Trudno nakręcić dobry film o przygotowaniach do wielkiego wydarzenia muzycznego, kiedy nie może ono wybrzmieć z powodu braku licencji na wykorzystanie utworu. A jednak warto obejrzeć „Dziewczynę z Kolonii”, w której zafascynowana jazzem niemiecka licealistka samodzielnie wynajmuje operowe przestrzenie, żeby mieszkańcy jej rodzinnego miasta mogli posłuchać genialnych improwizacji.
Prawdziwa historia Very Brandes i legendarnego koncertu Keitha Jarretta w Kolonii
Vera Brandes, która dziś jest cenioną producentką muzyczną, kiedyś gotowa była zrobić wszystko, żeby uniknąć szykowanej dla niej kariery w zawodzie stomatolożki. I właśnie w gabinecie dentystycznym ojca, wyjątkowego zresztą aroganta, będzie „nagrywać” przyjazd pianisty Keitha Jarretta do Kolonii. Czyli epokowy koncert zagrany w styczniu 1975 roku dla 1300 słuchaczy i zwieńczony bestsellerowym albumem.
Lecz zanim to się zdarzy, oglądamy upartą i bezczelną nastolatkę, która wzięła sobie głęboko do serca wykrzykiwane wówczas na ulicach feministyczne hasła. Nie tylko w sferze obyczajowo-seksualnej, ale również w temacie kobiecego samostanowienia i podążania za swoimi marzeniami. Dlatego Vera, zamiast chodzić do szkoły i realizować ojcowski plan na życie, woli przesiadywać w klubach jazzowych .
Co jest o tyle osobliwe, że ówczesne małolaty skłaniały się bardziej w stronę muzyki disco, która wtedy przeżywała swoją złotą erę.
„Dziewczyna z Kolonii” – film o młodej promotorce jazzu i walce o koncert marzeń
Toteż mało kto bierze tę dziewczyńską pasję na serio, widząc w Verze raczej „jazzowego kociaka” aniżeli energiczną promotorkę czy organizatorkę. A scenarzysta i reżyser Ido Fiuk, zapewne w imię udanej anegdoty, trochę za bardzo tę energię podkręca, choć fakty pozostają niezbite: dziewczyna stawia wszystko na jedną kartę, w tym pożyczone z wielkim trudem 10 tysięcy marek, by dopiąć swego.
Tymczasem przeszkody rosną lawinowo, bo warunki w Operze Kolońskiej nie przystają do wymagań amerykańskiego wirtuoza. W dodatku Jarrett sprawia wrażenie mocno zmęczonego (i trasą, i życiem), co dobrze oddaje nijaka rola Johna Magaro.
Nie muzyk bowiem znajduje się w centrum filmowego zainteresowania, ale zabiegana licealistka i szkoda tylko, że nie zagrała jej dziewczyna w podobnym wieku. Mala Emde aktorsko daje radę, lecz jest o dekadę starsza od swojej bohaterki, czym odbiera historii część jej niezwykłości. Jedynie ktoś bardzo, bardzo młody (a Vera zaczynała w branży jazzowej jako piętnastolatka) mógł mieć w sobie aż tyle samozaparcia i tupetu.
„Dziewczyna z Kolonii” jest pochwałą improwizacji. I tak jak każdy z solowych koncertów Jarretta był popisem wirtuozerskiego spontanu, dając za każdym razem inny efekt, tak film Fiuka opowiada o szczypcie szaleństwa i ryzyka potrzebnych do stworzenia czegoś niezwykłego także w innych dziedzinach.
Na przykład do zorganizowania wydarzenia artystycznego, którego kształt od początku do końca się wymyka. Pytanie postawione przez Verę – jak wypełnić salę czymś nienazwanym? – staje się tu kwestią fundamentalną. W filmie mówi się o tym punktując różnice między rynkiem muzycznym w Europie i USA, co musi trąci myszką w dobie globalnej unifikacji przemysłu muzycznego, rządzonego przez sztywne algorytmy i chwytliwe metki.
Improwizacja, legenda jazzu i film bez muzyki Keitha Jarretta
Jednakże film Fiuka, osadzony w oldskulowej scenerii i utrzymany w charakterystycznej kolorystyce z lat siedemdziesiątych, to w gruncie rzeczy bardzo prosta i bezpretensjonalna historia. Nakręcona została ze znaczącym udziałem polskim (m.in. producentki Ewy Puszczyńskiej czy charakteryzatora Waldemara Pokromskiego) i trzeba przyznać, że potrafi bawić się tą swoją prostotą, kiedy sprowadza wielką sztukę i związaną z nią legendę do komicznego parteru albo łamie tak zwaną czwartą ścianę.
Złośliwi mówią, że bliżej temu filmowi do fortepianu ćwiczeniowego niż do prestiżowej marki Grand Imperial wymaganej przez wielkiego muzyka. Lecz „Dziewczyna” opowiada po prostu o fanowskiej obsesji i jeśli składa hołd Jarrettowi, robi to bez jego muzyki i trochę na przekór jemu samemu. Nie cenił przecież swojego koncertu w Kolonii i nie przyłożył ręki do tego filmu.
„DZIEWCZYNA Z KOLONII” („Köln 75”) – reż. Ido Fiuk. Prod. Niemcy/Polska/Belgia 2025. HBO Max, Play Now.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















