Widać światła. Punkty światła, błyski światła. Płyną przez przestrzeń”. Alan Bean, astronauta misji Apollo 12, próbował opisać to, co widział nad powierzchnią Księżyca w listopadzie 1969 r. Chwilę później dodał: „Wygląda, jakby część tych rzeczy uciekała z Księżyca”.
Nie był jedynym. Kilku astronautów misji Apollo miało obserwować na powierzchni Księżyca i nad nią zjawiska, które wydawały się im dziwne. Ich relacje zostały właśnie opublikowane przez amerykański rząd. Donald Trump i jego poplecznicy mówią o radykalnej transparencji. Przeciwnicy twierdzą, że prezydent próbuje kolejnym świecidełkiem odwrócić uwagę od prawdziwych problemów. A ci, którzy nie mogli doczekać się na oficjalne zdjęcia kosmitów z Roswell, zastanawiają się, co właściwie mamy zrobić z następnym zestawem fotografii rozmazanych plam.
Kosmiczne rozczarowanie dowodami na istnienie UFO
Pakiet dokumentów opublikowanych na stronie stworzonej przez Departament Obrony (obecnie nazywany Departamentem Wojny) składa się z ponad 160 pozycji. Są wśród nich wojskowe nagrania z Bliskiego Wschodu, relacje astronautów, fotografie z misji Apollo, raporty FBI z lat 40., a także współczesne opisy świetlistych obiektów obserwowanych przez żołnierzy i federalnych urzędników.
Strona wygląda jak dzieło miłośnika „Archiwum X” z czasów wczesnego internetu. Czarne tło, „wojskowa” typografia i komunikaty o „nierozwiązanych przypadkach” budują atmosferę mrocznej tajemnicy.
Jednocześnie po kilku dniach analiz trudno wskazać choć jeden materiał, który rzeczywiście zmieniałby nasz stan wiedzy o UFO. Dominują nagrania niewyraźnych świateł, relacje pozbawione pełnego kontekstu i dokumenty z dużymi fragmentami zaczernionymi przez wojskową cenzurę. Nie oznacza to, że nic interesującego nie dzieje się czasem na naszym niebie. Ale jeśli to rzeczywiście ma być przegląd tego, co znajduje się w archiwach Pentagonu, to wojskowi też nie mają zielonego pojęcia, czym są niezidentyfikowane obiekty.
Faktem jest jednak, że UFO, po długiej przerwie, wraca do mainstreamu. Temat, który rozpalał wyobraźnię w latach 70. czy 80., został na kilka dekad relegowany do kulturowej piwnicy razem z potworem z Loch Ness, Yeti czy telewizyjnymi jasnowidzami. Kojarzył się z tabloidami, tanimi serialami i internetowymi forami poświęconymi teoriom spiskowym.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2022 r. Pentagon powołał All-domain Anomaly Resolution Office, w skrócie AARO, czyli specjalne biuro zajmujące się analizą niezidentyfikowanych zjawisk obserwowanych w powietrzu, na morzu i w przestrzeni kosmicznej. Jednostka powstała po serii nacisków ze strony Kongresu i medialnym rozgłosie wokół wojskowych nagrań zarejestrowanych przez pilotów marynarki wojennej USA.
AARO działa w strukturach Departamentu Obrony i ma zbierać oraz analizować zgłoszenia dotyczące UAP – niezidentyfikowanych zjawisk anomalnych. Sama zmiana nazwy jest znacząca. „UAP” brzmi jak techniczny termin z raportu bezpieczeństwa narodowego, podczas gdy „UFO” (niezidentyfikowany obiekt latający) wciąż kojarzy się z popkulturą i science fiction.
Kongres wrócił do tematu po raz pierwszy od pół wieku w maju 2022 r., kiedy odbyło się publiczne przesłuchanie poświęcone UAP. Kolejne miały miejsce w latach 2023 i 2024. Największy rozgłos przyniosło przesłuchanie z lipca 2023 r., podczas którego były oficer wywiadu David Grusch twierdził, że amerykański rząd od lat ukrywa programy związane z odzyskiwaniem „nieludzkich technologii”. Nie przedstawił jednak publicznie dowodów potwierdzających te oskarżenia.
Politycy USA od dawna wykorzystują kosmitów
Równolegle NASA opublikowała własny raport dotyczący UAP. Agencja stwierdziła, że nie ma dowodów na pozaziemskie pochodzenie obserwowanych zjawisk, ale jednocześnie przyznała, że część przypadków pozostaje niewyjaśniona z powodu ograniczonej jakości danych. Amerykańskie państwo bada zresztą podobne przypadki od dekad. Już pod koniec lat 40. siły powietrzne prowadziły Project Sign, później Project Grudge, a następnie najbardziej znany Project Blue Book.
W latach 1952-1969 amerykańskie lotnictwo zebrało ponad 12 tys. zgłoszeń dotyczących UFO. Ostateczny raport Blue Book stwierdzał, że nie znaleziono dowodów na zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego ani potwierdzenia pozaziemskiego pochodzenia obserwowanych obiektów. Mimo to temat regularnie wracał. W 2021 r. Biuro Dyrektora Bezpieczeństwa Narodowego opublikowało raport analizujący 144 „wojskowe” przypadki UAP. Większości nie udało się jednoznacznie wyjaśnić, ale raport również nie zawierał dowodów na obecność obcych technologii.
Trump nie jest zresztą pierwszym prezydentem, który temat wykorzystuje. Jimmy Carter publicznie opowiadał o własnej obserwacji UFO nad Georgią w 1969 r. Ronald Reagan podczas przemówienia w ONZ mówił, że „zewnętrzne zagrożenie z kosmosu” mogłoby zjednoczyć ludzkość. Bill Clinton przyznawał po latach, że interesował się Area 51 (położoną na pustyni w Nevadzie bazą wojskową, służącą testowaniu nowych technologii) i sprawdzał, czy rzeczywiście nie ukrywa się tam coś niezwykłego.
Barack Obama żartował w telewizji, że gdyby rząd naprawdę posiadał dowody na obecność kosmitów, „któryś strażnik zrobiłby sobie selfie z obcym i wysłał dziewczynie”. Jednocześnie dodawał już całkiem serio, że istnieją nagrania obiektów, których trajektorii i sposobu ruchu nie umiemy dobrze wyjaśnić.
To zresztą właśnie Obama jest powodem, dla którego Pentagon ujawnił najnowszy pakiet. W lutowym wywiadzie stwierdził, że kosmici „są prawdziwi”, po czym musiał doprecyzować, że chodziło mu o statystyczne prawdopodobieństwo życia we wszechświecie, a nie o zielonych lokatorów Area 51.
Internet zawrzał, a Donald Trump nie mógł najwyraźniej puścić płazem tego, że ktoś znowu rozmawia o znienawidzonym przez niego poprzedniku. Niemal natychmiast oświadczył na portalu Truth Social, że Obama powiedział za dużo, nazwał to „wielkim błędem” i zapowiedział ujawnienie akt UFO. Wystarczyło, że Obama znów znalazł się w centrum uwagi, by Trump odpowiedział własnym spektaklem.
UFO w Gruzji? Bezczelne kłamstwo Rosjan
W nowych aktach Pentagonu znalazł się zapis rozmowy z misji Gemini 7 z grudnia 1965 r. Astronauta Frank Borman zgłosił centrum kontroli lotów obecność niezidentyfikowanego obiektu obok kapsuły. „Mamy tu coś przed sobą” meldował podczas transmisji. Chwilę później mówił też o „trylionach małych cząstek” widocznych po lewej stronie statku. Kontrola lotów próbowała ustalić, czy mogą to być fragmenty rakiety albo odbicia światła, ale dokument nie zawiera jednoznacznego wyjaśnienia incydentu.
Wspomniany na początku Alan Bean nie był jedynym astronautą, który widział „coś” podczas księżycowych misji. Już podczas lotu Apollo 11 Buzz Aldrin wspominał o „jasnym źródle światła” widocznym podczas podróży na Księżyc. Załoga podejrzewała działanie lasera albo odbicie światła od elementu rakiety Saturn V, która wyniosła statek w kosmos.
Trzy lata później załoga Apollo 17 podczas lotu wokół Księżyca obserwowała regularne błyski światła za oknami statku. Harrison „Jack” Schmitt porównał je do fajerwerków i powiedział, że wygląda to „jak czwarty lipca”. Astronauci zastanawiali się, czy mogą to być odbicia kryształków lodu albo drobin wyrzuconych przez statek, ale nie udało się tego potwierdzić. Pentagon opublikował również zdjęcia wykonane podczas misji, na których nad księżycowym horyzontem zaznaczono jasne punkty i smugi światła.
Bliżej Ziemi ujawnione raporty FBI sięgają 1957 r., kiedy świadek opisywał „duży, okrągły pojazd” unoszący się nad lądem. Według relacji obiekt był metaliczny, miał kształt dysku i poruszał się bezgłośnie.
W innych materiałach FBI opisano incydent z września 2023 r. Kilku federalnych pracowników obserwowało nad zachodnią częścią USA jasne kule pojawiające się na niebie o zmierzchu. Według relacji obiekty pozostawały nieruchome, po czym jedna z kul miała wypuszczać kolejne punkty światła. Świadkowie twierdzili również, że obiekty poruszały się bezgłośnie i gwałtownie zmieniały kierunek.
W innym raporcie FBI opisuje sytuację, w której do śmigłowca uczestniczącego w akcji poszukiwawczej zbliżyły się obiekty zidentyfikowane przez czujniki podczerwieni jako „bardzo gorące”. Jeden z nich miał znaleźć się około trzech metrów od maszyny. Dokument nie podaje miejsca zdarzenia ani wyjaśnienia obserwacji.
W tym samym zbiorze znajduje się raport o elipsoidalnym obiekcie widzianym w 2023 r. nad jednym z pól w USA. Według świadków pojawił się po jasnym błysku i zniknął po kilku sekundach. Laboratorium FBI przygotowało szkic obiektu na podstawie relacji świadków. W dokumentach opisano go jako metaliczny i brązowawy.
W materiałach wojskowych pojawia się także nagranie wykonane nad Bliskim Wschodem w 2022 r. Kamera rejestruje jasny, owalny obiekt przecinający kadr z lewej do prawej strony. Pentagon zaznaczył w raporcie, że mógł to być pocisk, ale sprawy formalnie nie zamknięto. Inne nagranie z 2024 r. pokazuje biały obiekt określony przez wojskowych jako „nieregularna kula światła” widziana nad Syrią.
W jednym z bardziej nietypowych dokumentów opisano zdarzenie z października 2001 r. Gruzińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oskarżyło wtedy rosyjskie lotnictwo o naruszenie przestrzeni powietrznej i bombardowanie wąwozu Kodori. Rosjanie odpowiedzieli, że Gruzini widzieli UFO. W aktach Pentagonu zachował się dokument z odpowiedzią strony gruzińskiej, która określiła rosyjskie wyjaśnienie jako „bezczelne kłamstwo”.
Dlaczego piloci i astronauci też się mylą
Trudno uznać którąkolwiek z tych relacji za przełomową czy nawet mgliście oryginalną, bo podobnych opowieści i rozmazanych zdjęć piłek, kul, cygar czy światełek w archiwach ufologów są miliony. Wyróżnia się tu chyba tylko gruziński incydent, choć raczej trudno uznać go za dowód na istnienie kosmitów. Nawet osoby głęboko zaangażowane w tropienie obcych cywilizacji wydają się rozczarowane, że ten pakiet jest wszystkim, na co w ramach „transparencji” stać było Biały Dom.
Avi Loeb, były profesor fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Harvarda, który po przejściu na emeryturę zajął się głównie poszukiwaniem śladów kosmitów, z jednej strony mówi, że czytając raporty, czuł się jak „dziecko w sklepie z cukierkami”, ale z drugiej przyznaje, że obecna partia dokumentów nie zawiera żadnego przekonującego dowodu na pozaziemskie pochodzenie obserwowanych obiektów. Dodaje z nadzieją, że „najlepsze dopiero przed nami”, bo kolejne materiały mają zostać opublikowane po zakończeniu procedur odtajniania.
Mick West, jeden z najbardziej znanych sceptyków zajmujących się analizą nagrań UAP, skwitował nową publikację Pentagonu krótko: „więcej kropek, więcej błędów perspektywy”. Michael Shermer, wydawca magazynu „Skeptic”, zwraca uwagę, że nawet większość środowiska zainteresowanego UFO przyznaje, iż 90-95 proc. zgłoszeń znajduje później zwyczajne wyjaśnienie. Wśród najczęstszych przyczyn wymienia się balony meteorologiczne, satelity, drony, odbicia światła, zjawiska atmosferyczne, planety widoczne nisko nad horyzontem oraz błędy aparatury.
A że część obserwacji zgłaszali zawodowi piloci i astronauci? Oni sami dobrze wiedzą, jak łatwo w powietrzu i przestrzeni kosmicznej pomylić rozmiar, odległość albo prędkość obserwowanego obiektu.
Scott Kelly, trzykrotny dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, który w 2015 i 2016 r. spędził na jej pokładzie rok, opowiadał trzy lata temu o licznych sytuacjach, gdy w powietrzu czy kosmosie spotykał niezidentyfikowane obiekty.
„Pamiętam, jak kiedyś latałem nad wojskowym obszarem operacyjnym w rejonie Virginia Beach” – mówił podczas publicznego spotkania zespołu NASA ds. UAP. „Mój RIO, czyli oficer przechwytujący cele radarowe siedzący z tyłu Tomcata, był przekonany, że właśnie minęliśmy UFO. Ja go nie widziałem, więc zawróciliśmy, żeby przyjrzeć się temu jeszcze raz. Okazało się, że to był balon z Bartem Simpsonem”.
Kelly przywoływał też historię swojego brata bliźniaka, Marka, również astronauty, a dziś senatora. Podczas misji promu kosmicznego STS-124 załoga zauważyła obiekt unoszący się nad ładownią wahadłowca. Astronauci sądzili, że może to być śruba albo fragment wyposażenia, który potencjalnie mógłby uszkodzić drzwi ładowni podczas zamykania. Rozważano nawet spacer kosmiczny, by usunąć zagrożenie. Dopiero po wykonaniu zdjęcia i jego powiększeniu okazało się, że „obiekt nad ładownią” był w rzeczywistości Międzynarodową Stacją Kosmiczną znajdującą się około 120 km dalej.
Jak UFO stało się tematem zastępczym
Opublikowane akta szybko zostały wciągnięte w bieżącą walkę polityczną. Donald Trump przedstawia ich odtajnienie jako element szerszej polityki transparentności. Problem w tym, że część jego własnego zaplecza interpretuje całą operację dokładnie odwrotnie.
Marjorie Taylor Greene, była gorąca zwolenniczka Trumpa, która kilka miesięcy temu ostro się z nim skłóciła, nazwała publikację „propagandą błyskotek”. Według Greene administracja wykorzystuje publikację akt UFO, by odwrócić uwagę od sprawy przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina i pytań o sieć jego politycznych oraz biznesowych kontaktów.
To ciekawe przesunięcie. UFO od dekad funkcjonowało jako symbol przekonania, że państwo coś ukrywa przed obywatelami. Dziś ujawnienie dokumentów na ich temat jest interpretowane przez część opinii publicznej jako próba ukrycia czegoś innego. Kosmici z głównego tematu konspiracyjnych teorii stali się zmyłką. Wabikiem na frajerów. Prawdziwe spiski mają być dzisiaj o wiele bardziej przyziemne.
W tym sensie najnowsza fala zainteresowania UFO mówi prawdopodobnie więcej o współczesnej Ameryce niż o życiu pozaziemskim. Temat stał się elementem szerszego kryzysu zaufania do instytucji, mediów i państwa. Każda czarna belka zasłaniająca fragment dokumentu natychmiast uruchamia podejrzenie, że gdzieś istnieje „prawdziwa historia”, której społeczeństwo nadal nie zobaczyło.
A jednocześnie kolejne publikacje Pentagonu pokazują coś znacznie bardziej banalnego: świat pełen nieostrych obrazów, błędów percepcji, wariujących wojskowych sensorów i zjawisk, których po prostu nie da się jednoznacznie zinterpretować. Nie dlatego, że są pozaziemskiego pochodzenia, tylko dlatego, że wciąż brakuje nam na ich temat danych.
Czy oznacza to, że prawdy nie ma „gdzieś tam”, jak mawiał Fox Mulder w serialu „Z Archiwum X”? Że jesteśmy w kosmosie sami? Niekoniecznie. Nauka od dawna podziela przekonanie Baracka Obamy, że życie w kosmosie najprawdopodobniej istnieje. Ale kiedy wreszcie staniemy z nim twarzą w twarz, prawdopodobnie natychmiast będziemy mieli dowody lepsze niż kolejna rozmazana fotografia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















