Monika Ochędowska: Pisanie piosenek na Eurowizję wygląda jak praca przy wielkich filmowych produkcjach, prawda?
Tribbs, producent i kompozytor: Każdy kraj ma własny zespół odpowiedzialny za przygotowanie piosenek, artystów oraz całej eurowizyjnej oprawy. A Szwajcaria i Szwecja nad każdą edycją pracują przez cały rok i to długofalowe podejście przynosi wymierne efekty.
Szwajcaria wygrała Eurowizję dwa lata temu, ale zwycięska piosenka Austriaków z ubiegłego roku była współtworzona przez ten sam team, środowisko skupione wokół eurowizyjnych songwriting campów. Mam nadzieję, że zaczniemy działać w podobny sposób.
Jak wyglądają campy, podczas których pisze się piosenki?
Szwajcaria organizuje wiele songwriting campów, na które zaprasza artystów, songwriterów i producentów z różnych krajów – często osoby mające już doświadczenie eurowizyjne. Spotykaliśmy się w legendarnym studiu pod Zurychem, miejscu o ogromnej historii, w którym lubił pracować np. Prince.
Zostało tam dla nas przygotowanych kilka stanowisk studyjnych – każde wyposażone w sprzęt, instrumenty i przestrzeń do pracy nad utworem. Następnie dobieraliśmy się w kilkuosobowe grupy, zwykle składające się z producenta muzycznego oraz dwóch wokalistów lub songwriterów (zresztą bardzo często songwriterzy sami świetnie śpiewają, więc te role naturalnie się przenikają).
W takich zespołach tworzyliśmy piosenki, które trafiały następnie do puli utworów ocenianych przez specjalistów. Analizowali oni, które utwory mają potencjał, które wymagają poprawek, a które są już gotowe, by dobrać do nich odpowiedniego artystę.
Czasem najpierw powstaje piosenka, a dopiero później szuka się wykonawcy, który najlepiej do niej pasuje. Innym razem utwór od początku jest tworzony z myślą o konkretnym artyście. To bardzo długi proces, ale dzięki temu łatwiej wyłonić piosenkę, która ma potencjał na europejski sukces.
Jest na to przepis?
Najlepsze są utwory, które podobają się nie tylko lokalnej publiczności. W Polsce często kierujemy się tym, co podoba się naszym słuchaczom. Tymczasem Szwajcaria konsultuje swój wybór z osobami z różnych krajów. Dzięki temu ich propozycje na Eurowizję są uniwersalne.
A co się podoba polskim słuchaczom i słuchaczkom?
Wciąż bardzo lubimy ballady i emocjonalne piosenki – oczywiście nie ma w tym nic złego. Problem polega jednak na tym, że w tym samym konkursie startują Armenia, Islandia i Finlandia, których publiczność może mieć zupełnie inne preferencje.
Gust odbiorców w każdym z tych krajów jest inny, dlatego przy tworzeniu eurowizyjnej propozycji trzeba brać pod uwagę bardzo różnorodną publiczność. Chodzi o to, by stworzyć utwór, który w jakiś sposób trafi do całej Europy – a to nie jest proste.
Czy istnieje przepis na uniwersalny przebój? Rozumiem, że nie jest to raczej ballada...
Zdarzały się edycje, w których wygrywały bardziej emocjonalne czy stonowane utwory. Przykładem może być „Arcade” holenderskiego wykonawcy Duncana Laurence’a.
Eurowizja jest na tyle nieprzewidywalna, że trudno wskazać jedynie słuszną drogę do sukcesu. Ale można zrobić bardzo dużo, by swoje szanse zwiększyć – poprzez odpowiedni dobór utworu, produkcję, inscenizację, promocję i międzynarodowe spojrzenie na cały projekt. Wydaje mi się, że właśnie to jest w tym wszystkim najważniejsze.
A jak wyglądała Twoja praca nad piosenkami, które trafiały na Eurowizję?
Ponieważ każdy kraj działa w innym rytmie, to właściwie każda moja eurowizyjna historia wyglądała zupełnie inaczej. Pierwszy utwór napisałem podczas songwriting campu zorganizowanego przez Czechów, choć, co ciekawe, początkowo w ogóle nie planowaliśmy, że trafi on na Eurowizję.
Zresztą tamten camp nie był organizowany z myślą o Eurowizji. W takich imprezach często chodzi po prostu o stworzenie przestrzeni, w której artyści, producenci i songwriterzy mogą wspólnie pracować nad muzyką. Ten konkretny camp był dofinansowany przez czeskie Ministerstwo Kultury i miał formę kreatywnego obozu dla twórców.
Coraz częściej sami artyści organizują songwriting campy – zauważyłem, że także w Polsce robi się ich coraz więcej. To świetny sposób na bardzo intensywną pracę. W ciągu trzech dni można stworzyć nawet kilkanaście utworów i bardzo szybko zgromadzić dużą ilość materiału.
Podczas czeskiego campu napisałem piosenkę z Albertem Černým. Po zakończeniu imprezy wróciliśmy do swoich codziennych zajęć i właściwie nie myśleliśmy o tym utworze w kontekście Eurowizji. Dopiero dwa tygodnie później Albert zadzwonił do mnie z pomysłem, by zgłosić tę piosenkę do czeskich preselekcji.
Utwór przeszedł cały proces w czeskiej telewizji, odbyło się również głosowanie publiczności i dopiero wtedy zdecydowano, że będzie reprezentować Czechy na Eurowizji. To był więc dość długi i wieloetapowy proces.
A jak było z Hiszpanami?
Zupełnie inaczej! Dzięki mojemu ówczesnemu menadżerowi dostaliśmy kontakt w hiszpańskiej ekipie eurowizyjnej, która miała już wybranego artystę i szukała dla niego odpowiedniej piosenki. W praktyce wyglądało to tak, że pisaliśmy wiele różnych utworów – powstało kilkanaście propozycji – aż w końcu udało się wyłonić tę jedną, która miała reprezentować Hiszpanię.
Niestety był to rok pandemii. Piosenka została już oficjalnie ogłoszona i miała swoją premierę, ale ostatecznie Eurowizję odwołano. A w kolejnym roku trzeba było przygotować nowy utwór.
Nasze podejście do Eurowizji w ostatnich latach bardzo się zmieniło. Nie wstydzimy się kiczu, przesady, zaczęliśmy się nimi bawić. Organizujemy imprezy i spotykamy ze znajomymi, by wspólnie oglądać finał w telewizji.
A widziałaś film o Eurowizji na Netfliksie? Nie? O matko, polecam! To fabularna produkcja, która bierze cały ten eurowizyjny kicz i podkręca go tysiąc razy. Zarówno same piosenki, jak i cała atmosfera są tam przedstawione w bardzo przerysowany, ale przez to też niezwykle zabawny sposób i naprawdę dobrze oddają ten specyficzny klimat Eurowizji.
Mam wrażenie, że tandeta i przesada, które czasami pojawiają się na Eurowizji, były też bardzo widoczne podczas pierwszego tegorocznego koncertu. Szczególnie w występie San Marino miałem poczucie: „okej, to jest klasyczna Eurowizja”. I jasne – niektóre z tych utworów bywają plastikowe czy kiczowate – ale jednocześnie jest w tym dużo dystansu, zabawy i radości. A właśnie to stanowi część uroku tego konkursu.
Czego Twoim zdaniem w ogóle najchętniej dziś słuchamy?
Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie dla muzyki. Przez rozwój sztucznej inteligencji i nowych technologii tworzenie utworów stało się dużo łatwiejsze – właściwie każdy może dziś dzięki nim zrobić swoją piosenkę. Paradoksalnie sprawia to jednak, że coraz większą popularność zdobywa muzyka niszowa, charakterystyczna.
Zauważyłem, że większą uwagę przyciągają artyści, którzy znajdują własną niszę – wybierają rzadki gatunek albo unikalny styl, nie radiowy czy mainstreamowy. Często tacy twórcy budują wokół siebie zaangażowaną społeczność, która zaczyna się dynamicznie rozrastać. Młodych ludzi coraz bardziej przyciągają nietypowe rozwiązania i muzyka, która nie jest komercyjna.
Oczywiście muzyka popularna zawsze będzie istnieć – w końcu sama jej definicja polega na tym, że odpowiada na aktualne trendy i gusta masowego odbiorcy. Ale jednocześnie coraz więcej osób szuka czegoś bardziej oryginalnego i autentycznego.
Podasz przykład?
Undergroundowy hip-hop, który staje się bardzo popularny, mimo że momentami bywa naprawdę trudny w odbiorze – nawet dla młodszych słuchaczy.
Podobnie dzieje się w muzyce elektronicznej. Coraz większe zainteresowanie budzą nie typowo radiowe czy festiwalowe brzmienia w stylu Davida Guetty, ale bardziej alternatywni twórcy, tacy jak Fred Again. On zaczynał od bardzo niszowej mieszanki elektroniki, brytyjskich brzmień i elementów drum and bassu, a dodatkowo stworzył albumy oparte na autentycznych głosówkach i fragmentach własnego życia.
To bardzo ciekawy i osobisty koncept – i wydaje mi się, że właśnie tego typu autentyczność przyciąga dziś ludzi.
Nasze muzyczne gusta będą się coraz bardziej rozpraszać i różnicować?
Chyba tak. Sam ostatnio zainteresowałem się melodic techno i coraz bardziej eksperymentuję w tym kierunku. I to jest chyba najfajniejsze – że nie trzeba iść na kompromisy, trzymać się sztywnych zasad. Można eksperymentować, rozwijać własny styl i mieć przy tym dużo większą wolność twórczą oraz frajdę.
Tribbs (Mikołaj Trybulec) – polski producent, kompozytor i autor piosenek. W konkursie Eurowizji uczestniczył dotąd siedem razy, pisząc utwory dla pięciu różnych krajów: Austrii, Czech, Hiszpanii, Polski i Szwajcarii. W 2023 r. dwie jego piosenki awansowały do finału konkursu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















