6 sierpnia 1945 r. w Hiroszimie świeciło słońce. Miasto było piękne, schludne, z powściągliwie uśmiechniętymi mieszkańcami na ulicach. Zobaczyłam je osiemdziesiąt lat później i opisałabym dokładnie tak samo, jakby jego codzienności nie naruszyła nigdy jedna z największych tragedii ludzkości: zrzucenie bomby atomowej. To, co wydarzyło się z ludźmi Hiroszimy, opisał młody amerykański korespondent John Hersey. Jego reportaż pierwotnie ukazał się w sierpniu 1946 r. w wyjątkowym wydaniu New Yorkera, z którego usunięto wszystkie inne artykuły. Na okładce magazynu, a dziś książki, zamieszczono ilustrację pełną rozrywek letniego dnia: piękną i niepokojącą jednocześnie.
W prostym w formie reportażu poznajemy losy sześciu hibakusha, co po japońsku oznacza „osobę będącą ofiarą eksplozji”. To panna Toshiko Sasaki z działu kadr fabryki, Hatsuyo Nakamura, matka trójki dzieci, wdowa po krawcu. Ojciec Wilhelm Kleinsorge, niemiecki jezuita, oraz wielebny Kiyoshi Tanimoto, pastor kościoła metodystów. Młody chirurg Terufumi Sasaki i doktor Masakazu Fuji, właściciel prywatnego szpitala. To przypadek sprawił, że akurat oni przeżyli. Opis towarzyszących zdarzeniom szczegółów jest największą mocą reportażu. Jesteśmy w tamtych domach, gdy przychodzi błysk bomby, między poparzonymi ciałami ofiar, gdy szukają schronienia i gdy dzielnie budują swe życia od nowa. Życia, które bomba naznaczyła na zawsze.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















