„Obłęd’44. Szokujące kulisy wywołania Powstania Warszawskiego” – film pod takim tytułem w ciągu dwunastu dni obejrzało prawie 300 tys. Polaków. Inne pozycje kanału „Historia realna” (mającego 700 tys. subskrybentów) przebiły bez większego trudu rzadko osiągalną barierę miliona wyświetleń.
Historia Piotra Zychowicza
Piotr Zychowicz, płodny i popularny autor książek, a od kilku lat także twórca kanału na YouTubie, w centrum uwagi pojawia się w sierpniu, w okolicach rocznicy wybuchu powstania.
Głosi od dawna pogląd, że decyzja o rozpoczęciu zbrojnego wystąpienia była zbrodnią popełnioną przez kilku dowódców AK. I że przyniosła zagładę ludności Warszawy oraz samego miasta, nie dając żadnych korzyści.
„Prawdziwa historia nie jest taką, jaką nam się indoktrynuje w postaci polityki historycznej, czyli opowieści o tym, że zawsze mieliśmy rację, wszystkie nasze decyzje były super i zawsze byliśmy bohaterscy, a za wszystkie nieszczęścia Polski odpowiadają albo wredni sąsiedzi, albo mniejszości, albo sojusznicy (…). Historię uprawia się w sposób krytyczny i trzeba również w sposób odważny stanąć przed nagą prawdą i przeanalizować błędy, jakie popełnialiśmy my, Polacy, w przeszłości”
– te słowa Zychowicza, pochodzące ze wspomnianego filmu na 81. rocznicę powstania, można uznać za jego credo. Sprowadzające się do polemizowania z utartymi sądami i stereotypami na temat historii.
Prowokuje od dawna, ale w ostatnich dniach wszedł na poziom sporu politycznego, atakując Karola Nawrockiego. Prezydent (wówczas elekt) pisał na X, że „Powstanie było bohaterskim zrywem Polaków, którzy pokazali światu, że na ziemiach okupowanych przez Niemcy i Sowietów działa Polskie Państwo Podziemne i Armia Krajowa”, i że „Powstańcy szli do walki, wiedząc, że czeka ich śmierć”, ale „nie zadawali pytań o sens heroicznego zrywu”.
Powstanie Warszawskie było bohaterskim zrywem Polaków, którzy pokazali światu, że na ziemiach okupowanej przez Niemców i Sowietów Polski działa Polskie Państwo Podziemne i Armia Krajowa – legalne Wojsko Polskie wierne Rządowi RP na uchodźstwie. Warszawa miała zostać wyzwolona…
— Karol Nawrocki (@NawrockiKn) August 1, 2025
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
„W interesie Polski nie leżała zagłada stolicy i jej mieszkańców” – odpowiadał Nawrockiemu Zychowicz, dodając, że polityk ten przedkłada najwyraźniej puste gesty ponad realne interesy.
I dodawał, że wpis Nawrockiego jest niepokojący, gdyż niedługo ma on objąć urząd zwierzchnika Sił Zbrojnych, a „fałszywa historia jest matką fałszywej polityki”.
Głęboko nie zgadzam się z poniższym wpisem prezydenta-elekta Karola Nawrockiego.
— Piotr Zychowicz (@PiotrZychowicz) August 1, 2025
Jest to mieszanina patriotycznych frazesów ze stwierdzeniami nie mającymi pokrycia w faktach i sprzecznych z logiką.
Niemal każde stwierdzenie zawarte we wpisie pana prezydenta warte jest polemiki.… https://t.co/Qxr8KLwnNm
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Nawrocki, kandydat PiS na prezydenta, odwołuje się do propagowanego przez tę partię nurtu mesjanistyczno-romantycznego historii. Zychowicz zaś otwarcie przyznaje, że bliższy jest mu konkurencyjny nurt realistycznego myślenia o stosunkach międzynarodowych, a za swych mistrzów uważa jego prekursorów – Adolfa Bocheńskiego czy Władysława Studnickiego.
Skąd się wziął jeden z najpopularniejszych historyków i publicystów, kształtujący sposób myślenia tysięcy (także młodych) Polaków, a równocześnie krytykowany przez innych historyków, że niewystarczająco dokumentuje swoje tezy?
Początki kariery Zychowicza: od „Rzeczpospolitej” po „Do Rzeczy”
W wieku dwudziestu lat, jeszcze w czasie studiów historycznych na UW, zaczyna współpracę z „Rzeczpospolitą”. To ruch naturalny: w dzienniku tym pracowała jego matka, Ewa Zychowicz. Zresztą oboje rodzice jeszcze w PRL byli dziennikarzami. Ojciec Andrzej pracował w Polskim Radiu, był członkiem PZPR. Matka, sporo od niego młodsza, pracowała też m.in. w TVP, ale została negatywnie zweryfikowana w stanie wojennym.
Sam Zychowicz (rocznik 1980) opowiada, że przez to, iż matka pracowała w „Rzeczpospolitej”, on się praktycznie w tej redakcji wychowywał, a jako kilkunastoletni chłopak znał już wszystkich redaktorów.
– Plac Starynkiewicza, gdzie mieściła się siedziba, był moim drugim domem, więc gdy przyszło do decydowania, co mam robić w życiu, uznałem, że zostanie dziennikarzem to dobry pomysł – opowiada.
Wieloletni szef działu zagranicznego dziennika Jerzy Haszczyński przyznaje, że Zychowicz, który początkowo był stażystą, a z czasem doszedł do funkcji zastępcy szefa działu, od początku miał „ciąg na bramkę” i tendencję do pisania w innym – bardziej dynamicznym – stylu, niż obowiązywał w popularnej „Rzepie”. Zychowicz dostrzegał też nieoczywiste aspekty wydarzeń.
– Gdy powstał film „Bękarty wojny” Quentina Tarantino, zwracał nam uwagę, że to jest interpretacja historii II wojny światowej, która trafia do młodych ludzi i może być uznana za prawdziwą – opowiada Haszczyński.
Już na łamach „Rzeczpospolitej” Zychowicz zaczyna publikować teksty i wywiady historyczne, choćby z nieżyjącym już dziś prof. Pawłem Wieczorkiewiczem, uchodzącym za jego mistrza.
Ten niekonwencjonalny historyk prezentował ten sam nurt myślenia, który dziś propaguje Zychowicz – był zwolennikiem porozumienia z Niemcami przeciw ZSRR przed 1939 rokiem i potępiał decyzję o wybuchu powstania warszawskiego.
To również prof. Wieczorkiewicz postawił tezę, że czczony jako bohater gen. Leopold Okulicki mógł być agentem NKWD i wszystkie jego działania, włącznie z parciem do wybuchu powstania, były przejawem działalności agenturalnej.
W 2013 r. powstaje nowy prawicowy tygodnik „Do Rzeczy”. Jego naczelnym zostaje wyrzucony wcześniej z „Rzeczpospolitej” Paweł Lisicki. Funkcję zastępcy – a równocześnie szefa miesięcznika „Historia Do Rzeczy” – przejmuje Zychowicz.
W tym samym roku wychodzi też pierwsza książka Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck” i od razu staje się głośna, bo propaguje wspomnianą tezę, że w 1939 r. Polska powinna była się porozumieć z Niemcami, tak jak to zrobili np. Rumuni czy Węgrzy.
Książki Piotra Zychowicza: dlaczego szokują i wzbudzają kontrowersje
W kolejnych książkach, wydawanych z dużą częstotliwością, Zychowicz przyjmuje podobną metodę – w każdej głosi kontrowersyjną tezę. Drugą była wspomniana książka „Obłęd’44”, po niej „Opcja niemiecka” – o Polakach, którzy w czasie wojny usiłowali porozumieć się z III Rzeszą.
W książce „Skazy na pancerzach – czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych” Zychowicz opisywał mordy, jakich dopuszczali się idealizowani przez politykę historyczną za rządów PiS „wyklęci”. Był za to ostro atakowany.
– Żołnierze Wyklęci są traktowani przez tych ludzi jak Armia Ludowa za komuny. Jak się powie jedno złe słowo, to od razu jest się zdrajcą – mówi Zychowicz. – To dowód, że mentalna komuna istnieje, bo to jest nic innego jak zalewanie starej komunistycznej formy patriotyczną treścią – dodaje.
Jednak jeszcze więcej kontrowersji wywołała książka „Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA”. Głosząca tezę, iż w 1943 r. Armia Krajowa nie przyszła z pomocą polskiej ludności Wołynia, mordowanej przez Ukraińców, choć mogła. To właśnie ta książka w 2019 r. była powodem skandalu, gdy kierowana przez Jacka Kurskiego TVP wycofała ją ze współorganizowanego przez siebie konkursu „Książka Historyczna Roku”, a sam konkurs unieważniono.
Historyk i publicysta Piotr Gursztyn, który w tamtym czasie był związany z TVP, przekonuje, że decyzja była uzasadniona, bo pozycja zawierała nieudokumentowane tezy.
– W książce wszyscy są źli, tylko Niemcy są dobrzy. Potworem jest Grot-Rowecki, bo nie pozwolił AK ratować ludności polskiej. Wcześniej, w książce o powstaniu, zły był Bór-Komorowski – dodaje Gursztyn.
Publikacja o Wołyniu wywołała wiele polemik – książkę na ten temat wydał np. historyk Marek A. Koprowski, który precyzyjne wymienił nieścisłości Zychowicza. Tymczasem autor „Wołynia” podtrzymuje swoje poglądy.
– Linia ataku na moją książkę była taka, że pluję na Armię Krajową, która jest przecież świętością – mówi.
Tymczasem, dodaje, w dokumentach polskiego podziemia w Archiwum Akt Nowych nie ma śladu, by jego polemiści je kiedykolwiek przeglądali. A znajdują się w nich, jak twierdzi Zychowicz, niezbite dowody potwierdzające jego tezę. Podkreśla zarazem, że obowiązkiem historyka jest analiza faktów i dojście do prawdy, nawet jeśli jest ona niewygodna.
Jak ocenia wycofanie „Wołynia” z konkursu „Książka Historyczna Roku”? Jednoznacznie: jako przejaw politycznej cenzury.
– Nie było problemu ze zgłoszeniem książki. W momencie jednak, gdy organizatorzy się zorientowali, że ma taką przewagę nad innymi, że wygra, to po prostu ją usunęli – relacjonuje Zychowicz.
Jego zdaniem miało to odwrotny do zamierzonego efekt: sprzedaż książki wzrosła kilkakrotnie i musiano zrobić kilka dodruków.
Piotr Gursztyn niejednokrotnie spierał się z Zychowiczem – napisał m.in. polemiczną książkę „Ribbentrop-Beck. Czy pakt Polska-Niemcy był możliwy?”. Dziś przekonuje, że Zychowicz – absolwent Instytutu Historycznego UW – dysponuje dobrym warsztatem historyka i ma dużą wiedzę, co jednak jeszcze bardziej go obciąża. Bo można mu postawić zarzut, że intencjonalnie manipuluje, pomija niektóre źródła, inne zaś wyolbrzymia.
– To nie jest kwestia amatorszczyzny, ale celowego wprowadzania ludzi w błąd – mówi Gursztyn.
Publicysta przypomina, że nawet prof. Antoni Dudek (ten nie chce wypowiadać się o bohaterze tego tekstu), który bronił autora „Wołynia zdradzonego” przy okazji wycofania jego książki z konkursu, nazwał to, co pisał wówczas Zychowicz, pornografią historyczną.
– Bo to jest pornografia historyczna – ocenia Gursztyn.
Inny historyk, dr Piotr Gontarczyk z IPN, potwierdza, że Zychowicz przyjął metodę zwracania na siebie uwagi przez szokowanie.
– Stara się przebijać z możliwie jak najbardziej szokującymi tezami, które jednak nie spełniają wymogów warsztatu. To są czasem takie sensacyjki na poziomie brukowców – mówi.
Polityka historyczna według Piotra Zychowicza
Sam Zychowicz odpowiada, że jego polemiści po prostu nie tolerują innego sposobu widzenia historii niż własne.
– Skoro istnieje propagandowa, kanoniczna wersja dziejów, którą wykłada się w postaci polityki historycznej, a przychodzi ktoś, kto mówi, że w rzeczywistości było inaczej, to siłą rzeczy wzbudza agresję i pomówienia. Stąd zarzuty, że dobieram stronnicze źródła lub jestem agentem niemieckim, rosyjskim lub żydowskim – mówi Zychowicz.
Jego zdaniem historia w Polsce traktowana jest jako „parareligia”: ma swoje dogmaty, więc każdy, kto idzie pod prąd, jest traktowany jak heretyk.
Michał Wójcik, również publicysta historyczny i autor wielu książek o II wojnie światowej, przypomina, że Zychowicz zaczynał jako dziennikarz, zależało mu więc na tym, by jego tezy się przebiły. Musiał być wyrazisty, a w tej wyrazistości fakty podporządkowane są tezie.
– Ja jednak cenię jego twórczość, przede wszystkim „Obłęd’44”. To było rewelacyjne jak na tamte czasy. Strzał w dziesiątkę, bo wiele osób miało serdecznie dosyć zarówno poprawności, jak i natrętnej polityki historycznej, w której obowiązkiem jest przyklęk przed powstaniem warszawskim – mówi Wójcik.
– Czułem jakiś rodzaj satysfakcji, że ktoś coś takiego napisał. Stosując odpowiednie proporcje, ta książka odegrała podobną rolę jak „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa, w tamtym momencie po prostu była potrzebna – dodaje Wójcik.
I zwraca uwagę, że np. Stanisław Likiernik, z którym (wraz z Emilem Maratem) zrobili wywiad rzekę „Made in Poland”, był wobec Zychowicza bardzo krytyczny za atak na mit powstania. Jednocześnie jednak powtarzał jego argumenty.
Wójcik ceni też Zychowicza za odwagę wobec własnego, prawicowego środowiska. Wykazał się nią np., wydając krytyczne wobec żołnierzy wyklętych „Skazy na pancerzach”.
– Drażni mnie u niego apodyktyczny sposób argumentowania, charakterystyczny bardziej dla publicystyki niż historii sine ira et studio. Historycy częściej wątpią, on zawsze jest pewien, wali tezą między oczy – mówi Michał Wójcik. Zarazem, dodaje, Zychowicz nie odpowiada na niektóre pytania pojawiające się jako pokłosie jego tez. Np. o to, czy gdyby Polska zawarła w 1939 r. sojusz z Niemcami, musiałaby zaakceptować Holokaust.
Sam Zychowicz uważa, że gdyby Polska zawarła sojusz z III Rzeszą, Holokaustu na ziemiach polskich w tej skali najprawdopodobniej by nie było. Przypomina, że w krajach, które były sojusznikami Niemiec, udało się ocalić znacznie więcej Żydów właśnie dlatego, że to władze tych krajów decydowały, czy wydać Niemcom żydowskich współobywateli.
– O tym, że szanse Żydów na przeżycie w krajach sprzymierzonych z Niemcami były znacznie większe niż w krajach przez Niemców okupowanych, pisał choćby prof. Timothy Snyder. Zwracał uwagę, że aby przeprowadzić Holokaust, Niemcy musieli podbić dane państwo, mieć dostęp do jego dokumentacji, możliwość skoncentrowania ludzi w gettach, a następnie wywózki do obozów.
Takie rzeczy można było zrobić tylko na terenach podbitych. W państwie Vichy przeżyło przecież 75 proc. Żydów, a u nas 95 procent Niemcy wymordowali – relacjonuje.
I dodaje, że historycy nie są od zadawania pytań, tylko od wyciągania wniosków z przeszłości. – Ja to właśnie robię – mówi.
Niektórzy przekonują, że przyjęta przez Zychowicza metoda szokowania ma dobre strony. Nawet jeżeli głoszone przez autora tezy są kontrowersyjne, sam fakt ich wypowiadania wywołuje społeczne zainteresowanie tematem. Nie zgadza się z tym Piotr Gontarczyk.
– Nie można zapomnieć o tym, że takich Zychowiczów używa przeciwko Polsce rosyjska propaganda. Np. pokazując, że w Polsce poważnie dyskutuje się o sensowności pójścia z Hitlerem na Moskwę – przekonuje historyk.
Skąd się wziął sukces kanału „Historia realna”
W ostatnich latach istotnym elementem działalności publicystycznej Zychowicza stała się geopolityka. Wspólnie z ekspertem w tej dziedzinie Jackiem Bartosiakiem napisał dwie książki: w 2021 r. „Nadchodzi III wojna światowa”, a w 2023 r. „Wojnę o Ukrainę, wojnę o świat”.
Ostatnią pozycją Zychowicza jest wydany w 2024 r. „Izrael na wojnie”, w której autor ostro ocenia syjonizm – jako ideologię dziś prowadzącą do nienawiści i czystek etnicznych.
Tematyką żydowską i izraelską Zychowicz zajmował się już przed laty w „Rzeczpospolitej”. Na tyle zaprzyjaźnił się np. z nieżyjącym już dziś Szewachem Weissem, że ten był obecny na jego pierwszym ślubie w Jerozolimie.
– Gdy dwadzieścia lat temu w „Rzeczpospolitej” Jurek Haszczyński dzielił świat, to mi przypadły Izrael i Afryka – żartuje Zychowicz. – Gdy jako dziennikarz „Rzepy” zacząłem zajmować się Izraelem, byłem zafascynowany syjonizmem.
Po licznych wizytach w Izraelu mi to przeszło. Takiej ilości nacjonalizmu, nienawiści, szowinizmu, przemocy, upokarzania nie widziałem nigdzie indziej. Stwierdziłem, że projekt syjonistyczny został stworzony na gigantycznej krzywdzie rdzennej ludności – dodaje.
Najnowszą formą aktywności Zychowicza stała się wspomniana „Historia realna”, określana jako „niezależny kanał o historii, geopolityce i wojsku”. Odniósł dzięki niemu sukces, choć przyznaje, że kanał był początkowo poświęcony tylko historii. Jednak w momencie, gdy wybuchła wojna na Ukrainie, przekształcił się w forum rozmów na temat tej wojny, a potem generalnie geopolityki.
– Skoro historia jest nauczycielką życia i mamy dziś wyciągać wnioski z przeszłości, to wiąże się ściśle z tym, co się dzieje. Próbuję poglądy Bocheńskiego i Studnickiego przekładać na dzisiejsze czasy, bo nasze położenie geopolityczne się nie zmieniło – podkreśla. I dodaje, że po zakończeniu wojny wróci do historii.
Po ostatnich krytycznych słowach wobec Nawrockiego Zychowicz został zaatakowany przez polityków, co zapewne przysporzy mu widzów kanału i czytelników książek. Ale skłania też do postawienia pytania, czy sam nie zamierza przekroczyć czerwonej linii zaangażowania w życie polityczne? Zapewnia jednak, że nie.
– Dobrze się czuję z tym, co robię, a mam złe zdanie o politykach. Uważam, że polityka deprawuje ludzi – tłumaczy.
Jerzy Haszczyński przytacza anegdotę pokazującą popularność Zychowicza. – Byłem w księgarni w centrum Warszawy, tuż przed zamknięciem wpada para elegancko ubranych młodych ludzi. „Czy macie coś Zychowicza?” – pyta mężczyzna księgarza. Ten, nie patrząc na półki czy do komputera, odpowiada: „Tak, mamy jeszcze jedną książkę”.
Rzeczywiście: jako polityk Zychowicz nie zyskałby takiej popularności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















