Czy kardynał może mieć wątpliwości? Afera wokół słów Rysia

Pytany przez Bogdana Rymanowskiego o wątpliwości dotyczące istnienia Boga, kard. Grzegorz Ryś nie odpowiedział automatycznym wyznaniem pewności. Dla wielu to wystarczyło, by ruszyć do ataku.
Czyta się kilka minut
Kardynał Grzegorz Ryś. Kraków, 29 marca 2026 r. // Fot. Beata Zawrzel / Reporter
Kardynał Grzegorz Ryś. Kraków, 29 marca 2026 r. // Fot. Beata Zawrzel / Reporter

Ksiądz kardynał powiedział kiedyś – mówi do kard. Josepha Ratzingera, wówczas prefekta Kongregacji ds. Nauki Wiary, jego późniejszy biograf i częsty rozmówca Peter Seewald – że wiara chrześcijańska nie jest teorią, lecz wydarzeniem”.

 „To bardzo ważne – odpowiada Ratzinger.  – Również u samego Chrystusa  nie to jest najistotniejsze, że głosił on konkretne idee, co, oczywiście, także czynił. Chrześcijaninem staję się dzięki temu, że wierzę w wydarzenie, którym był Chrystus”.

Ten fragment książki „Sól ziemi”, opublikowanej w 1996 r., wrócił do mnie przy okazji awantury, jaka wybuchła po niedawnej wypowiedzi kard. Grzegorza Rysia

Przypomnijmy: zapytany przez Bogdana Rymanowskiego, czy miewa czasem wątpliwości dotyczące istnienia Boga, kardynał odparł po chwili zastanowienia: „Chyba aż tak to nie. Bo to, że Pan Bóg nie istnieje, to jest bardzo poważna teza. Natomiast myślę, że dla chrześcijanina to nie jest najważniejsze pytanie. Bo to nie chodzi o to, czy Bóg jest, czy Go nie ma, tylko czy się objawił w Jezusie Chrystusie. To po pierwsze. Albo czy się w ogóle objawił i czy ma dla nas Słowo. Kluczowe w wierze jest wierzyć Bogu na Słowo tak, żeby ku Niemu iść”.

Wiara nie jest teorią

Sens tych słów, kiedy je po raz pierwszy usłyszałem, wydał mi się zupełnie niekontrowersyjny. Chrześcijaństwo nie jest intelektualną spekulacją albo gnozą, która prowadzi (deklaratywnie) do niekwestionowanej wiedzy o sprawach ostatecznych. Jest spotkaniem z Bogiem żywym, który przybrał ludzką postać, stał się ciałem, oddał życie za ludzi. 

Ku Niemu właśnie kieruje się wierzący, a ten zwrot nie polega – w każdym razie: nie wyłącznie – na uznaniu zdania o istnieniu najwyższego bytu za prawdziwe, lecz na zaufaniu jakiemuś Ty, które w osobie Chrystusa wychodzi mu na spotkanie. Przekaz sformułowany przez Grzegorza Rysia, mam wrażenie, był właśnie taki – i tylko taki. 

Analogicznie rzecz się ma w cytowanej wypowiedzi Josepha Ratzingera, który przecież wcale nie chciał stwierdzić, że treść nauczania Jezusa jest nieważna, lecz jedynie, że „nie to jest najistotniejsze”. 

Nie o Boga tu poszło

Skąd zatem taka afera? Skąd potok twittów, gniewnych postów i komentarzy w najlepszym przypadku odmawiających Rysiowi kompetencji teologicznych, w najgorszym zaś posądzających go o zamiar zniszczenia Kościoła? Zadaję sobie to pytanie, odkąd obejrzałem ten wywiad, w którym zresztą kardynał postawił wiele tez mogących równie dobrze stać się przedmiotem intensywnego oburzenia środowisk liberalno-lewicowych, np. że dla Kościoła małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety – i takim na zawsze pozostanie.

Doprawdy, prezentowane tam poglądy nie były wcale manifestacją jakiejś reformowanej, lewicowej wersji katolicyzmu. Ostatecznie, Ryś nie powiedział nawet, że ma wątpliwości co do istnienia Boga. Benedykt XVI w „Ostatnich rozmowach” przyznawał się do nich w sposób znacznie bardziej bezpośredni: „(...) gdy wokoło rozgrywają się ludzkie dramaty, gdy pyta się, jak Bóg może na to pozwolić, zaczynają się pojawiać wątpliwości”. Zdaje mi się, że brzmi to znacznie dobitniej aniżeli: „Chyba aż tak to nie”, nieprawdaż?

Powtórzymy więc – skąd to poruszenie, skąd ta wielka afera? 

Jedno słowo: „chyba”

Po części zapewne stąd, skąd bierze się wiele afer, wybuchających w mediach społecznościowych. Ktoś wskazuje palcem domniemanego winnego, a wirtualny tłum rusza do ataku bez względu na to, co faktycznie zostało lub nie zostało powiedziane. Ale to tylko jedna strona medalu. 

Przypuszczam, że najintensywniejszą reakcję emocjonalną w wypowiedzi kard. Rysia wywołało wcale nie to, co orzekł o prymacie objawienia w Chrystusie nad spekulacją o istnieniu Boga, lecz samo słowo „chyba”, które pojawiło się chwilę wcześniej. „Aż tak to chyba nie”. Na dodatek padło ono po chwili zastanowienia – co skądinąd od razu wychwycił jeden z bardziej fundamentalistycznie nastawionych krytyków krakowskiego metropolity. 

Tu jest sedno, jak sądzę. Jak to „chyba”? Jak to po chwili zastanowienia? Przynajmniej część osób gniewnie komentujących występ u Rymanowskiego oczekiwała od kardynała natychmiastowej, jednoznacznej, pozbawionej wahań odpowiedzi. Czegoś w duchu: „Wątpliwości? Ależ skąd, nie posiadam najmniejszych! Bóg istnieje, koniec kropka, ja to wiem!”. Założę się, że gdyby po takiej deklaracji padło następnie, że „dla chrześcijanina nie jest to najważniejsze pytanie” – nie byłoby problemu.

A przecież – to znowu Ratzinger, tym razem z klasycznego już „Wprowadzenia w chrześcijaństwo” – „zarówno niewierzący, jak i wierzący, każdy na swój sposób, doświadczają zwątpienia i wiary, jeśli tylko nie ukrywają się sami przed sobą i przed prawdą swego istnienia. Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary, dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia. 

Jest to zasadniczą sprawą losu człowieka, móc odnaleźć ostateczny sens swego istnienia nie inaczej, jak tylko w tej nieustannej rywalizacji między zwątpieniem i wiarą, niepewnością i pewnością. Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania”.

No właśnie, może by mogło? Zdaje mi się, że mało kto dziś w polskim Kościele zaprasza do takich spotkań z większą otwartością i gościnnością niż właśnie kard. Ryś.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”