Jeszcze dekadę temu ogłoszeniu wyników naboru do przedszkoli towarzyszyły gorące emocje pośród rodziców. Kto przechytrzył system i zgarnął więcej punktów w rekrutacji, a kto pokpił sprawę i zdał się na ślepy los? Kto się załapał do publicznej placówki, a kto będzie musiał wygospodarować duże pieniądze na prywatną opiekę?
W tym roku rodzicielskie fora nie płonęły do czerwoności, a media nie rozpisywały się na temat batalii o wolne miejsca. Powód jest jasny – zapaść demograficzna, mierzona nie tylko spadkiem współczynnika dzietności, ale i nominalnej liczby urodzeń, po żłobkach zaczęła dotykać także przedszkola. Jak w oficjalnym komunikacie podała gmina miejska Kraków, po zakończeniu pierwszej rekrutacji pozostały 2062 wolne miejsca, z czego niecały tysiąc dotyczy placówek samorządowych.
Znikające dzieci
Stolica Małopolski nie jest oczywiście wyjątkiem – w Warszawie po pierwszej rekrutacji mamy prawie 4700 wolnych miejsc (z czego 3700 w przedszkolach samorządowych), a w Poznaniu jest ich niemal 1400. Inne duże miasta nie publikują tak dokładnych danych, ale na podstawie dostępnych informacji można wnioskować, że sytuacja jest podobna.
Istnieje co prawda niewielka grupa przedszkoli, gdzie liczba chętnych przekroczyła liczbę miejsc, zasadniczo jednak trend jest wyraźny – placówki będą pustoszeć, i to w zatrważającym tempie. Wystarczy napisać, że obecnie w przedszkolach mamy dzieci z roczników 2019-2022, których łącznie w skali kraju jest 1 milion 366 tysięcy.
Pięć lat temu, w roku szkolnym 2021/22, było ich o 176 tys. więcej. Z kolei za niecałe trzy lata, kiedy opieka przedszkolna obejmie roczniki 2022-2025, będzie to zaledwie 1 milion 67 tysięcy dzieci, czyli 299 tys. mniej niż dziś.
Możemy śmiało zaryzykować, że już w roku szkolnym 2029/2030 liczba ta spadnie poniżej miliona. To oznacza, że na przestrzeni trzeciej dekady XXI wieku społeczność dzieci w wieku przedszkolnym skurczy się o ok. 35 proc.
Przedszkola w systemie całodobowym już są
Zapaść ta będzie musiała prowadzić do zmiany struktury rynku usług opiekuńczych. W przypadku przedszkoli publicznych, zwłaszcza tych prowadzonych przez samorządy, pojawi się pytanie o zdolność utrzymania istniejącej sieci placówek. Już dziś coraz więcej gmin decyduje się na zamykanie oddziałów, a nawet całych przedszkoli, choć miasta przyjmują różne strategie.
Pół biedy, jeśli udaje się to przeprowadzić w dialogu z rodzicami. Gorzej, jeśli go brakuje, bo dochodzi wówczas do lokalnych konfliktów – przykładem są choćby niedawne protesty wokół decyzji o zamknięciu gdańskiego przedszkola Stokrotka czy też przedszkola nr 142 na warszawskim Mokotowie.
Inną strategię przyjęły władze Poznania, które z obawy przed gniewem społecznym nie podejmują w zasadzie żadnych działań, nawet jeśli oznacza to konieczność utrzymywania placówek z zaledwie dwoma oddziałami, co ekonomicznie kompletnie się nie opłaca.
Na szczęście w ostatnich latach tak bardzo urosła liczba wakatów nauczycielskich, że zwolnienia wychowawcom raczej nie grożą. Gorzej jest z kadrą administracyjną – w ich przypadku samorządy mogą próbować pewnych przesunięć, ale przy tak ogromnym spadku liczby dzieci redukcje stanowisk mogą okazać się przykrą, ale niezbędną koniecznością.
Jeśli chodzi o przedszkola niepubliczne, zmuszone zostaną do daleko idących przeobrażeń, aby utrzymać klienta, o którego będzie znacznie trudniej niż jeszcze dekadę temu, kiedy brakowało miejsc w publicznych placówkach. Ponadto klient ten, zważywszy na bogacenie się polskiego społeczeństwa i rosnące oczekiwania rodziców, może być z roku na rok bardziej wymagający.
Z danych MEN wynika, że spadki w przedszkolach niepublicznych są szczególnie silne, choć trzeba podkreślić, że popyt na takie usługi wciąż istnieje, pomimo wolnych miejsc w przedszkolach samorządowych. Wynika to po części z przyczyn „geograficznych” – stare placówki publiczne znajdują się częściej w dzielnicach, gdzie nie ma już wielu małych dzieci, natomiast w miastach (zwłaszcza największych) nowe osiedla są takiej infrastruktury pozbawione.
W związku z tym nie da się wykluczyć, że w miarę postępującego niżu demograficznego niektóre przedszkola niepubliczne walcząc o przetrwanie zaczną świadczyć usługi w systemie 24/7. Nawet jeśli wielu z nas może się to dziś wydawać scenariusz nieprawdopodobny, to w dużych ośrodkach takie oferty mogą się okazać koniecznością.
Także dlatego, że wielu ich zapracowanych mieszkańców przeprowadziło się tam, pozostawiając w rodzinnych stronach babcie i dziadków.
Coraz więcej dzieci z problemami, coraz starsi nauczyciele
Kolejna kwestia jest delikatna i dotyka charakterystyki podopiecznych. Nie twierdzę, że kiedyś przedszkolanki (kobiety stanowią ponad 98 proc. zatrudnionych) nie mierzyły się z problemami wychowawczymi. Tyle że ich skala w ostatnich latach niemal eksplodowała.
Nie jestem psychologiem, więc nie podejmę się wskazania głównej przyczyny emocjonalnego przebodźcowania kilkulatków.
Wydaje się jednak, że (przed)wczesny kontakt ze smartfonami, tabletami i mediami społecznościowymi, rosnąca presja rodziców (zajęcia dodatkowe i oczekiwanie wyników od najwcześniejszych lat), coraz silniejsza polaryzacja społeczeństwa, która przekłada się na dzieci, napięcia na tle etnicznym (zwłaszcza w dużych miastach mamy coraz więcej dzieci z doświadczeniem migracji), a także wzrost liczby rozwodów i rozbitych rodzin czy nawet nadmiar cukru w codziennej diecie – wszystko to radykalnie utrudnia pracę z grupą kilkunastu cztero- czy pięciolatków.
Problem jest poważny, bo z licznych badań wynika, że za sprawą nadmiernej ekspozycji na technologię jesteśmy świadkami spadku zdolności kognitywnych dzieci i młodzieży, co ewolucyjnie i cywilizacyjnie jest sytuacją bez precedensu.
Jak wskazuje choćby Andreas Schleicher z OECD, odpowiedzialny za globalne badania edukacyjne PISA, najmłodsze pokolenie en masse uzyskuje gorsze wyniki od swoich poprzedników; i to również ma znaczenie dla funkcjonowania placówek oświatowych. Zjawisko to budzi coraz większą konsternację i zaniepokojenie wśród badaczy edukacyjnych.
I choć w Polsce wciąż niewiele się o tym mówi, to np. w amerykańskim Kongresie było ono w styczniu przedmiotem debaty przed senacką komisją ds. handlu, nauki i transportu.
Warto też podkreślić, że średnia wieku polskich nauczycieli przedszkolnych systematycznie rośnie i zbliża się do pięćdziesiątki. Szczególnie dojmujący jest brak najmłodszych pedagogów, spowodowany z jednej strony rosnącymi wymaganiami (aby zostać nauczycielem przedszkolnym, po niedawnych zmianach ustawowych należy ukończyć jednolite, pięcioletnie studia magisterskie, co jest ewenementem wśród krajów OECD), a z drugiej strony bardzo niskimi wynagrodzeniami, które nijak nie przystają do wymagań.
Na to nakłada się niski prestiż nauczyciela przedszkolnego – choć powinni trafiać tam najlepsi z najlepszych, bo ich praca w dużym stopniu determinuje dalsze szanse edukacyjne dzieci, w społecznej percepcji „przedszkolanką” może zostać każdy. Z tej perspektywy nie powinno dziwić, że do zawodu trafiają nieliczne osoby.
Po co naprawdę są przedszkola
Fakt ten jest o tyle istotny, że młodzi nauczyciele mają potencjalnie największą szansę na poradzenie sobie z nowymi wyzwaniami. Starszym może zwyczajnie braknąć sił i cierpliwości, ale także kompetencji, bo przecież od momentu ukończenia studiów poziom wiedzy pedagogicznej istotnie się zwiększył, dzieci zmieniły, a presja rodziców wzrosła.
Jednocześnie trudno oczekiwać, by obecni wychowawcy się doszkalali – zarówno dodatki motywacyjne, jak i możliwości awansu zawodowego zdecydowanie temu nie sprzyjają.
Warto więc zadać w tym miejscu fundamentalne pytanie: po co nam w ogóle instytucja przedszkola? Historycznie placówki odpowiedzialne za opiekę nad dziećmi zaczęły powstawać pod koniec XVIII wieku. Wraz z rozwojem kapitalizmu i rewolucją przemysłową, skutkującą masowym exodusem do fabryk i oderwaniem miejsca pracy od miejsca zamieszkania, potrzebne było stworzenie „przechowalni” dla dzieci, pełniących wyłącznie funkcje opiekuńcze („ochronki”).
Na późniejszych etapach zostało to uzupełnione o funkcję wychowawczą, a na koniec – edukacyjną. Współcześni rodzice oczekują jednak, że przedszkole zapewni dzieciom wszystko – nie tylko opiekę, wychowanie i edukację, ale także więź i wsparcie emocjonalne.
Oddajemy dzieci do placówki, aby odebrać z nich gotowy (pół)produkt, który będzie można poddać dalszej obróbce. Im lepiej zostanie przygotowany, tym do lepszej „szkolnej fabryki” trafi.
Zgodnie z logiką, że w przedszkolu chodzi o przygotowanie do podstawówki, w podstawówce o przygotowanie do liceum, a w liceum o przygotowanie do studiów etc. Tymczasem, jak słusznie zauważył nieżyjący już ekspert edukacyjny Ken Robinson, w przedszkolu chodzi o... przedszkole, trzylatek zaś nie jest połową sześciolatka. Proces edukacji nie powinien być zatem kolonizowaniem jego przyszłości.
Czy kryzys demograficzny jest szansą
Widać coraz wyraźniej, że w świetle licznych wyzwań funkcjonujący obecnie model zaczyna dochodzić do ściany. Nie jest bowiem możliwe, aby w gronie kilkunastu małych dzieci każdemu z nich zagwarantować zindywidualizowany i dostosowany do unikatowych potrzeb program. Co więcej, z racji coraz poważniejszych problemów emocjonalnych przedszkolaków, odpowiedzią nie może być opcja „więcej tego samego”.
Żadna placówka, nawet najlepsza, nie będzie w stanie zapewnić dziecku tego, co powinno otrzymać w środowisku domowym. Jasne, rodziny bywają dysfunkcyjne, ale wiara w zbawczą rolę przedszkoli jest jeszcze bardziej utopijna.
Paradoksalnie kryzys demograficzny jest szansą, aby coś z tym zrobić. W jakim zatem kierunku mogłyby ewoluować przedszkola?
Po pierwsze, spadająca liczba dzieci umożliwi zmniejszenie wielkości grup. To dobry punkt wyjścia do dalszych zmian – np. mocniejszego włączenia rodziców w proces wychowawczy. Kiedy nauczyciel będzie dysponował możliwościami głębszej diagnozy potrzeb każdego dziecka, stworzy się przestrzeń do współpracy i wypracowania zindywidualizowanego podejścia do wielowymiarowego rozwoju dziecka.
Zawiera się w tym także troska o jego rozwój emocjonalny – większa obecność rodziców osłabi wrażenie, że zależy im wyłącznie na tym, by pozbyć się dziecka na jak najdłuższy czas. Wielu trzylatków niekoniecznie jest zachwyconych perspektywą braku kontaktu z mamą lub tatą. Powinny być traktowane bardziej podmiotowo niż tylko jako produkt, który należy poddać obróbce.
Idąc dalej, zmiana mogłaby stać się szansą odejścia od swoistej gettoizacji dzieci i wypychania ich z przestrzeni publicznej.
Dziś koszarujemy je w niewielkich przestrzeniach, tłumacząc, że robimy to dla ich dobra. W efekcie stają się w jakimś sensie społecznie niewidoczne. Tyle że każde dziecko dla integralnego rozwoju potrzebuje nie tylko zabawy z innymi dziećmi, ale też funkcjonowania w środowisku dorosłych, aby podpatrując ich uczyć się życia w społeczeństwie.
To zresztą działa także w drugą stronę – obecność dzieci w przestrzeni publicznej może mieć pozytywny wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa. W takim modelu przedszkole mogłoby pełnić funkcję otwartej przestrzeni międzypokoleniowego spotkania, co stanowiłoby jakąś odpowiedź na pogłębiające się problemy związane ze starzeniem się społeczeństwa i rosnącym uzależnieniem od technologii, które prowadzi do samotności.
Czas pomyśleć poważnie o zmianach
Mam świadomość, że realizacja powyższych postulatów jest mało prawdopodobna, a my raczej zmarnujemy kolejny kryzys.
Trudności pojawiają się już na podstawowym poziomie – zmiany sposobu wykorzystania infrastruktury przedszkolnej, rekrutacji oraz kompetencji kadry nauczycielskiej, a także uelastycznienia czasu i wzrostu zaangażowania rodziców. To jednak nic w porównaniu do zakwestionowania kapitalistycznego, rynkowego myślenia o rzeczywistości.
Taka zmiana oznaczałaby bowiem odejście od paradygmatu, w którym nadrzędnym celem systemu opiekuńczo-edukacyjnego jest nieustanne zwiększanie wydajności produkcji dóbr i usług, które mogą podlegać wymianie rynkowej. Dlatego zapewne prędzej zobaczymy całodobowe przedszkola niż cokolwiek innego. Odważmy się jednak pomyśleć, że można inaczej.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















