Krystyna Czerni „Cisza i zgiełk obrazów”, Więź
Ten zbiór szkiców krytycznych jest tak obszerny, że nie zdołam wyliczyć wszystkich obecnych w nim artystek i artystów. Artystki wspominam najpierw, bo pierwsza w tym szeregu jest Jadwiga Maziarska, długo niedoceniana malarka z powojennej Grupy Krakowskiej, zmarła w 2003 r. w wieku 90 lat, potem zaś – kolejność postaci wedle dat urodzenia – panuje niemal idealna równowaga płci.
Szkic tytułowy to wykład inauguracyjny w krakowskiej ASP, wygłoszony przez Krystynę Czerni w październiku roku 2014. Tekst mocno osobisty, w którym szukać można klucza, wedle którego autorka dokonuje swoich wyborów. Bo to nie jest jakiś ranking polskiej sztuki współczesnej, raczej pokazanie rozmaitych jej dróg.

Czytaj więcej o książce
„Życie na wszelki wypadek. Wybór wierszy z lat 90. XX wieku", red. Piotr Śliwiński, WBPiCAK
Antologia uderza przede wszystkim nagromadzeniem języków wsobnych, obojętnych na oceny i oczekiwania. Każdy wiersz bądź zestaw wierszy to poetycki mikrokosmos, w którym swobodnie rotują stawki i techniki rzemiosła. Samowola i swoboda tematyczna wyznaczają bieg zbioru.
Co ciekawe, daje się tu uchwycić natychmiastowe rozczarowanie raczkującym kapitalizmem, który przybiera groteskową formę w wierszach Miłosza Biedrzyckiego i Adama Kaczanowskiego. Zainfekowanie popkulturą zostaje prześwietlone w błazeńskim „kawałku” Darka Foksa pt. „Haiku Birkenau”.
Symbole spóźnionej nowoczesności pełnią w zbiorze ironiczną funkcję, odsyłając raczej do niespełnionych nadziei niż zadowolenia z dobrobytu. Tadeusz Pióro, poeta znany ze swojej kryształowo-hermetycznej frazy, trafnie określił ten stan słowami: „śnimy tę nadwyżkę rozkoszy”.

Czytaj więcej o antologii
Zbigniew Majchrowski, „Trans / dygresje. Eseje o przekraczaniu granic”, Słowo / obraz terytoria
Zbigniew Majchrowski (1955-2023), absolwent i profesor Uniwersytetu Gdańskiego, uczeń Marii Janion i uczestnik jej słynnych seminariów, zmarł w grudniu. Pisał o Mickiewiczu („Cela Konrada” i „Krypta Gustawa”), Gombrowiczu i Różewiczu.
Nad książką, wydaną teraz pod redakcją Doroty Buchwald, pracował do końca – jak rozumiem, będzie jeszcze tom drugi. Tytuł jest oczywiście świadomym nawiązaniem do janionowskiej serii, to zbiór studiów o przekroczeniach radykalnych, które Majchrowskiego szczególnie interesowały.
Fascynująca to jest lektura, właściwie niestreszczalna. Zaskakuje rozległością tematów, nieoczywistością skojarzeń, a też bogactwem ilustracyjnym.

Czytaj więcej o książce
Miklós Bánffy, „Zważone”, przeł. Irena Makarewicz, Officyna
Pełne rozmachu dzieło Bánffyego okazało się czytelne nawet dla mieszkańców odległych zakątków globu. Czas zweryfikował jego wartość. Być może dlatego, że przesłanie zawarte w tytułach trzech tomów cyklu – „policzone”, „zważone” i „podzielone” (czyli mene, tekel, fares z Księgi Daniela) – brzmi dziś bardzo aktualnie.
Przepowiednia katastrofy i upadku, a przede wszystkim zapis końca pewnej epoki, odchodzenia świata, który wydawał się stały i niezniszczalny, jest naszym wspólnym, globalnym doświadczeniem.
Nawet jeśli podczas lektury sięgamy po inne książki, żeby lepiej zrozumieć kontekst fabuły, albo potrzebujemy większej wiedzy o tle historycznym, dobrze rozumiemy niepokoje bohaterów, motywacje i decyzje, które zmieniały ich życie. Jeśli mamy odrobić jedną lekcję z lektury Bánffyego, niech będzie nią przekonanie, że jakość i talent zawsze się obronią.
Czytaj więcej o książce
„Błękitny szlak”, reż. Gabriel Mascaro, CANAL+ VoD, Player, e-Kino Pod Baranami, MOJEeKINO
Ten film, uhonorowany Srebrnym Niedźwiedziem i Nagrodą Jury Ekumenicznego na zeszłorocznym Berlinale, z pewnością trochę traci na mniejszych ekranach, jest to bowiem bogate wizualnie kino drogi, w którym bajeczne amazońskie pejzaże odgrywają istotną rolę. Są obietnicą wolności, ale czy mogą dać całkowite schronienie przed totalitarnym systemem? Takim, który zmusza do ukrywania siwych włosów i do noszenia pieluchomajtek, bez względu na potrzebę? Lecz, jako się rzekło, najważniejsze wydarza się po drodze.

Czytaj pełną recenzję filmu
„Posada”, reż. Ermanno Olmi, Netflix
Streaming przyzwyczaja nas do podpowiadanych przez algorytm nowości, ale skrywa także niedostępną nigdzie indziej klasykę kina. W tym stogu siana, jakim jest wór rekomendacji na platformie Netflix, błyszczy pewna włoska igiełka. To „Posada”, pierwszy pełnometrażowy film Ermanna Olmiego, który w czasach swojej premiery (1961) zgarnął trzy nagrody festiwalu w Wenecji.
Jest jednocześnie satyrą na ówczesne miejskie życie, jak i opowieścią o pierwszej pracy i młodzieńczej miłości. Nastoletni Domenico (w tej roli naturszczyk Sandro Panseri) ze względu na problemy finansowe rodziny musi porzucić edukację na rzecz pracy w nowoczesnej firmie w Mediolanie. Podczas przedziwnej rekrutacji poznaje ciemnowłosą Antoniettę (jedyna rola Loredany Detto), która patrzy na chłopaka przychylnym okiem.

Czytaj pełną recenzję filmu
„Dziewczyna z Kolonii”, reż. Ido Fiuk, HBO Max, Play Now
Trudno nakręcić dobry film o przygotowaniach do wielkiego wydarzenia muzycznego, kiedy nie może ono wybrzmieć z powodu braku licencji na wykorzystanie utworu. A jednak warto obejrzeć „Dziewczynę z Kolonii”, w której zafascynowana jazzem niemiecka licealistka samodzielnie wynajmuje operowe przestrzenie, żeby mieszkańcy jej rodzinnego miasta mogli posłuchać genialnych improwizacji.

Sebastian Barry, „Tymczasowy dżentelmen”, tłum. Agnieszka Walulik, ArtRage
Ma w sobie coś z poety jezior, sporo z egzystencjalisty, najwięcej pewnie z dawnych mistrzów w rodzaju Ernesta Hemingwaya. Pisze prosto, bez udziwnień i większych eksperymentów. Jego zwyczajne zdania składają się raczej na nokturny niż skoczne irlandzkie melodie. A jednak jest w nich coś lokalnego.
Sebastian Barry to irlandzki powieściopisarz, dramaturg i poeta, który otrzymał aż pięć nominacji do Nagrody Bookera. Polscy czytelnicy znają go choćby z „Czasu starego Boga” – przygniatającej opowieści o starym policjancie, który mierzy się z demonami przeszłości – czy „Po stronie Kanaanu”, w którym sędziwa Lily Bere wspomina Irlandię z początku XX w., wojnę domową i ucieczkę za ocean przed polityczną zemstą.

Czytaj recenzję książki
Stanisław Stempowski, „Pamiętniki 1870-1920. Tom I-III”, Więź
Stanisław Stempowski (1870-1952) spisywał swoje pamiętniki w wojennej Warszawie. Po jego śmierci Dąbrowska doprowadziła do ich wydania przez Ossolineum, tekst został jednak znacznie okaleczony zgodnie z wymogami cenzury – był rok 1953! – i pozbawiony niemal całkiem wątku rewolucji rosyjskiej, a także, jeszcze decyzją autora, ostatnich trzech rozdziałów. Teraz dostajemy całość.
Dlaczego warto po nią sięgnąć? Po pierwsze, to po prostu świetna literatura, portret świata bezpowrotnie minionego. „Czegoś tak pasjonującego i pięknego dawno nie czytałem” – pisał Jerzy Giedroyc po zapoznaniu się z brulionami zachowanymi w papierach pośmiertnych Jerzego Stempowskiego. Piotr Kłoczowski nazywa „Pamiętniki” apokryfem rodzinnym ogniwa wolności, którego Stanisław Stempowski był wspaniałym przedstawicielem.

Czytaj całą recenzję
Xue Mo, „Łuskanie bobu w blasku księżyca”, tłum. Marta Torbicka, ArtRage
Wydany właśnie zbiór opowiadań Xue Mo to pierwsza okazja, by poznać w języku polskim twórczość utytułowanego chińskiego pisarza, który chętnie portretuje swoje rodzime ziemie, prowincję Gansu. To naprawdę dalekie peryferie z perspektywy Pekinu, Szanghaju czy Kantonu – dalej mamy już tylko Sinciang.
I to właśnie od ujgurskiego Sinciangu przydomek otrzymał bohater pierwszego opowiadania tego tomu. Jest to mężczyzna, który w młodości uciekł z wojska. Powrót do domu po latach wojaczki okazuje się zaskakująco trudny – wszyscy jego bliscy myśleli bowiem, że nie żyje, żona zdążyła sobie ułożyć życie na nowo z innym mężczyzną. Mężczyznę poznajemy już u schyłku jego drogi, gdy prowadzi bardzo proste życie, pogodzony z przeszłością.

Czytaj recenzję książki
Rowan Jacobsen, „Dzikie kakao. Wyprawa do źródeł czekolady”, przeł. Aleksander Gomola, Bo.wiem
To nie jest kolejna książka w rodzaju „Wszystko, czego nie wiedzieliście o czekoladzie” ani „Sekretna historia kakao”, nie jest to też książka gurmandzistowska, popularyzatorska ani aktywistyczna. Choć z drugiej strony – wszystko to w sobie zawiera.
Przewaga Rowana Jacobsena, dziennikarza i autora książek o znaczeniu żywności, polega na tym, że napisał reportaż. O pionierach, ryzykantach, straceńcach i śmiałkach, którzy poświęcili się przywracaniu godności nasionom kakaowca właściwego, którego nazwa gatunkowa, Theobroma cacao, tłumaczy się przecież „pokarm bogów”. A może nawet bardziej przywracaniu jej ludziom, którzy nam ten surowiec dostarczają.

Czytaj cały tekst o książce
Zniknięcia, reż. Zach Cregger, HBO Max, megogo, iTunes, Chili, Pilot, Player, tv smart, Prime Video, Rakuten TV, CANAL+VoD, Play now
Pamiętacie średniowieczną legendę o szczurołapie z Hameln? Grając na czarodziejskim flecie, wyprowadził z miasteczka ponad setkę dzieci, mszcząc się w ten sposób na ich rodzicach za niewywiązanie się z zapłaty. Ta historia w rozmaitych przeróbkach była chętnie wykorzystywana przez kino grozy, wyrażając jeden z najbardziej pierwotnych lęków, związany z porwaniem czy uwiedzeniem najmłodszych.
Horror „Zniknięcia” też z tego czerpie, podobnie jak z baśni o Jasiu i Małgosi, w której na końcu udaje się pokonać złą czarownicę – i to jej własną bronią. Jednak reżyser Zach Cregger chciałby, ażebyśmy zobaczyli w jego filmie coś więcej niż archetypy i symbole w wersji pop. Już w czołówce oryginalnego tytułu, który brzmi „Weapons” (w znaczeniu: „moce”) znalazło się logo Anonimowych Alkoholików.

Czytaj całą recenzję filmu
„Okruchy dnia”, reż. James Ivory, Netflix
Producenta Ismaila Merchanta i reżysera Jamesa Ivory’ego łączyła wieloletnia relacja romantyczna i zawodowa: obie równie trwałe. W latach 60. duet stworzył firmę produkcyjną Merchant-Ivory, która stała się tak prominentna, że określiła nowy typ kina. Filmy spod tego szyldu często oparte są na literackim pierwowzorze, przedstawiają życie arystokracji i rozgrywają się na początku XX w. w Anglii.
Ekranizacja nagrodzonej Bookerem książki Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia” wydaje się naturalnym wyborem dla poszukujących podobnych historii. Efekty? Osiem nominacji do Oscara w roku 1993 oraz miejsce na liście stu najlepszych brytyjskich filmów XX w. opracowanej przez British Film Institute. Oraz jedna z najznamienitszych kreacji Anthony’ego Hopkinsa.

Czytaj całą recenzję filmu
„Piekło kobiet”, reż. Anna Maliszewska, HBO Max
Dokładnie w niedzielę 20 października 1929 r. w polityczno-społecznym „Kurierze Porannym” ukazuje się pierwszy z cyklu felietonów „Piekło kobiet” Tadeusza Boya-Żeleńskiego – słynnego krytyka i tłumacza, w tym wypadku przede wszystkim lekarza i społecznika. Teksty będą się ukazywać przez dwa miesiące, z czasem zostaną wydane w formie książki.
Boy zwraca uwagę na status młodych kobiet, które stają się matkami często wbrew własnej woli. Uważa, że nie powinno się karać tych, które – zdesperowane – próbują usunąć niechcianą ciążę, narażając zdrowie i życie (kobietę można było wówczas skazać za aborcję na 5 lat pozbawienia wolności, oglądamy taką scenę w serialu).
Żeleński pisze o nędzy robotniczych osiedli, na których dzieci umierają z powodu niedożywienia, chorób („ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka nie ma dachu nad głową”).
Czego domaga się autor? Przede wszystkim: zastopowania penalizacji kobiet. W roku 1931, razem z pisarką Ireną Krzywicką, otwiera w Warszawie na ulicy Leszno pierwszą Poradnię Świadomego Macierzyństwa. Jej główną klientelą będą kobiety „pragnące ustrzec się ciąży”.

Czytaj cały tekst o serialu
„Pomoc domowa”, reż. Paul Feig, Prime Video, Rakuten, Player, Play Now, Polsat Box Go i inne.
Nad „Pomocą domową” unoszą się wiecznie żywe wyobrażenia o życiu wyższych sfer, zmaterializowane w produkcjach typu „Moda na sukces”. Do takiego właśnie domu, utrzymanego w telenowelowych klimatach, trafia Millie, współczesna dziewczyna po przejściach.
Lecz choć nowa pomoc domowa sama wiele ma za uszami, jej piękni i bogaci państwo, Nina i Andrew, też pokażą rychło swą mniej reprezentacyjną twarz. A ich posiadłość pod Nowym Jorkiem okaże się złotą klatką, „domem dobrym” i zamkiem Sinobrodego w jednym.
Nagromadzenie absurdów, zwrotów akcji i nieoczekiwanych zmian miejsc sprawia, że w żadnym momencie nie da się wziąć na serio tej opowieści. Dodatkowo bierze ją w cudzysłów gwiazdorska obsada, bo Sweeney i Seyfried, a zwłaszcza ta druga w roli pani domu, zdają się czuć rozkosznie w swoich mocno przerysowanych kreacjach.

Czytaj całą recenzję filmu
Jacek Dehnel, „Historie łajdackie”, Znak Literanova
Ogromna powieść Jacka Dehnela „Łabędzie”, wydana przed blisko trzema laty, nie doczekała się niestety odbioru, na jaki ten zdumiewający, wielowątkowy eksperyment i jeden z najciekawszych portretów PRL-u w literaturze zasługiwał. By sparafrazować Słowackiego: mówię, bom smutny i sam pełen winy, ale zdawkowa nota uwłaczałaby tej książce.
Z „Historiami łajdackimi” będzie chyba lepiej – już pojawiły się rzeczowe i niezdawkowe recenzje. I dobrze, bo to świetny tom opowiadań, kolekcja losów ludzi i przedmiotów opisanych wirtuozersko, historie na ogół mroczne, zwięzłe, wciągające i osadzone w namacalnych niemal realiach. Czasem polifoniczne, jak „Bieg okoliczności”, w którym narrator, uprawiając jogging, przywołuje w myślach opowieści warszawskich sąsiadów, jednocześnie obserwuje ulicę, a ze słuchawek dobiega muzyka. Czasem czymś zainspirowane, jak moja ulubiona „Wicekrólowa Rugii” obrazem Caspara Davida Friedricha.

Czytaj całą recenzję książki
Marlen Haushofer, „Zabijemy Stellę / Piąty rok”, tłum. Małgorzata Gralińska, ArtRage
Im bardziej zagłębiamy się w coraz trudniejszą historię austriackiej pisarki, tym wyraźniejsze się wydaje, że opowiadana jest ona z wnętrza szklanej kuli (podobny zabieg Haushofer zastosowała w wydanej niedawno w języku polskim powieści „Ściana”, sfilmowanej przez Juliana Polslera w 2017 r.) – ale jest to w istocie coś w rodzaju piwnicy Fritzla. Cała rodzina jest bowiem zaangażowana w proces usprawiedliwiania, wypierania, przemilczania.

Czytaj całą recenzję książki
Ana María Matute, „Pierwsze wspomnienie”, tłum. Ewa Zaleska, Cyranka
„Pierwsze wspomnienie” to proza poetycka najwyższej próby – opisy przestrzeni uwodzą inwencją i subtelnością cieniowania. Matute napisała olśniewającą książkę o dorastaniu i wystawionej na próbę młodzieńczej wrażliwości. Jej narysowane twardym ołówkiem postaci zanurzone są w swoich prywatnych groteskach i jako całość przeciwstawione historii. Przenikliwość poszczególnych charakterystyk współgra z subtelnością ich prezentacji.

Czytaj całą recenzję książki
Dalajlama, „Głos uciśnionych. Siedem dekad walki z Chinami o mój kraj i naród”, tłum. Adam Kozieł, PIW
Ciemną, mroźną nocą 17 marca 1959 roku, przebrany w świeckie szaty, prześliznąłem się przez główną bramę pałacu Norbulingka, rozpoczynając wędrówkę, która miała się zmienić w ponadsześćdziesięcioletnie wygnanie”. Tak, minęło właśnie 67 lat od wybuchu powstania w Tybecie i ucieczki Dalajlamy do Indii. Kilka dni po tej ucieczce armia chińska zbombardowała stolicę Tybetu, Lhasę.
Teraz – książka ukazała się w oryginale w ubiegłym roku – blisko 90-letni duchowy i polityczny przywódca Tybetańczyków podsumowuje swoje relacje z władzami komunistycznych Chin. Najpierw, od chińskiej inwazji na Tybet w 1950 roku do swojego wyjazdu z Lhasy, bezpośrednie – był też dłuższy pobyt w Pekinie i rozmowy z chińskimi przywódcami, w tym z Mao Zedongiem – potem już tylko pośrednie, choć od 1979 roku w miarę regularne. Do czasu.

Czytaj całą recenzję książki
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















