Jeden ze świętych amerykańskiego kina, reżyser Martin Scorsese, określił papieża Leona XIV „punktem zwrotnym w historii Kościoła”. A Scorsese to gość, który w swojej karierze nakręcił zarówno „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, jak i „Wilka z Wall Street”. Równie mocno interesowało go życie Dalajlamy („Kundun”), jak i pięściarza Jake’a LaMotty („Wściekły Byk”).
Pisaliśmy kiedyś na tych łamach, że przez wiele lat pracy nowojorski artysta rozdarty był między duchowymi potrzebami wynikającymi z katolickiego wychowania a gwałtownym, obsesyjnym usposobieniem, które sprezentowały mu sycylijskie geny. To usposobienie kieruje go prawdopodobnie w stronę polityków, gangsterów i chłopców z ferajny (pamiętacie, że to Scorsese zrobił teledysk do piosenki „Bad” Michaela Jacksona?).
Nawet dziś, chwaląc słowa i gesty papieża, reżyser pracuje jednocześnie nad filmem o prezydencie Stanów Zjednoczonych Teodorze Roosevelcie (premiera w przyszłym roku). Wewnętrzne rozdarcie Scorsesego jest skądinąd bardzo filmowe. Wiadomo, że dobrana para antagonistów to podstawa wciągającej historii. A w historii potyczek Leona XIV i Donalda Trumpa mamy przecież wszystko, czego potrzebuje kino.
Z jednej strony postać pragnąca władzy, która wierzy, że bez jej kontroli świat pogrąży się w chaosie. Jej działania bywają brutalne, ale wynikają z logiki, która w pewnych momentach wydaje się rozsądna. Z drugiej strony postać uosabiająca mądrość, której siła leży w ideach. Między nimi rodzi się konflikt wykraczający poza trywialną rywalizację. To spór o to, czym w ogóle powinien być pokój i porządek – czy należy go narzucać siłą, czy budować poprzez odwołanie do wspólnych wartości.
Hollywoodzki scenarzysta zwróciłby uwagę, że takie postaci zawsze są od siebie zależne: władza potrzebuje uzasadnienia, które daje mądrość, a mądrość bez narzędzi wpływu pozostaje bezsilna. Ale w każdej dobrze skonstruowanej historii nadchodzi też moment, w którym równowaga się rozpada. Konflikt przybiera wówczas formę otwartego starcia, a bohaterowie historii zmuszeni są wybrać – nie między dobrem a złem, ale między wizjami świata, z których żadna nie jest całkowicie bezpieczna.
I to my jesteśmy bohaterami tej historii.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















