Po wspaniałym „Słowniku rodzinnym” (nieustannie polecam!) kolejna książka Natalii Ginzburg (1916-1991). Czwarta po polsku, bo przełożono jeszcze późną powieść „Drogi Michele” i poprzedzające „Słownik...” (rok 1963) „Nasze dni wczorajsze”. Tym razem tom esejów – szczupły, ale gęsty, zbierający utwory powstałe w różnym czasie, opublikowany w 1962 r. Znów bogaty w tropy autobiograficzne, przede wszystkim jednak dający się czytać jako mądrościowa refleksja nad światem i wartością życia, z której każdy coś wyniesie.
Co do autobiografii – otwarciem tomu jest „Zima w Abruzji”. Ten szkic napisany został w 1944 r. i odnosi się do wydarzeń niewiele wcześniejszych. W 1940 r. mąż Natalii (córki anatoma i histologa prof. Giuseppe Leviego, który wychował troje noblistów), uczony i antyfaszysta Leone Ginzburg, trafił na „wewnętrzne zesłanie” do miasteczka Pizzoli w Abruzji, a żona z dziećmi wkrótce doń dołączyła.
Po wkroczeniu Niemców Leone, już z powrotem w Rzymie, został aresztowany i zamordowany przez SS-manów w więzieniu. O jego śmierci dowiadujemy się jednak dopiero z ostatniego akapitu, bo „Zima...” to przede wszystkim czuły portret zamkniętego prowincjonalnego świata – czuły, choć ten świat budził czasem u zesłańców irracjonalny odruch nienawiści. No i ważne ostatnie zdania: „Wierzyłam wtedy w łatwą i szczęśliwą przyszłość pełną zaspokojonych pragnień, doświadczeń i zwyczajnych spraw. Ale to był najlepszy czas mojego życia i dopiero teraz, kiedy uciekł mi na zawsze, dopiero teraz to wiem”.
Piękny jest „Portret przyjaciela” – to wybitny pisarz Cesare Pavese – napisany po jego samobójczej śmierci. Wrażliwego i ciepłego portretu doczekał się też, jeszcze za życia, drugi mąż autorki, anglista Gabriele Baldini (w szkicu „On i ja”). Pobytom na wyspach zawdzięczamy między innymi „Pochwałę i opłakiwanie Anglii”, która nie wiem czy zachwyci anglofilów, ale jest chwilami niezmiernie zabawna.
No a z drugiej części tej książeczki, w istocie wspaniałej Książki, chciałoby się cytować i cytować. „Syn człowieczy” „Mój zawód”, „Milczenie”, „Relacje międzyludzkie” – cóż to za krystalicznie czyste teksty! A tytułowe „Małe cnoty”, które tłumaczą, czemu na ich wpajaniu nie należy opierać wychowania dzieci? I czym jest powołanie? Natalia Ginzburg wysoko ustawiła tutaj poprzeczkę. Zresztą przekonajcie się sami.
Natalia Ginzburg, Małe cnoty. Przeł. Weronika Korzeniecka. Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025, ss. 142.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















