To pierwszy przekład prac francuskiego socjologa i filozofa na język polski. Książka szczególna, ponieważ za swój cel badawczy i obiekt namysłu obiera przyjaźń – zjawisko, które jest fenomenem ze względu na powszechność i zakorzenienie w kulturze, a zarazem niejasność – jeśli próbować zrozumieć jej związek z systemami władzy i prawa. I to właśnie na przecięciu tych dwóch sfer: intymnej relacji (którą autor najchętniej widziałby poza systemem) oraz polityki ról umieszcza Lagasnerie swoją wielowątkową opowieść.
Przyjaźń jako forma życia i centrum egzystencji
Jest to książka, którą organizuje rytm naukowego eseju, ale też rzadki gatunek, jakim jest biografia zbiorowa. Autor opisuje bowiem losy bliskich sobie ludzi: pisarza Édouarda Louisa, socjologa Didiera Eribona oraz własne, w momencie dla ich relacji przełomowym, gdy przyjaźń staje się sposobem na życie, centrum egzystencji.
Główną tezą eseju Lagasnerie, z której promiennie, zgodnie z założoną logiką wywodzą się kolejne, jest ta, która pojawia się na wstępie: „Doświadczyć życiowej formy, która przejmuje nad nami władzę, czyniąc nas tymi, kim jesteśmy, oznacza doświadczać życia i pewnych sposobów istnienia, choć inne mogłyby nam bardziej odpowiadać i czynić nas szczęśliwszymi. Oznacza to pozwolić, żeby społeczeństwo wykradło naszą egzystencję”.
Jeśli bowiem większość związków ma charakter funkcjonalny, wpisany w ustaloną społecznie grę tożsamości i ról, komplementarnych wobec tradycyjnych ram egzystencji, którą wyznaczają rodziny i polityki rodzinne, to przeniesienie całej aktywności życiowej, ambicji, a przede wszystkim całego swojego czasu do przyjaźni radykalnej, kreatywnej, która może również stać się strukturą oporu i źródłem nowej kontrkultury, jest jak zbudzenie się z długiego snu, w który nas wpakował Matrix.
Czy rodzina to opresyjny system kontroli?
Oczywiście Lagasnerie ma rację, kiedy dowodzi, że przyjaźń w logikach systemów reprodukcji i dominacji jest uznawana za moment przejściowy, sprawę młodości, z której trzeba kiedyś wyjść w prawdziwe życie, małżeńskie i rodzinne. Ma rację, kiedy zauważa, że przyjaźń jest dla nas zjawiskiem trochę niepoważnym i niezasługującym na instytucjonalne wsparcie (jeśli uznać związki partnerskie za formę praktykowania przyjaźni, polska rzeczywistość jest tego przykładem najdobitniejszym).
Trudno również zaprzeczyć, że stare i nowe totalitaryzmy oraz populizmy wartościują i radykalizują prymat rodziny, ustanawiając go jedyną zdrową formą praktyki relacji. Przez rodzinę i idę rodziny wiodą wszystkie nici (kable – jeśli jesteśmy przy Matriksie) łączące nas z systemami kontroli i zarządzania.
Ten nowy etyczny, przebudzony, rewolucyjny w istocie wymiar przyjaźni mógłby stać się czymś w rodzaju remedium na izolację, wyzwoleniem spod reguł życia społecznego, Tołstojowskim „życiem sercem”, które wbija się jak klin w „życie według zasad”, zarzewiem kolejnego przebudzenia kontrkulturowego, ku któremu z oczywistą tęsknotą spogląda Lagasnerie. Pisze nawet wprost, że chciałby, żeby jego książka stała się traktatem dla młodego pokolenia, rodzajem nowej umowy społecznej, „podręcznikiem życia antyinstytucjonalnego”.
Ale jednocześnie autor postuluje zinstytucjonalizowanie nowych form koegzystencji, wiedząc doskonale, jakie łączą się z tym zagrożenia (późny kapitalizm ma nieograniczone zdolności absorpcji do systemu). Jednocześnie zaznacza, że nie chodzi mu o to, żeby z ich życia-we-trzech uczynić jakiś model partycypacji czy egzystencji.
Czy radykalna przyjaźń może zrywać więzi społeczne
Zwracam również uwagę na to, że mimo postulatów egalitarystycznych, przenikających struktury klasowe i związane z tym przywileje, ten model wydaje się bardzo elitarny, a nawet hermetyczny w sensie psychologicznym i uprzywilejowany – odnosi się bowiem do osób, które dzięki zawodom naukowym i twórczym mogą sobie pozwolić na kultywowanie niezależności.
Jeśli radykalizm postulowanej przyjaźni ma opierać się m.in. na zerwaniu więzi społecznych (chociaż znów paradoksalnie zmierzać ma on ku jeszcze większej partycypacji) i ekonomicznych – kogo będzie na to stać? W sensie materialnym i symbolicznym.
Jest i kolejna niejasność. Lagasnerie w pewnym momencie wyznaje: „To, co nas łączy, to nie miłość, ale więcej niż przyjaźń”. „Didier i ja jesteśmy parą, a Édouard ze swej strony jest w parze”. Elementem różnicowania jest tu fakt, że wszyscy mieszkają osobno. Jakby uprzedzając wątpliwości, że ich forma radykalnej przyjaźni wchodzi jednak w systemowe ramy. A miłość, przyznanie do niej, może osłabić argument o postulowanym centrum życia. Centrum jest więc zdecentralizowane, chociaż nie jestem pewien, czy ta strategia mnie przekonuje.
Geoffroy de Lagasnerie, WE TRZECH. DĄŻENIE, BY WYJŚĆ POZA, przeł. Jacek Giszczak, Drzazgi 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















