Przez wiele lat nazwisko tłumacza podawano niedużym drukiem na stronie tytułowej książki, czasem nawet bardziej je chowano. Ostatnio w przypadku literatury pięknej coraz częściej trafia ono na okładkę, choć niestety nadal bywa przez recenzentów pomijane.
Wreszcie jednak uznano, że rola tłumacza nie jest tylko służebna, ale i współtwórcza. A jak to współtwórstwo może wyglądać – pokazuje Jerzy Jarniewicz. I nie jest to drętwe teoretyzowanie, raczej pasjonujące scenariusze gry, której uczestnikami są autor, tłumacz i czytelnik, a czasem jeszcze ktoś.
Materiału sporo, bo – jak tu już pisałem – pojawia się coraz więcej nowych przekładów pozycji klasycznych. Drugi „Ulisses” i inne książki Joyce’a (sam Jarniewicz przełożył na nowo „Portret artysty”), nowy Faulkner, nowy Proust, nowa Virginia Woolf, nowi „Buddenbrookowie” – wyliczać można długo.
Jerzy Jarniewicz: czy możliwy jest przekład, który nie ma oryginału?
Autor analizuje przykład Konstandinosa Kawafisa, bardzo ciekawy. Bo niezależnie, czy ktoś wybierze tłumaczenia Zygmunta Kubiaka, Ireneusza Kani czy Jacka Hajduka, wszyscy oni – jak dowodzi Jarniewicz – nie znaleźli bądź nie szukali polskiego odpowiednika pewnej cechy tego pisarstwa, jaką jest swoista wielojęzyczność, mieszanie różnych odmian greczyzny, co greckim krytykom niekiedy przeszkadzało.
Czy to w ogóle możliwe? Pytań tu wiele, na przykład: czy możliwy jest przekład, który... właściwie nie ma oryginału? Zdaniem autora owszem – jeśli tłumacz pracuje poprzez język trzeci i przekłada na przykład wiersz irlandzki w oparciu o kilka jego wersji angielskich, oryginału wskazać się nie da.
A co ze swobodą tłumacza? Jarniewicz wraca do burzy, którą po części sam wywołał, krytykując na fejsie rozmowę „Wyborczej” z Emilią Kledzik, autorką pracy o cyganologii Jerzego Ficowskiego. Powtarza teraz, że nie zajmował się książką poznańskiej naukowczyni, ubodła go tylko zawarta w rozmowie sugestia, jakoby poezja Papuszy w polskiej wersji Ficowskiego była „falsyfikatem”.
Co w takim razie – pyta – z „Kubusiem Puchatkiem”, w którym Irena Tuwim sporo pozmieniała i takiego właśnie pokochali Polacy, odrzucając spolszczenie wierne oryginałowi? A byczek Fernando, którego historię Munro Leaf opisał prozą, natomiast pani Tuwim zgrabnie ją zrymowała – czy to też falsyfikat?
Jest jeszcze o starzeniu się przekładów – co to właściwie znaczy? – o tłumaczeniu poezji konkretnej, o spójnikach, o niedocenionych redaktorach i o zjawiskach takich jak oddziaływanie polskiego oharyzmu na poetów w Ukrainie. Słowem, jest co czytać – i czytać warto.
Jerzy Jarniewicz TRANS, CZYLI TRANSFER, TRANSGRESJA, TRANSLACJA, Officyna, Łódź 2025, ss. 384.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















