Różnica polega na tym, że nie wydarzy się tu żadna historia miłosna, raczej wielka spowiedź. Nie wiemy do końca, czy jest ona uczciwa – czy chodzi o absolucję, wymazanie win, a może tylko zapomnienie. Anna, główna bohaterka i narratorka, potrzebuje tej spowiedzi, żeby wieść życie jak dawniej, bez strachu i wspomnień. Żeby ustawić się obok, niestygmatyzowana przez doświadczenie winy – zupełnie jak to sugerował tytuł pierwszego włoskiego przekładu, którego dokonał Eusebio Trabucchi, „My i śmierć Stelli”.
Im bardziej zagłębiamy się w coraz trudniejszą historię austriackiej pisarki, tym wyraźniejsze się wydaje, że opowiadana jest ona z wnętrza szklanej kuli (podobny zabieg Haushofer zastosowała w wydanej niedawno w języku polskim powieści „Ściana”, sfilmowanej przez Juliana Polslera w 2017 r.) – ale jest to w istocie coś w rodzaju piwnicy Fritzla. Cała rodzina jest bowiem zaangażowana w proces usprawiedliwiania, wypierania, przemilczania.
Francuski filozof Jean Nabert uważał, że zło jest niemożliwe do usprawiedliwienia, co nie znaczy, że owa niemożliwość zamyka horyzonty racjonalizacji. Haushofer przedstawia nam w swojej noweli właśnie taki proces – z jednej strony widzimy, że Anna jest świadoma tego, co się wydarzyło, zdaje się przenikać dynamiki i napięcia wytwarzające się między członkami rodziny, z drugiej strony uważa, że są one usprawiedliwieniem, ponieważ zostały narzucone przez wzorce kulturowe. Zabiliśmy Stellę, bo co innego mogliśmy zrobić, żeby przetrwać jako rodzina?
Groza i świadomość prawdy, która nie powinna być znana, są zaszufladkowane w porządku codziennego życia. „Tak, kurczowo trzymam się tego porządku, regularnych posiłków, codziennych obowiązków, wizyt i spacerów. Kocham ten porządek, który pozwala mi żyć”.
Wielką zaletą tej noweli jest subtelność, z jaką wkracza ona w nasze strefy komfortu. Bardzo podobny zabieg wykorzystał zresztą inny austriacki twórca, Michael Haneke w filmie „Funny Games”. Zło jest tutaj atrakcyjne, „pracuje” w białych rękawiczkach. Ową subtelność czy inaczej: zimną jak stal chirurgiczną precyzję w rozdzielaniu tkanek społecznych, kulturowych od nagiej zasady, instynktu życia (niewinności), ale także warstw historii, Haushofer ujawnia również w swoim debiucie, „Piąty rok”.
Można powiedzieć że „Piąty rok” jest bazą, przygotowuje nas na to, co wydarzy się w kolejnych tekstach pisarki. Pięcioletnia Marili będzie głosem Stelli, Anny, bezimiennej bohaterki „Ściany” i późniejszej „Mansardy”, kobiet skazanych na radykalną izolację, odnajdujących biologiczną, ale i duchową łączność z przyrodą – nie na skutek wycofania i taniego sentymentalizmu, ale z powodu traum po zderzeniu z destrukcyjną i instytucjonalną przemocą. Przy czym Haushofer o przemocy mówi najciszej, jak się da, zaledwie akcentując jej praktyki.
Na razie Marili jest nierozerwalnie złączona z rytmami dnia i nocy, pór roku, systemem pracy na gospodarstwie, nie rozumie ani historii, która zabrała jej najbliższych, ani klasowości, która przenika i buduje społeczeństwo. Dla niej dom dziadków to sieć, w której wszyscy uwijają się dla większego dobra: dzień wyznaczają ramiona babci, dające poczucie bezpieczeństwa, ramiona dziadka, przez którego przepływają opowieści, bliskość opiekunki Rose i parobka Kajetana, a pomiędzy nimi jest miejsce na doświadczanie świata ciałem i zmysłami, w najdrobniejszych szczegółach, bez podziałów i systematyzacji. Im dłużej wczytujemy się w tę idylliczną, miejscami oniryczną opowieść, tym wyraźniej widać szczeliny i pęknięcia, przez które przepływa to, co budzi niepokój.
Te nowele musiały po prostu powstać w Austrii. Tej Austrii, która zrodziła Thomasa Bernharda i Elfriede Jelinek oraz – co może mniej oczywiste w kontekście dramatycznym, ale w pełni w perspektywie feministycznej – Ingeborg Bachmann.
Marlen Haushofer, ZABIJEMY STELLĘ / PIĄTY ROK, tłum. Małgorzata Gralińska, ArtRage 2026
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















