„Stygmat”: Wolińska i Brus w biografii, która wymyka się prostym osądom

Nowa książka o Helenie Wolińskiej i Włodzimierzu Brusie nie daje łatwych odpowiedzi. To opowieść o komunizmie, Zagładzie, powojennej Polsce i zbrodniach. Oraz o sporze o pamięć, który wciąż budzi emocje.
Czyta się kilka minut
Helena Wolińska (stoi w środku) podczas wizyty na Węgrzech w 1948 r. wraz z delegacją Milicji Obywatelskiej. Od lata 1944 r. do marca 1949 r. Wolińska kierowała Wydziałem Kadr w Komendzie Głównej MO, a w kwietniu tego roku przeszła do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gdzie do 1954 r. oskarżała „wrogów systemu”. // Repr. Tomasz Gzell / PAP
Helena Wolińska (stoi w środku) podczas wizyty na Węgrzech w 1948 r. wraz z delegacją Milicji Obywatelskiej. Od lata 1944 r. do marca 1949 r. Wolińska kierowała Wydziałem Kadr w Komendzie Głównej MO, a w kwietniu tego roku przeszła do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, gdzie do 1954 r. oskarżała „wrogów systemu”. // Repr. Tomasz Gzell / PAP

Na początek eksperyment: wyobraźmy sobie, że czytamy tę opowieść tylko jako historię ich relacji, jako romans, nie znając jeszcze ich tożsamości.

Najpierw romans

Poznają się w II RP jako młodzi ludzie. Oboje zdolni, głodni wiedzy. Należą do jednej z mniejszości w Polsce, która w 1918 r. odzyskała niepodległość. Łączą ich poglądy: dołączają do ruchu komunistycznego, który tę niepodległość podważa i jest zwalczany.

Gdy wybucha II wojna światowa, są już parą. Uciekają na wschód, do zajętego przez Sowietów Lwowa. Biorą ślub. Ona jest w szóstym miesiącu ciąży, gdy latem 1941 r. zostaje sama w mieście zajętym przez Niemców. On się ewakuował, sądząc, że żona uczyniła to samo. Tracą kontakt na kilka lat. On nigdy nie zobaczy córki, która zmarła w niemowlęctwie; spędzi wojnę w Związku Sowieckim. Ona ucieknie z getta do komunistycznej partyzantki.

Gdy spotykają się w powojennym Lublinie, gdzie tworzą się zręby nowego systemu, ona jest w jego strukturach i w nowym związku. Odrzuca propozycję, by wrócili do siebie. Zejdą się dopiero dekadę później, porzucając dotychczasowych partnerów. Na świat przyjdzie ich drugie wspólne dziecko.

Jednak nie jest to romans ze szczęśliwym zakończeniem, lecz związek okupiony poczuciem winy (zwłaszcza u niego: zostawił kochającą go żonę i dwie córki). Związek targany, w miarę starzenia się obojga, konfliktami i zdradami (z jego strony). Trwający jednak do końca. Na emigracji, gdzie oboje nie są szczęśliwi, borykając się z chorobą psychiczną syna.

Potem nazwiska

Dopiero gdy czytelnik zamyka książkę, dowiaduje się, o kim mowa: Fajga Danielak (później Helena Wolińska) i Ben Zylberberg (Włodzimierz Brus). Żydowscy obywatele II RP, którzy przeżyli Zagładę i po 1945 r. związali się z komunistyczną władzą, choć każde na inny sposób.

Trudno w tej podwójnej biografii postawić między nimi znak równości. On, najpierw oficer polityczny w wojsku, potem ekspert od stalinowskiej gospodarki, jest pamiętany jako ekonomista, po 1956 r. w środowisku „rewizjonistów”. Ona – jako prokuratorka mająca na rękach krew ludzi, których „winą” było to, że zostali uznani za wrogów systemu.

26-letni Włodzimierz Brus na zdjęciu z 1947 r. W tym czasie Brus był oficerem Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego komunistycznego wojska polskiego. // Fot. Archiwum Akt Nowych / repr. Waldemar Gorlewski

O niej głośno stało się, gdy w latach 90. XX w. została główną podejrzaną w śledztwie dotyczącym mordu sądowego na gen. Auguście Fieldorfie „Nilu”. Postaci symbolicznej: dowódca AK, został zamordowany w 1953 r., a data jego śmierci, 1 marca, stanie się potem świętem upamiętniającym powojenną konspirację.

W 1999 r. i ponownie w 2001 r. polskie władze wystąpiły do Wielkiej Brytanii o jej ekstradycję (wnioski dotyczyły bezprawnego pozbawienia wolności kilkunastu żołnierzy AK, w tym Fieldorfa). W 2006 r. Brytyjczycy odmówili; zasłaniali się m.in. jej wiekiem. 

Po stronie jej obrońców pojawiał się wtedy argument, że jest obiektem antysemickiej nagonki (ona sama też to sugerowała). Kontrował go m.in. Władysław Bartoszewski: mówił, że Wolińska podpisała się także pod aktem oskarżenia wobec niego (opartym na fałszywych dowodach, wymuszonych torturami), dobrze wiedząc, że podczas okupacji pomagał Żydom.

Jaka jest reakcja czytelnika dysponującego już tą wiedzą? Nadal współczuje bohaterom romansu? Czy może odrzuca ich z niesmakiem? To może być interesujące ćwiczenie.

Medialny moment „Stygmatu”

„Stygmat” Katarzyny Kwiatkowskiej-Moskalewicz, opowieść o losach tej pary, ma dziś swój medialny moment.

Emocje buzowały już przed premierą książki. Zainteresowanie rozprawą liczącą 700 stron i – mimo reporterskiego kostiumu – będącą pracą naukową to niewątpliwe osiągnięcie. Zwłaszcza że nie idzie o pierwszoplanowe postaci, lecz osoby słabo znane pokoleniom, które w dorosłość weszły po upadku PRL-u i – jak usłyszałam niedawno od doświadczonej redaktorki – „nie odróżniają Gomułki od Gierka”.

Główny powód to powrót zarzutów stawianych Wolińskiej w latach 90. XX w., czyli sprawa „Nila”. Oparta na solidnej kwerendzie, książka przynosi fakty: jako prokuratorka Wolińska podpisała nakaz jego aresztowania, po fakcie i ze wsteczną datą, legalizując je; w śledztwie nie brała udziału. Na ile to współwina, niech każdy osądzi (w innych sprawach jej wina nie budzi za to wątpliwości: wiele razy przyłożyła rękę do aresztowania niewinnych, co dla nich oznaczało tortury w śledztwie).

Jednak „Stygmat” to książka na tyle wielowarstwowa, że można ją czytać za każdym razem w inny sposób. Dlatego byłoby szkoda, gdyby dyskusja o niej sprowadziła się do haseł: „stalinowska zbrodniarka” versus „ofiara antysemickiej nagonki”. To by sprowadziło różne wymiary tej historii do komentarza w social mediach.

W kręgach prawicowych krąży opinia, że książka powstała jako próba „wybielenia” Wolińskiej, zainicjowana przez środowisko „Gazety Wyborczej” (wydała ją Agora). Starczy spojrzeć na dotychczasową pracę Kwiatkowskiej-Moskalewicz, by włożyć takie teorie między bajki. A po drugie, czy naprawdę ta książka ją wybiela? Ale po kolei.

Jak dziś pisać o polskich komunistach

Pierwszy sposób odczytania, jako romansu z historią w tle, już wymieniliśmy. Z tej perspektywy drobiazgowo rekonstruowane losy Wolińskiej i Brusa można śledzić też jak przyczynek do rozważań o roli przypadku: jak potoczyłoby się ich życie, gdyby Brus nie wsiadł na ciężarówkę opuszczającą Lwów? Albo gdyby Wolińska pojechała razem z nim?

Jednak historyków – a Kwiatkowska-Moskalewicz jest historyczką; jej doktorat, rodzaj preludium do „Stygmatu”, dotyczył tożsamościowych i politycznych dylematów Żydów-komunistów w Polsce między rokiem 1918 a 1968 – bardziej interesuje weryfikacja, czy obiegowe poglądy o jakimś zjawisku mają potwierdzenie w indywidualnych biografiach.

W odniesieniu do polskich komunistów jest to wyzwanie, bo długo tym obszarem zajmowali się głównie historycy, dla których PRL był częścią ich własnego życia i nierzadko karier, co sprzyjało przemilczeniom. Z kolei po 1989 r., na fali rozliczeń z systemem, nastąpił zwrot polegający na łączeniu perspektywy badawczej z moralną.

Dziś kolejne pokolenie historyków wchodzi w dialog z tymi dwoma nurtami, stara się unikać wielkich kwantyfikatorów i ocen. W tym celu bierze pod lupę pojedyncze życiorysy – z ich podobieństwami, ale też pęknięciami i dynamiką.

Biografia i epoka

Jedno z pytań, które się tu pojawiają, brzmi: na ile zaangażowanie w komunizm było częścią „radykalnego habitusu epoki” (jak nazwał to Łukasz Bertram w portrecie zbiorowym polskich komunistów „Bunt, podziemie, władza”; wyd. Scholar 2022 r.), a na ile – pochodną pochodzenia i wychowania w określonym środowisku.

Dodałabym: na ile do życiowych wyborów przyczyniły się okoliczności, zawężające niekiedy pole manewru, a na ile były to decyzje autonomiczne? Czy przyjęcie ideologii, swoistej religii, jaką był komunizm, miało związek z cechami osobowości? Na ile dany człowiek, mimo zglajchszaltowania, zachował odrębność? Czy i pod wpływem jakich czynników nastąpiła potem zmiana w podejściu do komunizmu?

W takim ujęciu „Stygmat”, choć unika pokusy sprowadzenia z pozoru podobnych biografii do wspólnego mianownika, jest też jakby postscriptum do książki Jaffa Schatza „Pokolenie. Wzlot i upadek polskich Żydów komunistów” (polskie wydanie ŻIH 2020 r.).

Czytając w ten sposób opowieść o Wolińskiej i Brusie, trzeba analizować ich życiorysy z osobna, bo równolegle biegną tylko do pewnego momentu. Pęknięcie pojawia się w trakcie wojny, a kluczowym czynnikiem jest Zagłada. Wolińska unika śmierci w getcie i potem w komunistycznej partyzantce, gdy Brus, niezagrożony, przebywa w Związku Sowieckim. 

Helena Wolińska (druga z lewej) na przyjęciu u premiera PRL Józefa Cyrankiewicza. Z prawej Stanisław Zawadzki (w latach 30. działacz KPP, po 1945 r. szef kadr w komunistycznym MON) i komendant Milicji Obywatelskiej Franciszek Jóźwiak (drugi z prawej). Warszawa, czerwiec 1947 r. // PAP

Wolińska miała też silniejszą motywację do zaangażowania się po stronie nowego systemu. W jakimś sensie ruch komunistyczny dał jej wybór sposobu, w jaki mogła zginąć, a potem – gdy po wojnie jego przedstawiciele tworzyli nowy system – w jaki mogła w nim uczestniczyć, na równi z etnicznymi Polakami. Zyskała poczucie władzy.

Żydzi w II RP

Można też czytać „Stygmat” jako historię Polski widzianą z perspektywy konkretnej grupy mniejszościowej – właśnie polskich Żydów, którzy przed 1939 r. wstąpili do ruchu komunistycznego. Ich losy to materia ciekawa – o czym piszę z autopsji, bo przez ostatnie trzy lata, pracując nad nową książką, sama zagłębiałam się w ich historie. 

Tożsamość tej grupy można określić jako podwójną. Narzędziem akcesu do polskości był dla nich język, kończyli polskie szkoły, pochodzili ze zasymilowanych rodzin. Dla wielu polskie państwo, zwłaszcza to z lat 30., nie było wymarzoną oazą wolności, która miała przynieść równouprawnienie. Czuli się dyskryminowani

Na rynku pracy i w gospodarce faworyzowano etnicznych Polaków, choćby w takich obszarach jak szkolnictwo, administracja, państwowy przemysł. Przerzucenie ciężaru opodatkowania na małe i średnie firmy, sektor w dużej mierze żydowski, doprowadziło do tego, że Żydzi, stanowiący 10 proc. ludności, płacili 35-40 proc. podatków bezpośrednich.

Do tego doszła przemoc, która nasiliła się po 1918 r., a potem wybuchła z nową siłą za rządów sanacji: żądania numerus clausus i numerus nullus na uczelniach, getta ławkowe na wielu wydziałach, bojkoty żydowskich firm, ataki na Żydów, w tym studentów żydowskich ze strony członków prawicowych ugrupowań.

Dlaczego wybierali komunizm

Dla młodych Żydów II Rzeczpospolita nie była rajem. Przystępując do ruchu komunistycznego jako młodzi ludzie, skłonni do radykalizmu i napędzani potrzebą buntu, zyskali nową tożsamość obywateli świata, Kominternu. W sytuacji, gdy Komunistyczna Partia Polski (KPP) była, obok Polskiej Partii Socjalistycznej, jedyną ogólnopolską formacją, która zdecydowanie przeciwstawiała się antysemityzmowi, to był dodatkowy magnes dla żydowskiej młodzieży wstępującej w jej szeregi.

Komunizm dawał też poczucie wspólnoty i misji, porównywalne do duchowych uniesień. Jednocześnie zaangażowanie w KPP skazywało na wyobcowanie ze społeczeństwa – przebywało się „na robocie” lub w więzieniu, wśród podobnie myślących. Doświadczenia te będą wpływać na nich jeszcze długo po 1945 r.

Na przykładzie Wolińskiej, Brusa i innych bohaterów drugiego planu uderza też, jak zarazem różni byli to ludzie, z różnych środowisk i różnie się identyfikujący. Nawet jeśli niemal na każdej drodze do komunizmu można zauważyć wspólne wzorce, warunkowane okolicznościami, sporo zależało też od czynników przygodnych. 

Co „Stygmat” pokazuje, a co zostawia w cieniu

Nakreślony tak obraz, dosyć krytyczny wobec II RP, wpisuje się w praktykę oddawania głosu grupom dotąd milczącym lub niewystarczająco uwzględnionym w dyskusji. Tyle że w „Stygmacie” nie zostało to zadeklarowane wprost. Zatem czytelnik – zwłaszcza nastawiony sceptycznie – może zarzucić autorce stronniczość i selektywny dobór źródeł odmalowujących kontekst.

Zwłaszcza we fragmentach dotyczących ruchu komunistycznego, gdzie Kwiatkowska-Moskalewicz akcentuje jego romantyzowanie przez bohaterów, jako ideologii równości, wolnej od antysemityzmu i konfliktów społecznych (później zorientują się, jak się mylili).

Natomiast na dalszy plan schodzi fakt, że komunizm zwalczał niepodległość Polski i dążył do jej podporządkowania Związkowi Sowieckiemu, że ta totalitarna ideologia zrodziła czystki, łagry, Wielki Głód, zabijając dziesiątki milionów ludzi (w tym wielu przyjaciół Wolińskiej i Brusa).

I choć „Stygmat” w warstwie narracyjnej czyta się bardziej jak reportaż niż rozprawę naukową, to dobrym rozwiązaniem wydawałby się zabieg, którego zabrakło, a który stosowany jest np. w publikacjach antropologicznych. Polega on na poprzedzeniu opowieści refleksją dotyczącą nie tylko doboru źródeł, ale też na określeniu pozycji badacza, przystępującego do pracy z konkretnym bagażem wiedzy i przekonań: z jakiego miejsca mówi i dlaczego.

Takie wyjaśnienia padają w wywiadach, które towarzyszą promocji książki, ale w samej książce ich zabrakło, a szkoda.

Spór o „żydokomunę”

Są też inne kwestie interpretacyjne – te związane z pytaniem, na ile dyskusje wokół Wolińskiej i jej roli w mordzie sądowym na Fieldorfie były powodowane utożsamieniem ówczesnej prokuratorki z figurą „żydokomuny”. Stworzoną przez antysemitów jeszcze w międzywojniu, upowszechnioną w okresie PRL-u i wykorzystywaną do dziś.

„Żydokomuna” to paskudna zbitka słowna. Sugeruje podwójną obcość Żydów w Polsce: z racji pochodzenia i politycznych wyborów. Stawia automatyczny znak równości między komunizmem a żydowskim pochodzeniem. Choć statystyki pokazują, że większość polskich Żydów – ani przed wojną, ani po niej – nie była członkami ani sympatykami ruchu komunistycznego. Zbitka odwołuje się do teorii o Żydach rządzących światem – bo nawet jeśli w partii stanowili mniejszość, to wśród przywódców ruchu byli grupą liczniejszą.

Antysemickie postawy – w II RP i w okresie PRL-u – wychodzą na pierwszy plan także w opowieści Kwiatkowskiej-Moskalewicz, gdzie pisze o motywacjach Wolińskiej i Brusa. Tu czytelnik może powziąć wątpliwości. Jak pisał Schatz w „Pokoleniu”: wyjaśnienie żydowskiego radykalizmu głównie lub wyłącznie przez opresję jest niewystarczające, choć oczywiście antysemityzm, nędza czy brak perspektyw były jednymi z głównych czynników skłaniających młodych ludzi do angażowania się w komunizm. 

Czy Wolińska została wybielona

Badacz lub badaczka, dążąc do obiektywizmu, pozostaje człowiekiem. Zagłębiając się w życie konkretnych ludzi, trudno nie odczuwać wobec nich rozmaitych emocji, często sprzecznych. Znów odwołam się do własnego doświadczenia: przyznaję, że pisząc o kilkunastu warszawskich komunistach, polubiłam niektórych, już nieżyjących. Rzecz w tym, by te odczucia nie wpływały na rzetelność.

Kwiatkowska-Moskalewicz miała pod tym względem zadanie trudniejsze, bo moi bohaterowie nie uczestniczyli w ferowaniu wyroków śmierci. Unika wchodzenia w rolę ich adwokatki, nie jest też oskarżycielką posiłkową, jak zdarzało się wielu autorom piszącym o polskich komunistach po 1989 r. Stara się przede wszystkim zrozumieć. 

I choć w „Stygmacie” daje się wyczuć jej fascynację postaciami Wolińskiej i Brusa (zwłaszcza Wolińskiej), efektem nie jest ckliwa opowieść o parze zaszczutych staruszków, jak przekonywali niektórzy recenzenci z prawej strony spektrum.

Przeciwnie: Wolińska jawi się czytelnikowi jako postać antypatyczna. Nie tylko dlatego, że była częścią machiny zła – choć w zbrodni na Fieldorfie nie odegrała roli pierwszoplanowej, to skazała na śmierć lub złamała życie innym niewinnym ludziom (ich procesy i ich skutki autorka rekonstruuje). Także dlatego, że Wolińską było trudno lubić – nie tylko z powodu jej wyborów, lecz ze względu na charakter, sposób bycia. 

Nawet gdy śledzi się jej ostatnie lata na emigracji, gdy traci poczucie sprawczości, gdy rozpada się psychicznie do tego stopnia, że nie opuszcza już domu, a jednocześnie, nie przyznając się do winy, z furią odpiera płynące z Polski oskarżenia, współczucie wcale nie jest oczywistą reakcją.


Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz, STYGMAT. HELENA WOLIŃSKA I WŁODZIMIERZ BRUS. BIOGRAFIA, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 15/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dwoje z pokolenia