„Piekło kobiet”. Serial o Polsce sprzed wieku, który okazuje się boleśnie aktualny

Oglądając ten serial pamiętajmy, że każdego dnia ponad 100 kobiet szuka informacji o antykoncepcji i przerywaniu ciąży – i to tylko w ramach jednej organizacji pomocowej.
Czyta się kilka minut
Serial „Piekło kobiet” w reż. Anny Maliszewskiej oraz wg scenariusza Magdaleny Franczuk i Ewy Popiołek dostępny jest na platformie HBO Max // Fot. Agnieszka Jurek-Opalińska / materiały prasowe
Serial „Piekło kobiet” w reż. Anny Maliszewskiej oraz wg scenariusza Magdaleny Franczuk i Ewy Popiołek dostępny jest na platformie HBO Max // Fot. Agnieszka Jurek-Opalińska / materiały prasowe

Na początek trzy sceny. Pierwsza z serialu „Piekło kobiet”. 

Akcja rozgrywa się w jednym z warszawskich szpitali, prawdopodobnie na początku lat 30. Oglądamy teatr anatomiczny z bezpiecznej pozycji widza: na scenie szeroko rozłożone nogi kobiety, w roli głównej – krocze. Profesor rozładowuje atmosferę żartem: „wagina nie gryzie”. Palący papierosy młodzi mężczyźni śmieją się nerwowo.

Ciało kobiety pod kontrolą

Pacjentka ma lat 30, liczne porody zostawiły na jej ciele blizny. Ma popękane krocze i uszkodzoną cewkę moczową, zapewne żyje z bólem. Profesor odkłada papierosa, a następnie, nie myjąc rąk, rozpoczyna badanie palpacyjne. Rozpoznaje pierwszy trymestr. I wtedy leżące, dotąd nieruchome ciało szlocha z rozpaczy. Właściwie jestem zdziwiona: to ona żyje? Nie jest tylko materiałem badawczym wyciągniętym na lekcję anatomii z prosektorium? 

Zaraz potem uświadamiam sobie, jak doskonale pomyślana została ta scena, wywołując w widzach – we mnie – taką reakcję. Przecież dokładnie tak – przedmiotowo, bez prawa głosu – przez wiele dekad czuły się kobiety, nie tylko w czasie ciąży. Prawa wyborcze przyznano nam w roku 1918.

Scena druga pochodzi z wydanej w listopadzie książki Błażeja Brzostka „Życie codzienne kobiet w PRL”. Historyk cytuje prywatne zapiski młodej rolniczki z Rzeszowszczyzny, która – wbrew swojej woli – w wieku 25 lat zostaje matką czwartego dziecka. 

Podczas niezbyt mroźniej zimy w końcówce 1955 r. kobieta notuje: „Chodzę do lekarzy, błagam, proszę nieomal na kolanach o przerwanie ciąży – na próżno. Stosuję sama duże dawki chininy i co tylko kto doradzi, nie pomaga. Za dokonanie zabiegu lekarzowi grozi kara. Można to zrobić pokątnie, ale brak pieniędzy”. 

Dopiero ustawa z kwietnia 1956 r. dopuści możliwość przerywania ciąży w trzech przypadkach, w tym także ze względu na trudne warunki bytowe. Wcześniej ciężarne próbują płukać pochwę toksycznymi płynami albo roztworem mydła. Brzostek porównuje reżim ówczesnej porodówki do wojskowej musztry – kobiety otrzymują specyficzne umundurowanie: krótkie koszulki, niezakrywające części intymnych. 

Scena trzecia jest z wydanej właśnie książki Pauliny Małochleb o macierzyństwie. Wiek XXI, duże miasto w Polsce: „Kiedy zachodzę w ciążę, nie wiem, że na końcu tej drogi czeka mnie wejście na scenę. Światło skierowane na krocze w trakcie porodu – punktowe, mocne i zimne – jest snopem wymierzonym we mnie na tej scenie także później. Działa jak lampy w teatrze: nie służy mnie, służy komuś, kto mnie ogląda, ma mu pomóc lepiej mnie widzieć”. 

Uniesienie nóg w geście poddańczym zapowiada kolejne momenty, w których narratorka będzie oceniania: w roli kobiety, matki, pracownicy. Czy ma – wywrócona odtąd na plecy niczym żuczek – inne wyjście?

„Piekło kobiet” według Boya

Zanim na początku marca na platformie HBO Max pojawił się pierwszy odcinek serialu „Piekło kobiet” w reżyserii Anny Maliszewskiej oraz według scenariusza Magdaleny Franczuk i Ewy Popiołek, na Filmwebie opublikowano dziesiątki opinii zaniżających ocenę produkcji oraz szkalujących ją za „lewacki i propagandowy” tytuł. 

„Piekło kobiet” wielu kojarzy się ze Strajkiem Kobiet i protestami, które wybuchły po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r., uznającym aborcję ze względu na ciężkie wady płodu za niezgodną z konstytucją. Ale sformułowanie „Piekło kobiet” liczy sobie nie sześć, a prawie sto lat.

Dokładnie w niedzielę 20 października 1929 r. w polityczno-społecznym „Kurierze Porannym” ukazuje się pierwszy z cyklu felietonów „Piekło kobiet” Tadeusza Boya-Żeleńskiego – słynnego krytyka i tłumacza, w tym wypadku przede wszystkim lekarza i społecznika. Teksty będą się ukazywać przez dwa miesiące, z czasem zostaną wydane w formie książki. 

Boy zwraca uwagę na status młodych kobiet, które stają się matkami często wbrew własnej woli. Uważa, że nie powinno się karać tych, które – zdesperowane – próbują usunąć niechcianą ciążę, narażając zdrowie i życie (kobietę można było wówczas skazać za aborcję na 5 lat pozbawienia wolności, oglądamy taką scenę w serialu). 

Żeleński pisze o nędzy robotniczych osiedli, na których dzieci umierają z powodu niedożywienia, chorób („ten sam płód, nad którym trzęsą się ustawodawcy, póki jest w łonie matki, w godzinę po urodzeniu traci wszelkie prawa do opieki prawnej, może zginąć pod mostem z zimna, gdy matka nie ma dachu nad głową”). 

Czego domaga się autor? Przede wszystkim: zastopowania penalizacji kobiet. W roku 1931, razem z pisarką Ireną Krzywicką, otwiera w Warszawie na ulicy Leszno pierwszą Poradnię Świadomego Macierzyństwa. Jej główną klientelą będą kobiety „pragnące ustrzec się ciąży”. 

Ataki na Boya i prawo do aborcji

Te sceny – publikacji felietonów, otwarcia Poradni na ulicy Leszno – pojawiają się w serialu. Scenarzystki pokazały również gwałtowne, agresywne reakcje na inicjatywę Żeleńskiego. Kiedy „Kurier” drukuje „Piekło kobiet”, inne pisma atakują autora ad personam, pisząc, że to „dureń albo kanalia” („Przedświt”) co „sympatiami inklinuje do żydów” („Głos Narodu”). Czytelników próbuje się przekonywać, że Boy robi to wszystko wyłącznie dla sławy, „aby tą drogą spopularyzować nazwisko”. Wspierających działalność pisarza nazywa się Boyszewikami.

Ale nie tylko prawicowa prasa atakuje tłumacza. – Boy spotykał się z niezrozumieniem również ze strony elity intelektualnej Warszawy. Nie było wcale tak, że wszyscy uważający się w tamtym czasie za postępowych przyklasnęli temu, co próbował robić. Oczywiście, najsilniejszy opór stawiała bardziej konserwatywna część społeczeństwa – opowiada pomysłodawczyni i scenarzystka serialu Magdalena Franczuk: – Ale ostatecznie Boy zapłacił za swoją działalność wysoką cenę, tracąc źródła utrzymania oraz szacunek części środowiska. 

Mimo ataków na jej pomysłodawców, Poradnia Świadomego Macierzyństwa cieszyła się ogromną popularnością, szczególnie wśród biedniejszych kobiet. Ostatecznie w roku 1932 doszło także do zmiany prawa. Wraz z wejściem w życie tzw. Kodeksu Makarewicza zalegalizowano dwa możliwe wskazania do legalnego przerwania ciąży: ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej oraz w sytuacji, gdy ciąża była wynikiem przestępstwa (zgwałcenia lub kazirodztwa).

Telefon zaufania dla kobiet

Gdy proszę przedstawicielkę Fundacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny FEDERA o podsumowanie działalności warszawskiej placówki, dowiaduję się, że tylko w zeszłym roku udzielała ona wsparcia w sprawach dotyczących przerywania ciąży ponad 100 razy dziennie (łącznie ok. 3 800 porad). 

Ponad 900 interwencji dotyczyło przypadków ciężkich wad płodu oraz zagrożenia zdrowia lub życia kobiety w ciąży. Wszystkie one wymagały pilnego, wieloetapowego wsparcia informacyjnego, medycznego i organizacyjnego.

Interwencje FEDERY, relacjonuje Julia Karwan-Jastrzębska, obejmowały m.in. przekazywanie informacji o przepisach prawa, możliwych ścieżkach postępowania medycznego, dostępnych placówkach oraz procedurach diagnostycznych. Kobietom i mężczyznom udzielano także wsparcia w kontaktach z systemem ochrony zdrowia. Wspólnie reagowano na odmowy świadczeń. Ponad 2900 spraw było związanych z niechcianą ciążą oraz poszukiwaniem wsparcia w dostępie do bezpiecznej aborcji. 

Pod numer Telefonu Zaufania FEDERY zadzwoniono ponad 1200 razy, co potwierdza, jak mówi Karwan-Jastrzębska, ogromne zapotrzebowanie na empatyczne wsparcie, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. 

– Sprawy związane z przemocą seksualną to wciąż rzecz trudno wykrywalna – tłumaczy Magdalena Franczuk. – Staramy się właśnie tym aspektom przyglądać w serialu. Może ubieramy problem w kostium historii, ale chcemy pokazać, że w sumie niewiele się pod tym względem zmieniło.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Bez wyjścia