Książka tygodnia: mroczne „Historie łajdackie” Jacka Dehnela

Korzyść z lektury nowych książek jest i taka, że skłaniają one do sięgnięcia po inne, dawniej czytane. Tak było z opowiadaniami Dehnela.
Czyta się kilka minut
Jacek Dehnel, HISTORIE ŁAJDACKIE, Znak Literanova // materiały prasowe
Jacek Dehnel, HISTORIE ŁAJDACKIE, Znak Literanova // materiały prasowe

Ogromna powieść Jacka Dehnela „Łabędzie”, wydana przed blisko trzema laty, nie doczekała się niestety odbioru, na jaki ten zdumiewający, wielowątkowy eksperyment i jeden z najciekawszych portretów PRL-u w literaturze zasługiwał. By sparafrazować Słowackiego: mówię, bom smutny i sam pełen winy, ale zdawkowa nota uwłaczałaby tej książce.

Z „Historiami łajdackimi” będzie chyba lepiej – już pojawiły się rzeczowe i niezdawkowe recenzje. I dobrze, bo to świetny tom opowiadań, kolekcja losów ludzi i przedmiotów opisanych wirtuozersko, historie na ogół mroczne, zwięzłe, wciągające i osadzone w namacalnych niemal realiach. Czasem polifoniczne, jak „Bieg okoliczności”, w którym narrator, uprawiając jogging, przywołuje w myślach opowieści warszawskich sąsiadów, jednocześnie obserwuje ulicę, a ze słuchawek dobiega muzyka. Czasem czymś zainspirowane, jak moja ulubiona „Wicekrólowa Rugii” obrazem Caspara Davida Friedricha.

„Historie łajdackie” Jacka Dehnela: korzyści z lektury

Nie będę już nigdy mógł minąć rogu Augustiańskiej i Skałecznej na krakowskim Kazimierzu, nie myśląc o bohaterach „Ćwiartki papieru (historii prawdziwej z roku 1934)”. Tak, dramat Józefa Maciaszka, zredukowanego urzędnika Polskich Kolei Państwowych, i Józefy Banasikównej, którzy tam właśnie odebrali sobie życie, rozegrał się naprawdę. „Prawdziwa jest też treść listu, który pozostawili – dodaje Dehnel. – Autor tylko dodał dekoracje, trochę światła i dźwięku, a potem zamiótł scenę”. Autentyczne postacie są również wykorzystane w potwornie (w sensie dosłownym) przewrotnym opowiadaniu „Czterech, czwartek”.

Zamykają tom „Dwa sny”, ale także wcześniejsze „Głosy”, niby tylko obrazek z wakacyjnego pobytu w Kadyksie, ma – niebezzasadnie – klimat onirycznego koszmaru. A w „Nieznajomej z Sekwany”, podejmującej sławny wątek młodej topielicy, której twarz uwieczniona w odlewie powielona została po latach w setkach manekinów służących do ćwiczenia resuscytacji, słuchamy monologu martwej bohaterki, u Dehnela – służącej z Bretanii.

Korzyść z lektury nowych książek jest i taka, że skłaniają one do sięgnięcia po inne, dawniej czytane. Tak było z opowiadaniami Dehnela. Musiałem wspiąć się na drabinę, by z podsufitowej półki zdjąć niewielki tomik wydany równo 60 lat temu w serii Nike: „Orfeusz i inne opowiadania” wybitnego poety Julesa Supervielle’a, w opracowaniu Jerzego Kwiatkowskiego. Jest tam i „Nieznajoma z Sekwany”, która u francuskiego pisarza dociera do morza, do ludu Podwodnych, ale decyduje się wrócić w wody płytsze...   

Jacek Dehnel, HISTORIE ŁAJDACKIE, Znak Literanova, Kraków 2026

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Sztuka opowiadania