USA i Chiny. Co Trump z Xi Jinpingiem ustalili w Pekinie?

Widzimy przypieczętowanie strategicznej pauzy w rywalizacji USA–Chiny – Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, ocenia szczyt w Pekinie.
Czyta się kilka minut
Xi Jinping i Donald Trump w Beijing 14 maja 2026 roku // Fot. Xinhua/Rao Aimin
Xi Jinping i Donald Trump w Beijing 14 maja 2026 roku // Fot. Xinhua/Rao Aimin

JACEK STAWISKI: Wiele kurtuazji okazywano publicznie podczas spotkania w Pekinie między prezydentem Donaldem Trumpem a chińskim przywódcą Xi Jinpingiem. Jednak kurtuazja często maskuje w dyplomacji fundamentalne różnice. Jakie znaczenie ma zakończony właśnie szczyt dwóch supermocarstw

JAKUB JAKÓBOWSKI: Ten szczyt ma bardzo istotne konsekwencje strategiczne, chociaż na poziomie konkretnych ustaleń jest dosyć skromny. Nie ma wielu konkretów. Mówiło się o potencjalnych porozumieniach gospodarczych, o wspólnych działaniach, których Amerykanie życzyliby sobie wobec Iranu, mówiło się o dyskusji o sztucznej inteligencji. Być może jakieś ustalenia, których nie znamy, rzeczywiście zapadły, jednak z oficjalnej komunikacji nie wynika nic znaczącego. 

Natomiast polityczny wydźwięk jest bardzo mocny. Mamy do czynienia z dwoma państwami, które dotąd znajdowały się i wciąż znajdują się w bardzo poważnym strukturalnym konflikcie. Państwa te ostatnio wymieniły kilka bardzo mocnych ciosów, wpływających na całą globalną gospodarkę.

Jakie to ciosy? 

Najpierw wojny celne, potem wojny technologiczne, potem ograniczanie przez Chiny dostępu do metali ziem rzadkich. To naprawdę wstrząsało globalną gospodarką. Obecnie widzimy przypieczętowanie strategicznej pauzy w rywalizacji. 

Jak Pan ocenia słowa Xi Jinpinga, że kwestia Tajwanu może zrujnować relacje Chin i Ameryki?

Pekin precyzuje, że zmiana status quo w Cieśninie Tajwańskiej czy ogłoszenie niepodległości przez Tajwan byłoby katastrofalne dla relacji chińsko-amerykańskich i mogłoby się skończyć konfliktem zbrojnym. To nie są wprawdzie nowe słowa. Te słowa są jednak istotne, ponieważ Chiny sformułowały otwarcie tezę, że strategiczna stabilność, wyciszenie konfliktów, z którymi mamy do czynienia teraz, zależy od przyszłości krytycznego punktu, czyli Tajwanu.

A co, jeśli to Chiny będą dążyć mniej lub bardziej konsekwentnie do przejęcia Tajwanu?

Rozstrzygnięcie tego siłą ze strony Chin jest szalenie ryzykowne.  Opcja siłowa, czyli inwazja, wykorzystanie sił zbrojnych, jest i była szalenie ryzykowna. Chiny są teraz też w bardzo specyficznym momencie z dwóch powodów. Trwa wielka czystka w chińskiej armii, największa od wielu lat. Ma ona służyć przygotowaniu armii, która jest skorumpowana i niedoświadczona, do potencjalnego konfliktu. Armia w środku czystki nie jest gotowa do jakichś gwałtownych ruchów.

I drugi element: w przyszłym roku odbędzie się następny zjazd partii komunistycznej. Zapewne zostaną przedłużone rządy Xi Jinpinga. To go angażuje, zaś jakiekolwiek ryzyko mogłoby się przełożyć na podkopanie jego pozycji. Moje odczytanie chińskiej logiki jest takie, że rozwiązanie siłowe wcale nie jest im na tym etapie potrzebne. Natomiast Chińczycy chcą mieć tę kartę w zanadrzu.

Wygląda na to, że w Pekinie nie było mowy o Ukrainie.

Chciałoby się wierzyć, że w zamkniętej części rozmów ta sprawa została postawiona przez Amerykanów. Nie mamy jednak żadnych sygnałów ani w oficjalnych komunikatach obu stron, ani w komentarzach medialnych, żeby to było omawiane. I myślę, że – niestety dla nas – z dużym prawdopodobieństwem to nie było omawiane.

Nie jest tajemnicą, że dla Amerykanów ta sprawa jest teraz trzecio- czy czwartorzędna. Widzimy zmęczenie całym procesem pokojowym, którym Trump ewidentnie się znudził i zostawił to po prostu samemu sobie. Waszyngton nie ma wyraźnego politycznego interesu w sprawie Ukrainy. Uważam, że w myśleniu tej administracji nie ma też strategicznego interesu, żeby w tak skomplikowanej sprawie, jak rozmowy z Chinami, dorzucać jeszcze jeden niewdzięczny element, w którym i tak szanse konstruktywnego zaangażowania Pekinu są niewielkie.

Z drugiej strony, Chińczycy kilka miesięcy temu finalnie zarzucili maskaradę, którą prowadzili przez jakiś czas odnośnie do swojego udziału w procesie pokojowym na Ukrainie. Oni na początku inwazji jeździli po stolicach i mówili, że będą mediować. Jednak dostali czarną polewkę. Co ciekawe, tak naprawdę i z Ukrainy, i z Rosji, i z Europy nikt Chin do końca nie chciał. Oni oczywiście wspierają Rosję, podtrzymują ten reżim. Bez chińskiego wsparcia przemysłowego ta wojna nie mogłaby trwać, to widać w liczbach. I to jest jasne. Ale oni nie są zainteresowani w tym, żeby kończyć ten konflikt.

Dlaczego? 

Nie są na pewno zainteresowani tym, żeby Moskwę przyciskać, aby ten konflikt zakończyła. Bo jest on dla Chin generalnie korzystny – angażuje siłę Europy i skłóca Europę ze Stanami Zjednoczonymi. Tak długo, jak ten konflikt trwa, Rosja staje się coraz słabsza i zależna od Chin. To są dla Pekinu same korzyści strategiczne i nie widzę najmniejszego powodu z chińskiego punktu widzenia, żeby angażować się w kończenie tego konfliktu.

Jednocześni Chiny patrzą, aby nie rozlał się dużo szerzej i nie przemienił w konflikt atomowy. Tego na pewno by nie chcieli. Powiedzieli to jasno Putinowi. Ale dopóki wojna tli się tak, jak się tli, moim zdaniem nie ma żadnych powodów, żeby realnie się w to angażowali. Z kolei Ameryka nie widzi powodu, żeby naciskać na Chińczyków, aby zaczęli działać w sprawie Ukrainy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”