caravaggia, po de Staëla i Korolkiewicza, literatura i biografie pisarzy oraz ich wzajemne relacje (Miłosz-Iwaszkiewicz-Jeleński!), filozofia (Pascal!), dramat wielkich Rosjan, Pasternaka i Cwietajewej – są wspaniałą lekcją czytania tekstów kultury. A takim tekstem jest też architektura, pejzaż i codzienne życie. Nie tylko ołtarz z Isenheim, ale i cała Alzacja. Czytajmy więc.
42. Santiago Roncagliolo, Czwarty miecz, przeł. Tomasz Pindel, ArtRage

Adam Woźniak: W „Czwartym mieczu” autor porzuca fikcję, dając tym samym dowód swojej pisarskiej wszechstronności. Jedyna w jego dorobku książka reporterska jest próbą odpowiedzi na pytanie, kim był Abimael Guzman – peruwiański filozof i rewolucjonista, którego terror doprowadził w latach 80. i 90. do śmierci około 69 tys. ludzi. Poszukując przyczyn żądzy krwi przywódcy Świetlistego Szlaku, wędrujemy aż do lat 30. Bazując na skąpych źródłach, Roncagliolo odtwarza obraz opuszczonego przez rodziców chłopca, który z konieczności uczy się dystansu wobec rzeczywistości.
„Czwarty miecz” pozwala zobaczyć skalę okrucieństw, które dotknęły Peru, stroniąc jednocześnie od sensacji i pornografii. Z punktu widzenia polskiego czytelnika zaletą książki jest swego rodzaju „przesunięcie mapy”, którego doświadczamy podczas lektury. Urodzony w Peru autor spogląda na wydarzenia oraz fenomeny (reżim Mao czy Husajna) drugiej połowy XX w. z perspektywy radykalnie innej niż ta, do której przywykliśmy w środku Europy.
Więcej o książce „Czwarty miecz”
41. Iida Turpeinen, Żywe istoty, przeł. Sebastian Musielak, Wyd. Poznańskie

Lektor: Uradowała mnie powieść fińskiej pisarki (ur. 1987), w której losy krowy/syreny oraz jej szkieletu tworzą oś narracji. Żywej opowieści historycznej z wątkiem kobiecym (portrety żony gubernatora Alaski i jego chorej siostry oraz rysowniczki Hildy Olson), a zarazem medytacji nad relacją między człowiekiem a naturą.
Najpierw mamy dramatyczne dzieje wyprawy Vitusa Beringa, Duńczyka w służbie carskiej, mającej zbadać drogę morską z Syberii do Ameryki. Dowodzony przez Beringa „Święty Piotr” gubi drogę powrotną na Kamczatkę i trafia na nieznaną wyspę, która stanie się grobem dowódcy – i nosić będzie jego imię.
A uczestnik wyprawy, niemiecki przyrodnik Georg Wilhelm Steller, odkryje w 1741 r. stado potężnych, łagodnych ssaków, żerujących w wodach przybrzeżnych wyspy. Niestety ich ciała są bogate w tłuszcz, a mięso smaczne. Od odkrycia Stellera do śmierci ostatniej syreny minie niewiele lat...
40. Geoffroy de Lagasnerie, We trzech. Dążenie, by wyjść poza, przeł. Jacek Giszczak, Drzazgi

Radosław Kobierski: To pierwszy przekład prac francuskiego socjologa i filozofa na język polski. Książka szczególna, ponieważ za swój cel badawczy i obiekt namysłu obiera przyjaźń – zjawisko, które jest fenomenem ze względu na powszechność i zakorzenienie w kulturze, a zarazem niejasność – jeśli próbować zrozumieć jej związek z systemami władzy i prawa. I to właśnie na przecięciu tych dwóch sfer: intymnej relacji (którą autor najchętniej widziałby poza systemem) oraz polityki ról umieszcza Lagasnerie swoją wielowątkową opowieść.
Czytaj cały tekst o książce
39. Dalia Mikulska, Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi. Reportaże z Palestyny, Filtry

Maciej Augustyn: Choć reportażystka Dalia Mikulska podróżuje po Izraelu i Palestynie, rozmawiając z przedstawicielami obu zwaśnionych narodów, jest to przede wszystkim historia Palestyńczyków: ich utraconej ziemi, bezskutecznej walki o jej odzyskanie i uporczywego trwania na swoim pomimo codziennych upokorzeń. Opowieść o murze, blokpostach, wszechobecnej kontroli i pogardzie żołnierzy. I o tym, jak zachować godność w realiach okupacji.
Jako że autorka nie mogła wjechać do Strefy Gazy, książka opowiada głównie o Zachodnim Brzegu. O sytuacji w enklawie dowiadujemy się z ust ocalałych – szczęśliwych posiadaczy podwójnego obywatelstwa lub zasobnego portfela, które umożliwiły im ewakuację do Europy. Narracyjną osią jest z kolei życie byłego, zresocjalizowanego bojownika Hamasu.
Więcej o reportażu Dalii Mikulskiej
38. Ronald Firbank, Smutek w tropikach, przeł. Andrzej Sosnowski, Ossolineum

Olivier Sobota-Szamocki: Książkę można streścić w dwóch zdaniach: oto rodzina rdzennych mieszkańców tropikalnej wyspy wyrusza ze wsi Mediaville do feerycznej stolicy Cuna-Cuna, gdzie prym wiodą kręgi angielskich kolonizatorów. Fabuła osnuta jest wokół nieudolnych prób przebicia się bohaterów do wyższych sfer i ustanowienia swojej pozycji w hierarchicznym społeczeństwie. Kwestie społeczne niewiele jednak Firbanka interesują. Albo inaczej: autor przekonuje, że o rzeczach poważnych należy mówić frywolnie, pilnując świętej dla modernizmu autonomii literatury.
Więcej o książce Ronalda Firbanka
37. Daniel Defoe, Robinson Crusoe, przekład Józef Birkenmajer, nieznany tłumacz, Michał Lachman. Wstęp i opracowanie Jakub Lipski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Lektor: Powieść, którą wszyscy znają, a przynajmniej o niej słyszeli, w dodatku napisana ponad trzysta lat temu – książką tygodnia? Czy to nie dziwactwo? Niekoniecznie. „Niewiele jest dzieł w historii literatury światowej, które pozornie znane są niemal każdemu, a w rzeczywistości mało komu” – pisze o „Robinsonie” Jakub Lipski. I uświadamia nam, że historia pobytu bohatera na bezludnej wyspie zajmuje zaledwie połowę pierwszego tomu, a tomu trzeciego w ogóle dotąd po polsku nie mieliśmy. No i teraz mamy.
36. Edna O’Brien, Irlandzka dziewczyna, przeł. Martyna Tomczak, Czarne

Lektor: Autobiograficzną „Irlandzką dziewczynę” autorka zaczęła pisać w siedemdziesiątym ósmym roku życia. To fascynująca podróż w czasie, od dzieciństwa na irlandzkiej prowincji, w wiejskiej scenerii niebywale sensualnie zapamiętanej i oddanej, po ostatnią wizytę w zrujnowanym domu rodzinnym w hrabstwie Clare.
A po drodze – rodzinna psychomachia, szkoła zakonna, historia nieudanego małżeństwa i rozwodowej batalii, Dublin, Belfast i krwawy irlandzki konflikt, Londyn, Nowy Jork, życie międzynarodowej socjety (gęsto tu od sławnych nazwisk), romanse i kryzysy, terapia u R.D. Lainga i trip po LSD... O relacjach z rodzicami pisze O’Brien nie oszczędzając ani ich, ani siebie. O synach – z wyczuwalnym poczuciem winy.
„Właściwe stanowisko pisarza oznacza pisanie prawdy bez względu na opinię publiczną czy zdanie jakiejś koterii” – mówiła O’Brien Philipowi Rothowi w rozmowie z 1984 r. Roth autorkę „Irlandzkiej dziewczyny” bardzo cenił i umieścił tę rozmowę w tomie, w którym są też m.in. Primo Levi, Isaak Bashevis Singer i Milan Kundera.
35. Mikołaj Grynberg, Rok, w którym nie umarłem, Agora

Lektor: Zawał, udar. Nagła konfrontacja z możliwością własnej śmierci. Stanięcie na jej granicy. W przypadku Mikołaja Grynberga początek jest szczególnie dramatyczny, z powodu spóźnionej diagnozy, czy raczej jej braku. Potem jest ryzykowna decyzja o powrocie do Warszawy, dwustukilometrowa szalona jazda, właściwie prosto na stół operacyjny. Ratunek w ostatniej chwili. Koronarografia, dwa stenty. Potem tempo wydarzeń zwalnia, przychodzą kolejne etapy, aż po rehabilitację, podczas której autor decyduje się walczyć o odzyskanie formy, niespecjalnie zresztą do tego zachęcany.
Świetna to jest książka, oszczędna i niepatetyczna, szczera i nie pozbawiona humoru. Czytałem ją, mając w pamięci własne doświadczenie udarowca, i mogłem tylko kiwać głową. Tak, tak, właśnie tak. Jakże precyzyjnie opisany dzień na OIOM-ie – choć podczas późniejszych odwiedzin na tym oddziale okazuje się, że pamięć nie wszystko dokładnie zanotowała.
Więcej o książce Mikołaja Grynberga
34. John Hersey, Hiroszima. Najważniejszy reportaż XX wieku, przeł. Jerzy Łoziński, Znak Literanova

Ewelina Burda: 6 sierpnia 1945 r. w Hiroszimie świeciło słońce. Miasto było piękne, schludne, z powściągliwie uśmiechniętymi mieszkańcami na ulicach. Zobaczyłam je osiemdziesiąt lat później i opisałabym dokładnie tak samo, jakby jego codzienności nie naruszyła nigdy jedna z największych tragedii ludzkości: zrzucenie bomby atomowej. To, co wydarzyło się z ludźmi Hiroszimy, opisał młody amerykański korespondent John Hersey. Jego reportaż pierwotnie ukazał się w sierpniu 1946 r. w wyjątkowym wydaniu New Yorkera, z którego usunięto wszystkie inne artykuły. Na okładce magazynu, a dziś książki, zamieszczono ilustrację pełną rozrywek letniego dnia: piękną i niepokojącą jednocześnie.
Więcej o reportażu Herseya
33. Halldór Laxness, Dzwon Islandii, przeł. Jacek Godek, ArtRage

Adam Woźniak: To nie przypadek, że islandzki noblista Halldór Laxness swą pierwszą powieść historyczną zaczął pisać akurat podczas II wojny światowej. I że akcja „Dzwonu Islandii” zawiązuje się właśnie u progu XVIII w., gdy ojczyzna pisarza była igraszką w rękach mocarstw, a jej mieszkańcy cierpieli głód i poniżenie. Nie ma tu jednak mowy o klasycznym „krzepieniu serc”. Bohaterowie Laxnessa wrzuceni są w rzeczywistość przypominającą raczej sen idioty niż świat, który może być polem szlachetnej rozgrywki dobra ze złem.
Więcej o „Dzwonie Islandii”
32. Virginia Woolf, Orlando, przeł. Aga Zano, Marginesy

Lektor: To trzeci polski przekład „Orlanda”, w 1994 r. ukazały się aż dwa: Tomasza Bieronia i Władysława Wójcika. Aga Zano we wstępie ciekawie i szczegółowo tłumaczy swoją strategię translatorską i niektóre decyzje – np. bohater po zmianie płci nie zmienia, jak u Bieronia, imienia na Orlandę. A w tekście umieszczono ilustracje, stanowiące element gry, do jakiej zaprasza nas autorka.
31. Joanna Czeczott, Cisza nad stepem, Czarne

Jacek Taran: W poruszającym reportażu o trwającej przez dziesiątki lat kolonizacji Kazachstanu autorka relacjonuje historię sowieckich represji oraz przywołuje wspomnienia, które wydają się wyparte. To także opowieść o tym, jak bardzo historia gułagów promieniuje na współczesne państwo Kazachów.
Joanna Czeczott odwiedza miejsca, w których funkcjonowały łagry, poszukując zarówno ich fizycznych, jak i niematerialnych śladów zapisanych w świadomości mieszkańców. Próbuje przełamać milczenie i zrozumieć, jak kolejne pokolenia potomków zesłańców i strażników żyją we wspólnym sąsiedztwie, radząc sobie z dziedzictwem przemocy.
30. Jerzy Jarniewicz, Trzy kobiety, Biuro Literackie

Lektor: „Trzy kobiety” to opowieść o przedwcześnie zmarłej matce i jej trzech przyjaciółkach, Wandzie, Krysi i Irenie, która czasem przybiera postać niemal reportażowej migawki, a czasem przenosi nas w rejony nieledwie baśniowe.
Ten świat, tak bardzo miniony, że już historyczny, oglądany oczami chłopca, jest mi w realiach bliski. Wiem, że Jarniewicz nie pisze poetyckiej autobiografii ani portretu pokolenia, ale przyjemnie się wyłapuje rozmaite znane szczegóły wplecione w gęstą poetycką tkankę. Wraca przeszłość, ale też mieszają się czasy, trochę jak we śnie.
29. Daniel Mendelsohn, Trzy pierścienie, Próby

Lektor: Minęło sporo lat, gdy Daniel Mendelsohn, wzięty amerykański krytyk literacki, wyruszył w podróż przez wiele krajów, od Bolechowa (kiedyś Polska, dziś Ukraina) po Izrael i Australię śladami swoich krewnych. Owocem była świetnie przyjęta gruba księga „Zagubieni. W poszukiwaniu sześciorga spośród sześciu milionów” (2006, polski przekład Piotra Szymora ukazał się dwa lata później).
Był też inny rezultat – długotrwały kryzys psychiczny, pustka twórcza i emocjonalna. „Ilekroć próbowałem zacząć coś nowego – wspomina – miałem wrażenie, jakbym stał się jednym z sędziwych świadków lub ocalonych”. Lekarstwem okazała się... książka o „Odysei”, spleciona z opowieścią o ostatniej podróży ze starym ojcem szlakami Odyseusza właśnie.
A teraz mamy „Trzy pierścienie” (tytuł z anegdoty Boccaccia) – medytację o homeryckich korzeniach motywu wędrówki, o samotności i bezdomności, ale też o technikach opowiadania i kompozycji pierścieniowej. Wśród bohaterów książki jest Fénelon, który w XVII wieku w „Przygodach Telemaka” dopełnił niejako puste miejsca w eposie Homera.
28. Peter Markus, Dobrze, bracie, Ha!art

Adam Woźniak: Na kartach drugiej wydanej w Polsce książki Markus kontynuuje rzeczno-biblijną ekspedycję. Tym razem od milczenia absolutu ważniejsze są jednak wątki genezyjskie. Akcja „Dobrze, bracie” rozgrywa się w domu na przedmieściach przemysłowej metropolii. Matka ma dość rdzawej wody, ryb i brudnego krajobrazu. Ojciec z trudem przystaje na przeprowadzkę, która jest końcem świata dwóch synów, fanatyków wędkarstwa.
W akcie buntu chłopcy przybijają dłonie do betonowego słupa, a następnie stwarzają z błota Dziewczynę – postać, która tłumi ich lęk, pozwala uciec w głąb rzeki, świata i siebie. Markus kreśli te – po równo schulzowskie i leśmianowskie – obrazy przy użyciu prostych słów. Hojnie rozporządza za to powtórzeniami fraz, symboli i scen, co sprawia, że całość można potraktować jako zapis świadomości, która w nieskończoność mieli utratę. Albo skrypt mistycznego rytuału.
27. Marek Górlikowski, Ilustrator. Przygody ojca Koziołka Matołka. Tylko dla dorosłych, Znak

Jacek Taran: Postać kojarzona dziś głównie z koziołkiem z Pacanowa niesłusznie pomijana jest w szerszym kontekście kulturowym. Tymczasem Walentynowicz to nie tylko współtwórca jednego z pierwszych polskich komiksów, lecz także architekt, karykaturzysta, podróżnik, żołnierz trzech wojen i fotoreporter wojenny, który brał udział w wielu ofensywach, jak choćby w słynnym lądowaniu aliantów na plaży w Normandii 6 czerwca 1944 r.
Choć trudno w czasie lektury pozbyć się wrażenia, że Koziołek, mądra głowa, to alter ego samego autora – zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i bogactwo przygód czy zamiłowanie do podróży – to pamiętać trzeba, że mamy do czynienia z artystą najwyższej klasy, kimś nazywanym „polskim Disneyem”, kogo kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej, gdyby urodził się po drugiej stronie oceanu.
26. Maciej Dobosiewicz, Laszowanie, Nisza

Adam Woźniak: Zbiór dwunastu opowiadań o dojrzewaniu, w których dochodzi do nieustannego tarcia między chłopięcą wrażliwością a maczystowskim światem PRL-owskiej prowincji. Zaczyna się od sprawnej inwersji. Po pogrzebie ojca-palacza bohater przypomina sobie, że w chwilach słabości uparty zwykle mężczyzna „dygał jak panienka”. Potem wracamy do wczesnego dzieciństwa, ale ta śmierć i wizja rozedrganego twardziela nie przestają rzucać światła na kolejne sceny – są z nami na rybach, podczas zabawy w Indian i wtedy, gdy ojciec uczy syna, by zawsze bił pierwszy.
Biorąc na warsztat te z pozoru sztampowe historie, Dobosiewicz nie tylko dokłada cegiełkę do urealniania opowieści o współczesnych mężczyznach, ale też wypracowuje osobny idiom, którego podstawą jest budowanie narracji wokół stopniowo ujawniającej się wieloznaczności słów.
Więcej o książce Dobosiewicza
25. Denton Welch, Młodości, w tobie uciech siła, przeł. Marcin Szuster, PIW

Lektor: Welch przeżył zaledwie 33 lata (1915-1948), z czego pisarska przygoda trwała lat osiem. Przed nią był potworny wypadek – jadący na rowerze przyszły pisarz został potrącony przez samochód, a ciężki uraz kręgosłupa wywołał przejściowy paraliż i trwające już do końca życia kłopoty z układem moczowym. Ale eksploracja czasu przeszłego dokonana w tej powieści urzeka wrażliwością i prostotą.
24. Tobias Wolff, Oto początek naszej historii, przeł. Krzysztof Umiński, Czarne

Lektor: Mamy tu łudzącą przesłonę zwyczajności, niepozorne sytuacje nabierające niespodziewanej wagi. Mamy fabuły czasem rozbudowane, a czasem bardzo ascetyczne. Humor bliski czarnej grotesce, podszyty niepokojem, jak w „Usterce na pustyni”. Tobias Wolff (rocznik 1945), znany u nas dotąd z autobiograficznych „Chłopięcych lat” sfilmowanych z Robertem De Niro i Leonardem DiCaprio, to kolejny mistrz opowiadania, którego ostatnio poznajemy – a przy tym nauczyciel dobrze już u nas znanego George’a Saundersa.
23. Riad Sattouf, Arab przyszłości. Ja, Fadi, porwany brat, Kultura Gniewu

Remigiusz Różański: Komiksy Riada Sattoufa notorycznie porównuje się do „Mausa” Arta Spiegelmana i „Perspepolis” Marjane Satrapi. To tyleż skuteczne marketingowo, co zwyczajnie trafne. W końcu francusko-syryjski twórca w „Arabie przyszłości” – wzorem Spiegelmana – podjął się próby opisania i zrozumienia przyczyny zaburzonej relacji z ojcem.
Jednocześnie – jak Satrapi – opowiadając skromną, osobistą historię, naszkicował obraz skonfliktowanego muzułmańskiego świata kształtowanego przez tyranów: Mu’ammara al-Kaddafiego i Hafiza al-Asada. O ile Sattouf w autobiograficznej heksalogii przedstawiał polityczne, obyczajowe i rodzinne zawirowania z punktu widzenia swoich wspomnień, o tyle narratorem komiksu „Ja, Fadi. Porwany brat” uczynił swojego młodszego brata.
Więcej o komiksie
22. Mateusz Górniak, Ćpun i Głupek, Convivo

Adam Woźniak: Powieść pomyślana jest jako ojcowsko-synowski dwugłos, z którego wyłania się opalizujący obraz marzeń i traum dwóch straconych pokoleń. Spod wulgarności przebijają tu lęk, przedziwny rodzaj ciepła i druzgocący wręcz smutek. Tym razem we frazie słychać jednak nieco mniej cytatów i raperskiego pogłosu. Zamiast tego dostajemy głębsze zaczepienie w rzeczywistości i uważniejsze wędrówki po jej nadpsutych tkankach. Bez szkód dla języka. Bo choć zdarzają się w tej książce zdania lekko efekciarskie, to przeważają takie, w których naprawdę ogniskuje się świat.
Więcej o książce Mateusza Górniaka
21. Piotr Paziński, Obstalunki, Austeria

Lektor: Piotra Pazińskiego stosunek do garniturów jest niechętny, działalność krawiecką uprawia natomiast w obrębie literatury i języka, a redaktorzy pism wiedzą, że obstalowany u niego tekst będzie celny i znakomicie skrojony – jak u londyńskich mistrzów. Toteż dobrze się stało, że rozproszone dotąd eseje, także z „Tygodnika”, zebrane zostały w jednym, wcale grubym tomie.
20. Eleanor Janega, Kobieta średniowiecza, przeł. Justyna Kukian, Port

Maciej Müller: Późnośredniowieczna seksualność, myśl apokaliptyczna i propaganda – oto wachlarz zainteresowań dr Eleanor Janegi, amerykańskiej mediewistki, popularnej autorki i twórczyni podkastów historycznych. Takich, dodajmy, które nie nadają się do słuchania w aucie z dziećmi.
Janega opowiada o opartym na antycznych mizoginistycznych teoriach świecie, który po zdjęciu średniowiecznych dekoracji nie jest tak odległy od naszego: współczesne feministki walczą ze zjawiskami zakorzenionymi setki lat temu. Chodzi o przedmiotowe podejście do kobiet (gwałt był przestępstwem wobec ojca czy męża ofiary), jak i ignorowanie wartości wykonywanej przez nie pracy. Kobieta miała być cicha, cnotliwa, skromna i piękna – ale w naturalny sposób, bo np. regulacja brwi podchodziła już pod grzech śmiertelny.
Więcej o książce Eleanor Janegi
19. Percival Everett, James, przeł. Kaja Gucio, Marginesy

Michał Choiński: Decyzja, by przepisać „Przygody Hucka Finna” z perspektywy czarnego niewolnika, pozwala spojrzeć inaczej nie tylko na fabułę powieści Marka Twaina, ale też na samą narrację historyczną Stanów Zjednoczonych. To próba stworzenia głosu, który przez prawie dwa stulecia był poddawany ostracyzmowi, pozbawiony podmiotowości i odczłowieczany. Głosu, któremu brakuje też historycznej reprezentacji.
Zachowały się liczne zapiski białych właścicieli niewolników, natomiast świadectwa ofiar potwornego systemu pozostają wybrakowane i nieliczne. Rekonstruując amerykańskiego klasyka, Percival Everett rzucił więc wyzwanie ograniczeniom historycznych źródeł, kulturze regionu, ale też odczuwalnym nadal w Stanach Zjednoczonych echom systemowego rasizmu. Starał się opowiedzieć historię „niemożliwą”.
Więcej o powieści Percivala Everetta
18. Jindřich Štyrský, Wiersze i sny, przeł. Anna Wanik, WBPiCAK

Lektor: Jindřich Štyrský (1899-1942) to twórca wybitny, choć w pełni doceniony wiele lat po śmierci. Najpierw bliski kubizmowi, potem współzałożyciel w 1934 r. Grupy Surrealistów, partner malarki Marie Čermínovej, czyli Toyen – wielkiej damy czeskiego surrealizmu – zmarł przedwcześnie, zniszczony chorobą i alkoholem.
Pierwsza u nas książkowa prezentacja jego dorobku zawiera wiersze, „Sny”, reprodukcje prac plastycznych oraz „Emilie przychodzi we śnie” – jak pisze Anna Wanik, „najsłynniejszy tekst prozatorski Štyrskiego, choć każde zdanie tej prozy jest wierszem”. Tekst mocno erotyczny, śmiało zilustrowany i wydany w 1933 r. z zakazem szerszego rozpowszechniania.
Więcej o książce
17. Muriel Spark, Jazda, przeł. Jacek Dehnel, Znak Literanova

Lektor: Bardzo to jest przyjemne, że w ostatnich latach nie tylko pojawiają się nowe polskie przekłady XX-wiecznych klasyków (Proust, Joyce, Virginia Woolf, Faulkner, Hemingway, wkrótce Thomas Mann), ale też powracają pisarze tłumaczeni jeszcze za Peerelu i jakby zapomniani. To właśnie przypadek ekscentrycznej Szkotki Muriel Spark (1918-2006), mistrzyni ironii i czarnego humoru, konwertytki na katolicyzm (z żydowskimi przodkami po mieczu).
Dokładnie 55 lat temu PIW wydał jej powieść „Memento mori”, niedługo potem „Balladę o Peckham Rye” i „Pełnię życia panny Brodie” (zekranizowana z wielką Maggie Smith w roli tytułowej!). Były jeszcze kolejne tytuły, z których warto przypomnieć „Bramę Mandelbauma” (oryginał 1961, przekład 1997), z akcją rozgrywającą się w Jerozolimie podzielonej jeszcze pomiędzy Izrael i Jordanię. I ćwierć wieku nieobecności.
Więcej o nowym przekładzie Muriel Spark
16. Gregor von Rezzori, Niegdysiejsze śniegi, przeł. Małgorzata Gralińska, Czarne

Ziemowit Szczerek: Gregor von Rezzori (1914-1998), zwany w rodzinie „Grischą”, był pisarzem niemieckojęzycznym (był też scenarzystą i aktorem – grał głównie rólki, ale jednak w filmach z Brigitte Bardot i Marcelllo Mastroiannim), który Niemcem się nie czuł, a do austriackości, jak sam pisał, bardziej aspirował, niż Austriakiem był w rzeczy samej. W rodzinnej Bukowinie uchodził za obcego, bo za Austriaka, ale w Austrii również był obcy.
Ojciec był Sycylijczykiem, matka wywodziła się z fanariotów, greckich z pochodzenia, a otomańskich z nadania urzędników na Wołoszczyźnie, w jego krwi znalazła się do tego wszystkiego jeszcze irlandzka domieszka. Jako czernowiczanin, obywatelstwo przez prawie całą młodość posiadał rumuńskie.
Więcej o von Rezzorim i jego powieści
15. Max Blecher, Dzieła zebrane, przeł. Joanna Kornaś-Warwas, PIW

Lektor: Na ponad 400 stronach zebrany dorobek niespełna trzydziestoletniego życia, naznaczonego cierpieniem. Max Blecher (1909-1938), pisarz rumuński, pochodzący z żydowskiej rodziny kupieckiej z Mołdawii, jest jednym z najciekawszych odkryć ostatnich dziesięcioleci. Za życia wydał tom wierszy i dwie powieści; trzecią opublikowano w całości wiele lat po jego śmierci.
Te powieści – „Zdarzenia w bliskiej nierzeczywistości”, „Zabliźnione serca” i „Rozświetlona jama” – miały już polskie wydania, i to w trzech różnych oficynach, są jednak trudne do zdobycia. „Dzieła zebrane” zawierają prócz powieści krótsze prozy i wiersze, a także kalendarium życia pisarza i posłowie, których autorem jest Doris Mironescu, biograf i edytor pism Blechera.
Czytaj więcej o Blecherze
14. Bryan Lee O'Malley, Seconds. Drugie szanse, Nagle Comics

Remigiusz Różański: Katie Clay zbliża się do trzydziestki. Mieszka w klitce na poddaszu restauracji, w której pracuje. Mimo że Seconds (pol. repeta) jest najpopularniejszą jadłodajnią w mieście, utalentowana szefowa kuchni traktuje ją wyłącznie jako przystanek na drodze ku spełnieniu marzeń, to jest otwarciu własnego lokalu. Piętrzące się problemy podsycają jednak jej wątpliwości. Obsesyjne pytanie o słuszność życiowych decyzji jest lejtmotywem „Drugich szans”, będących mariażem literatury young adult i miejskiej baśni.
Więcej o komiksach
13. Sławomir Mrożek, Opowiadania zebrane. Tom I, Noir sur Blanc

Lektor: Poręczny mały format, książka rozkosznie pękata. Zaczyna się od debiutanckich „Opowiadań z Trzmielowej Góry” (1953) i wydanych w tym samym roku „Półpancerzy praktycznych”. Obie pozycje noszą na sobie piętno epoki, w której powstały, ale już następne, czyli „Słoń” (1957) i „Wesele w Atomicach” (1959) to najlepszy Mrożek, ten, którym do dziś mówimy i który może nadal stanowić klucz do polskich paradoksów i absurdów.
Więcej o opowiadaniach Mrożka
12. Stanisław Łubieński, Drugie życie czarnego kota, Agora

Monika Ochędowska: „Drugie życie czarnego kota” to – w największym skrócie – historia Warszawy opisana poprzez dzieje jej przyrody. Tak naprawdę jest to jednak wciągająca książka przygodowa, a momentami nawet, co tu kryć, detektywistyczna. Łubieński zabiera na spacer po ulicach i parkach lupę, szczypce i specjalne woreczki, a potem, jak prawdziwy śledczy, pozwala nam wspólnie odkrywać, co takiego znaleźliśmy w trawie.
Bywają jednak w tej opowieści także znaleziska archeologiczne: na przykład dowiadujemy się, co rosło na Woli podczas interglacjału eemskiego, bo pradawne pyłki roślin można wydobyć spod ośmiu metrów sprasowanej ziemi i dokładnie przeanalizować. Inna niespodzianka czeka nas, gdy autor wśród śmieci wydobytych z dna Wisły trafia na ząb trzonowy z dolnej szczęki nosorożca włochatego. Jak przygoda, to tylko w Warszawie.
Więcej o książce Stanisława Łubieńskiego
11. Przemysław Pawlak, Witkacy. Biografia, Iskry

Lektor: Witkacy zdaje się dzisiaj znowu mieć swój czas. Może być nie tyle przewodnikiem, ile towarzyszem w epoce zamętu, który nas znów ogarnia. Pawlak sumiennie zebrał źródła, nakreślił barwnie historyczne tło, a swojego bohatera stara się zrozumieć także w jego najbardziej ekscentrycznych czy wątpliwych poczynaniach.
W „Appendiksie” zebrał wypowiedzi świadczące o niezrozumieniu Witkacego przez współczesnych oraz irytacji, jaką w nich budził. Prawem paradoksu, to właśnie ten twórca doczekał się po latach grona oddanych badaczy, tworzących międzypokoleniową wspólnotę wtajemniczonych.
Więcej o biografii Witkacego
10. Szczepan Twardoch, Null, Marginesy

Monika Ochędowska: Pod koniec lutego, tuż po trzeciej rocznicy pełnoskalowej wojny w Ukrainie, ukazuje się „Null” Szczepana Twardocha – powieść o żołnierzach walczących na pierwszej linii frontu. Głównym bohaterem jest polski ochotnik o ukraińskich korzeniach, do którego towarzysze broni zwracają się per Koń. Kiedyś Koń był pilotem, obsługiwał drony. Dziś siedzi ze Szczurem w zamaskowanej jamie na lewym brzegu Dniepru, skąd biegnie do nas jego opowieść. A właściwie biegnie opowieść o nim, czy też opowieść Twardocha skierowana bezpośrednio do niego, bo „Null” jest inwokacją, wołaniem.
Oficjalnie Koń jest Koniem, bo na zdjęciach publikowanych w mediach społecznościowych zakryto mu kiedyś dla bezpieczeństwa twarz obrazkiem uśmiechniętego końskiego łba. Tak naprawdę jednak do nazywania Konia Koniem można znaleźć inne, dużo lepsze powody. Pamiętacie platońską alegorię duszy jako rydwanu? Woźnica symbolizował w niej część rozumną, zaś dwa skrzydlate konie części odpowiadające namiętnościom takim jak gniew i pożądanie. Koń – bohater Twardocha – rzeczywiście, jak już wiemy, jest rozgniewany. Wedle tego porządku jest jednak tą częścią duszy, która zawsze sprzymierza się z rozumem, z tym, co sprawiedliwe.
Są w „Nullu” momenty, gdy Koń myśli o „Iliadzie”. A pierwszym słowem eposu Homera jest przecież gniew. „Wszystko zaczęło się od gniewu”, mówi do siebie Koń, a może mówi to do Konia Twardoch? Gniew, to „fatalne i uroczyste niczym nieznoszący sprzeciwu apel” słowo – jak zauważył niemiecki filozof Peter Sloterdijk – jest pierwszym znanym nam leksemem Europy. Kamieniem węgielnym starego kontynentu, naszym punktem startowym.
Więcej o powieści Szczepana Twardocha oraz innych książkach o wojnie w Ukrainie
9. Arturo Pérez-Reverte, Ostatnia zagadka, przeł. Katarzyna Okrasko, ArtRage

Monika Ochędowska: Gratka dla miłośniczek i miłośników klasycznych powieści detektywistycznych, szczególnie przygód Sherlocka Holmesa. Hiszpański pisarz zaszył tu odniesienia do ponad dwudziestu książek Arthura Conan Doyle’a. Bohaterowie nie tylko rozmawiają o poszczególnych wątkach z jego twórczości, sama akcja nawiązuje do rozwiązań stosowanych przez klasyka.
„Ostatnia zagadka” to prawdziwie przewrotny traktat o „morderstwie jako jednej ze sztuk pięknych”. Nic dziwnego – Arturo Pérez-Reverte w książkach z Sherlockiem zaczytywał się ponoć od ósmego roku życia. Głównym bohaterem powieści jest niejaki Hopalong Basil, człowiek, który wiele lat grał Holmesa w Hollywood. To postać także inspirowana uniwersum Doyle’a, wprost wzorowana na Basilu Rathbonie, dwukrotnie nominowanym do Oscara angielskim aktorze wiele lat grającym detektywa w kinie.
Więcej o „Ostatniej zagadce”
8. Rafał Księżyk, Fala. Rok 1984 i polski postpunk, Czarne

Dariusz Kosiński: Słuchaliście pasjami Siekiery, Variété, 1984 albo One Million Bulgarians? Jeśli nie, to nic nie szkodzi. Książka „Fala. Rok 1984 i polski postpunk” Rafała Księżyka nie jest tylko opowieścią dla nostalgicznych fanów. Po ponad czterdziestu latach muzyczne doświadczenia z roku Orwellowskiego znów zaczynają w nas rezonować.
Żaden z zespołów, o których tu mowa, nie zdobył masowej popularności, choć każdy zasłużył na niezdewaluowany przymiotnik „kultowy”. Ich kult trwał zaledwie kilka lat – głównie tych, o których opowiada książka – mniej więcej od 1983 do 1988 r.
Jako muzyczna fala „polski postpunk” podniósł się gwałtownie w roku 1984, by potem opaść i rozlawszy się szeroką ławą, wsiąknąć pozornie bez śladu w piach. Większość zespołów się rozpadła, pozostawiając po sobie nawet nie płyty, ale unikatowe nagrania o niejasnym statusie. Niektórzy muzycy działali dalej, ale nawet jeśli ich twórczość była dostrzegana i dobrze oceniana, to takiego wpływu, jaki mieli w latach 80., już nigdy nie zdobyli.
Więcej o książce Rafała Księżyka
7. Kasia Mazur, Do poprawki, Kultura Gniewu

Remigiusz Różański: Kasia Mazur w komiksie „Do poprawki” opowiada o tym okresie w życiu, kiedy postrzeganie siebie narzucali jej właśnie rówieśnicy i rodzice. Za kanwę fabuły służą autorce wspomnienia walki z zaawansowaną skoliozą, będącą tyleż wstydliwą i uciążliwą przypadłością, ile symbolem niedopasowania do kanonu piękna.
Podobnie jak „Dziewczyństwo” amerykańskiej pisarki Melissy Febos, „Do poprawki” traktuje o zinternalizowanej nienawiści do siebie. Mazur z gawędziarską lekkością przytacza przykre fakty ze swojego życia, przełamując jednak ponurą atmosferę rozbrajającym żartem. Rysunki nie tyle odzwierciedlają monolog pamiętnikarki, ile stanowią jego przedłużenie lub puentę.
Więcej o komiksie Kasi Mazur
6. Natalia Ginzburg, Małe cnoty, przeł. Weronika Korzeniecka, Filtry

Lektor: Tom esejów – szczupły, ale gęsty, zbierający utwory powstałe w różnym czasie, opublikowany w 1962 r. Bogaty w tropy autobiograficzne, przede wszystkim jednak dający się czytać jako mądrościowa refleksja nad światem i wartością życia, z której każdy coś wyniesie.
Piękny jest „Portret przyjaciela” – to wybitny pisarz Cesare Pavese – napisany po jego samobójczej śmierci. Wrażliwego i ciepłego portretu doczekał się też, jeszcze za życia, drugi mąż autorki, anglista Gabriele Baldini (w szkicu „On i ja”). Pobytom na wyspach zawdzięczamy między innymi „Pochwałę i opłakiwanie Anglii”, która nie wiem czy zachwyci anglofilów, ale jest chwilami niezmiernie zabawna.
Więcej o „Małych cnotach”
5. Gyula Krúdy, Wszystkie kobiety Sindbada. Opowiadania wybrane, wybór i przekład Elżbieta Cygielska i Anna Górecka, PIW

Lektor: Legenda literatury węgierskiej, pisarz niezwykle oryginalny, którego stopniowo dopiero poznajemy – później niż tych, co się do jego dziedzictwa przyznawali, jak Sándor Márai i noblista Imre Kertész. Po wyborze opowiadań i felietonów „Miasto uśpionych kobiet” otrzymaliśmy kolejny tom opowiadań (niektóre się powtarzają), których bohaterem jest Sindbad – kluczowa postać świata wykreowanego przez Gyulę Krúdyego (1878-1933).
Kim jest Sindbad? Nie manipulatorem Don Juanem, choć kochanek to nienasycony, a jego podziw dla kobiet ma rys nieco wampiryczny. Postacią mityczną, która swobodnie przemieszcza się pomiędzy życiem a śmiercią, zarazem jednak bytem realnym, osadzonym w świecie schyłkowej bądź już upadłej c-k Monarchii (znajdzie się tu także małe polskie uzdrowisko).
Więcej o „Wszystkich kobietach Sindbada”
4. Charles Burns, El Borbah, przeł. Wojciech Góralczyk, Kultura Gniewu

Remigiusz Różański: El Borbah to chandlerowski detektyw do kwadratu – pije na umór, pali jak smok, zawsze mówi o jedno słowo za dużo, a gdy zabraknie mu argumentów, perswaduje pięścią. Ima się spraw beznadziejnych, jednak w przeciwieństwie do Philipa Marlowe’a nie posiada kręgosłupa moralnego, powoduje nim wyłącznie szmal. W jego garderobie nie ma prochowca i kapelusza, są za to trykot i maska luchadora.
Charles Burns, amerykański twórca komiksów (współpracował m.in. z „Rolling Stone” i „New Yorkerem”) w albumie „El Borbah” żeni zamiłowanie do filmów noir z fascynacją lucha libre (meksykańską odmianą wrestlingu) i kinem klasy B.
Wychowanek legendarnego magazynu „Raw” korzysta tu z gatunkowych prefabrykatów, aby za ich pomocą dać wyraz swojej zwichrowanej wyobraźni. Wykreowany przezeń świat zamieszkują zdeformowani dziwacy rodem z horrorów Clive’a Barkera. Z kolei dotyczące ich śledztwa sytuują się gdzieś na przecięciu lynchowskiej groteski, czarnego kryminału i filmów o El Santo.
Więcej o „El Borbah” Charlesa Burnsa
3. Halina Nelken, Pamiętnik z getta w Krakowie, W.A.B.

Lektor: Halina Nelken urodziła się w 1923 r., rodzina mieszkała przy ul. Długosza. Wojenne gettowe adresy też będą w Podgórzu, tyle że miejsce wielopokojowego mieszkania z wiedeńskimi meblami i młodopolskimi obrazami zajmą obskurne lokale, w których z trudem mieszczą się wszystkie łóżka. Dzienniczek nastolatki zmienia się w kronikę przyspieszonego dorastania i narastającej grozy. Brud, głód, przymusowa praca sprzątaczki na rakowickim lotnisku.
„Akcje” i łapanki, potem wysiedlenia. Wracając z Rakowic, Halina przeskakuje kałuże krwi na rogu Dąbrówki i Janowej Woli; kilka godzin wcześniej zginął tu, wśród innych, poeta i pieśniarz Mordechaj Gebirtig. Wysiedlenie październikowe 1942: „księżyc srebrzył bladym światłem wąskie jak studnia podwórko... W dole leżały stosy pomordowanych podczas akcji ludzi. Trupy rzucone byle jak mieszały się z sobą w ostatnim uścisku”.
Po wojnie Halina Nelken ukończyła historię sztuki, została kustoszem w krakowskim Muzeum Narodowym. W 1958 r. wyjechała do Wiednia, od 1960 r. do śmierci mieszkała w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowała na kilku uczelniach. A z jej niezwykłego pamiętnika z getta warto wydobyć jeszcze jeden wątek: przyjaźń, a trochę flirt z pewnym uroczym 40-letnim inżynierem, o którym pisze, że był wtedy dla niej autorytetem.
Więcej o „Pamiętniku z getta w Krakowie” Haliny Nelken
2. Jeff Biggers, Sardynia. Podróż w czasie, przeł. Barbara Gadomska, Czarne

Lektor: Na Sardynii nie byłem nigdy, ale książka Biggersa (Amerykanin, rocznik 1963) mnie zafascynowała. Jest w niej wszystko: i historia, i kultura, i portrety ważnych postaci wywodzących się z tej wyspy, i krajobraz, a wszystko to z bardzo osobistej perspektywy, poza przewodnikowym schematem. I tak nasycone treścią, że często trzeba cofać się w lekturze, by nie pogubić wątków.
Ale też jest o czym opowiadać: miejsce, gdzie rozwijały się przedrzymskie cywilizacje w epoce brązu, kraj zagadkowych kamiennych wież, nuraghes, i splątanej historii, przy całej swej odrębności odgrywający istotną rolę w powstaniu państwa włoskiego.
Kraj z własnym językiem, a właściwie językami, z pisarzami tworzącymi po sardyńsku i po włosku. Wśród tych ostatnich jest noblistka Grazia Deledda, jest Giuseppe Dessì, autor „Krainy cieni”, Salvatore Satta, autor „Dnia sądu” i Gavino Ledda, autor „We władzy ojca” – by wspomnieć tylko tych, których możemy czytać po polsku, podobnie jak Antonia Gramsciego, komunistę i wybitnego myśliciela, ofiarę faszyzmu. Nazwisk – także nieznanych u nas poetów, także plastyków i muzyków, jak wspaniała pieśniarka Maria Carta – jest tutaj mnóstwo.
Więcej o „Sardynii” Jeffa Biggersa
1. Marek Bieńczyk, Rondo Wiatraczna, Karakter

Piotr Paziński: „Od (…) roku życia mieszkałem sam” – takie sformułowanie powtarza się w książce wielokrotnie, zmienia się tylko liczba lat: sześć, osiem itd., co każe pomyśleć, że narrator albo nie ma wielkiego pojęcia o własnej przeszłości, albo kpi z nas w żywe oczy. Albo, przywdziawszy łobuzerską maskę, pragnie zaproponować nam coś ważnego.
Nie darmo na dzielni nazywano narratora Prorokiem, a on sam dość chętnie porównuje się do Chrystusa i Mojżesza. Grochowski prorok wieszczy rychłe nadejście „zbełtanych czasów”, obiecuje wyprowadzić swój lud z dzielnicy – ale nie za Wisłę, lecz do najgłębszych piwnic, gdzie da się spokojnie przeczekać najgorsze, ale też to i owo zrozumieć.
Przede wszystkim jednak nasz narrator, oswobodzony z profesorskiego gorsetu, niczym klasowy nicpoń z oślej ławki kwestionuje domyślny porządek, wywraca na nice szacowne doktryny filozoficzne, szydzi z bogów i szatanów, obśmiewa Kartezjusza, Freuda, Derridę, Bourdieu, a nawet (rzecz w pewnych kręgach inteligenckich niewybaczalna) samego Didiera Eribona.
Więcej o „Rondzie Wiatraczna” Marka Bieńczyka
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















