Kasjerka ma płacić na Jandę? Bynajmniej: kultura to część gospodarki

Rząd chce ubezpieczeń dla artystów o niskich dochodach. Polski internet odpowiada na to gniewem. Tymczasem kultura generuje 3,5 procent polskiego PKB.
Czyta się kilka minut
Monika Drożyńska z haftem „Praca artystyczna to praca", symbolizującym debatę o wynagrodzeniach dla artystów. Gala Paszportów Polityki 2025., 10 stycznia 2026 r. // Fot. Rafał Guz / PAP
Monika Drożyńska z haftem „Praca artystyczna to praca", symbolizującym debatę o wynagrodzeniach dla artystów. Gala Paszportów Polityki 2025., 10 stycznia 2026 r. // Fot. Rafał Guz / PAP

Rząd przyjął projekt ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów zawodowych, a polski internet odpowiedział jednym z najbardziej jednoznacznych dyskursów ostatnich tygodni – tak dyskusję z ostatnich dni podsumował Kolektyw Analityczny Res Futura. 

Wniosek: zero społecznego poparcia dla zmian. Zjednoczyliśmy się w wyrażaniu dezaprobaty, pogardy i gniewu, gdy dowiedzieliśmy się, że muzycy, kompozytorki, malarze lub aktorki otrzymają możliwość korzystania z bezpłatnej opieki zdrowotnej czy urlopu macierzyńskiego bez względu na rodzaj umowy, którą otrzymują od swojego pracodawcy.

Ile zarabiają artyści w Polsce? Dane pokazują skalę problemu

Według danych przedstawionych przez MKiDN grupa, o której mowa, to nieco ponad 60 tys. osób (choć sektor kultury zatrudnia dziś 300 tys. ludzi). W Polsce tylko nieco ponad 10 proc. artystek i artystów jest zatrudnionych na umowy o pracę, niecałe 20 proc. prowadzi działalność gospodarczą, a mniej niż 15 proc. utrzymuje się z umów-zleceń. Pozostali żyją z umów o dzieło. 

Oznacza to, że ubezpieczenie posiada mniej niż połowa osób wykonujących zawód artystyczny. Dwie trzecie tej grupy ma przychody poniżej średniej krajowej, a jedna trzecia dostaje co miesiąc na konto mniej niż wynosi wynagrodzenie minimalne przy umowie na etat (to 3606 zł netto).

Projekt ustawy – tak zhejtowanej w debacie publicznej – przewiduje, że dopłaty do składek otrzymają tylko osoby o najniższych dochodach. Warunkiem do ich otrzymania byłoby też uzyskanie statusu artysty zawodowego, o czym ma orzekać Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej na podstawie opinii środowiska artystycznego.

W projekcie ustawy zostały też wyznaczone rygory dochodowe: osiągany w trzech poprzednich latach podatkowych zarobek nie może przewyższyć 125 proc. wynagrodzenia minimalnego w roku złożenia wniosku (obecnie to ok. 72 tys. zł rocznie). Dodatkowo w tym czasie artysta musi osiągnąć dochody związane z wykonywaniem zawodu artystycznego. 

Skąd wziął się gniew wobec artystów i naukowców?

Nasze państwo nie będzie więc płacić „za czyjeś hobby ani nieudolne zarządzanie własnymi finansami”. Tymczasem taka właśnie narracja zdominowała dyskusję w mediach oraz mediach społecznościowych, zbierając – jak przedstawiła w swojej analizie Res Futura – prawie 90 proc. poparcia opinii publicznej. 

Ponieważ w tym samym tygodniu odbył się protest polskich naukowców, dowiedzieliśmy się, że humanistyka i nauki społeczne również nie zasługują na finansowanie. 

Niechęć internetu skierowana była zarówno wobec konkretnych badaczek – z wyraźnym komponentem mizoginicznym – jak i wobec środowiska akademickiego jako całości. Paliwo tej niechęci? Przekonanie o marnotrawstwie publicznych pieniędzy. Ta emocja jest wyjątkowo podatna na instrumentalizację, z czego najwyraźniej nie zdają sobie sprawy rządzący. Nie zrobili też nic, by sprostować szkodliwe narracje.

Kultura to nie dodatek. To część gospodarki i rynku pracy

Nic dziwnego, przecież także wielu naszych polityków traktuje kulturę jako „dodatek” do gospodarki, a nie jako jej część – choć realnie wpływa ona na PKB, miejsca pracy, innowacje i turystykę. Cenimy sobie produkcję, przemysł, infrastrukturę, technologie. Kultura wydaje się mniej „konkretna”. Łatwiej politycznie uzasadnić budowę drogi niż finansowanie biblioteki, choć zarówno drogi, jak i biblioteki wpływają na rozwój regionu.

Dlaczego wpływają? Ponieważ kultura ma silny efekt mnożnikowy, dokładnie zbadany przez ekonomistów. Napędza turystykę, hotelarstwo, gastronomię, rozwój lokalnych usług. Festiwale muzyczne czy inicjatywy artystyczne przyciągają zarówno publiczność, jak i kapitał. To zjawisko dobrze widać w regionach, które świadomie łączą kulturę z rozwojem gospodarczym.  

Jeśli potrzebujemy zagranicznych przykładów zmyślnego inwestowania w kulturę, warto spojrzeć nie tylko na Hollywood, ale też np. na Koreę Południową. Jej muzyka (k-pop), seriale (k-drama), moda (k-fashion), kuchnia (k-food) i gry komputerowe generują miliardy dolarów przychodów rocznie. 

Szacowano, że wpływ jednego tylko zespołu muzycznego na gospodarkę Korei można porównywać do wpływu dużych firm przemysłowych. Wiele osób zaczęło interesować się Koreą właśnie za sprawą jej kultury: dziś uczą się języka, odwiedzają Seul, kupują koreańskie kosmetyki (dostępne też w polskich drogeriach). 

Polska kultura daje 3,5 proc. PKB. Co dalej z ustawą?

Jak wyliczył Polski Instytut Ekonomiczny, wkład naszej kultury do PKB wynosi obecnie 3,5 proc., czyli niemal tyle, ile generuje sektor hotelarski i gastronomiczny. Odpowiada też za ok. 300 tys. miejsc pracy. Co więcej, w przyszłości ten sektor będzie mieć dla gospodarki coraz większe znaczenie: Europa będzie bowiem konkurować ze światem głównie w obszarze myśli twórczej i innowacyjności. Gdzie wtedy będziemy bez wsparcia dla osób odpowiedzialnych za ich rozwój?

Przyjęcie przez rząd projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów to zaledwie pierwszy krok. Kluczowe będą teraz prace w Sejmie i Senacie. Pozostaje mieć nadzieję, że obozowi władzy wystarczy rozumu i determinacji, by ustawę – wbrew tej niechęci – uchwalić. O ile ten obóz rozumie, po co w ogóle ją przyjął. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”