Całkiem niedawno dowiedziałam się, w jakich okolicznościach Hanna Krall postanowiła, że będzie pisarką. Otóż decyzję (całkiem serio) podjęła wcześnie, jeszcze jako mała dziewczynka. W rozmowie z Anną Goc Krall opowiada o niewielkim pokoiku, który dał jej schronienie podczas pierwszych dni powstania warszawskiego.
Łuna z pożarów, padająca na ścianę, zapewniała wystarczająco dużo światła do czytania. Krall poznała wtedy przygody „Ani z Zielonego Wzgórza”. Pod wpływem tej lektury zdecydowała, że kiedyś sama będzie opowiadać historie. Żeby jednak zrealizować marzenie, musiała sobie przyrzec coś jeszcze – że przeżyje wojnę.
Myślałam o czytającej w środku płonącej Warszawy dziewczynce, gdy podczas jednego ze spotkań na Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii przewodnicząca Stowarzyszenia Wydawców i Księgarzy Gruzińskich, Gvantsa Jobava, z przekonaniem powtarzała, że książki mają moc zmieniania życia – szczególnie życia dzieci.
To, co mogło zabrzmieć jak przygotowany na oficjalne wystąpienie slogan, odwołuje się do realnego, formującego doświadczenia bardzo wielu czytelniczek i czytelników. Niekoniecznie dorastających w regionach, w których toczą się wojny.

„Uczyłam się czytać w kraju, w którym prawda nie była dostępna. Granice były zamknięte, a wiele informacji o świecie pozostawało poza naszym zasięgiem” – mówiła o swoim dzieciństwie urodzona w Tbilisi Jobava. „Podróżowaliśmy tylko dzięki książkom. Dzięki nim wierzyliśmy także, że istnieje świat, o którym warto marzyć. Dla dzieci to ważne źródło tożsamości i siły”.
Działania wspierające tę siłę, jak i różnorodność, zwłaszcza w USA (o czym szeroko opowiadała na targach wydawczyni z Nowego Jorku), znalazły się pod presją. Programy dla twórców reprezentujących mniejszości są ograniczane lub zamykane. Cała odpowiedzialność spada na wydawców, choć literaturą dziecięcą oraz promocją czytelnictwa starają się też zaopiekować takie organizacje jak ONZ, przekonane, że umiejętność krytycznej lektury, zmniejszająca podatność na dezinformację, jest fundamentem utrzymania demokracji.
Dlaczego mali Estończycy tak dużo czytają
Wiedząc, jaka siła płynie z lektur, oglądaliśmy jednocześnie na targach w Bolonii wykresy obrazujące spadki czytelnictwa wśród najmłodszych. Wbrew pozorom to nie tylko wina smartfonów. Zresztą w Wielkiej Brytanii uznano już, że nie ma sensu z ekranami walczyć.
„Kluczowe pytanie brzmi, jak sprawić, by książki stały się częścią ekosystemu treści”, przekonywał Daan Beeke, reprezentant europejskiej sieci organizacji zajmujących się promocją czytelnictwa i rozwoju kompetencji czytania. „Jak mogą uzupełniać przestrzeń kultury cyfrowej, zamiast z nią konkurować. A zatem: jak dotrzeć do dzieci tam, gdzie one już są, i naprawdę zainteresować je czytaniem”.

Spotkania w Bolonii przyniosły zresztą sporo ciekawych odpowiedzi na to pytanie. Świetnie radzi sobie na tym polu na przykład Estonia, w której szkoły podstawowe bardzo blisko współpracują z licznymi bibliotekami. Zresztą już estońskie przedszkolaki regularnie odwiedzają biblioteki ze swoimi opiekunami, a szkoły po prostu wzmacniają ten nawyk.
Wystarczy niewiele: każdego dnia podczas lekcji uczniowie mają dwadzieścia minut na czytanie tego, co sprawia im frajdę. Dzieci zobowiązują się też do przeczytania co najmniej pięciu wybranych książek w roku szkolnym, otrzymują specjalny „paszport czytelnika” z kreatywnymi zadaniami nawiązującymi do lektur, a na zakończenie roku szkolnego jest impreza z dyplomami i nagrodami. Każdą przeczytaną indywidualnie książkę świętuje tu cała klasa. Motywujące, prawda?
Narodowy Rok Czytania w Wielkiej Brytanii
Do roboty wzięła się też Wielka Brytania, ogłaszając rok 2026 Narodowym Rokiem Czytania (poprzednie obchodzono w 1997 i 2008). Inicjatywa rozpoczęła się od dość powszechnej konkluzji: czytanie trzeba dziś promować w zupełnie inny sposób niż kiedyś.
Jeśli traktujemy książki jak „witaminy”, które dzieci mają przyjmować dla zdrowia – niewiele osiągniemy. Czytanie musi stać się po prostu „cool” (a dziś raczej „slay”), dotrzeć także do tych, którzy nie czytają – szczególnie chłopców, którzy w Wielkiej Brytanii coraz rzadziej sięgają po książki. Nie bez powodu to popularna brytyjska piosenkarka Dua Lipa, laureatka nagród Grammy i Brit, została właśnie kuratorką jednego z londyńskich festiwali literackich. Dua Lipa jest „cool”, a skoro ona czyta, ja też spróbuję.
Czytanie nie może być dla naszych dzieci obowiązkiem – powtarzali zgodnie prelegenci. Powinno być raczej sposobem rozwijania pasji. Jeśli dziecko interesuje się piłką nożną – niech czyta o piłce nożnej. Jeśli ma bzika na punkcie Japonii – niech wypożycza mangi.
Tego roku Wielka Brytania wyda na promocję czytania ok. 1,5 mln funtów, włączając w swoją akcję zarówno wydawców i media publiczne (w tym BBC), jak i firmy technologiczne (m.in. Amazon, Google, Meta). Założenie jest proste: skoro dzieci funkcjonują w świecie cyfrowym, promocja czytania również tam musi być obecna.
2300 książek w jednej klasie: dla przyjemności
Podam jeszcze jeden ciekawy przykład. Finlandia ma długą tradycję czytelniczą i przez lata osiągała znakomite wyniki w badaniach czytelnictwa wśród dzieci, z czasem jednak zaczęły się one pogarszać. Dlaczego? Wielu nauczycieli przyznało, że szkoły zaczęły odchodzić od czytania na rzecz uczenia za pomocą metod cyfrowych, z użyciem ekranów. Dziś uznaje się to za błąd i ponownie kładzie nacisk na czytanie całych, papierowych książek (nie fragmentów), wpisując do kanonu lektur zwłaszcza literaturę dziecięcą.
„Podczas pisania jednego z tekstów poznałem fińską nauczycielkę, która od lat – nawet wtedy, gdy nie było to modne – stawiała na radość czytania. W jej klasie uczniowie przeczytali wspólnie ponad 2300 książek. Co tysiąc książek organizowali swoje małe czytelnicze święto” – opowiadał na jednym ze spotkań piszący na co dzień o edukacji niemiecki dziennikarz Alexander Brand.
Mówił on również o szkołach, w których uczniowie mogą sięgać po książkę zawsze, gdy skończą powierzone im przez nauczycieli zadanie – niezależnie od przedmiotu, którego właśnie się uczą. Te szkoły wierzą, że niezależnie od tego, co będą robić kiedyś ich uczniowie i uczennice, nawyk sięgania po książkę w każdej wolnej chwili uczyni ich po prostu szczęśliwszymi ludźmi. Wygląda na to, że ich podejście powoli staje się standardem. Niestety, wciąż nie jest to standard polski.
Za możliwość wyjazdu do Bolonii dziękuję Instytutowi Adama Mickiewicza

Polska gościem honorowym Międzynarodowych Targów Książki dla Dzieci w Bolonii w roku 2027
Monika Ochędowska: Jak przygotowujemy się do objęcia tej funkcji?
Grzegorz Jankowicz, dyrektor Instytutu Książki: Przyjęcie zaproszenia od organizatorów targów w Bolonii miało sens, gdyż stoi za nim odpowiednio przygotowane zaplecze. Fundament ten budujemy za sprawą szeregu narzędzi, z których najważniejszym pozostaje Program Translatorski Copyright Poland, umożliwiający finansowanie przekładów polskich książek na inne języki.
Szczególny nacisk kładziemy na język i rynek włoski, co pozwala wzmocnić widoczność polskiej literatury na długo przed samą imprezą. Warto jednak pamiętać, że targi w Bolonii nie są wydarzeniem „włoskim”, podobnie jak targi we Frankfurcie nie są „niemieckie”. W obu przypadkach to miejsca spotkań wydawców z całego świata. Polska została gościem honorowym dlatego, że możemy się poszczycić wieloma przekładami książek dla dzieci na różne języki. Wierzymy, że dzięki przyszłorocznemu programowi uda nam się wzmocnić ten trend.
Uzupełnieniem powyższych działań są programy wspierające tłumaczenia fragmentów książek (tzw. sampli), dzięki którym tłumacze mogą skuteczniej docierać do zagranicznych wydawców.
Istotną rolę odgrywa również Kolegium Tłumaczy – program rezydencyjny, który umożliwia zagranicznym tłumaczom pracę w Polsce, a więc bezpośredni kontakt z naszą kulturą i środowiskiem literackim. W ostatnich latach zainteresowanie tym programem znacząco wzrosło, co pokazuje, jak duże jest zapotrzebowanie na systemowe wsparcie przekładów.
Jakie działania planujemy?
Polska będzie obecna zarówno w części poświęconej książce dziecięcej Bologna Ragazzi, jak i w segmencie Bologna Book Plus, gdzie wystawiają się wydawcy książek dla dorosłych. Już dziś budowana jest silna obecność poprzez nasze stoiska – kolektywne i informacyjne – które umożliwiają udział w targach kilkudziesięciu wydawcom i agentom. To nie tylko przestrzeń promocji, lecz przede wszystkim nawiązywania relacji i sprzedaży praw.
W perspektywie roku, w którym Polska wystąpi jako gość honorowy, działania te zostaną znacząco rozszerzone. Planujemy zwiększenie liczby wystawców, przygotowanie dużych wystaw o charakterze przekrojowym oraz obecność nie tylko na terenie targów, ale także w przestrzeni miejskiej, za którą odpowiada Instytut Adama Mickiewicza. Zorganizujemy również liczne spotkania autorskie, warsztaty i dyskusje branżowe.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















