Najciekawsze książki o miłości dla najmłodszych. Oto kilka propozycji

Motyle w brzuchu? Rumieńce? Nic z tych rzeczy! Książki dla dzieci przedstawiają miłość jako ciężką pracę, wątpliwości i uczenie się na błędach.
Czyta się kilka minut
Od lewej: Vita Murrow, „Książeczka pełna miłości”, wydawnictwo Kropka; Grzegorz Kasdepke „Romans palce lizać”, wydawnictwo Literatura; Alli Brydon, „Miłość wokół nas”, wydawnictwo Kropka; Sabine Lemire, „Mira #1", Wydawnictwo Dwie Siostry; Thomas Brunstrøm, Thorbjørn Christoffersen, „Edek jest zakochany”, wydawnictwo Dwukropek; Alex Norris, „Ratunku, miłość!”, Wydawnictwo Dwie Siostry // materiały prasowe
Od lewej: Vita Murrow, „Książeczka pełna miłości”, wydawnictwo Kropka; Grzegorz Kasdepke „Romans palce lizać”, wydawnictwo Literatura; Alli Brydon, „Miłość wokół nas”, wydawnictwo Kropka; Sabine Lemire, „Mira #1", Wydawnictwo Dwie Siostry; Thomas Brunstrøm, Thorbjørn Christoffersen, „Edek jest zakochany”, wydawnictwo Dwukropek; Alex Norris, „Ratunku, miłość!”, Wydawnictwo Dwie Siostry // materiały prasowe

W maszynerii miłości coś się rozstroiło. Miłość już nie działa. Upodabnia się do jednorożca. Zwierzę cudo, tyleż pożądane, co nieistniejące” – przestrzega socjolog Tomasz Szlendak w swojej najnowszej książce

Zmieniła się struktura społeczno-płciowa, pogłębia się rozdźwięk światopoglądowy między kobietami i mężczyznami. Panie migrują do miast za wykształceniem i dobrą pracą, a niekoniecznie za związkiem. Aplikacje randkowe dają iluzję nieograniczonego wyboru i nakręcają nierealistyczne oczekiwania wobec drugiej połówki. Popkultura też nie pomaga – stała się skansenem czerstwych niczym sucharki wyobrażeń o motylach w brzuchu i gromach z jasnego nieba. 

No i klops. Czyżby dzisiejsi dwudziestolatkowie mieli być ostatnim pokoleniem, które ma, jakkolwiek cherlawą i mglistą, szansę na znalezienie jednorożca miłości? A potem zapadnie cyfrowa kurtyna i kolejne generacje będą co najwyżej symulować romanse z czatbotami? 

Według australijskiego think tanku McCrindle pokolenie Alfa (osoby urodzone w latach 2010-2024) oraz Beta (dzieci przychodzące na świat między rokiem 2025 a 2039), są i będą tymi generacjami, dla których komunikacja elektroniczna jest niemal równie pierwotna, jak komunikacja analogowa.

Ta pierwsza być może wyprze tę drugą, ale inne scenariusze też są możliwe. Najmłodsi są tą grupą w wielu społeczeństwach, która najwięcej czyta. Sukcesy krakowskiego Festiwalu Literatury dla Dzieci i tłumnie odwiedzanych sekcji dla najmłodszych na licznych targach książki udowadniają, że nawet jeśli jednorożec miłości niedomaga, to pegaz pasji czytelniczej ma się dobrze. 

A czy od miłości do książek wiedzie jakaś droga na skróty do romantycznych porywów serc? Literatura nie nauczy sztuki kochania, ale przybliży odległe galaktyki i bliskie mikrokosmosy miłości. Pokaże, że na uczucie nigdy nie jest za wcześnie, za późno albo nie w porę. I że zakochanie to przygoda, a nie przymus.

„Książeczka pełna miłości”: miłosna mapa świata

Nie ma dolnej ani górnej granicy wieku, w którym nie wypada czytać o miłości. Zwłaszcza że, obok czasu, empatii i odpowiedzialności, to jedno z najtrudniejszych dla młodego umysłu pojęć. Można do sprawy podejść metodycznie i zacząć przygodę z miłością od poświęconych jej leksykonów. Wydawnictwo Kropka wydało w zeszłym roku dwa atlasy przeznaczone dla starszych przedszkolaków

W „Książeczce pełnej miłości” Vity Murrow z ilustracjami Annelies Draws podróżujemy do odległych zakątków świata, żeby poznać sposoby, w jakie ludzie okazują sobie uczucia. Dowiemy się, jakie prezenty dają sobie zakochani na Samoa i jak wyznaje się romantyczne uczucia na Hawajach. 

Autorka sięga do nieoczywistych języków jak jupik środkowy (jeden z rdzennych języków Alaski) albo joruba (używany w Nigerii i Brazylii), żeby opowiedzieć o tym, na ile sposobów można nazwać miłość. Przybliża także obyczaje w miejscach nam bliższych, jak Dania czy Anglia, potrawy, którymi przez żołądek dociera się do serca w Galicji i Francji lub miłosne komplementy z Katalonii i Luksemburga.

Nie zabraknie ciekawostek – na przykład, że w serbskim słowo „miłość” jest koloru fiołkowego. Na stronach poświęconych językowi polskiemu przeczytamy, że w staropolszczyźnie wyraz miłość znaczył „łaskę”, „litość” i „zadowolenie” oraz że do ukochanej osoby Polacy często zwracają się per „żabko”, słuchając romantycznej muzyki Fryderyka Chopina

Choć kilkulatkowie nie zapamiętają zawartych w dwustustronicowej książce trudnych nazw, a jej przekaz jest wyidealizowany, warto sięgnąć po ten tytuł, bo wynika z niego, że miłość jest czymś, co ludzie pielęgnują bez względu na język i miejsce zamieszkania.

Podobną, ale dużo mniej obszerną propozycją jest „Miłość wokół nas” Alli Brydon z ilustracjami Wazz Pink. Akcent jest położony na obyczaje i święta związane z miłością. Prostym i zrozumiałym dla przedszkolaka językiem autorka opisuje m.in. Święto Lampionów, czyli chińskie Walentynki, albo tradycje zaręczynowe z Fidżi. Przeszłość miesza się tu z teraźniejszością.

Zadaniem dla rodzica będzie oddzielić jedno od drugiego i wytłumaczyć na przykład to, że na przyjemnych dla oka ilustracjach przedstawiciele niektórych państw noszą tradycyjne stroje ludowe (np. mieszkańcy Fidżi i Maorysi), a inni, jak Amerykanie i Japończycy, całkiem współczesne ubrania. Może będzie to zaproszenie do rozmowy o tym, że miłość jest stara jak świat, który bardzo szybko się zmienia.

„Edek jest zakochany”: chłopaki też czują

Nadal pokutuje przeświadczenie, że chłopcom z tkliwymi uczuciami jest nie po drodze. Przykład? Od ośmiu lat wydawany jest dwumiesięcznik „Kosmos dla Dziewczynek”, adresowany do czytelniczek w wieku 7-13 lat. Nie znajdziecie jednak w salonach prasowych „Wszechświata dla Chłopców”. Owszem, istnieją psychologiczne „Małe Charaktery”, które nie definiują płci docelowego odbiorcy, ale więcej w nich dziewczyńskich tematów. 

Dlaczego to ważne? Wspomniany „Kosmos” proponuje treści psychologiczne, dostosowane do rozwoju emocjonalnego odbiorczyń. Podpowiada, jak rozwiązać problemy z samooceną i akceptacją przez innych. Temat zakochiwania się nie pojawia się często, bo życie dziewczynek kręci się raczej wokół przyjaźni niż wypatrywania księcia na białym koniu. 

W numerze 17 pod hasłem „Dziewczyny i chłopaki” (wydania archiwalne są w ciągłej sprzedaży online) czytamy: „Zakochanie to ważne doświadczenie, ale nie jedyne uczucie, które łączy dziewczyny z chłopakami. Możesz lubić się z chłopakiem, i tyle”. No właśnie, można zacząć od przyjaźni i wzajemnego szacunku jako fundamentu przyszłych relacji.

Na szczęście literatura nie traktuje emocji chłopców po macoszemu. Czasem podchodzi do nich w dość niekonwencjonalny sposób, pokazując, że uczenie się na błędach może być frajdą. Dobrze wie o tym Edek, rezolutny kilkulatek z cyklu Thomasa Brunstrøma z ilustracjami Thorbjørna Christoffersena. Początkowo był bohaterem drugiego planu w serii tych duńskich autorów o Tacie Oli, w Polsce wydawanej od kilku lat przez Dwukropek. 

Siedmioletnia Ola to rozważna i akuratna dziewczynka, mająca ekstrawertycznego tatę, któremu nie do końca udało się dorosnąć. Jego kolejne obciachowe pomysły przyprawiają Olę o ciarki. Łobuzujący w tle młodszy brat Oli, Edek, udowadnia, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Bez wątpienia jest chłopcem szczęśliwym. 

Wychowywanym bezstresowo, radosnym i niezłośliwym, przynajmniej jeśli chodzi o intencje, a nie konsekwencje. W supermarkecie zatrzaskuje się w lodówce, a na bal karnawałowy przebiera się za toaletę. Skradłszy serca czytelników i ich rodziców, Edek zapracował na własną serię, kierowaną do trzy- i czterolatków. Po polsku ukazało się już sześć tomów tego spin-offu. 

W najnowszym tomie pt. „Edek jest zakochany” pojawia się Marta, nowa koleżanka w przedszkolu – „Edek strasznie ją lubi, chociaż sam nie wie dlaczego”. Nie wie też, jak można się zakumplować z dziewczynkami, bo nigdy wcześniej nie czuł takiej potrzeby. Jest dzieckiem czynu, więc zwraca się do taty, eksperta od wszystkiego, o porady. Te przynoszą więcej szkody niż pożytku, bo Edek usilnie kopiuje strategie dorosłych (gotowanie dla ukochanej, prezenty, kwiaty, usługiwanie itd.) na miarę swoich kilkuletnich możliwości.

Wreszcie idzie po rozum do głowy i pyta inną dziewczynę o to, co lubią dziewczynki. Ola daje mu najlepszą możliwą wskazówkę – żeby był sobą i przestał traktować Martę jak przybyszkę z innej planety. Radzi mu zapytać ją o to, w co chciałaby się z nim bawić. Lody zostają przełamane i wkrótce okaże się, że Marta to nie żadna księżniczka, ale – podobnie jak Edek – niezłe ziółko.

„Romans palce lizać”: sztafeta pokoleń 

Rozterki sercowe chłopców nieco i dużo starszych opisał Grzegorz Kasdepke w „Romansie palce lizać”. Książka ukazała się piętnaście lat temu, potem leżała zapomniana pod stertą regularnie wydawanych przez pisarza z Saskiej Kępy bestsellerów. Wreszcie, zeszłej wiosny została wznowiona przez Wydawnictwo Literatura z nowymi ilustracjami Joanny Rusinek. 

Po tej – jak zaznacza autor w liście do czytelników – „książce napisanej na prośbę chłopaków, którą chętnie czytają dziewczyny”, trochę znać upływ czasu. Młodzi ludzie używają tu telefonów do czynności tak archaicznej jak dzwonienie do siebie i spotykają się twarzą w twarz w herbaciarni. Scenografia i rekwizyty są niewątpliwie oldskulowe.

Jednak jeżeli chodzi o uczucia, to kto jak kto, ale Grzegorz Kasdepke ma na nie sposób. Podchodzi do nich na bardzo bliską odległość, przygląda się temu, jak w zwyczajnych sytuacjach budują i burzą dziecięcy dobrostan, lecz opisuje je z dystansu, z ironią, nie pozwalając im przejąć opowieści. 

Udowodnił to już w tetralogii o przedszkolakach z grupy pani Miłki, gdzie jedną z osi fabuły jest sympatia, jaką pięcioletnia Rozalka żywi do rudego Grzesia, a w dowód tegoż uczucia próbuje go pocałować. Okazuje się to misją tyleż romantyczną, co straceńczą, bo Grześ dzielnie unika wszelkich prób skradzenia mu buziaka. Jak to w życiu – nie każda strzała Amora przebija dwa serca, ale każdy ma prawo do tego, żeby nie być całowanym wbrew woli.

Amor z „Romansu palce lizać” ma trochę lepsze oko, lecz nie wszystko pójdzie jak po maśle. Masło, mąka i kakao jednak się przydadzą, bo trzej protagoniści miłosne katusze łagodzą gotowaniem popisowych dań, a przepisy na nie są częścią książki. Dziadzio Feluś, tata Felicjan i syn Felek są zakochani, na domiar złego nieszczęśliwie. Senior rodu udaje hipochondryka, żeby tylko wybrać się na wizytę do wyniosłej doktor Skowrońskiej. Felicjan środkowy, astronom, ma wzrok utkwiony wysoko w gwiazdach i nie zauważa, że żona ma spakowane walizki. 

Gdyby miał możliwość lektury wspomnianej wyżej książki Szlendaka, to dowiedziałby się, że dziś kobiety oczekują przede wszystkim zaangażowania, a jeśli go nie otrzymują, to odchodzą pierwsze. Natomiast najmłodszy ze sztafety Felek kocha się w Marysi, która nie rozumie, dlaczego ten miły kolega najpierw jej nadskakuje, a potem unika. A on się po prostu zakochał i cała pewność siebie uleciała z niego jak z przebitego balonika.

Autor ogląda mężczyzn młodszych i starszych w sytuacjach, kiedy ich uczucia nic sobie nie robią z konserwatywnego mitu męskości. Przeżywają katusze niepewności i zwątpienia, z trudem zbierają się na odwagę, żeby powiedzieć wybrance o tym, co czują, lecz kiedy tylko wstępuje w nich nadzieja, że nie wszystko stracone, są nie do zatrzymania. Nawet jeśli biegną w przetartych bamboszach, w staromodnym kombinezonie narciarskim albo z błędnym wzrokiem przez ulice Saskiej Kępy. 

Swoim wcale nie słomianym zapałem udowadniają, że choć miłością nie zmienimy tych, których kochamy, to możemy odnaleźć w sobie czułe męstwo, którego zupełnie się po sobie nie spodziewaliśmy. Dalsze perypetie trzech Felicjanów i ich wybranek Kasdepke spisał i doprawił szczyptą psychologii w tomie „Serce i inne podroby”, którego wznowienie jest niedługo planowane. 

Mira, bohaterka duńskiej serii komiksów

Nie wiem, jak robią to Duńczycy i inni Skandynawowie, ale potrafią odmalować życie dzieci w sposób niecukierkowy, a jednocześnie radosny i dowcipny. Tak też jest z miłością – czasem słońce, czasem… ulewa. Różne zjawiska miłosne dzieją się wokół Miry, bohaterki duńskiej serii komiksów autorstwa Sabine Lemire i Rasmusa Bregnhøi, przeznaczonej dla czytelniczek powyżej dziewiątego roku życia. W lutym w Wydawnictwie Dwie Siostry ukaże się szósty tom cyklu. 

Mira chce zostać fotografką i blogerką, robić coś kreatywnego, podobnie jak jej samodzielna mama, pracująca w branży reklamowej. Bardzo się kochają, chociaż córka uważa, że jej rodzicielka często zachowuje się totalnie żenująco. To z powodu pogoni za szczęśliwym związkiem, która często prowadzi kochliwą mamę w ślepe uliczki.

Jest uwikłana w ten paradoks, o którym pisze Tomasz Szlendak. Wierzy w mit miłości romantycznej, ale mimo prób nie udaje jej się znaleźć tego jednorożca. W tomie pierwszym oglądamy galerię chłopaków mamy, poznanych przez aplikacje randkowe albo… podczas wręczania mandatu. Żadna relacja nie trwa jednak długo, gdyż na wierzch wychodzą różnice nie do pogodzenia. 

Miłosne życie dorosłych smakuje jak słodko-gorzkie żelki z lukrecją. Mira widzi rozczarowanie mamy i wątpi w to, że warto się zakochiwać. Na szczęście ma przyjaciół, Naję i Louisa. Niestety Naja jest ciągle w kimś zakochana i zaczyna się zadawać z dziewczynami, dla których sprawy sercowe są na porządku dziennym. Mira gotowa jest myśleć, że coś z nią nie tak, skoro nigdy nie czuła motyli w brzuchu. „Może jeśli będę myśleć o jakimś chłopcu, na przykład o Louisie, to wtedy stracę dla niego głowę? Jakieś pół godziny dziennie powinno wystarczyć. To chyba nie może być takie trudne?” – zastanawia się. Wkrótce dojdzie do wniosku, że prawdziwa przyjaźń jest cenniejsza niż zakochiwanie się po to, żeby być jak inne dziewczyny.

W drugim tomie mama ma stałego partnera, który stara się być dla Miry jak ojciec. Ale to nie to samo, co prawdziwy tata. Mira marzy tylko o tym, żeby go poznać. Kiedy wreszcie ma to nastąpić, okazuje się, że on latami nie wiedział o tym, że ma córkę. Mama dowiedziała się, że jest w ciąży, po tym, jak się rozstali i nie chciała robić mu kłopotu. Mira ma poważne zastrzeżenia co do tego, jak zachowują się dorośli. Na szczęście tata jest nią zachwycony i chce być obecny w jej życiu. Poznaje jego żonę, przyrodniego młodszego brata i przekonuje się, że każda rodzina jest (nie)szczęśliwa na swój sposób. 

Zaczyna lepiej rozumieć Louisa, który żyje między domami mamy i taty. W kolejnych tomach dziewczynka spotyka uroczego Jonasa i słodkiego Gunnara, ale obok miłych uczuć na horyzoncie pojawia się zazdrość i hejt ze strony innych. Przeżywa stratę bliskiej osoby i musi zmierzyć się z widmem przeprowadzki na Bornholm, z dala od przyjaciół i taty. W najnowszym tomie, który ukaże się w lutym, powiększa się rodzina taty, a Mira przestaje być jego jedyną córeczką. Boi się, że przestanie być kochana.

W wielokrotnie nagradzanych komiksach Lemire i Bregnhøi rzeczywistość dzieci, które coraz częściej żyją w patchworkowych rodzinach, nie jest podkoloryzowana ani udramatyzowana. I dobrze, bo na rzeczywistość nie ma się co obrażać, lepiej czerpać z niej tyle radości, ile się da. Autorzy bardzo dowartościowują przyjaźń jako najpewniejsze koło ratunkowe w sercowych i rodzinnych tarapatach. 

Natomiast dla starszych i już zakochanych czytelników, 14-15+, Dwie Siostry przygotowały coś w rodzaju książkowego pontonu. Poradnik Aleksa Norrisa „Ratunku, miłość!”, opracowany w formie komiksu, to coś więcej niż zestaw praktycznych porad na temat randek, całowania czy życia po rozstaniu. To żartobliwa i żarliwa pochwała dobrych relacji z sobą i innymi, bez względu na to, w jakich konfiguracjach będą one budowane. Ale miłość nastolatków to już temat na inny artykuł.

 Wpadki, rozczarowania, rozstania

W nowych książkach o miłości dla dzieci widać zachodzącą zmianę społeczną. Zamiast „żyli długo i szczęśliwie”, mamy zmiany, wpadki, rozczarowania, rozstania i niepewność – nie tylko co do uczuć drugiej osoby, ale i własnych. Jednak autorzy są dalecy od zniechęcania czytelniczek i czytelników do podejmowania prób i szukania własnych dróg do szczęścia. Między wierszami sugerują, żeby najmłodsi łagodniejszym wzrokiem spojrzeli na dorosłych i ich sercowe porażki, bo miłości każdy uczy się tylko na własnych błędach. 

Przekonują też, że stan zakochania nie definiuje naszej wartości. Można kochać romantycznie, ale nie trzeba. To uczciwe postawienie sprawy. Jeśli miłość ma działać, nie zrobi tego pod przymusem. A jeżeli symbolizujący jej agonię jednorożec ma się zmienić w stworzenie faktycznie występujące w przyrodzie, to czas porzucić opowieści o księżniczkach i rycerzach na rzecz książek traktujących dziewczynki i chłopców oraz ich rozterki na serio – nawet jeśli z lekkim przymrużeniem oka.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Miłość dla początkujących