To nie jest kolejna książka w rodzaju „Wszystko, czego nie wiedzieliście o czekoladzie” ani „Sekretna historia kakao”, nie jest to też książka gurmandzistowska, popularyzatorska ani aktywistyczna. Choć z drugiej strony – wszystko to w sobie zawiera.
Przewaga Rowana Jacobsena, dziennikarza i autora książek o znaczeniu żywności, polega na tym, że napisał reportaż. O pionierach, ryzykantach, straceńcach i śmiałkach, którzy poświęcili się przywracaniu godności nasionom kakaowca właściwego, którego nazwa gatunkowa, Theobroma cacao, tłumaczy się przecież „pokarm bogów”. A może nawet bardziej przywracaniu jej ludziom, którzy nam ten surowiec dostarczają.
Jak żyją ludzie dostarczający nam ziaren kakaowca
Czekolada – pisze Jacobsen – to rynek wartości 130 mld dolarów zbudowany na grzbietach 50 mln robotników żyjących w biedzie w tropikach. Gigantom tego rynku, zwanym, a jakże, Big Chocolate, 90 proc. kakao dostarczają firmy rodzinne, a 80 proc. z tych rodzin musi przeżyć za mniej niż 3 dolary dziennie. Dwie trzecie światowego kakao produkują Ghana i Burkina Faso, które pod wielkie plantacje hybrydowych odmian wykarczowały swoje lasy tropikalne. Wszystko po to, żebyśmy mogli kupić tabliczkę czekolady za dolara.
Ta książka zabiera czytelnika w podróż do Boliwii, Mezoameryki i Meksyku – matecznika kakaowców – w poszukiwaniu rodzimych odmian i świętego Graala tej opowieści: kakaowców rosnących dziko. Towarzyszymy ludziom chcącym skrócić łańcuchy dostaw i wykorzystać logikę kapitalizmu przeciwko niemu: rozkochać zachodnich konsumentów w czekoladzie craftowej, kosztownej i statusowej, a tym samym sprawić, żeby nie opłacało się wycinać dżungli, bez której dzikie kakaowce nie przeżyją.
„Dzikie kakao” to smakowita opowieść z dodatkiem goryczy
To istna wyprawa po złote runo, gdzie śmiałków niosą wzburzone wody, a czyhają na nich nie tylko smoki (w tej roli kajmany), ale i zbójcy. Bo kakaowy szlak krzyżuje się z narkotykowym, a oferujący lepsze ceny za ziarno kakaowca wysłannicy nowej fali czekolady psują interesy pośrednikom spod ciemnej gwiazdy.
Można tę książkę smakować jak powieść przygodową, acz to trudna przygoda: idealistyczna naiwność raz po raz idzie w niej z torbami, a przy lekturze towarzyszy pytanie, kiedy nowa fala czekolady „od ziarna po tabliczkę” – która ma ocalić lasy deszczowe, dać godziwe życie mieszkańcom okolicznych wiosek i zapewnić zrównoważony rozwój – zje własny ogon. Kiedy i ta bańka pęknie, konsumenci zażądają pokarmu bogów w dyskontach, a lokalne społeczności znów zostaną z kwitkiem.
To smakowita opowieść i nie sposób ją czytać bez tabliczki jakościowej czekolady pod ręką. Ale też z całą goryczą wybrzmiewa w niej myśl, że czekolada to luksus. Czytelnik zostaje ze smakiem czekolady na języku, a przed oczami – z obrazem konkwistadorów plądrujących skarbiec Montezumy, w którym odkryli oni 960 mln ziaren kakaowca.
Rowan Jacobsen, DZIKIE KAKAO. WYPRAWA DO ŹRÓDEŁ CZEKOLADY, przeł. Aleksander Gomola, Bo.wiem 2026
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















