Jak biblioteki odzyskały ludzi. Tu się tworzy wspólnoty i wymyśla przyszłość

Biblioteki dawno przestały być miejscami, do których przychodzi się po prostu po książki. Tu się rozmawia i gra, tworzy wspólnoty, wymyśla przyszłość.
Czyta się kilka minut
// il. Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”
// il. Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Jesteśmy bardziej niż pewne, że na półkach najbliższej lokalnej biblioteki znajdziecie co najmniej jedną książkę Japończyka Hisashiego Kashiwaia. W polskim tłumaczeniu ukazały się już trzy, a wszystkie zawierają nostalgiczne historie poszukiwaczy utraconych smaków. 

Ich bohater, emerytowany policjant Kamogawa, prowadzi w Kioto restauracyjkę spełniającą najskrytsze życzenia klientów. Do knajpki zaglądają bowiem ludzie tęskniący za bardzo konkretnym doświadczeniem, pragnący zjeść dokładnie to, co przyrządzała im w dzieciństwie ukochana babcia – np. omlet na ryżu albo panierowane krokiety. 

Kamogawa przyjmuje zamówienia, wyznacza termin odbioru, a potem w sobie tylko znanych miejscach zbiera składniki niezbędne do odbycia ze swoimi klientami podróży w przeszłość – do czasów, gdy czuli się nakarmieni miłością do syta.

Japoński detektyw miałby o niebo łatwiej, gdyby autor przeniósł akcję opowiadań w niedaleką przyszłość. Tropiciele smaków mogliby wówczas skorzystać z biblioteki zaprojektowanej paręnaście lat temu przez znanego amerykańskiego futurologa Thomasa Freya.

Zresztą, założymy się o miskę dobrego ramenu, że Kashiwai właśnie od Freya zapożyczył pomysł na magiczną jadłodajnię. W czasie, gdy Japończyk prowadził w Kioto zupełnie zwyczajny gabinet dentystyczny – nie śniąc jeszcze o międzynarodowej karierze pisarskiej – Frey był już pewien, że biblioteki obok słów i dźwięków będą gromadzić także smaki i zapachy. 

A restauratorzy, których zainteresują rekonstrukcje kulinarne, będą do nich zaglądać, by wzbogacać kartę dań bez konieczności wertowania zakurzonych ksiąg.

Jeśli podchodzicie do tego pomysłu sceptycznie, musicie wiedzieć, że Frey 15 lat temu opublikował tekst o tym, jak popularna będzie na całym świecie praca zdalna. Sugerował też, że dla osób rzadko wychodzących z domu biblioteka zaoferuje nie tylko schronienie przed izolacją, ale zapewni atrakcyjną przestrzeń do pracy ze studiami nagrań filmów i podkastów.

Biblioteki zmieniają się w mediateki. I ściągają nastolatków

Aby przekonać się, że futurolog miał rację, nie trzeba lecieć do Japonii – wystarczy odwiedzić Łódź. W tamtejszej Mediatece MeMo, mieszczącej się przy ul. Moniuszki w odrestaurowanej trzypiętrowej Willi „Trianon” z końca XIX w., znajdziecie świetnie wyposażone studio nagrań, udostępniające aparaty i kamery, a także softboksy, greenscreen (zielone tło do tworzenia wirtualnej scenografii) i inne fachowe sprzęty – czego dusza zapragnie.

Można tu z ich użyciem nagrać i zmontować film, a potem zaplanować jego premierę. Tak, w tej bibliotece jest także sala kinowa. A oprócz niej, dla osób mniej zainteresowanych kinematografią, umieszczono w przestrzeni budynku dźwiękoszczelne budki do prowadzenia spotkań online i gameroom, gdy chcemy zrobić sobie przerwę w pracy. 

W Mediatece można spotkać odrabiających lekcje licealistów. Cieszy ich duży stół, na którym można rozłożyć wszystkie książki, mieszcząca się obok kawiarnia serwująca truskawkowy tonic espresso, a także fakt, że w ramach przerwy od powtórek z matematyki można bez pardonu powalić w talerze – perkusyjne. 

Uruchamianie odtwarzacza...

– Jesteśmy zadowoleni, że w MeMo czas spędzają właśnie nastolatkowie, bo to grupa, która z bibliotekami nie miała dotąd wiele wspólnego – mówi bibliotekarka Anna Bartłomiejczyk. – Trend się zmienia. Młodzież, zmęczona mediami społecznościowymi i prędkością algorytmów, wraca do offline’u.

// il. Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Wielu specjalistów piszących o bibliotekach jest zdania, że bardziej niż miejscem konsumpcji treści, będą one po prostu miejscem tworzenia. I nawet jeśli niewiele miast w Polsce ma tak reprezentacyjne mediateki, materiały audiowizualne gromadzi już – wedle danych GUS – prawie 60 proc. polskich placówek. A stąd naprawdę niedaleko do gromadzenia wspomnień.

Naukowcy z Polski i Słowenii od dwóch lat pracują np. nad biblioteką zapachów obiektów zabytkowych. Obiecują, że lada chwila dowiemy się, jakie związki chemiczne trzeba zmieszać, aby uzyskać zapach „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci. A potem będziemy mogli Cecylię Gallerani powąchać, pałaszując krokiety nawet w Kioto.

Skoro Frey przewidział niegdyś powstanie łódzkiej Mediateki, dlaczego nie miałby mieć racji dziś, gdy opowiada o tym, jak nasze biblioteki będą wyglądać za kolejne 10 czy 20 lat? Ale zanim opowiemy, jakie są jego przewidywania, zastanówmy się, dlaczego w ogóle futurolog pracujący dla IBM i NASA koncentruje się w swoich pracach na miejscach z książkami.

Jak czytać książki z biblioteki w Dakocie

No dobrze, biblioteki od zawsze były wdzięcznym tematem filozofów i pisarzy, nie tylko tych tworzących w nurcie science fiction. Zapewne dlatego, że symbolizują uporządkowany i kompletny zbiór informacji o świecie. Albo fantazję o możliwościach posiadania takiego zbioru. Wbrew pozorom jeszcze nie tak dawno dostęp do tego zbioru był reglamentowany, a ze względu na ceny książek – zarezerwowany dla nielicznych. Pierwszą publiczną bibliotekę w Polsce założyli w 1747 r. bracia Załuscy, ale dopiero po II wojnie światowej na dobre rozpoczęto organizację sieci bibliotek, w tym powiatowych i gminnych.

Mimo zamykania domów kultury czy lokalnych świetlic, bibliotekom udało się z powodzeniem przejść przez okres transformacji, cyfryzacji i rozwoju nowych technologii. Więcej: w czasie gwałtownych prac nad AI mają się lepiej niż kiedykolwiek.

Ile ich jest? Ponad 7,5 tys. Na jedną bibliotekę publiczną przypada ok. 712 czytelników i jest to, w porównaniu do europejskich standardów, bardzo dobry wynik. W ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa w latach 2021-2025 wydano z budżetu państwa 180 mln złotych na budowę nowych placówek (ponad dwudziestu), ale też modernizacje czy rekonstrukcje obiektów już działających, w tym zabytkowych – jak łódzka Willa „Trianon”.

Ponad 93 proc. placówek posiada katalogi online, 70 proc. umożliwia rezerwację książki przez internet, a do jednej czwartej można się zapisać bez wychodzenia z domu. Frey jest zdania, że za 10 lat będziemy mogli korzystać w ten sposób ze wszystkich bibliotek świata. Są szanse, że wydarzy się to o wiele wcześniej, jeśli tylko świat podąży za Krakowem.

Czy biblioteki będą niezależne od BigTechów

– Nasi czytelnicy już dziś chcą korzystać ze wszystkich usług zdalnie – mówi Jerzy Woźniakiewicz, dyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie i przewodniczący Stowarzyszenia Księgarzy Polskich. – A my chcemy im to umożliwić w jak największym stopniu. Dotąd do WBP w Krakowie można się było co prawda zapisać online, ale pełną funkcjonalność konta uzyskiwało się dopiero na miejscu, w wybranej filii. Dziś do naszej biblioteki można się zapisać z dowolnego miejsca na świecie. Wyzwaniem pozostaje jedynie to, by zasobów online było coraz więcej. Oraz żeby były coraz bardziej interesujące. 

Wiele wskazuje, że te zasoby mogą niebawem tworzyć nawet sami czytelnicy. Kilka lat temu amerykański magazyn „The Atlantic” opublikował reportaż o mieszkańcach Rapid City w Dakocie Południowej, którzy – po zamknięciu ostatniej lokalnej gazety – założyli, skrzykując się w bibliotece, portal informacyjny swojego regionu. Black Hills Knowledge Network, działający do dziś i wspierany przez kilkanaście innych bibliotek, poza newsami publikuje np. dane o  aresztowaniach rdzennych Amerykanów – nieproporcjonalnie częstych. Sieć zbiera również materiały promujące historię regionu: wspomnienia, zdjęcia.

Frey wcale nie przesadza pisząc, że biblioteki staną się węzłami globalnej, a jednocześnie niezależnej od Big Techów wiedzy. Kiedy w naszych wyszukiwarkach coraz trudniej znaleźć informacje o najbliższej okolicy, biblioteki stają się niezbędne jako publiczna, demokratyczna alternatywa i laboratorium idei – działająca nie z myślą o zyskach, a dla dobra tego, co wspólne. Oraz – jak w amerykańskim Rapid City – w imieniu najsłabszych.

Rok 2025 był rekordowy: wypożyczamy coraz więcej

Zapewne możliwość korzystania z zasobów bibliotecznych bez konieczności odwiedzania konkretnego miejsca jest jednym z powodów, dla których wypożyczających w Krakowie przybywa.

Rok 2025 był rekordowy. Pojawiło się ponad 9 tys. nowych czytelniczek i czytelników (łącznie jest prawie 200 tys.). Wypożyczyli prawie 3 mln książek, co oznacza, że każdego dnia zabrali do domów prawie 12 tys. Jedną tylko filię przy ul. Rajskiej potrafi odwiedzić 30 nowych czytelników dziennie. Kiedy przychodzimy tu, by podpytać o liczby i trendy, wciąż ktoś wchodzi i wychodzi ze sporą liczbą tytułów pod pachą. Czekamy cierpliwie, aż bibliotekarki znajdą dla nas czas. 

W Łodzi nie jest gorzej. We wszystkich filiach odnotowano w zeszłym roku prawie 1,8 mln wizyt, a czytelnicy wypożyczyli łącznie 2 mln zbiorów – książek, audiobooków i gier planszowych.

– Łódź się wyludnia, więc można się było spodziewać, że nasze statystyki będą spadać, a jest odwrotnie – mówi Anna Bartłomiejczyk z MeMo. Równie budujące informacje słyszymy, gdy dzwonimy do biblioteki w podkarpackim Lubaczowie – pracownicy nie potrafią sobie przypomnieć kryzysu czy znaczącego spadku zainteresowania książkami.

W takim razie przenieśmy się do Bielska-Białej. Główną siedzibę Książnicy Beskidzkiej ulokowano przy ul. Słowackiego, w modernistycznym budynku z końca lat 70. To prostopadłościenna, pozbawiona dekoracji szara bryła. Dużo ciekawiej jest w środku. Dlaczego?

– Mamy bardzo dużo stałych bywalców, a z miesiąca na miesiąc rośnie liczba nowych członków biblioteki – mówi nam jedna z pracownic. – Im dalej od pandemii, tym większy ruch. Przychodzi sporo rodzin z dziećmi – słyszymy. – Przy czym rodzice i dzieci mają założone swoje karty i każdy wypożycza coś dla siebie.

Mniej pieniędzy na książki

W bibliotece ulokowanej w sercu krakowskiego Kazimierza, tuż obok popularnej włoskiej knajpki (w menu m.in. cappelletti z kaczką – pierożki kształtem przypominające marynarski kapelusik), jest podobnie. Na regałach ponad 16 tys. książek, ale można poprosić też o dostęp do e-booków, przejrzeć gazety albo wymienić opiniami w ramach działającego tu klubu dyskusyjnego.

Czytelnicy bardzo chętnie zaglądają, bo – jak mówi witająca nas w progu bibliotekarka – książki są po prostu coraz droższe. A poza tym ludzie często się teraz przeprowadzają, mieszkają na coraz mniejszych metrażach i po prostu nie mają gdzie trzymać wszystkich rzeczy, które chcieliby przeczytać.

Mimo rosnącej skali potrzeb, Ministerstwo Kultury przeznaczyło w tym roku na zakup nowości do naszych bibliotek tylko 10 mln zł. To skromny budżet, tym bardziej że w ostatnich latach pieniędzy na zakupy było trzy razy więcej. I nawet wtedy bibliotekarze nie byli szczególnie zadowoleni, również ze względu na specyficzne warunki wydatkowania środków, określone przez Bibliotekę Narodową.

– Zapowiada się kolosalne tąpnięcie, jeżeli chodzi o zakupy zbiorów – komentuje Jerzy Woźniakiewicz. – Dla wielu bibliotek ten program dotacyjny jest jedynym, a na pewno najważniejszym źródłem środków na zakupy. Będziemy zabiegać o zwiększenie tej kwoty.

„Trzecie miejsce”: bezpieczna przestrzeń debaty i rozmowy

Ale przecież biblioteka to nie tylko wypożyczalnia. Jak wynika z badania przeprowadzonego niedawno przez socjologa i animatora kultury dr. Bartka Lisa, do biblioteki przychodzimy przede wszystkim dla towarzystwa – książka jest pretekstem do spotkania, a osiedlowa czy gminna wypożyczalnia pełni funkcję klubu, w którym można lepiej poznać sąsiadów i spędzić z nimi czas, niekoniecznie podczas lektury.

Widać to w podkarpackim Lubaczowie, który chwali się sporą grupą stałych czytelników, nie tylko wypożyczających książki, ale uczestniczących we wszystkich wydarzeniach organizowanych przez bibliotekę. Ludzie zaczynają się tu kojarzyć, nawiązują przyjaźnie.

– W Starym Sączu, gdzie akurat jestem, biblioteki są najważniejszymi instytucjami – mówi Jerzy Woźniakiewicz.

– Wszystkie wydarzenia związane z życiem tutejszej społeczności odbywają się właśnie w bibliotekach. Dla Małopolski Stary Sącz powinien być miejscem wzorcowym, a na pewno symbolicznym, bo samorząd w ciągu ostatnich kilkunastu lat zbudował albo całkowicie zmodernizował biblioteki niemalże w każdej wsi. Przed chwilą rozmawiałem z wójtem gminy Moszczenica, gdzie zlecone są już prace projektowe kolejnej placówki. W każdej wsi tej gminy będzie nowoczesna biblioteka. 

Z dala od mediów społecznościowych

Woźniakiewicz, odwołując się do koncepcji amerykańskiego socjologa Raya Oldenburga, sporo mówi o tym, że biblioteka jest „trzecim miejscem”, czyli taką przestrzenią (obok domu i miejsca pracy czy nauki), w której spędzamy najwięcej czasu. Również dlatego, że możemy tu przebywać bezpłatnie. A w czasach rosnącej polaryzacji to być może także jedna z niewielu publicznych instytucji, której ufamy.

– Biblioteki powinny być miejscem debaty społecznej, szczególnie dzisiaj – potwierdza Woźniakiewicz. – Przede wszystkim dlatego, że są miejscem neutralnym, w którym można bezpiecznie rozmawiać. To miejsce otwarte i dostępne dla wszystkich, na równych prawach. Wyjątkowe, bo nie stawia barier. 

Podczas pisania tego tekstu trafiłyśmy na ciekawe badania dotyczące „digital public squares” (w uproszczeniu: forów internetowych), które wskazują, że będziemy wkrótce pilnie poszukiwać niekomercyjnych przestrzeni debaty publicznej, wspieranych technologią niezależną od logiki platform społecznościowych. 

Biblioteki są właśnie takim miejscem i – co więcej – doskonale o tym wiedzą. Tylko pod koniec kwietnia 300 bibliotekarek i bibliotekarzy wzięło udział w otwartym webinarze na temat „Algorytmów, automatyzacji i autentyczności”, zorganizowanym w ramach przygotowań do tegorocznego Tygodnia Bibliotek. Bibliotekarze i bibliotekarki – jak pokazują dane GUS – szkolą się zresztą nieustannie. 

Poczytaj mi, mamo: do biblioteki z najmłodszymi

Wróćmy jeszcze na moment do koncepcji „trzeciego miejsca”, bo teoria Oldenburga naprawdę nie jest tylko piękną ideą. Anna Bartłomiejczyk dzieli się statystykami, z których wynika, że czytelnicy spędzają w łódzkiej Mediatece kilka godzin dziennie.

– To nie jest tak, że ludzie wchodzą i wychodzą. Oni u nas uczą się i pracują, spotykają się ze znajomymi, by porozmawiać albo pograć w gry planszowe. Rezerwują sale pracy twórczej, zapisują się do montażowni, studia nagrań. No i oczywiście przychodzą na wydarzenia, a event w Mediatece jest właściwie codziennie: projekcje filmowe, wernisaże, spotkania autorskie, kluby dyskusyjne, joga. Działamy tak, by mieć bogatą ofertę.

Czytelniczki i czytelnicy zagadnięci w Książnicy Beskidzkiej są podobnego zdania. Już na początku rozmowy określają swoją bibliotekę przede wszystkim jako miejsce spotkań. Rodzice traktują ją wręcz jako azyl: dzieci mogą się pobawić, pobuszować wśród regałów z książeczkami, a oni spokojnie wypić kawę, przeglądając czasopisma.

– Zresztą, kiedy tylko przy Słowackiego zwolniło się jedno z pomieszczeń, przychodząca tu młodzież poprosiła o możliwość zaopiekowania się przestrzenią, urządzenia jej po swojemu – opowiada jedna z bibliotekarek. Dziś mogą się tam uczyć, czytać, albo po prostu spędzać ze sobą czas. Regularnie z tej sposobności korzystają.

Starsi czytają młodszym

W bibliotece w położonych na Śląsku Mazańcowicach dwa razy w miesiącu odbywają się spotkania dla najmłodszych dzieci, ze starszymi czyta się raz w tygodniu. 

– Rodzicom wciąż zależy, by dzieci czytały, a maluchy uwielbiają przywiązywać się do postaci książkowych, dlatego pochłaniają naraz całe tomy – słyszymy w Bielsku-Białej.

Tak, maluchy kochają książki. Kto z nas nie lubił, gdy czytano mu bajki na dobranoc? Niestety, w lekturę dla przyjemności nie bardzo wierzy Ministerstwo Edukacji Narodowej, które „nie narzuca szkołom form działań promujących czytelnictwo”. Zgodnie z przepisami, jak słyszymy od rzeczniczki ministerstwa, „nauczyciel ma prawo do swobody” w tym zakresie.

Bądźmy szczerzy: w realiach szkolnych, gdzie liczy się głównie kucie do punktowanych egzaminów, „swoboda” oferowana przez MEN nauczycielom nie brzmi poważnie. Egzaminy zdają ci, którzy wykuli na pamięć plan wydarzeń oraz nazwiska bohaterów. Nie ci, którzy rozumieją to, co czytają, albo mają wobec lektur własną, krytyczną opinię. A koniec końców liczy się przecież ocena na świadectwie.

Karta dla małego czytelnika 

I znów: czytelnictwo wśród najmłodszych ratują właśnie biblioteki. One też pokazują, że książki mogą sprawiać frajdę. To w osiedlowych i gminnych placówkach Instytut Książki zostawia dla przedszkolaków książkowe prezenty. W tym roku w wyprawce znalazły się „Rita i koń” doktorantki SWPS i popularyzatorki matematyki Marty Kopyt, „Przywitanie lata” absolwentki University of the Arts London i Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie Marii Dek oraz „Bobuś” cenionej scenarzystki Martyny Skibińskiej.

Przedszkolak, który po raz pierwszy odwiedza wypożyczalnię z rodzicem albo opiekunem, dostaje obok wyprawki kartę małego czytelnika. Za każde wypożyczenie wpada naklejka, a po zebraniu dziesięciu – imienny dyplom potwierdzający czytelnicze zainteresowania, który można z dumą powiesić w pokoju obok półki z ukochanymi bohaterami. A potem pójść z rodzicami na lody.

W 2025 r. Instytut Książki zorganizował też w bibliotekach w całym kraju 252 warsztaty dla dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Dla tych, które zaczynają szkołę, wymyślono także akcję „Czytanie rodzinnych historii”. W latach 2024-2025 odbyły się dwie edycje projektu, w których uczestniczyło ok. 30 tys. dzieciaków.

Książki dla małych piłkarzy

W zeszłym roku ruszył też BookStadion, czyli program skierowany do adeptek i adeptów szkółek i akademii piłkarskich. Cel? Przekonanie (szczególnie chłopców), że czytanie może być fajne. Projekt składa się z dwóch elementów: zajęć na boiskach lub w bibliotekach, którym towarzyszą spotkania ze sportowcami. W 2025 r. odbyły się 23 warsztaty.

– W 2026 r. przeprowadzimy ich aż 54 – obiecuje Instytut Książki. Większość odbędzie się w szkółkach piłkarskich we współpracy z bibliotekami publicznymi. Program startuje po 18 maja i potrwa do końca października. W wyprawce: książki o tematyce sportowej, które dzieciaki uwielbiają (na ostatnich Targach Książki w Krakowie spotkanie z dziennikarką Yvette Żółtowską-Darską, piszącą biografie piłkarzy dla dzieci, cieszyło się niesamowitą popularnością – dzieciaki nie pozwalały wręcz na jego zakończenie).

Zapytany o plany na przyszłość MEN obiecuje, że w nowej podstawie programowej, która zacznie obowiązywać w szkołach podstawowych od września, priorytetem stanie się wreszcie „rozwój świadomego czytelnictwa oraz rozbudzanie autentycznej pasji do literatury”. 

Reforma, mówi nam rzeczniczka MEN, „kładzie nacisk na elastyczność i dopasowanie tekstów do zainteresowań współczesnych uczniów”. Oznacza to, że szkoła będzie zobowiązana zapewnić dostęp do księgozbioru zawierającego współczesną literaturę dziecięcą i młodzieżową, dostosowaną do zainteresowań uczniów. Pamiętajmy, że biblioteki szkolne finansowane są głównie z budżetu uzyskanego od dyrekcji placówki. Dodatkowe środki pozyskiwane są z programów rządowych i dotacji rady rodziców. Oby MEN zarezerwował środki na ten cel.

Dla klas IV-VIII ministerstwo planuje również tzw. Praktyki lekturowe, których celem jest „planowanie procesu czytania”. Uczniowie mają „nauczyć się”, jak organizować czas na lekturę i przygotowywać do odbioru tekstu, ale też śmiało „wyrażać własne sądy i emocje po przeczytaniu lektury”. 

Pozostaje pytanie, jak pogodzić ten program z czytaniem szkolnych lektur pod egzaminacyjny klucz. Warto też dodać, że np. estońskie szkoły nie uczą organizowania czasu, po prostu same ten czas organizują – podczas każdego dnia zajęć jest 20 minut przewidzianych na samodzielną lekturę wybranej książki.

Biblioteki nas zmieniają. Na lepsze

Wróćmy jednak do bibliotek. One dawno przestały być miejscami, do których przychodzi się po prostu po książki. Ich główna misja polega na czymś innym: na demokratyzacji dostępu do informacji, wiedzy i możliwości. To troska o równość i sprawiedliwy dostęp do narzędzi wspierających rozwój, dzięki którym każdy może zrobić coś dobrego dla innych.

Dziś biblioteki publiczne są przestrzeniami najmocniej integrującymi lokalne społeczności. A w przyszłości będą czymś jeszcze innym, nie tracąc przy tym dziedzictwa, które zostało im powierzone. Biblioteka będzie bardziej połączona z globalnymi sieciami, a jednocześnie bardziej zakorzeniona w lokalnych społecznościach. Będzie bardziej wirtualna, a jednocześnie niezbędna jako fizyczna przestrzeń spotkań.

Centra biblioteczne będą gościć wszystko: od tradycyjnych klubów książki po warsztaty poświęcone technologii blockchain – obiecuje Frey. Zapewnią dostęp do technologii takich jak interfejs mózg–komputer oraz komputery kwantowe, na które każdy z nas z osobna nie będzie mógł sobie pozwolić. Do roku 2035 w naszych czytelniach znajdą się technologie, które dziś ledwo sobie wyobrażamy.

Biblioteki skorzystają na tych przemianach i rozwiną się, bo są antykruche.

Nassim Nicholas Taleb, amerykański ekonomista i filozof, określa tym terminem rzeczy i miejsca, które rozkwitają pod wpływem zmienności, nieładu i najróżniejszych stresorów, wszechobecnych w płynnej nowoczesności, w której przyszło nam żyć. Antykruchość to coś więcej niż odporność i wytrzymałość. Odporność pozwala tylko przetrwać wstrząs bez zmian, uczy nas Taleb. Natomiast antykruchość zmienia nas na lepsze. Zupełnie jak omlety na ryżu z restauracyjki pana Kamogawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Biblioteka. Tu się żyje