Nie lubię myślenia, że to jest nowe życie. Jakieś osobne i niezwiązane z tym poprzednim. Datę urodzenia wciąż mam tę samą. Dom, rodzinę, pracę. Dalej umiem to, co umiałem przedtem, a jednak coś się zmieniło. Wiem już – i to nie z teorii – że mogę umrzeć w każdym momencie. (...) Moje myśli zaczęły krążyć wokół czasu. Ale nie tak jak przedtem wokół liczenia czasu, tylko zdecydowanie bardziej wokół lepszego wykorzystania tego, który jeszcze mi pozostał. Chcę zdążyć, co jest do zdążenia”.
Zawał, udar. Nagła konfrontacja z możliwością własnej śmierci. Stanięcie na jej granicy. W przypadku Mikołaja Grynberga początek jest szczególnie dramatyczny, z powodu spóźnionej diagnozy, czy raczej jej braku. Potem jest ryzykowna decyzja o powrocie do Warszawy, dwustukilometrowa szalona jazda, właściwie prosto na stół operacyjny. Ratunek w ostatniej chwili. Koronarografia, dwa stenty. Potem tempo wydarzeń zwalnia, przychodzą kolejne etapy, aż po rehabilitację, podczas której autor decyduje się walczyć o odzyskanie formy, niespecjalnie zresztą do tego zachęcany.
Świetna to jest książka, oszczędna i niepatetyczna, szczera i nie pozbawiona humoru. Czytałem ją, mając w pamięci własne doświadczenie udarowca, i mogłem tylko kiwać głową. Tak, tak, właśnie tak. Jakże precyzyjnie opisany dzień na OIOM-ie – choć podczas późniejszych odwiedzin na tym oddziale okazuje się, że pamięć nie wszystko dokładnie zanotowała.
Życie w przymusowej wspólnocie pacjentów. Skłonność do płaczu. I jeszcze eksplozja uczucia wobec kardiologa-operatora, które nie jest tylko wdzięcznością. Tajemnica dwóch prześcieradeł (dobry tytuł dla kryminału!). Przystojna pani przesiadująca przy wejściu na kardiologię i uśmiechająca się do wszystkich – to nie zachęta do flirtu, pani czeka na przeszczep...
„Zdążyć, co jest do zdążenia”. I odnaleźć na nowo swoje miejsce wśród najbliższych. Bo to także historia o miłości – do nieżyjących już rodziców, do żony i dzieci. Trochę też o dziedzictwie, tym zawartym w genach, gdzie mogą kryć się źródła choroby, ale również rozumianym szerzej.
A podczas lektury myślałem o poprzednich książkach Mikołaja Grynberga. Wracających do tematu Zagłady i o tej ostatniej, „Jezus umarł w Polsce”, zbiorze rozmów o wydarzeniach na granicy polsko-białoruskiej. Bo cena za ich napisanie mogła się okazać niespodziewanie wysoka.
Mikołaj Grynberg, ROK, W KTÓRYM NIE UMARŁEM, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2025, ss. 142
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















