Przeczytałam, że witraże w brukselskiej katedrze opowiadają historię rzekomej desakralizacji hostii przez Żydów. Przeczytałam przypadkiem, w książce na inny temat. Jak to? Przecież tam byłam, zwiedzałam. Nie zauważyłam? Lubię ten przysadzisty flamandzki gotyk, niezbyt strojny. Potem wielokrotnie wracałam, czy to na ładnie śpiewaną mszę, czy na licznie odbywające się w tym wnętrzu koncerty. Ale że w skarbcu nawet można zobaczyć te hostie, ponoć zbezczeszczone, to nie wiedziałam. Zwykle skarbce mnie nie interesują.
Mam do katedry 15 minut piechotą, więc czytam i w zasadzie chcę pójść, żeby zobaczyć na własne oczy. Wgapić się w kolorowe szkła okien i dostrzec coś, co wcześniej przeoczyłam. Średniowieczną antysemicką legendę wypisaną na serii XVI- i XIX-wiecznych witraży, bo (jak wiadomo) wiara w średniowieczne legendy nie minęła razem ze średniowieczem.
I tu niespodzianka. Kiedy szybko sprawdzam jeszcze w innych źródłach, czy to prawda, okazuje się, że dosłownie dwa dni wcześniej (na początku maja 2026) odbyła się uroczystość zdjęcia witraży. Szukam dalej, jednak nie tyle była to uroczystość zdjęcia, co umieszczenia stosownych tabliczek, informujących o pomówieniu, jakim było oskarżenie o bezczeszczenie hostii.
Legenda głosiła – podobnie jak w innych częściach Europy – że Żydzi ukradli hostię, nakłuli nożem, a z rany popłynęła krew Chrystusa. Tyle legenda. W zupełnie zaś prawdziwym życiu, 22 maja 1370 r., sześciu (lub dwudziestu) Żydów zostało spalonych na stosie na brukselskim rynku (lub po prostu zamordowanych), a resztę niewielkiej społeczności wypędzono z księstwa Brabancji, konfiskując ich majątek.
Dla jednych był to zatem cud eucharystyczny, dla innych „brukselska masakra”. Odtąd tradycyjnie w Brukseli odbywały się procesje z hostią. Na pamiątkę cudu.
Gdy Sobór Watykański II zmienił nauczanie o Żydach, inaczej spojrzano też na witraże. W 1977 r. odsłonięto tabliczkę, która mętnie tłumaczyła legendarność oskarżenia, jednak nie okazała się satysfakcjonująca. W końcu w 2007 r. brukselski historyk Roel Jacobs stwierdził, że miejscowa katedra jest największym w kraju pomnikiem antysemityzmu.
Teraz odsłonięto nowe cztery tablice, w językach Brukseli (flamandzkim i francuskim), angielskim oraz hebrajskim, z jasnym nazwaniem legendy antysemityzmem, który przysporzył wiele bólu, i z przeprosinami. Tablica odsłonięta przez arcybiskupa Brukseli, rabina miasta oraz przedstawiciela magistratu przypomina, że po soborze Kościół chce oczyścić pamięć, potępia antysemityzm, chce pogłębiać dialog.
Może to historia lokalna, pewnej katedry w zachodnioeuropejskim mieście. A może jednak uniwersalna, bo w końcu w niejednym miejscu w Polsce są ślady, legendy, obrazy, rzeźby, historie o Żydach porywających dzieci lub hostie. Nie zawsze oznaczone i skomentowane tak, jak powinny. A czasem, gdy nawet opisane stosownie, to relatywnie od niedawna. Jest to więc przypowieść o długim trwaniu. Bo żeby tak oczywista bajka musiała czekać ponad 655 lat na stosowny kościelny komentarz, to jednak coś znaczy.
Dla mnie to historia o tym, że tak konsekwentnie budowanej nienawiści i przesądu, które trwały kilkanaście wieków, nie odczyni się jednym dokumentem soborowym. Ani świetnymi dokumentami, które przyszły potem jako jego solidne wdrożenie. Ani wzruszającymi wypowiedziami papieży, z Janem Pawłem II na czele. Nie, wielowiekową pracę nad szerzeniem antysemityzmu odczynia się potem niestety wiele lat, wiele dziesiątków. Może nawet, niestety, wiele wieków. Na razie minęło nam na liczniku 60 lat od soboru i w sumie wciąż jesteśmy na początku tej drogi. To się nazywa długie trwanie.
W ramach odczyniania wielowiekowej pracy wciąż czekam, czy w końcu pojawi się jakiś poważny projekt uczenia polskich seminarzystów, katechetów i teologów o Żydach i nowej teologii judaizmu. Jak dotąd różne próby, zewnętrzne projekty, propozycje warsztatów – wszystko, co widziałam, zderzyło się z niechęcią i zamkniętymi drzwiami.
Jednak po festiwalu buntu wobec magisterium, jaki obejrzeliśmy po liście episkopatu na 40. rocznicę wizyty Jana Pawła II w synagodze, chciałoby się zobaczyć polskich biskupów wkurzonych na tę dezynwolturę. Reagujących konkretnym działaniem. Namacalnym jak tabliczka w brukselskiej katedrze.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















