Odyseusz, człowiek z odległej wyspy

Homer doskonale rozumiał, że jako ludzie jesteśmy splotem wielu wersji samych siebie. Nigdy nie poznamy ostatecznej prawdy o tym, kim jesteśmy. Opowiadamy siebie różnymi głosami, bez końca to ukrywając, to ujawniając swoje oblicza.
Czyta się kilka minut
Herbert James Draper, Odyseusz i syreny, 1909. // B&EW
Herbert James Draper, Odyseusz i syreny, 1909. // B&EW

Nie sposób zliczyć, ile wydań dawnych tłumaczeń „Odysei” jest dzisiaj w sprzedaży. Są to głównie edycje tłumaczenia Lucjana Siemieńskiego, z którego cytaty najskuteczniej przeniknęły do naszego języka, tworząc kulturowe kody. Ale nie brakuje też prozatorskiego przekładu Jana Parandowskiego. Nie podejmuję się wchodzić w spór wokół obecnej w naszej kulturze już od siedmiu dekad próby przełożenia tekstu Homera bez korzystania ze środków mowy wiązanej. Warto jednak zauważyć, że gdyby nie to tłumaczenie, przyjazne przez swoją formę, być może do tekstu „Odysei” nie sięgnęłoby wiele osób, zniechęconych niedostępnością starożytnego heksametru. Być może żywotność eposu Homera w naszej kulturze zawdzięczamy właśnie temu ryzykownemu eksperymentowi. 

Szczęśliwie wciąż pojawiają się nowe próby zmierzenia się z tym tekstem, a każda z nich to zamierzenie heroiczne: wyprawa na odległe wyspy i nieznane morza. Całkiem niedawno, bo w 2020 r., ukazał się nowy przekład „Odysei” autorstwa Roberta Romana Chodkowskiego (ten sam tłumacz dał nam w 2022 r. również nowy przekład „Iliady”). Chodkowski oddaje w polszczyźnie grecki heksametr, ale rezygnując z rymów, które wprowadził np. Siemieński, pozwala również na lekturę prozaiczną. Wtedy z wersów układają się zdania, jeśli więc kogoś odstrasza metrum, nie powinien się obawiać. A przez przekład, za sprawą nowoczesnego języka, płynie się z prawdziwą radością.

Zeszłoroczna wiosna przyniosła dwie nowe edycje, których miłośnicy „Odysei” nie powinni przegapić. Pierwsza to ponowne wydanie trudno dostępnego przekładu Józefa Wittlina, którego historia to kilka dekad zmagań z tekstem. Wittlin postanowił stworzyć polszczyznę skrzącą się archaicznymi zwrotami i słowami od dawna w polszczyźnie nieobecnymi. Ten zabieg pozwala uznać epos Homera za zabytek dawnego języka polskiego. Wydanie, przygotowane przez wydawnictwo Austeria, to tekst dwujęzyczny, zawierający grecki oryginał.

Druga edycja to przygotowany przez PIW nowy przekład Antoniego Libery. We wstępie tłumacz deklaruje, że chce konsekwentnie oddać tekst Homera polskim heksametrem, którego zasady opracował Mickiewicz.

Dyskusję nad tymi przekładami pozostawiam ekspertom, jako miłośnik „Odysei” cieszę się z tego translatorskiego i edytorskiego ożywienia. Wszystkie te próby pokazują, jak żywotnym tekstem jest „Odyseja”. Nie ta uproszczona, zamknięta w lekturowych streszczeniach i parafrazach, ale ta pełna, niełatwa, czasem przytłaczająca. 

Nie da się zrozumieć fenomenu tej popularności, jeśli zamkniemy ją w epoce, która dawno przeminęła. Wiele rzek i strumieni, które dziś nas opływają, w których zanurzamy się, czasem toniemy, a czasem poddajemy się prądowi, ma swoje źródła w dziwnej opowieści o tułaczce byłego herosa. 


Arystoteles przywołuje w „Poetyce” opowieść, która pojawia się na marginesach mitu wielkiego herosa. Nie znalazła się ona w eposach Homera, dużo później opowie ją rzymski mitograf Hyginus. Jest jednak znamienna, gdyż ujawnia zasadę, która buduje Odyseusza i powtarzana jest w wielu innych historiach.

Otóż gdy Agamemnon zwoływał achajskich królów na wojnę trojańską, władca Itaki wcale nie miał ochoty, by porzucić rodzinną wyspę. Znalazł szczęście w codzienności. Miał piękną żonę Penelopę, właśnie urodził im się syn Telemach. Nie mógł jednak odmówić wielkiemu rodowi Atrydów, dlatego uciekł się do fortelu. Nałożył czapkę, którą ubierano obłąkanym i na oczach poselstwa, które do niego wysłano, prowadził pług, do którego zaprzągł woła i konia. Odys liczył, że zostanie uznany za szaleńca, a wysłannicy wrócą do króla Myken z wiarygodnym usprawiedliwieniem jego nieobecności podczas wojennej wyprawy. Gdyby tylko podstęp się udał, Odys nie pojawiłby się na kartach „Iliady” i „Odysei”, opowieść o nim w ogóle by nie powstała. Po co śpiewać pieśni o nieobecnych?

Bohater zostaje jednak przechytrzony przez kapłana Palamedesa. Ten kładzie na ziemi przed lemieszem małego Telemacha. Odys może grać swoją rolę do końca, zabijając syna, lub zatrzymać pług, demaskując swoją grę i ruszyć pod Troję.

Dwa wielkie eposy zaświadczają o tym, jakiego dokonał wyboru. A na kartach „Iliady” można przeczytać, jak okrutnie zemścił się później na sprytnym kapłanie. Ta scena iskrzy od sensów. Przemyślny Odys udaje pozbawionego rozumu – wiele wieków później obranym z rozumu nazwany zostaje Don Kichot. Zarazem zdrowy rozsądek każe mu przerwać grę. Każdy obrót jest ukryciem bądź ujawnieniem. A sworzniem tej rotacji jest rozum. 

W tej scenie, jak w soczewce, widzimy wyjątkowość Odysa. Jego orężem nie jest nadludzka siła, zwinność czy mistrzostwo w sztukach walki. Odys jest przebiegły. Po latach bezowocnego oblężenia Troi Achajowie wygrywają dzięki jego podstępowi, a koń trojański staje się na wieki symbolem triumfu sprytu. Obrotność czy też pomysłowość stają się pierwszym z długiej listy imion Odysa: to różnie tłumaczone na polski greckie słowo polytropos z pierwszego wersu eposu. Dopiero w dalszej kolejności pojawia się udział w zburzeniu Troi i błądzenie.

Świat bez bogów

Właśnie dlatego wedle filozofów Adorna i Horkheimera Odys jest pierwszym nowoczesnym bohaterem. Dlatego wymyka się z dawnych pieśni i staje się protoplastą nowożytnego podmiotu. Jego zasadą jest zaradność, zdolność adaptacji i radzenia sobie w zmiennych okolicznościach. Dzięki rozumowi człowiek naszych czasów oswaja dawnych bogów i podporządkowuje sobie żywioły. Nie mogąc zapanować nad naturą siłą, przechytrza ją swoją skuteczną wynalazczością. To fascynujące rozpoznanie. 

Bohater Homera pojawia się w greckiej kulturze na długo przed pierwszymi filozofami i uczonymi. „Odyseja” jest śpiewana, zanim rozum zacznie triumfować nad mitem, mało tego: jej pieśni są bodaj najwspanialszym śpiewem dawnych mitów. Po Odysie nadchodzą greccy uczeni i tragicy, potem kolejne szkoły, średniowieczne uniwersytety, ale to właśnie on uznany zostaje w „Dialektyce oświecenia” za pierwszego herosa nowoczesności. Dlaczego?

Wcześniej mitologiczni spryciarze nie kończyli dobrze. Oszukiwanie bogów miało swoje konsekwencje. Każdego dnia przekonują się o tym choćby Prometeusz czy Syzyf. Ale działali oni w czasach, kiedy świat pełen był bogów, a ich władza niezagrożona; dlatego musieli przegrać. Nawet przemyślny Dedal, patron inżynierów i wynalazców, musiał gorzko wspominać swój niebosiężny triumf. Wprawdzie przechytrzył Minosa i uszedł z Krety, wzlatując wysoko jak ptak, lecz stracił ukochanego syna.

Odys pojawia się później, u samego schyłku tej epoki. Włoski pisarz i eseista Roberto Calasso stawia tezę, że Odys jest herosem, który wymknął się z mitu. W „Zaślubinach Kadmosa z Harmonią” proponuje następującą interpretację wojny trojańskiej: to bogowie popchnęli ostatnich królów i herosów z dawnych czasów do wyniszczającej walki. Sami postanowili wycofać się ze świata. Ale żeby ta ucieczka bogów się udała, trzeba było przeciąć wszystkie łączące ich z ludźmi nici.

Tymi nićmi byli półboscy herosi, których obecność między śmiertelnikami zaświadczała o bogach. Dlatego na polach Ilionu starły się wrogie armie i po raz ostatni bogowie stawali ramię w ramię z ludźmi. Celem było zatarcie śladów. Zginął Achilles, Priam, Hektor i wielu innych, Agamemnon znalazł śmierć na progu własnego pałacu. Ci, którzy przeżyli – jak Nestor czy Menelaos – w „Odysei” są tylko cieniami samych siebie, jakby utracili wszystkie moce. Wojna, a wraz z nią cała mityczna przeszłość, to dla nich odległe wspomnienia, które zacierają się w pamięci.

W ujęciu Calassa Homer swoimi eposami tłumaczy Grekom świat bez bogów. Można wznosić świątynie i składać ofiary lub próbować wyczytać boską wolę z mętnych słów wyroczni, ale bogów już nie ma. To doświadczenie człowieka nowoczesnego, które zostało spisane około VIII w. przed naszą erą.

Co w tej sytuacji może zrobić Odys? Od początku odstawał od swoich boskich towarzyszy. Miał tylko – i aż – spryt. I wracając do domu, tym sprytem stara się ograć bogów i mityczne siły. Oszukuje cyklopa Polifema, przedstawiając się jako Nikt, oślepiając go i ukrywając siebie oraz swych towarzyszy pod owczymi brzuchami. Znów podstęp: bohater ukryty pod maską szaleńca, w drewnianym wnętrzu konia, w owczym runie. Odys ma wszystko, co potrzebne w nowym świecie bez bogów, w którym pozostały tylko siły do ogrania. Zachowanie Odysa jest nieheroiczne. Ale jest skuteczne. A skuteczność jest zasadą nowoczesności: każdą drogę można usprawiedliwić, jeśli tylko doprowadzi nas do celu. Wszystko inne można pominąć.

Ucieczka z mitu

Ale w losie Odysa jest coś jeszcze. I to być może naznacza go nawet silniej niż przebiegłość. Jest to postać, która przeżywa chyba największą przemianę w całej historii literatury. Nieśmiertelny, boski bohater, który wybiera śmiertelność. To bardzo wzruszająca scena. Od lat Odys przebywa w słodkiej niewoli nimfy Kalipso, gdzie ma wszystko: to oaza boskości w głęboko ludzkim świecie. Może wybrać swoją nieśmiertelność i wieczne życie u boku najpiękniejszej kobiety świata. 

Świat się o niego nie upomni, już dawno przetworzył go w pieśń i ten śpiewany Odys ludziom w zupełności wystarcza. Jednak zamiast cieszyć się szczęściem, być może na ostatniej wyspie dawnego świata, codziennie siada na nadmorskich skałach i patrzy przed siebie, bo gdzieś tam, za horyzontem jest rodzinna Itaka.

Wie, że czeka go tam zwykłe życie, a Penelopa jest zwykłą kobietą, nie mogącą się równać z Kalipso. I wie, że czeka go tam śmierć, spokojna, jak przepowiedział mu wieszczek Tejrezjasz. Ale to właśnie wybiera i – z boską pomocą, być może ostatnią boską pomocą w świecie – rusza do domu. Nie jest to jednak chlubny powrót. Stracił swe okręty i towarzyszy, stracił wiezione spod Troi skarby. Wraca na skleconej naprędce tratwie i nawet ją zabierze mu gniew Posejdona, każąc pokonać ostatni etap podróży do wyspy Feaków wpław.

Odys na własne życzenie wysnuwa się z mitu. Rezygnuje z boskich przywilejów i wybiera zwyczajność. Świat mitu zaczynał się za progiem domu. W domu była codzienność. Moce zawsze wyciągały bohaterów z ich domostw. Tam czekały skarby, przygody, wieczna sława. A król Itaki przez dziesięć lat szuka szczeliny, przez którą mógłby do tego niemitycznego domu powrócić. Dom powiązany jest ze śmiertelnością. Dom jest ciągle zagrożony, wymaga ustawicznej troski. Również dlatego to antypody boskości.

Parys i Odyseusz // Shutterstock

Czy Odyseusz zmyśla

Ciągłe wiązanie starożytnego eposu z nowoczesnością może razić, wydawać się wysilone. Ale każda kolejna lektura „Odysei” odsłania misterność i nieoczywistość tego tekstu. Zazwyczaj myślimy o przygodach Odyseusza tak: wyruszył spod Troi, przeżył wiele, a potem wrócił na Itakę, rozprawił się z zalotnikami i przywrócił porządek. Ale Homer opowiada tę historię zupełnie inaczej. 

Kiedy się rozpoczyna, Odys od siedmiu lat mieszka na wyspie Ogygii, w domu nimfy. Bogowie postanawiają wysłuchać jego próśb i pozwolić mu wreszcie wrócić do domu. Zanim jednak do tego dojdzie, Atena posyła dorosłego już Telemacha, by u dawnych towarzyszy swego ojca rozpytał o jego losy. Kolejne pieśni to podróż młodzieńca do Pylos i Lakedajmonu.

Czytelnik, ciekawy anonsowanych na początku eposu przygód Odyseusza, musi uzbroić się w cierpliwość. Dopiero po skrupulatnej opowieści o wyprawie Telemacha Homer wraca na Ogygię i pozwala Odysowi z niej odpłynąć. Ten rusza na tratwie, cudem dopływając na wyspę Feaków. Tam nie ujawnia swej tożsamości, a król Alkinoos nie pyta go o imię. Podczas uczty aojda śpiewa o przygodach Odysa i wtedy bohater nie wytrzymuje i zaczyna płakać. Wyznaje swoje imię i zaczyna opowiadać.

To podczas uczty pojawiają się historie o baśniowych ludach i stworzeniach, które po latach pamięta się najmocniej. Dekada tułaczego życia opowiedziana zostaje podczas biesiady. Wtedy rozpoczyna się powrót na Itakę, kolejne intrygi i ostateczny triumf. Cała akcja trwa niewiele ponad miesiąc. Poukrywana i ujawniana w opowieściach tułaczka rozciąga się na lat dziesięć. To, co Homer robi z czasem, jak rozciąga chwile i zagęszcza lata, to bardzo nowoczesna strategia narracyjna. W dawnych wiekach, u zarania powieści, powstaje arcydzieło, które zapowiada wiele współczesnych eksperymentów i poszukiwań literackich.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej. Wszystko, co znamy jako przygody Odysa, to jego własna opowieść. Nie mówi o tym narrator eposu. Słów Odysa nie może potwierdzić nikt inny – jego towarzysze zginęli. Został sam, może opowiedzieć wszystko. Czy można mu ufać? W naszym świecie nie ma zwodzących marynarzy syren, nie ma jednookich olbrzymów. Nie pojawiają się ani na wyspie Feaków, ani na Itace. Te miejsca są nadzwyczaj zwyczajne: skały, nieurodzajna ziemia, stada owiec, chatka świniopasa, pies zdychający na śmietnisku. Baśniowość roztaczają tylko opowieści Odysa, ostatniego świadka mitu. A jeśli kłamie? Jeśli to wszystko zmyślenia?

Ostatnie kłamstwo

W „Pracy nad mitem” niemiecki filozof Hans Blumenberg pisze o „ujętych w heksametry marynarskich opowieściach z tawern wybrzeża Jonii”. Jakby Homer, znów nowocześnie, wpuszczał do swej gęstej opowieści o tułaczce i powrocie trochę oddechu wziętego wprost z ludowych podań, podlanych winem i wyolbrzymionych knajpianą atmosferą.

Odys nie jest narratorem zbyt wiarygodnym. Nawet jeśli wziąć w nawias historie o dziwnych wyspach i ich mitycznych mieszkańcach, jego zachowanie nie budzi zaufania. Na Itace opowiada o sobie Atenie, która skrywa się pod postacią pastuszka, dalej pasterzowi świń, Eumajosowi, u którego znajduje gościnę, potem Penelopie i zalotnikom. 

W żadnej z tych opowieści nie ujawnia się jako Odys, a jedynie jako ktoś, kto go co najwyżej znał lub kiedyś spotkał. Jak pisze Homer: „Wiele zmyślał, mówiąc rzeczy do prawdy podobne”. Co ciekawe, w każdej z tych wersji pojawia się Kreta. Czyżby nawiązanie do przypisywanego Epimenidesowi z Krety paradoksu kłamcy: „wszyscy Kreteńczycy to kłamcy”, który przez wieki spędzał logikom sen z powiek? W każdym razie Odys kłamie jak najęty.

Fabularnie można zrozumieć jego ukrywanie się – to oś intrygi. Przybywa na rodzinną wyspę pod postacią starca i przygotowuje odwet. Ujawnia się dopiero, kiedy wie, że może pokonać ucztujących w jego pałacu zalotników. Wyjaśnia to zasada skuteczności, ta sama, która przyczyniła się do pokonania Troi. Jednak skuteczność i przemyślność nie tłumaczą tu wszystkiego. Odys nie tworzy jednej spójnej legendy, fałszywej tożsamości – jak znani z powieści sensacyjnych tajni agenci – tylko zmienia swą opowieść z każdym nowym powtórzeniem, ryzykując zdemaskowanie, jeśli tylko jego słuchacze skonfrontowaliby te różne wersje ze sobą. Ale robi to i brnie w kłamstwa, jakby nie mógł się opanować. A z każdym zmyśleniem w czytelniku rośnie podejrzliwość względem bajecznych przygód opowiedzianych Feakom.

Homerowi bardzo zależy, by jego bohater został uznany za kłamcę. Kiedy kurz bitewny opada, megaron spływa krwią i porządek zostaje przywrócony, a Odys się ujawnia, rusza poza pałac, gdzie mieszka Laertes. Jest już po wszystkim, syn nie ma powodu okłamywać ojca, który żyje nadzieją jego powrotu. Mimo to Odys, widząc sędziwego i cierpiącego starca, znów podejmuje swoją grę. Przedstawia się jako Sporny z Błędochodu, syn Nieszczęsnego (tłum. Parandowskiego) i dopiero na widok łez ojca coś w nim pęka i wyjawia swoją prawdziwą tożsamość. To ostatnie kłamstwo daje do myślenia, gdyż nieuzasadnione jest przebiegłością. Jest kłamstwem czystym, bezinteresownym, choć w porę urwanym.

W co gramy

Swobodny stosunek do prawdy ma jednak wymiar nie tylko moralny. Choć oczywiście można sensownie pytać, dlaczego heros miałby podlegać ludzkim normom. Wydaje się, że w tym uporczywie powtarzanym przez Homera środku jest coś więcej. Jest taktyka. W jednej z wersji Odys opowiada – nie ujawniając się oczywiście – że spotkał Odysa i ten zamierza wrócić na Itakę, lecz zasięga w Dodonie rady Zeusa, rozważając, czy wrócić jawnie, czy w ukryciu. 

Są to więc zmyślenia podobne do prawdy: ukrywający się Odys ujawnia chęć ukrycia się Odysa. Podobnie ukrywa się przed Polifemem: przedstawia się jako Nikt, przez co oślepiony cyklop nie może wobec współbraci nazwać swego prześladowcy. Ukrywanie się i ujawnianie się jest sposobem bycia Odysa, o czym pisze w swym eseju „Odys gość” Cezary Wodziński. To nie tylko przemyślna taktyka odzyskania władzy.

W „Odysei” rodzi się nowoczesna podmiotowość. Homer wie, że wobec każdego gramy inną rolę, że w środku jesteśmy kłębkiem różnych wersji samych siebie i być może do końca nie wiemy, jaka jest ostatecznie prawda o nas. Możemy tylko opowiadać siebie różnymi głosami, ciągle grając w ukrycia i ujawnienia.

Można też postawić ten problem bardziej literacko. Bo, ostatecznie, czy ktoś, kto spędził dwie dekady poza domem, doświadczył wojny, doprowadził do zburzenia Troi, potem wiele lat błądził, może przekazać drugiej osobie prawdę o sobie? I wreszcie: czy ktoś, kto porzucił nieśmiertelność, kto odwrócił się od tego wszystkiego, o czym śmiertelnicy marzą, może wyjaśnić to swoim bliskim, którzy przez lata stali się zupełnie obcy?

Wydaje się, że wpisanie zachowania Odysa w taktykę intrygi jego powrotu to literacki zabieg, by powiedzieć nam coś więcej. Nam, a więc nie tylko zasłuchanym w pieśni aojdy Grekom sprzed wielu wieków, ale też nam, tu i teraz, dzieciom płynnej nowoczesności. I być może dlatego wciąż sięgamy do „Odysei”, choć jej metryka niemal prowokuje, by skazać ją na zakurzone zapomnienie w odległym kącie biblioteki. I w tym sensie epos Homera nie jest mitem, lecz grą, jaką z mitami prowadzi świadomość, która nie potrafi już w mit uwierzyć.

Bo z greckimi herosami nie sposób się zaprzyjaźnić. Ich losy możemy oglądać z dystansu, uzbrojeni w historyczne i krytyczne narzędzia. Odys nie jest już jednym z nich. Staje się nam niepokojąco bliski. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Człowiek z odległej wyspy