Klasyka literatury po poprawce. Co „James” Percivala Everetta zrobił z prozą Marka Twaina

Historie Percivala Everetta niezmiennie łączą humor z ostrą krytyką amerykańskiej historii i kultury. Tym razem pisarz zdecydował się na kreatywną rewizję „Przygód Hucka Finna” Marka Twaina.
Czyta się kilka minut
Percival Everett, autor „Jamesa”, przed wręczeniem Nagrody Bookera 2024. Londyn, 11 listopada 2024 r. // Fot. David Levenson / Getty Images
Percival Everett, autor „Jamesa”, przed wręczeniem Nagrody Bookera 2024. Londyn, 11 listopada 2024 r. // Fot. David Levenson / Getty Images

„Te małe gnojki chowały się w wysokiej trawie” – zdanie otwierające powieść „James” Percivala Everetta (2024, wyd. polskie 2025) odsyła do dwóch słynnych ancymonów literatury: Huckleberry’ego Finna i Tomka Sawyera. Oto jesteśmy w świecie Marka Twaina: na amerykańskim Południu, jeszcze przed wybuchem Wojny Secesyjnej, czyli w czasach systemowego niewolnictwa i białej supremacji rasowej. Tymczasem głos w opowieści Everetta należy do postaci, która nie miała wówczas nie tylko możliwości wygłaszania podobnych sądów względem białych, ale w ogóle szafowania własnymi opiniami. Osobą mówiącą jest tu bowiem czarny niewolnik. 

Ten śmiały eksperyment literacki doceniły już kapituły prestiżowych nagród. W zeszłym roku Everett otrzymał za „Jamesa” National Book Award, a na początku maja tego roku został laureatem Nagrody Pulitzera.

Kłopotliwy klasyk Twain

Zacznijmy od pierwowzoru. „Przygody Hucka Finna” Twaina są jednym z najbardziej uznanych klasyków literatury amerykańskiej

Uruchamianie odtwarzacza...

To opublikowana pod koniec XIX w. historia chłopca, który ucieka od przemocy domowej razem z napotkanym przypadkiem zbiegłym niewolnikiem Jimem. Ich wspólnym celem stają się stany, w których niewolnictwo zostało zniesione. Tam Jim może być wolny, a Huck odciąć się od opresyjnych krewnych.

Gdy w trakcie podróży napotykają szemrane postaci zamieszkujące nadbrzeża Missisipi i pokonują przeciwności losu, między czarnym mężczyzną i białym chłopcem zawiązuje się nietypowa więź. „Przygody Hucka Finna” to wypełniona barwnymi przygodami powieść drogi, której ostatecznym celem jest wolność.

Trudno przecenić znaczenie tego tytułu w historii amerykańskiej literatury. Ernest Hemingway twierdził, że całe pisarstwo Stanów wywodzi się od tej jednej powieści, William Faulkner nazywał Twaina „ojcem literatury amerykańskiej”. Krytycy przez dekady dowodzili, że swoim drobiazgowym i barwnym opisem mentalności mieszkańców Południa Twain dał początek ważnemu w kulturze Stanów realizmowi regionalnemu. Szczególnie efektownie oddał bowiem dialekt używany przez osoby zamieszkujące okolice Missisipi. 

Ten lokalny koloryt był zresztą Twainowi bliski. Sam przez kilka lat był pilotem pływających po rzece parostatków. Stąd wziął się jego pseudonim literacki: „Mark Twain” to zawołanie używane dla oznaczenia miejsca, gdzie głębokość wody liczy dwa sążnie.

Jednocześnie powieść Twaina przez ostatnie lata była jedną z bardzo często kontestowanych lektur szkolnych. 

Po pierwsze, ze względu na niezwykle obraźliwe słowo „nigger”, którego użyto w maszynopisie dwieście dziewiętnaście razy. Słowo to przywołuje brutalny kontekst rasistowski, przez co dla wielu uczniów i uczennic – podobnie zresztą jak dla samych nauczycieli – jest wysoce niekomfortowe. W 2010 r. w Alabamie wydana została nawet wersja „Przygód Hucka Finna”, w której obelżywe przezwisko rasowe zastąpiono słowem „slave” (niewolnik). Ta odmieniona wersja klasyka wywołała gorącą dyskusję na temat narracji historycznych w USA i trudności, z jakimi mierzy się amerykański system edukacji w konfrontowaniu się z przeszłością kraju. Nazwisko Marka Twaina pojawiło się wtedy w nagłówkach prasowych w całym kraju.

Ale zastrzeżenia wobec powieści nie dotyczą tylko użycia obraźliwego słowa. Sama fabuła mocno naznaczona jest epoką, w której książka została napisana. Twain wychowywał się w domu, w którym obecni byli niewolnicy. Widział porażającą brutalność i wszechobecną przemoc na tle rasowym. Wspominał, jak za przypadkowe rozlanie wiadra wody czarny chłopiec został w jego rodzinnym domu ukarany chłostą. W późniejszym życiu pisarz był gorącym orędownikiem abolicji i zdecydowanie sprzeciwiał się niewolnictwu.

Mimo to wykreowany przez niego powieściowy Jim jest uosobieniem wielu stereotypów rasowych – choć ma poczciwy charakter, jest przesądny, nieogarnięty i infantylny. Polega na decyzyjności swojego młodego białego kompana, a wręcz jest od niego uzależniony. Przy całej kreatywności i talencie pisarskim Twainowi trudno było wyobrazić sobie czarną postać w jakikolwiek inny sposób. Jim jako bohater literacki ograniczony jest gorsetem utajnionych stereotypów rasowych swojego twórcy, a te z kolei wynikają po prostu z brutalnego rasizmu epoki.

Mark Twain, ok. 1910 r. // Fot. George G. Bain / Library of Congress

Przygody Hucka Finna przepisane przez Everetta

Decyzja, by przepisać „Przygody Hucka Finna” z perspektywy czarnego niewolnika, pozwala spojrzeć inaczej nie tylko na fabułę powieści, ale też na samą narrację historyczną Stanów Zjednoczonych. To próba stworzenia głosu, który przez prawie dwa stulecia był poddawany ostracyzmowi, pozbawiony podmiotowości i odczłowieczany. Głosu, któremu brakuje też historycznej reprezentacji. 

Zachowały się liczne zapiski białych właścicieli niewolników, natomiast świadectwa ofiar potwornego systemu pozostają wybrakowane i nieliczne. Rekonstruując amerykańskiego klasyka, Everett rzucił więc wyzwanie ograniczeniom historycznych źródeł, kulturze regionu, ale też odczuwalnym nadal w Stanach Zjednoczonych echom systemowego rasizmu. Starał się opowiedzieć historię „niemożliwą”.

Nie uczynił tego zresztą po raz pierwszy. Everett to pochodzący z Południa pisarz posiadający w swoim dorobku przeszło dwa tuziny powieści – w dużej części z nich wykorzystuje sytuacyjną ironię i przewrotny dystans po to, by ukazywać paradoksy rasowe kultury amerykańskiej. 

W książce „I Am Not Sidney Poitier” (2009) przedstawia rozbudowaną historię czarnego bohatera, który usiłuje pogodzić swoją tożsamość rasową ze statusem społecznym. Z kolei w wydanej niedawno „The Trees” (2021) stosuje konwencję kryminału z elementami ostrej satyry, by opowiadać o traumatycznych echach linczów i przemocy na tle rasowym w Missisipi. 

Historie Everetta niezmiennie łączą humor z krytyką kultury amerykańskiego społeczeństwa.

Do napisania „Jamesa” Everett zabierał się od lat. W wywiadzie udzielonym tygodnikowi „New Yorker” podkreślał, że zanim zasiadł do maszynopisu, musiał całkowicie zanurzyć się w świecie bohaterów Twaina. Aby to zrobić, czytał „Przygody Hucka Finna” raz za razem, aż tekst w jego głowie stał się swego rodzaju chaotyczną mieszaniną zwrotów, nazw i motywów. Po przeczytaniu książki kilkanaście razy nie postrzegał jej już jako spójnej fabularnie opowieści, ale jak plastyczną masę, którą można na nowo formować, reorganizując zawartą w niej perspektywę.

Everett zaczął od imienia bohatera. Użyte przez Twaina zdrobnione imię „Jim” – pospolite i generyczne, kojarzone z protekcjonalizmem – zastępuje bardziej finezyjnym „James”. Za tą symboliczną zmianą idzie też zmiana głosu narratora. Już samo zdanie otwierające powieść staje w ostrej kontrze do sposobu komunikacji czarnego niewolnika u Twaina – tam jest on przygłuszony, a jego język pozbawiony głębi i pełen błędów.

Z kolei u Everetta czarny bohater nie ma oporów przed użyciem wobec białych chłopców słowa „gnojki”. Ma podmiotowość i zdecydowane poglądy. Oraz, co najważniejsze, zasoby intelektualne i językowe, które pozwalają mu tworzyć świat wyobraźni i oporu, o którego istnieniu biali oprawcy nie mają pojęcia.

Siła języka w „Jamesie” Everetta

W książce czarni niewolnicy komunikują się na dwa sposoby. Gdy są w towarzystwie białych, pozostają pasywni i celowo sprawiają wrażenie infantylnych oraz nieporadnych, unikając zagrożenia. We własnym gronie używają natomiast języka elokwentnego i rozbudowanego. O znaczeniu tego teatru językowego James opowiada swoim dzieciom, upewniając się, że wiedzą, jak mają się zachowywać: „Biali się spodziewają, że będziemy mówić w określony sposób, i lepiej ich pod tym względem nie rozczarować (…) Jeśli poczują się gorsi, tylko my na tym ucierpimy.” 

Autorką polskiego przekładu powieści Everetta jest Kaja Gucio, której wybory leksykalne doskonale oddają pantomimę językową oryginału. 

W jej tłumaczeniu czarny bohater przeplata język pełen gwary z językiem kontestacji i refleksji.

W jednej ze scen James i jego kumpel zaśmiewając się zauważają, że patrzy na nich biały. „Nic nie irytowało białych bardziej – podkreśla narrator – od dwóch śmiejących się niewolników. Jak przypuszczałem, obawiali się, że śmiejemy się z nich, albo po prostu nie znosili myśli, że dobrze się bawimy.” Obydwaj czarni mężczyźni natychmiast przybierają infantylną maskę i na zaczepne pytanie jeden z nich odpowiada, że rozmawiali po prostu o tym, „czy w Nowym Orleanie ulice naprawde som zrobione ze złota, jak to mówiom”. 

Odpowiedź wypełniona błędami gramatycznymi uspokaja białego, potwierdza bowiem jego stereotypową opinię na temat intelektu czarnych. Gdy mężczyzna odchodzi, James komentuje: „Więc kiedy później zobaczymy, jak się zatacza i robi z siebie durnia, będzie to przykład ironii proleptycznej czy dramatycznej?”.

Tajną bronią Jamesa jest umiejętność czytania i pisania. W jednym z wywiadów Everett podkreślał, że „czytanie jest najbardziej buntowniczym aktem”, zwracając uwagę, że wszystkie systemy polityczne, które dążą do ograniczenia wolności, zaczynają właśnie od walki z czytelnictwem. Historycznie na niemal całym terytorium amerykańskiego Południa obowiązywało prawo zakazujące nauki czytania i pisania czarnych osób. Za jego złamanie groziły wysokie kary finansowe. 

Przepisy zostały zaostrzone po stłumionej krwawo rebelii niewolników przewodzonej przez Nata Turnera w 1831 r., po której powszechnie zaczęto uważać, że brak umiejętności pisania i czytania odbierze społeczności czarnych niewolników zasoby intelektualne konieczne do tego, by stawiać opór i kontestować system polityczny regionu. W konsekwencji przed wybuchem Wojny Secesyjnej jedynie co dziesiąta czarna osoba była piśmienna.

Podczas gdy Jim w powieści Twaina nie przejawia potrzeby, by się rozwijać, wykreowany przez Everetta James zakrada się do biblioteki i po kryjomu czyta zakazane książki. Ta umiejętność pozwala mu określić siebie i swoją podmiotowość. W jednej ze scen James pisze pierwszy w życiu list, świadectwo swojego istnienia: „Interesuje mnie jednak to, w jaki sposób znaki, które skrobię na tej kartce, mogą w ogóle cokolwiek znaczyć. Skoro mogą mieć znaczenie, to życie może mieć znaczenie, to ja mogę mieć znaczenie”. To afirmacja głosu czarnego niewolnika walczącego z politycznym systemem dążącym do sprowadzenia go do rasistowskiego stereotypu.

Odczarowanie amerykańskiej historii

Lektura „Przygód Hucka Finna” była dla wielu pokoleń Amerykanów niepokojącym doświadczeniem. Po pierwsze, ze względu na ukazaną przez Twaina brutalność amerykańskiego Południa i jego nieustępliwość, ale też przez wzgląd na dynamikę relacji między dwójką bohaterów. Podczas wspólnej podróży biały chłopiec buduje z Jimem więź, która sprawia, że czuje on wewnętrzny konflikt. Raz za razem powtarza sobie nawet, że „pójdzie do piekła” za to, że jego towarzyszem jest zbiegły czarny niewolnik. Pomagając mu, Huck staje przeciwko swojej rasie i kulturze regionu.

Ta myśl chłopca według krytyków literackich staje się symbolicznym obrazem wewnętrznego konfliktu nie tylko samego bohatera, ale też całego Południa, w którym ścierają się dwie moralności – z jednej strony mamy bezwzględne prawo, które traktuje Jima jako czyjąś własność, a z drugiej namiastkę podmiotowości, którą Huck dostrzega w swoim kompanie.

Jednocześnie wykreowany przez Twaina Jim jest w pewnym sensie elementem regionalnego tła Missisipi. Nie ma potrzeby, by kontestować system. Chce tylko przeżyć. A w przedwojennej rzeczywistości Południa jest to bardzo trudne. Jako zbiegły niewolnik pozostaje w stanie ciągłego zagrożenia – każda napotkana osoba może go pozbawić życia. W spotkaniach z mieszkańcami nadbrzeżnych obszarów Missisipi status Hucka jako członka białej społeczności pozwala im przeżyć. 

Jim Twaina jest uzależniony od swojego młodego kompana, a ikoniczny status literackiej więzi dwóch bohaterów wynika z faktu, że w oczach kultury Południa Jim nie różni się wiele od dziecka. Twain nie był w stanie wyobrazić sobie czarnego głosu, który byłby jednocześnie samoświadomy i dojrzały. W „Jamesie” relacja dwójki bohaterów ma inny charakter. 

Czarny niewolnik pała sympatią do białego chłopca, ale ma też świadomość, że mógłby go w każdej chwili porzucić. Ich pogłębiająca się komitywa wynika ze świadomej decyzji, którą James podejmuje nie dlatego, że Huck jest biały, ale pomimo faktu, że Huck jest biały. Niemal cały czas gra w grę pozorów językowych ze swoim towarzyszem i w jego obecności stosuje uproszczony język czarnych niewolników. Gdy przez przypadek chłopiec słyszy, że James potrafi mówić poprawnie, jest zszokowany i prosi, go, aby przestał. 

Mury oddzielające rzeczywistość czarnych i białych mieszkańców Południa w książce Everetta są dużo bardziej wyraźne i trudne do pokonania.

Pod koniec książki ostatecznie opadają zasłony stereotypowej pantomimy. Po tym, jak Huck stwierdza, że chce zaciągnąć się do armii Unii i walczyć z niewolnictwem, James wkrada się z powrotem do domu swojego właściciela i w zakazanej bibliotece, uzbrojony w pistolet, konfrontuje się z postacią, która uosabia cały brutalny system niewolnictwa. Chce się dowiedzieć, co się stało z jego rodziną, ale jego rozmówca nie może pozbierać się z szoku, gdy słyszy głos Jamesa, o istnieniu którego nie zdawał sobie sprawy: to głos mówiący poprawnie, emanujący siłą i kontestujący politykę rasową regionu. 

Konfrontacji dwóch głosów towarzyszy też zmiana relacji władzy. To James nagle narzuca swoją agendę osobie, która przez lata była właścicielem jego rodziny. Wprowadzając do fabuły znanego klasyka literatury amerykańskiej Everett zachęca, abyśmy przemyśleli ograniczenia historycznych narracji literackich i zrewidowali zastane w nich stereotypy. W szczególności refleksja nad głosami, które były uciszane i umniejszane, może poszerzyć współczesną debatę na temat pamięci historycznej.

materiały prasowe

Percival Everett, „James” , przełożyła Kaja Gucio, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Jim i James