Zaczyna się zawsze tak samo. Dzwonek do drzwi. Gospodyni, siedząca w skórzanym fotelu z notatnikiem w ręce, woła: „Zapraszam!”. I gdy gość już położy się na kremowej sofie, pod wiszącą na ścianie grafiką Francisa Bacona „Leżąca postać”, pada pierwsze pytanie: „Co masz dziś na sobie? Opowiedz o tym”.
Na sofie Belli Freud
To świadome mrugnięcie okiem w kierunku słynnego przodka, „ojca psychoanalizy” Zygmunta Freuda, którego pacjenci podczas konsultacji spoczywali w pozycji horyzontalnej. W gabinecie, urządzonym w wiedeńskim mieszkaniu Freudów przy Berggasse, służyła im staroświecka, drewniana sofa wypchana końskim włosiem, z twardym podgłówkiem, przykryta wełnianym perskim dywanem.
Rozmówcom jego prawnuczki, występującym w podkaście (zatytułowanym, a jakże, „Fashion Neurosis”) jest z pewnością wygodniej. Mogą też liczyć na wyjątkowo korzystne górne oświetlenie, w którym rysy wydają się miękkie, cera idealna i nie widać drugiego podbródka.
Są wśród nich wieloletni przyjaciele Belli Freud, jak Susie i Nick Cave, ale też inni twórcy i twórczynie, by wymienić choćby Marinę Abramović, Kate Moss, Jonathana Andersona, Annie Leibowitz, Karla Ove Knausgårda, Cate Blanchett, Zadie Smith czy ostatnio – hiszpańską wokalistkę Rosalíę.
Goście, mniej lub bardziej sławni, to osoby, które trudno zamknąć w określeniu „celebryci”. Raczej nietuzinkowe osobowości, które dopięły swego talentem i pracą, a przy tym mają jeszcze sporo do powiedzenia o tym, jak postrzegają świat, innych i własną tożsamość. Rozmowa o tym, co noszą i dlaczego lubią ubierać się tak, a nie inaczej, odsłania zaskakująco wiele: ambicje, lęki, wrażliwość.
Moda jako pretekst do rozmowy
Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu Bella Freud nie była znana szerzej poza rodzinnym Londynem. Jeśli już, to wtajemniczonym – z kręgów międzynarodowej bohemy i miłośnikom niezależnej mody.
Mała Bella, urodzona w 1961 r., chce być pielęgniarką, potem kierowcą londyńskiego autobusu. W obu przypadkach powodem jest nie tyle sam zawód, co związany z nim strój. Podziwia poganiaczy koni i trenerów sokołów. Nosi skórzane, o wiele za duże rękawice, bo wyobraża sobie, że dzięki temu ludzie wezmą ją za jednego z tych magików potrafiących przywabić dumne, niezależne ptaki.
Potem odkrywa Klaudynę, bohaterkę powieści Colette, zbuntowaną panienkę z dobrego domu, którą widzi wyraźnie, jakby istniała naprawdę. Mundurkiem Klaudyny jest ciemna sukienka z białym kołnierzykiem. Dorastając, Bella rozwija słabość do stylu muzyków rockowych i aktorek Godarda. Sama marzy o byciu rockmanką, ale zabraknie jej odwagi, by spróbować sił w muzycznym świecie.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Dziecięce marzenie, by nosić mundurek, spełnia się na krótko w alternatywnej steinerowskiej szkole. Postępowa placówka, w której kładzie się nacisk na indywidualny rozwój uczniów w zgodzie z naturą, znosi jednak ten obowiązek na krótko po rozpoczęciu przez nią nauki. Bella udaje, że cieszy się razem z innymi uczniami, ale jest głęboko rozczarowana.
Lata później pierwsza autorska kolekcja mody Belli Freud nawiąże do najwcześniejszych inspiracji. Oprócz dzianinowych sukienek z białymi kołnierzykami – kopii mundurka Klaudyny, tyle że w wersji mikro, które mogłyby nosić aktorki filmów francuskiej Nowej Fali, znajdą się w niej eleganckie tweedowe płaszczyki dla dorosłych stylizowane na okrycia z działu dziecięcego czy luźne marynarki, jakby pożyczone z szafy męża czy chłopaka.
Do dziś, pracując nad kolekcją, Freud wyobraża sobie konkretną osobę, dla której projektuje garderobę. Inspiracje sprzed lat wracają w kolejnych projektach. Męskie elementy łączy z kobiecymi, stawia na dobry krój, klasyczne fasony i naturalne, dobrej jakości tkaniny – wełny z merynosów, tweedy, sztruks.

Pierwsze zamówienie dostaje ze sklepu w Japonii. Tak zacznie się przygoda, która trwa nieprzerwanie już prawie 35 lat. Marka „Bella Freud”, choć z czasem pozyskała inwestorów, nie rozrosła się i konsekwentnie przedkłada jakość nad ilość. Do dziś ma też tylko jeden butik w Londynie. Zdarzyła się nawet kolekcja złożona z tylko jednej sztuki odzieży, swetra z hasłem „Ginsberg Is God”.
Logo: imię, nazwisko, rysunek charta wyścigowego z wywieszonym językiem, który w powiększeniu zdobi witrynę sklepu, zaprojektował ojciec Belli. Jeden z najsłynniejszych brytyjskich artystów – i najlepiej wycenianych.
Freudowskie rekwizyty
Podkast „Fashion Neurosis” nie jest pierwszym nawiązaniem do dorobku pradziadka. Dekadę wcześniej pierwszy ze słynnych Freudów pojawił się w serii kolaży. Bella nałożyła fotograficznym podobiznom kilku członków rodziny swetry ze swoich kolekcji z różnymi hasłami. Wśród nich: „Psychoanaliza”.
Tak samo nazwała sprzedawane w butiku perfumy unisex: mieszankę woni cygar, skóry i drewna cedrowego, która „ma przywoływać romantyczną obsesję, która towarzyszy psychoanalizie, wraz z zapachem tradycyjnego gabinetu i aurą zmysłowości, jaką roztacza wokół siebie wybitny intelekt”.
Podobnie jak u Zygmunta, sesje rozmów do podkastu odbywają się w prywatnym mieszkaniu. To studio i dom Belli w zachodnim Londynie, ukryte na tyłach magazynu przemysłowego, na podwórzu, gdzie po wojnie mieściły się liczne warsztaty i szopy. Centrum tego sprytnie zaprojektowanego budynku stanowi wewnętrzny dziedziniec, dzięki któremu światło wpada do wszystkich pomieszczeń od góry przez oryginalne, wielkie okna odzyskane z elektrowni Battersea.
Wyższe piętro zajmuje były już mąż Belli, pisarz James Fox (pozostają w przyjaźni), w podwórku zaadaptowano też mieszkanie dla dorosłego syna pary. W środku, podobnie jak u Freuda, trochę gabinet osobliwości – kolorowe ściany, niewiele sprzętów, głównie pamiątek, i dzieł sztuki. W tym obrazów i rysunków Luciena.
„Freudowskie pomyłki” – głosi samoprzylepna karteczka na wewnętrznej stronie drzwi wejściowych. Pochodzi ze sklepu muzealnego urządzonego w londyńskim mieszkaniu, w którym pradziadek Belli spędził ostatni rok życia po wyjeździe z opanowanego przez nazistów Wiednia. Podczytywała jego prace, ale żadnej nie dokończyła.
W muzeum trafiła za to na powieść graficzną – przewodnik po świecie ojca psychoanalizy. Pochłonęła ją w mgnieniu oka i, jak twierdzi, podczas lektury dowiedziała się wszystkiego, odkrywając nawet w usposobieniu Zygmunta sporo anarchistycznego poczucia humoru.
Kiedy ubranie psuje dzień
Bernardine Coverley, matka Belli, jak na prawdziwą hipiskę przystało, nosi długie kwieciste sukienki i kozaki nad kolano. Wygląda świetnie, choć zaopatruje się głównie w sklepach charytatywnych z używaną odzieżą. Tam też ubiera córki. Nie stać ich na ubrania z pierwszej ręki. Bella i jej młodsza o dwa lata siostra Esther odwiedzają wyprzedaże, szukając chłopięcych koszul. Są za duże, ale wystarczy obciąć rękawy.
Dziesięcioletnia Bella czuje się w tym stroju świetnie, podczas gdy wystrojona w sukienkę z okrągłym dekoltem i bufiastymi rękawami patrzy na siebie w lustrze i myśli: wyglądam głupio, jak klaun. Okazuje się, że wystarczy zmienić kieckę na ulubioną koszulę, by poprawić sobie nastrój. Prawnuczka Zygmunta Freuda odkrywa zależność między ubiorem i emocjami.
Ubranie staje się dla małej Belli sposobem na przełamanie nieśmiałości. Jak wspomina, dawało jej czas, by zastanowić się nad odpowiedzią, zanim ktoś się do niej odezwał – bo najpierw uwagę rozmówcy przykuwało to, jak wygląda. Męska proweniencja ulubionej koszuli też ma znaczenie: chłopcy są silni. Dziś Freud lubi bawić się androgynią, uważa, że przełamywanie konwencji płci w modzie daje bardzo zmysłowy efekt.
Jako dziewczynka Bella zauważa też, że rodzaj uwagi, jaką otrzymują od innych oryginalnie ubrane osoby, zależy od takich kryteriów jak władza i uprzywilejowanie. Londyńskie sąsiadki w pastelowych komplecikach z domu towarowego i rodzice innych uczniów ze szkoły Steinera, przyodziani w wąskie sztruksy, buty Birkenstocka i swetry w ludowe wzory, patrzą z góry na jej matkę, bo nie lubią dzieci kwiatów, ale wiedzą też, że Bernardine ledwo wiąże koniec z końcem.
Natomiast Lucien Freud, który raz wygląda jak lump, by innym razem zmienić się w eleganckiego dżentelmena z apaszką w miejscu krawata, wyróżnia się na plus wśród ludzi ze swojej klasy społecznej. Podziwiają go, upatrując w niekonwencjonalnych strojach siłę i niezależność od cudzych opinii.
Niekonwencjonalne dzieciństwo
Córka irlandzkich katolików, właścicieli pubu w Brixton, poznała Luciena w jednym z barów lub nocnych klubów w Soho. Ona miała siedemnaście lat, on trzydzieści sześć, dwie byłe żony i kilkoro dzieci. Rodzice Bernardine zamykali wówczas biznes i wracali do rodzinnego kraju. Obawiając się skandalu, zabrali córkę ze sobą, by skończyła edukację w szkole prowadzonej przez zakonnice.
Po roku uciekła z powrotem do Londynu, by za dnia pracować jako sekretarka w jednej z prasowych redakcji, nocami zaś – imprezować, również w towarzystwie Luciena. Pamiątką po tamtych czasach jest jej portret w zaawansowanej ciąży z Bellą, wyceniony po latach na 16 mln funtów. O ciąży nie powiedziała rodzicom, zachowując też w tajemnicy kolejną.
Bała się, że wyślą ją do jednego z niesławnych przytułków dla samotnych matek z dziećmi prowadzonych przez siostry zakonne, w których ciężarnym zabierano wszystko i zmieniano imiona. Przez trzy lata od porodu musiały pracować za darmo, odwdzięczając się zakonnicom za opiekę. Dzieci nierzadko sprzedawano bogatym rodzicom zastępczym.

Irlandzcy dziadkowie dowiedzieli się więc o istnieniu Belli i Esther dopiero, gdy te były już kilkulatkami. Krótko po urodzinach drugiej z sióstr związek Bernardine z Lucienem się rozpadł – jeśli w ogóle można nazwać go związkiem, bo nigdy nawet nie mieszkali razem, nie licząc krótkich wspólnych wakacji. Młoda matka musiała sobie poradzić.
Zrobiła to po hipisowsku, wyruszając z grupą przyjaciół na włóczęgę po Maroku. Zabrała ze sobą dziewczynki, by zamieszkać w zapuszczonym hotelu w Marrakeszu. Kolejne dwa lata upłyną im na ciągłych przeprowadzkach, wśród innej kultury i nieustannie zmieniającego się ludzkiego korowodu.
Lucien Freud: seks, władza i malarstwo
O ile Zygmunt Freud miał obsesję na punkcie seksualności, wyciągniętej przez niego na światło dzienne z wiktoriańskich mroków i upierał się, że jest sednem ludzkiej natury, to jego wnuk Lucien starał się ewidentnie dowieść tych racji w praktyce. Sypiał prawie z każdym, kto mu pozował, bez względu na płeć (krąży powiedzenie, że jego seksualność nie była homo ani hetero, tylko malarska).
Może z wyjątkiem własnej progenitury i królowej Elżbiety II, która na portrecie jego autorstwa przypomina jednego z psów ulubionej rasy corgie. Nie miał w zwyczaju schlebiać modelom ani modelkom, nie szukał piękna, pokazując ciała odarte z atrakcyjności, pomarszczone, pełne plam i żyłek, w nieapetycznych żółto-brązowych tonach.
Artysta i jego legenda
Bella i Esther jako dorosłe kobiety spędziły sporo czasu, poznając swoje liczne przyrodnie rodzeństwo. Biografowie doliczyli się piętnaściorga dzieci, które Lucien spłodził z różnymi partnerkami (choć są tacy, którzy twierdzą, że jest ich dwukrotnie więcej). Podobno jednak właśnie z matką Belli i Esther łączyła go szczególna więź. Wręcz metafizyczna, bo tak się złożyło, że oboje umarli w tym samym szpitalu, w odstępie zaledwie czterech dni.
„Mama, ryzykantka, nie lubiła kompromisów. Byli pod tym względem podobni, tyle że ojciec – w przeciwieństwie do niej – miał pieniądze” – wspomina Bella. Na szczęście, pod koniec życia oprócz niezależności Bernardine Coverley mogła wreszcie zyskać stabilizację, bo Lucien podarował jej jeden z obrazów. Sprzedała go i kupiła niewielki dom.
Dzieci Freuda, jak Rose Boyt, nie oszczędzają go we wspomnieniach. Drapieżnik, egocentryk z awersją do wszystkiego, co pospolite, który umiał uwodzić i grozić, za nic nie chciał zgodzić się na swoją biografię, strasząc potencjalnych autorów pozwami, ale sam rozsiewał skandalizujące plotki na własny temat, nie cierpiał się fotografować, choć sam potrafił uporczywie wpatrywać się w obcych ludzi w restauracjach, uzależniony od hazardu, szybkiej jazdy i przede wszystkim – pracy.
Ojciec Belli
Tymczasem Bella, mimo trudnego charakteru Luciena, miała z nim bardzo dobre relacje i często wspomina wspólnie spędzany czas. Do dziś uważa ojca za najbardziej fascynującego mężczyznę, jakiego spotkała w życiu. I jednego z najlepiej ubranych. Flanelowe marynarki, szyte przez krawców z Saville Row i noszone przez artystę z właściwą mu nonszalancją, wpłynęły mocno na sposób, w jaki dziś myśli o modzie.
Gdy Bella była mała, ojciec zabierał ją na obiady do restauracji. Nie mówili wiele, ale już wtedy dobrze czuła się w jego towarzystwie. Widocznie z wzajemnością, bo odkąd skończyła czternaście lat, uczestniczyła w ciągnących się godzinami biesiadach w jego ulubionym lokalu, gdzie wszyscy znali i pozdrawiali Luciena, a stół dzielili z nimi Francis Bacon, Frank Auerbach i Michael Andrews.
Możliwe, że właśnie wtedy wyrobiła w sobie akceptację wszystkiego, co dziwne, i umiejętność dogadywania się z wszelkiej maści ekscentrykami. Krótko potem zaczęła pozować ojcu – bardzo lubiła siedzieć godzinami bez ruchu, bo dużo wtedy rozmawiali.
Punk i patronka krawców
W Rzymie, gdzie spotyka najlepszych krawców, Bella pogłębi swoje wczesne zainteresowanie psychologią ubioru. Zachwyca ją włoska obsesja na punkcie detali, sekretny język krawiectwa, w którym wszystko ma znaczenie – typ podszewki, ilość dziurek na guziki, sposób ich rozpinania, a nawet to, które zostawia się zapięte. By go zgłębić, trafia najpierw do prestiżowej Academia di Moda, ale po roku rzuca ją, by spędzić rok w szkole dla krawcowych. Tam w mig nauczy się włoskiego, włącznie z modlitwą do patronki krawców.
Ale przed eleganckim Rzymem jest jeszcze zbuntowany Londyn. W 1978 roku Bella ma 17 lat, rzuciła szkołę, od roku mieszka z przyrodnią siostrą Rose i jej chłopakiem. Rose i jej przyjaciele są punkami, noszą ciężkie, sznurowane buty Dr. Martens, skórzane kurtki, mnóstwo ćwieków, agrafek i podartą, zdekonstruowaną odzież z prowokacyjnymi hasłami. Im obrzydliwiej dla starszych, tym lepiej.
Ich mekką i źródłem zaopatrzenia jest prowadzony przez Vivienne Westwood i Malcolma McLarena butik w Soho, który co jakiś czas zmienia nazwę: najpierw był „Sex”, teraz „Seditionaries”. Rose dorabia tam jako ekspedientka. Bella chce pójść w jej ślady. Zanim zagai o to Vivienne, obcina długie do pasa włosy na punkową modłę. „Podoba mi się twoja fryzura” – słyszy od niej i z miejsca dostaje pracę.
Ponownie jej drogi z Westwood przetną się kilka lat później w Rzymie. Projektantka współpracuje wówczas z florenckim wytwórcą i wpada do Wiecznego Miasta na weekendy. Bella, wówczas uczennica szkoły krawieckiej, pokazuje jej płaszcz, który właśnie projektuje. Zamiast krytyki, której się spodziewała, dostaje wsparcie i praktyczne wskazówki.
Po powrocie do Londynu zostaje asystentką projektantki. Z początku pracują w jej prywatnym mieszkaniu, tylko we dwie. Niedoświadczona pomocnica nadrabia miną i popełnia mnóstwo błędów. Obserwuje, jak wiele pomysłów, które z początku uchodziły za zbyt ekstrawaganckie, z czasem staje się klasykami. Podobne podejście do pracy prezentuje jej ojciec.
„Hideous kinky!”
„Hideous kinky!” – wyśpiewują na całe gardło siostry Freud, by zwrócić uwagę dorosłych, rozmawiających o czymś przy miętowej herbacie. „Okropnie perwersyjne!”. Dwa słowa powtarzane przez żonę jednego z mężczyzn, z którym w Maroku zwiąże się ich matka.
Hipisowski styl życia, w którym rozkwitają dzieci kwiaty, niekoniecznie służy ich potomstwu. Przeprowadzka i ciągłe włóczęgi są trudne dla dziewczynek, które w tym czasie potrzebują stabilizacji, by czuć się bezpiecznie. Tęsknota Belli za mundurkiem ma korzenie właśnie tam – ustandaryzowany strój uosabiał dla niej porządek w jakiejkolwiek formie.
Na szczęście mają oparcie w sobie nawzajem. Esther i Bella są nierozłączne, tworzą własne rytuały, jak cowieczorne opowiadanie sobie wymyślonych historii przed zaśnięciem. Silna więź między siostrami trwa do dziś, choć dorastającą Esther po powrocie do Londynu irytowały nieustanne pytania: „Czy jesteś może siostrą Belli Freud?” – bo to Bella była tą bardziej przebojową i rozpoznawalną. Fizycznie podobne, od dziecka różnią się stylem. Podczas gdy Bella zawsze wyglądała jak chłopczyca, Esther przypominała małą księżniczkę.
Zbitka słów „hideous kinky” zostanie też z nimi na zawsze. Posłuży Esther za tytuł jej debiutanckiej książki. Pamiętacie „W stronę Marrakeszu” z Kate Winslet? To właśnie polski tytuł filmowej adaptacji autobiograficznej powieści Esther Freud, dotąd niewydanej w Polsce. Bella też do czasu zamieszcza krótkie wspomnienia na swojej stronie internetowej. Ujmują szczerością i zgrabną literacką formą. Napomknęła, że przymierza się do napisania książki. Czas na jej własną wersję historii, niezależną od siostry.

Jak mówi, słowa inspirują ją bardziej niż obrazy. Pozostałość po dorastaniu w epoce bez internetu, gdy pochłaniała książkę za książką. Ikoniczny już projekt swetra z hasłem „Ginsberg Is God”, nawiązujący do popularnego w latach 70. sloganu „Clapton is God”, sięga wczesnych literackich fascynacji Belli, kiedy to przeczytała „Włóczęgów Dharmy” Kerouaca i zachwyciła się nowatorskim podejściem do języka, co przełożyło się na sympatię do beatników.
Wrażliwość na słowa odziedziczyła podobno po Lucienie. Miał takie, których nienawidził i nigdy nie używał. Lubił też nadawać celne przezwiska znajomym. Bella, która była dla niego Bloni, od lat nosi ze sobą notatniki, zawsze takie same i często zapisuje lub szkicuje konkretne słowa i frazy, które działają na jej wyobraźnię. Wybiera takie, które nie brzmią jak instrukcja czy slogan, ale budzą rozmaite skojarzenia i duży potencjał interpretacji. Jako nastolatka, wracając ze szkoły, zatrzymywała się przed sklepem muzycznym w sąsiedztwie i wpatrywała w okładki płyt, próbując odgadnąć, co znaczą konkretne obrazy i symbole.
Zapamiętała dobrze, co kiedyś powiedział jej przypadkowy sprzedawca na targu: „Pamiętaj, żeby zawsze opowiadać historię swoich ubrań”. W opowieści, jaką jest dla niej strój, musi istnieć intryga, która skusi ludzi do zakupu. Wszak ubierając się, każdy z nas też opowiada o sobie, chcąc być postrzeganym w określony sposób.
Podkast „Fashion Neurosis”
Pomysł na „Fashion Neurosis” zrodził się z niezliczonych opowieści, docierających do uszu Belli w garderobach i łazienkach, za kulisami pokazów modowych. Najpierw w formie podróży po świecie i kręceniu filmów z rozmowami. „Wiedziałam, że jeśli sama tego nie zrobię, ubiegnie mnie ktoś inny”.
Skończyło się odwrotnie: to inni odwiedzają „gabinet” Freud. Rozmowom towarzyszy jednak obraz. Prowadząca zdaje się w stu procentach skupiona na gościach, nie ma w niej krzty gwiazdorstwa, choć często dzieli się szczegółami z własnego życia. Widzowie doceniają jej naturalność. Podczas pogawędki bawi się włosami, zagląda do leżącego na kolanach notatnika.
Gdy spokojnym, terapeutycznym głosem zadaje pytania, w jej oczach błyszczy iście dziennikarska ciekawość, ale wyczuwa się też życzliwość i zrozumienie dla rozmówcy. Możliwe, że „Fashion Neurosis” bije rekordy popularności właśnie z tego powodu – w zabieganym, egocentrycznym świecie prawnuczka Freuda pokazuje na nowo, co to znaczy naprawdę kogoś słuchać.
Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku skończy 65 lat. Szczupła, długowłosa, o dziewczęcej twarzy, w ulubionych „mundurkach” wygląda jak wokalistka z rockowego zespołu. Poza podkastem i działającą nieprzerwanie firmą Bella Freud ma na koncie skuteczne odmłodzenie legendarnej brytyjskiej marki Jaeger. Przez dwa lata odpowiadała też za damską kolekcję marki Biba (założonej przez Polkę Barbarę Hulanicki), próbowała sił w dziennikarstwie, jest autorką kilku filmów krótkometrażowych.
O jej darze perswazji miał się przekonać wówczas John Malkovich – uparła się, że to właśnie on musi zagrać główną rolę. Gdy poleciała się z nim spotkać, z początku był na „nie”, ale po rozmowie zmienił zdanie. Spotkali się przed kamerami jeszcze dwukrotnie.
Kiedyś, jak mówi, była bardziej leniwa, ale z wiekiem poczuła, że nie ma chwili do stracenia. Czuje, że nadszedł jej czas. Taki, kiedy trzeba włożyć swoją najlepszą marynarkę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















