Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kraj, w którym nie mogli być Polakami

Kraj, w którym nie mogli być Polakami

05.03.2018
Czyta się kilka minut
W następstwie antyżydowskiej nagonki rozpętanej w marcu 1968 r. opuściła Polskę kilkunastotysięczna fala uchodźców. Nie wszyscy byli Żydami.
Walizka z dykty. Obok rączki naklejka z napisem „3 MERC”. Państwo Mercowie wyjechali z Polski 8 września 1969 r. Najpierw znaleźli się w Wiedniu, skąd dzięki pomocy organizacji żydowskich udało im się wyjechać do Kopenhagi, a stamtąd do Szwecji.
Walizka z dykty. Obok rączki naklejka z napisem „3 MERC”. Państwo Mercowie wyjechali z Polski 8 września 1969 r. Najpierw znaleźli się w Wiedniu, skąd dzięki pomocy organizacji żydowskich udało im się wyjechać do Kopenhagi, a stamtąd do Szwecji.
M

Miałem dość, a jednocześnie otworzyła się przede mną możliwość wyjścia z tego zaułka. Skorzystałem z niej. Postąpiłem zatem dokładnie tak, jak życzyli sobie ci, którzy kierowali akcją antysyjonistyczną i jednocześnie stwarzali możliwość emigracji” – pisał z goryczą jeden z nich. Inny wiele lat później powiedział: „Wyjechałem z Polski, bo był to jedyny kraj, w którym nie mogłem być Polakiem”.

Przyczyn tej fali emigracji trzeba szukać kilka miesięcy przed Marcem’68: w reakcjach na izraelsko-arabską wojnę w czerwcu 1967 r. Podobnie jak inne kraje bloku radzieckiego (z wyjątkiem Rumunii), PRL stanęła wtedy po stronie państw arabskich, potępiając Izrael i zrywając z nim stosunki dyplomatyczne. W najważniejszym wystąpieniu antyizraelskiej kampanii propagandowej – przemówieniu I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki z 19 czerwca 1967 r. – padły złowieszcze słowa o nielojalności niektórych polskich Żydów, a nawet sugestia zdrady ze strony syjonistycznej „piątej kolumny”. Zaraz po nich przyszła zachęta do emigracji: „Nie czyniliśmy przeszkód obywatelom polskim narodowości żydowskiej w przeniesieniu się do Izraela, jeśli tego pragnęli (...) każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę – Polskę Ludową”.

Wystąpienie Gomułki uruchomiło skryte procesy, których skutki ujawniły się po kilku miesiącach. Już w 1967 r. przeprowadzono czystkę w wojsku, usuwając niemal wszystkich oficerów żydowskiego pochodzenia. Próba podobnej operacji w MSW, kierowanym przez gen. Mieczysława Moczara, nie powiodła się, ale powstrzymani przez partyjne kierownictwo tzw. „partyzanci” czekali na następną okazję. Na polecenie gen. Moczara oficerowie SB zaczęli też poszukiwania „syjonistów” w całym kraju, zwracając uwagę zwłaszcza na „syjonistów ukrytych”, czyli takich, którzy mieli w Izraelu rodzinę lub przyjaciół. Po kilku miesiącach zebrano już wiele nazwisk, i również czekano na okazję, by wykazać się gorliwością.

Kampania nienawiści

Okazja przyszła w marcu 1968 r. Gdy warszawscy studenci zainicjowali bunt młodzieży, który wkrótce rozlał się po kraju, raporty SB zaczęły wiązać go z Żydami, a zwłaszcza dziećmi żydowskich komunistów. Dziś te manipulacje widać wyraźnie, choć nie jest jasne, czy Gomułka i inni czytelnicy raportów im uwierzyli, czy tylko uznali, że dostają poręczne narzędzie do załatwienia kilku spraw naraz.

Po paru dniach w prasie zaczęły się ukazywać pierwsze artykuły inspirowane raportami. Partyjna propaganda przedstawiała bunt jako wynik rzekomego spisku wrogów wewnętrznych, z „syjonistami” na czele. Ich przebiegłe knowania miały jakoby na celu przywrócenie do władzy „bankrutów politycznych” – żydowskich stalinistów, a zarazem służyły interesom „określonych kół RFN”, szukających okazji, by odebrać Polsce Wrocław i Szczecin. Paranoiczna wizja spisku syjonistów, stalinistów i niemieckich rewanżystów nadawała kampanii charakter mrocznej groteski, ale jako narzędzie propagandy sprawdzała się nieźle (jej echa mogliśmy zresztą usłyszeć niedawno).

Powiązanie młodzieżowego buntu z Żydami miało dla przywódców partyjnych także ten plus, że ułatwiało rozgrywki w łonie PZPR, stawiając oponentów na z góry przegranej pozycji. W jakim celu forsowali je ludzie Moczara, nie jest jasne. Jedni sądzą, że minister starał się wyeliminować swoich przeciwników, wśród których było wielu komunistów żydowskiego pochodzenia, inni twierdzą, że chciał zostać drugim po Gomułce, jeszcze inni, że jego ambicje sięgały wyżej, ale został za sprawą politycznej zręczności Gomułki powstrzymany. Szukając przyczyn nagonki, powinniśmy też pamiętać o reformatorskim ruchu ogarniającym Czechosłowację: masowe represje, konsolidacja partii i mobilizacja mas służyły jako prewencyjne uderzenie w zalążki demokratycznej zarazy przypominającej Praską Wiosnę.

Kampania nienawiści, którą rozpętały władze, objęła wszystkie niemal media i organizacje masowe. Na setkach wieców i tysiącach zebrań lud pracujący miast i wsi (jak wówczas nazywano suwerena) potępiał wrogów i popierał politykę partii i rządu. Jednocześnie ruszyła fala szykan i represji: wyrzucania z pracy, z partii i ze studiów, aresztowań, powołań do wojska, zapisów cenzury itp. Oskarżeniami o syjonizm, rewizjonizm lub wątpliwą lojalność wobec socjalistycznej ojczyzny szafowano hojnie, a ciężar dowodu niewinności spoczywał na oskarżonych. Skutkiem były tak kuriozalne sytuacje jak okazywanie świadectwa chrztu przez towarzyszy partyjnych jako dowodu pochodzenia wolnego od „syjonizmu”.

Katarzyna Stroczan opuściła Polskę w 1968 roku, miała wtedy 16 lat i była po maturze. Jej rodzice wyjechali do Niemiec, ona pojechała do Anglii, gdzie studiowała malarstwo. / MAGDA STAROWIEYSKA / POLIN
Katarzyna Stroczan opuściła Polskę w 1968 roku, miała wtedy 16 lat i była po maturze. Jej rodzice wyjechali do Niemiec, ona pojechała do Anglii, gdzie studiowała malarstwo. / MAGDA STAROWIEYSKA / POLIN

Obcy wśród obcych

19 marca zabrał głos Gomułka, przyłączając się do kampanii: „tym, którzy uważają Izrael za swoją ojczyznę, gotowi jesteśmy wydać emigracyjne paszporty”. Wypełniający warszawską Salę Kongresową aktyw partyjny zareagował niepohamowanym entuzjazmem, krzycząc „Teraz! Już!”. Wkrótce premier Cyrankiewicz wzywał „syjonistów” do wyjazdu w imieniu rządu: „Nie jest bowiem możliwa lojalność wobec socjalistycznej Polski i imperialistycznego Izraela jednocześnie – mówił z trybuny sejmowej. – Tu trzeba dokonać wyboru i wyciągnąć zeń właściwe konsekwencje”.

Idąc za tym przykładem urzędnicy niższych szczebli, oficerowie SB, dyrektorzy zakładów pracy zachęcali do wyjazdu „swoich Żydów” i tych, których za Żydów uważali. Robili to w sposób oględny: „Macie obywatelu taki piękny kraj, po co wam tu w Polsce siedzieć”; za pomocą ukrytych gróźb: „porucznik [SB] przypomniał mi, że po tym, jak siedziałem jako syjonista, to mogę też jako syjonista wyjechać (...) że siostra jest przed maturą i pewnie będzie jej się baaardzo trudno dostać na studia”; lub bez ogródek, jak uczynił to pewien porucznik SB: „Jak wy tu kurwa Ławit nie wyjedziecie do 1 września, to wam obiecuję, że życia tu nie będziecie mieli, będziecie woleli się powiesić”.

„Poczuliśmy się jak obcy wśród obcych (...) nie bito nas, nie lżono, ale czuliśmy się jak trędowaci wśród zdrowych, jak garbaci wśród prostych” – pisał jeden z emigrantów, zaś inny wspominał, że „[do naszego domu] przychodzili Żydzi wyrzuceni z pracy, a także ci, którzy utrzymali swoje stanowiska, ale nie mogli znieść dłużej tego marcowego napięcia. Bo atmosfera była nie do wytrzymania. Nie tylko ze względu na nagonkę w telewizji i w prasie, ale i na presję środowiska. (...) Ojciec czuł, że są tacy, co się cieszą, że Żyda się wyrzuca. I inni Żydzi też to czuli”. Nie mniej dotkliwe było odmawianie polskości. „Z Polaków pochodzenia żydowskiego staliśmy się z dnia na dzień syjonistami” – wspominała poetka Anna Frajlich, która opuściła kraj w 1969 r.

Ważnym elementem towarzyszącej wyjazdom atmosfery było głębokie rozczarowanie realnym socjalizmem, poczucie braku perspektyw zmiany na lepsze. Wielu emigrantów pamiętało niespełnione nadzieje zrodzone w 1956 r. Olbrzymia większość wyjechała już po zgnieceniu Praskiej Wiosny, dokonanym także przy pomocy polskich czołgów.

Ale wśród czynników popychających do wyjazdu było też, wpływające na wszystkie masowe migracje, pragnienie poprawy warunków życia. Jak wspomina jeden z emigrantów, „niektórzy z moich rówieśników nieżydowskich nie mogli zrozumieć, dlaczego my się przejmujemy, ponieważ oni o niczym innym nie marzyli, tylko żeby prysnąć do Szwecji albo do Niemiec, albo do Włoch – byle tylko na Zachód”.

Wszelkie migracje mają społeczną dynamikę. Od Marca wyjazd stał się dla polskich Żydów głównym tematem rozmów. „W tym okresie, jeśli spotykało się jakiegoś żydowskiego znajomego, to właściwie nie można było o niczym innym rozmawiać. Wyjeżdżasz – nie wyjeżdżasz, da się przeżyć w tym kraju – nie da się przeżyć, to były stałe wątki w rozmowach” – opowiadał jeden z emigrantów. „Ludzie wyjeżdżali i ciągnęli jeden drugiego” – wspominał inny. Do wyjazdu namawiali zwłaszcza ci, którzy wyjechali wcześniej, a było ich wielu: w zasadzie każdy polski Żyd miał za granicą krewnych i znajomych. Jak to ujmował ówczesny dowcip: „Jak rozmawia mądry Żyd z głupim Żydem? – przez telefon z Wiednia”.


CZYTAJ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW ZE SPECJALNEGO DODATKU MARZEC. 50 LAT PÓŹNIEJ >>>


 

Dokument podróży

Decyzje o wyjeździe ułatwiała polityka krajów docelowych. Izrael przyjmował imigrantów żydowskiego pochodzenia, dając im od razu prawa obywatelskie. Kilka krajów Zachodu otwarło im drzwi jako uchodźcom politycznym – Dania i Szwecja przyjęły kilka tysięcy osób w 1969 r.

A władze PRL nie robiły przeszkód. Biuro Paszportów MSW ustaliło nowe wytyczne do wydawania zgód na wyjazd, przy czym termin „emigracja do Izraela” miał niewielki związek z krajem rzeczywistego osiedlenia: do Izraela udała się mniejszość emigrantów. Podobno MSW, w wiadomy tylko sobie sposób, wyławiało z masy podań osoby deklarujące narodowość żydowską bez pochodzeniowej podstawy. Niezbędnym warunkiem wyjazdu było złożenie wniosku o zezwolenie na zmianę obywatelstwa, czyli de facto zrzeczenie się obywatelstwa PRL. W rezultacie wyjeżdżającym nie wydawano paszportu, lecz tzw. dokument podróży, który otrzymują bezpaństwowcy lub uchodźcy. Był to dokument szczególny, gdyż stwierdzał przede wszystkim, kim jego posiadacz n i e  j e s t – „posiadacz niniejszego dokumentu podróży nie jest obywatelem polskim”. Dodajmy, że pomarcowi emigranci faktycznie byli uchodźcami: wedle konwencji ONZ są to przecież osoby, które opuszczają swój kraj w wyniku prześladowań lub uzasadnionego lęku przed prześladowaniem ze względów rasowych, etnicznych lub religijnych.

W całym 1968 r. wyjechało z Polski, deklarując emigrację do Izraela, 3437 osób. Decyzje odmowne dostało zaledwie 26 osób, czyli mniej niż co setny składający wniosek, co na tle odrzucania znacznej większości podań o emigrację do RFN czy USA było przejawem niebywałego liberalizmu. Niektórzy Ślązacy, ubiegający się od lat o zgodę na wyjazd do RFN, powoływali się nawet na słowa Gomułki o możliwości wyjazdu do „swojej ojczyzny”, twierdząc, że oni za taką uważają Niemcy. Podobno byli tacy, którzy w tym selektywnym traktowaniu widzieli kolejny przejaw uprzywilejowania Żydów...

Apogeum pomarcowych wyjazdów nastąpiło w 1969 r., gdy Polskę opuściły 7674 osoby. Z powodu oficjalnego zakończenia akcji wyjazdów jesienią 1969 r., liczba emigrujących w następnym roku spadła do 698, po czym w 1971 r. ponownie wzrosła do 1118 osób, gdyż upłynął wtedy tzw. okres karencyjny dla tych, którym wcześniej odmówiono zgody z powodu dostępu do tajemnic państwowych, służby wojskowej itp. W następnych latach skala wyjazdów była niższa (do 1975 r. wyjechały łącznie tylko 853 osoby). Emigrację pomarcową możemy zatem zamknąć w latach 1968-71, kiedy to liczba „wyjeżdżających do Izraela” wyniosła 12 927. Dodatkowo część ofiar marcowej nagonki mogła wyemigrować deklarując wyjazd do innych krajów, np. Wielkiej Brytanii, lecz były to przypadki względnie nieliczne. Możemy zatem przyjąć, że pomarcowa fala objęła od 13 tysięcy do 15 tysięcy osób.

Inny globus

Znaczna część emigrantów opuściła Polskę słynnym pociągiem do Wiednia, i tam decydowała, gdzie podąży dalej. Jeden z wyjeżdżających wspominał: „siedzieliśmy z paroma przyjaciółmi i oglądaliśmy atlas świata. Niewiele wiedząc o różnych krajach decydowaliśmy: O, tu pojadę, tu będę żył”. W ówczesnym gorzkim żarcie Żyd poproszony o wskazanie na globusie miejsca, gdzie chce wyjechać, po dłuższym wahaniu mówi: „Poproszę o inny globus”.

W świetle danych Biura Paszportów MSW widać kilka charakterystycznych cech pomarcowej emigracji. Przede wszystkim rzuca się w oczy bardzo wysoki poziom wykształcenia: odsetek osób po studiach i studentów był wśród nich osiem razy większy niż wśród ogółu mieszkańców Polski. Najliczniejsi byli inżynierowie, lekarze, ekonomiści i humaniści. Do jesieni 1969 r. podania o zgodę na wyjazd złożyło blisko 500 wykładowców i naukowców badaczy, w tym postaci wybitne i znane. Wśród emigrantów było 200 dziennikarzy i redaktorów, ponad 60 pracowników radia i telewizji, blisko 100 muzyków, aktorów i plastyków – w tym 23 aktorów i reżyserów Teatru Żydowskiego z jego dyrektorką, słynną Idą Kamińską na czele, oraz 26 filmowców. Tak wysoki udział inteligencji był skutkiem nie tylko wysokiego jej odsetka wśród polskich Żydów, ale i wybitnie antyinteligenckiego tonu kampanii marcowej. Trudno przecenić straty, jakie Polska poniosła wskutek odpływu osób wysoko wykształconych lub utalentowanych.

Zaznaczmy, że to antyinteligenckie ostrze marcowej nagonki było organicznie związane z ostrzem antyżydowskim. W minionym ćwierćwieczu wiele napisano – i słusznie – o buncie młodzieży oraz o antyżydowskim wymiarze kampanii, tymczasem jeśli spojrzymy np. na przemówienie Gomułki z 19 marca 1968 r., szybko zobaczymy, że znacznie więcej miejsca poświęcił atakowi na inteligencję, zwłaszcza na niepokornych pisarzy, niż na syjonistów. Dziś, gdy nie brakuje polityków szczujących „zwykłych ludzi” na elity za rzekome – jak się mówiło w PRL – „oderwanie od mas”, warto o tym przypomnieć.

Niewielką, ale chętnie wspominaną przez MSW grupę emigrantów stanowiło ponad 520 byłych urzędników centralnej administracji państwowej. Wśród nich było 176 byłych pracowników MSW i MBP, z czego 12 zajmowało w przeszłości stanowiska dyrektorów departamentów lub Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa. 28 emigrantów zajmowało wcześniej odpowiedzialne stanowiska w MSZ. W żadnej fali emigracji z PRL nie było tak wielu byłych członków aparatu władzy i establishmentu.

Czwarta fala

Emigracja pomarcowa nie była pierwszą falą żydowskiej emigracji z powojennej Polski. Pierwsza ruszyła tuż po wyzwoleniu, gdy tysiące ocalałych z Zagłady – uwolnionych z obozów, wracających z ZSRR i wychodzących z ukrycia – chciało jak najszybciej opuścić miejsca cierpienia i okrutnej śmierci swych bliskich, kraj dotknięty wojną domową, bandytyzmem i niezliczonymi aktami wrogości i przemocy wobec Żydów. Fala ta wezbrała po pogromie kieleckim w 1946 r., zabierając łącznie, w latach 1944-47, około 130 tysięcy osób, to jest blisko połowę z 250-300 tysięcy Żydów, którzy znaleźli się po wojnie w Polsce.

Następna fala opuściła kraj dzięki tajnej polsko-izraelskiej umowie z 1949 r. Do nowo powstałego państwa żydowskiego komuniści wypuścili wtedy około 28 tysięcy ludzi. Dzięki postalinowskiej odwilży wyjechała trzecia fala: w latach 1955-60 zgodę na emigrację do Izraela uzyskało ponad 50 tysięcy osób, w tym kilkanaście tysięcy niedawnych repatriantów z ZSRR.

Wyjazdy pomarcowe były zatem najmniejszą z czterech fal, gdy mierzymy ją w liczbach bezwzględnych, ale w proporcji do liczby Żydów w ówczesnej Polsce była porównywalna z wielką falą powojenną. Ludność żydowska, której liczebność w PRL szacowano w drugiej połowie lat 60. na 25-30 tysięcy, zmalała w jej wyniku blisko o połowę. Zniknęło wielu młodych ludzi, którzy zazwyczaj przeważają w migracjach. W następnych latach społeczność żydowska starzała się więc i wymierała, a jej organizacje zamierały. Wielu obserwatorów sądziło, że historia polskich Żydów zbliża się do końca. Dopiero dwie dekady później – dzięki wielkim zmianom 1989 r. – życie żydowskie zaczęło się odradzać. Rozwój tej niewielkiej, ale dynamicznej społeczności był jednym z cudów wolnej Polski.

Do niedawna jej przyszłość zapowiadała się bardzo dobrze. ©

PROF. DARIUSZ STOLA (ur. 1963) jest dyrektorem Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych PAN i wykładowcą Collegium Civitas. Opublikował m.in. „Kraj bez wyjścia? Migracje z Polski 1949–1989” oraz „Kampanię antysyjonistyczną w Polsce 1967–1968”, był także autorem szkolnych podręczników do historii.

Galeria zdjęć
  • Prof. Dariusz Stola / FOT. MAGDA STAROWIEYSKA / POLIN

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]