El Borbah to chandlerowski detektyw do kwadratu – pije na umór, pali jak smok, zawsze mówi o jedno słowo za dużo, a gdy zabraknie mu argumentów, perswaduje pięścią. Ima się spraw beznadziejnych, jednak w przeciwieństwie do Philipa Marlowe’a nie posiada kręgosłupa moralnego, powoduje nim wyłącznie szmal. W jego garderobie nie ma prochowca i kapelusza, są za to trykot i maska luchadora.
Charles Burns, amerykański twórca komiksów (współpracował m.in. z „Rolling Stone” i „New Yorkerem”) w albumie „El Borbah” żeni zamiłowanie do filmów noir z fascynacją lucha libre (meksykańską odmianą wrestlingu) i kinem klasy B.
Wychowanek legendarnego magazynu „Raw” korzysta tu z gatunkowych prefabrykatów, aby za ich pomocą dać wyraz swojej zwichrowanej wyobraźni. Wykreowany przezeń świat zamieszkują zdeformowani dziwacy rodem z horrorów Clive’a Barkera. Z kolei dotyczące ich śledztwa sytuują się gdzieś na przecięciu lynchowskiej groteski, czarnego kryminału i filmów o El Santo.
Ambicją Burnsa nie jest jednak stworzenie pastiszu. Zamiast kroczyć ścieżką hołdowania poprzednikom, wytycza swój własny, autorski szlak. Czytelnicy, którzy pójdą jego śladami, natrafią na rozbrajające, pieprzne żarty, eksplikację ludzkich przywar i pochwałę osobliwości. A to wszystko zilustrowane klarowną kreską, łączącą wpływy pop-artu i retrofuturyzmu, skąpaną w emblematycznej dla noir czerni.
„El Borbah”, scen. i rys. Charles Burns, przeł. Wojciech Góralczyk, wyd. Kultura Gniewu. W księgarniach od 7 marca.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















