Zagadka Pałacu Prezydenckiego. Polityczne scenariusze na najbliższe miesiące

Prezydentura Karola Nawrockiego wstrząśnie polską polityką. Nie jest jednak powiedziane, że zmiany pójdą w kierunku, którego spodziewa się dziś sam prezydent, premier oraz liderzy partii, marzący o przejęciu władzy za dwa lata.
Czyta się kilka minut
Spotkanie Andrzeja Dudy z Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim. Warszawa, 3 czerwca 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter
Spotkanie Andrzeja Dudy z Karolem Nawrockim w Pałacu Prezydenckim. Warszawa, 3 czerwca 2025 r. // Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter

Tempo rozwoju technologicznego jest dziś tak zawrotne, że więzień wychodzący po 10 latach na wolność trafia do całkiem innego świata niż ten, który opuszczał. Trudno oczywiście porównywać dwie kadencje Andrzeja Dudy do długiego pobytu za kratami, jednak prezydent do pewnego stopnia był w tym czasie więźniem Pałacu i teraz nie będzie mu łatwo znaleźć nowe miejsce na scenie politycznej. Obecna sytuacja, mimo wielu pozorów, jest zupełnie inna niż w 2015 r. Wtedy nasza rzeczywistość była zdominowana przez rywalizację PO i PiS, dziś jednak duopol ten zdaje się powoli przechodzić do historii.

Byli prezydenci mają generalnie problem „na emeryturze”. Dotąd nie powstała żadna formuła, w ramach której mogliby sprawnie funkcjonować i przysłużyć się krajowi, na którego czele stali. Poza komentowaniem życia politycznego w mediach, udziałem w międzynarodowych konferencjach i odcinaniem kuponów od przeszłej kariery dzięki dobrze płatnym odczytom – niewiele mają do roboty. To poważny problem, bo są zazwyczaj młodzi i ciężko im się pogodzić z ciszą, która zapada po latach politycznego hałasu. Każdy z nich próbuje więc szukać dla siebie atrakcyjnej niszy oraz brać udział w życiu politycznym – nie do końca jednak wiadomo, co mogą, a czego nie.

Najlepiej to było widać na przykładzie Aleksandra Kwaśniewskiego, który prezydentem został w wieku 41 lat, a urząd opuszczał dziesięć lat później. Mimo że wydawało się, iż ma potencjał, by stać się jednym z głównych rozgrywających w polskiej polityce, nigdy nie wyszedł poza rolę chętnie słuchanego eksperta i recenzenta. Fakt, usiłował pomagać lewicy w wyborach – m.in. w kampanii w 2007 r., gdy brał udział w debatach z Jarosławem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem – ale sam nigdy nie kandydował na ważne stanowisko, nikt mu też nie zaproponował istotnej funkcji w strukturach państwa.

Duda chciałby pozostać w grze, ale odzewu brak

Andrzej Duda jest w podobnej sytuacji. Ma 53 lata, więc jak na polityka jest wciąż młody. Kłopot w tym, że trudno byłoby dla niego znaleźć jakieś sensowne miejsce na scenie – w czasie dwóch kadencji w Pałacu nie zdołał stworzyć autonomicznego środowiska politycznego, natomiast partie, do których blisko mu ideowo, nie szukają nowych liderów. Potwierdzają to nerwowe wypowiedzi w ostatnich dniach urzędowania, którymi Duda zdradza, jak bardzo niepokoi go własna przyszłość. Ostre słowa o wieszaniu zdrajców (podczas dyskusji o polskich sędziach); umizgi do skrajnej prawicy, czego wyrazem było ułaskawienie Roberta Bąkiewicza; wysyłanie sygnałów, że mógłby stanąć na czele przyszłego rządu prawicy; sugerowanie powrotu podczas pożegnalnego spotkania z dyplomatami – to wszystko są chaotyczne i dość rozpaczliwe, jak na głowę państwa, działania.

Od niektórych polityków PiS można usłyszeć, że jakieś stanowisko w strukturach międzynarodowych miał Dudzie obiecać Donald Trump, ale ostatnio okazało się to mirażem. Ucichły też plotki na temat innej nieoficjalnej oferty – pracy w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Stąd być może ostatnie nerwowe poszukiwania – Duda chciałby pozostać aktywny w życiu publicznym, ale odzewu brak. Co prawda w kampanii szereg jego ruchów interpretowano jako gesty przyjazne wobec Konfederacji, ale z naszych rozmów z politykami tej partii wynika, że nic mu nie przyniosły. W ich oczach Dudę dyskwalifikuje manifestacyjna proukraińskość, która dopiero w ostatnich czasach zelżała, a poza tym Konfederacja ma już i tak problem z faktem, że o przywództwo konkurują Sławomir Mentzen z Krzysztofem Bosakiem. Z kolei dla PiS odchodzący prezydent jest osobą politycznie niewiarygodną i chwiejną, na dodatek nielubianą i nieszanowaną przez samego prezesa Kaczyńskiego. Przede wszystkim jednak nie ma on politycznego zaplecza, więc jest nieatrakcyjny – a zarazem niegroźny.

Sławomir Mentzen i Krzysztof Bosak, finał trasy objazdowej liderów Konfederacji przed wyborami parlamentarnymi. Warszawa, 7 pażdziernika 2023 r. // Fot. Jacek Domiński / REPORTER

Jaka więc przyszłość czeka Dudę? Na razie planuje udać się na długi urlop, potem ma szansę być zapraszany na jakieś amerykańskie uniwersytety, gdzie zapewne opowie szereg anegdot o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Do czynnej polityki na razie nie ma powrotu, choć niektórzy politycy PiS nie wykluczają, iż kiedyś polski Sejm za Andrzejem Dudą zatęskni. Przywołują przykład Jerzego Buzka, który w 2001 r. odchodził w niesławie z funkcji premiera, a trzy lata później osiągnął ogromny sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

W przypadku Dudy także jest możliwy scenariusz, w którym jedno z ugrupowań prawicowych umieści go na swych listach wyborczych. Nie ma jednak szansy, by stanął on na czele gabinetu koalicji PiS oraz Konfederacji. Nikt go tu nie potrzebuje, a poza tym nie wiadomo w ogóle, czy taki sojusz kiedykolwiek powstanie.

Konfederacja w koalicji z KO: czy to możliwe? 

Trudno dziś przewidzieć, jakie będą w 2027 r. notowania obu tych partii, na razie widać wyraźnie, że korzystają z fatalnych ocen, wystawianych w ostatnich miesiącach rządowi Donalda Tuska. W sondażach PiS przeskoczyło ponownie KO, ale musi się oglądać na Konfederację, która ma stabilne poparcie z tendencją do wzrostu. Nie jest więc wykluczone, że za dwa lata potencjał obu partii będzie podobny, a to utrudni zawarcie koalicji. Nawet gdyby w tym duecie Konfederacja pozostała mniejszym ugrupowaniem, to przy niedużej różnicy w wynikach wyborów formacja Mentzena i Bosaka może zażądać od PiS fotela premiera. Argumentując zupełnie otwarcie, że w innym przypadku zostanie wchłonięta, niczym Samoobrona i LPR w 2007 r.

Czy na takie rozwiązanie zgodzi się PiS i Kaczyński? Wątpliwe. To zaś może niespodziewanie postawić Konfederację przed innym wyborem – perspektywą koalicji z KO. Wspominali już o niej publicznie przedstawiciele rządu, m.in. Radosław Sikorski, ale również Przemysław Wipler, ważny polityk Konfederacji.

Nawet jeśli dziś taki sojusz wydaje się mocno egzotyczny, to w przyszłości może być realny. Zwykle bowiem koalicje ugrupowań oddalonych od siebie ideowo są bardziej udane, bo sojusznicy nie prowadzą bratobójczej wojny o ten sam elektorat, więc nie chcą się wzajemnie zdominować. Przed 2005 r. nikt nie dopuszczał na przykład, by PO mogła zawrzeć sojusz z PSL – ugrupowania te wydawały się znajdować na politycznych antypodach.

Czy partia Tuska mogłaby się zgodzić na rezygnację z fotela premiera? Wobec perspektywy powrotu PiS do władzy i brutalnego rewanżu na obecnej ekipie rządzącej, to scenariusz prawdopodobny, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, jak w kampanii prezydenckiej sztab Rafała Trzaskowskiego próbował obłaskawiać konfederacki elektorat. Rok wcześniej podobne posunięcia uznano by za zdradę ideałów i samych wyborców.

Konfederacja ma problem z Grzegorzem Braunem

Perspektywa układu KO-Konfederacja nie jest korzystna dla PiS, ale – jak przekonują politycy partii Kaczyńskiego – nagłaśnianie tej sprawy ich cieszy, bo jednocześnie zniechęca do Konfederacji tradycyjny prawicowy elektorat, reagujący alergicznie na Tuska i PO. Próbkę tego można było dostrzec w końcówce kampanii prezydenckiej, gdy wyborcy Mentzena negatywnie zareagowali na jego słynne piwo z Trzaskowskim i Sikorskim.

Na razie w PiS nie widać więc żadnej nerwowości. Tym bardziej że Konfederacja ma jeszcze inny problem – Grzegorza Brauna. Czyli poważnej siły, która zaczyna obchodzić tę formację z prawej strony. Wzrost znaczenia Brauna może być nawet zagrożeniem dla spoistości Konfederacji, składającej się z dwóch skrzydeł – Ruchu Narodowego Krzysztofa Bosaka i wolnościowców, skupionych w Nowej Nadziei Sławomira Mentzena. Jeśli temat imigracji nadal będzie gorący, dla narodowców sojusz z Braunem może być bardziej atrakcyjny niż ten z mentzenowcami (wśród których są biznesmeni dopuszczający migrację zarobkową z biednych krajów). Zwolennicy Bosaka raczej nie zrozumieliby też wolty w stronę Tuska.

Politolog prof. Rafał Chwedoruk przyznaje, że elektorat Konfederacji jest bardzo eklektyczny. Są tam wyborcy libertariańscy, dla których wolny rynek jest najważniejszy, i dla nich PiS może być groźniejszy niż Platforma. W tym samym środowisku są też jednak liczni wyborcy, dla których ultraprawicowa symbolika pozostaje ważna. Łatwo ich zniechęcić nieprzemyślanymi działaniami.

Nawrocki buduje (swój) Pałac

PiS również nie ma komfortowej sytuacji; wciąż pewną niewiadomą pozostaje dla niego Karol Nawrocki. W ugrupowaniu tym prezydent elekt już zdążył wywołać irytację – nie nominował, jak chciał Kaczyński, Przemysława Czarnka na szefa Kancelarii Prezydenta, gdy ten nie chciał zrzec się funkcji wiceprezesa PiS. Nawrocki uznał najwidoczniej, iż nie chce mieć u swego boku „kontrolera” w osobie jednej z głównych postaci partii Kaczyńskiego. Fakt, nowy prezydent wziął na najważniejsze stanowiska w swoim otoczeniu polityków z PiS, jak Paweł Szefernaker (szef gabinetu) czy Zbigniew Bogucki (szef kancelarii), ale już w drugim szeregu są jego współpracownicy z IPN. Zastępcą szefa kancelarii będzie bowiem Jarosław Dębowski, Polonią ma zajmować się Agnieszka Jędrzak, a rzecznikiem głowy państwa zostanie Rafał Leśkiewicz. Wśród ludzi Kaczyńskiego już zrodziła się obawa, że gdy tylko ci z IPN nabiorą trochę doświadczenia, wytną z otoczenia Nawrockiego pisowców. To zaś oznacza, że prezydent może rzeczywiście balansować między PiS a Konfederacją. W jego interesie ma być utrzymywanie w miarę równego potencjału obu ugrupowań.

Na razie relacje z PiS są poprawne. Ostatnie wyjazdowe spotkanie Karola Nawrockiego z klubem partii przebiegło w dużo lepszej atmosferze niż wspólny wiec w Pułtusku. Prezydent elekt miał zapewniać, że wie, iż swój sukces zawdzięcza PiS oraz zaangażowaniu jego posłów w kampanię. Stąd też w formacji Kaczyńskiego pojawiła się nadzieja, że mimo iż formalnie Nawrocki był „kandydatem obywatelskim”, to w mniejszym stopniu będzie się odcinał od własnych korzeni niż mniej sformatowany ideologicznie Duda. Pojawiła się zresztą koncepcja, by w porozumieniu z PiS w ośrodku prezydenckim rozpoczęto prace nad nową konstytucją. Wspólna praca nad najważniejszym dla Kaczyńskiego projektem ma być gwarancją, że Nawrockiemu nie uda się skutecznie rozgrywać PiS i Konfederacji.

Prof. Chwedoruk również uważa, że prezydent pozostanie politykiem w pełni uzależnionym od PiS. – W Polsce prezydent musi mieć za sobą poparcie jednej z dwóch głównych sił politycznych. Nic nie wskazuje, że to się szybko zmieni – uważa.

PiS – jak przekonują politycy tego ugrupowania – nie będzie na razie podejrzliwy wobec Pałacu; będzie robił swoje. Nie ma też zamiaru atakować Konfederacji; temat został zamknięty podczas wspomnianego posiedzenia klubu krytyką prezesa Kaczyńskiego, skierowaną do tych posłów, którzy zbytnio bratają się z Konfederacją lub umawiają na piwo ze Sławomirem Mentzenem. To wyraźna aluzja do Mateusza Morawieckiego i Michała Dworczyka.

Wcześniejsze wybory to dla PiS ryzyko 

Gdy te słowa padały, na sali nie było już prezydenta elekta. Nie znamy więc jego reakcji. Zresztą, działacze PiS uważają, że nie należy wyciągać wniosków z każdej wypowiedzi czy aluzji. Ważniejsze jest to, czy Nawrocki będzie dążył do przedterminowych wyborów parlamentarnych, czy raczej spokojnie czekał na elekcję w 2027 r. To pierwsze rozwiązanie może być korzystniejsze dla PiS, jako partii wciąż dominującej na prawicy, drugie – dla Konfederacji, która dopiero rośnie w siłę i nigdy nie rządziła. To zaś może być dodatkowym wabikiem dla wyborców.

Prof. Chwedoruk uważa, że to trudna do udowodnienia teza. Partia Kaczyńskiego nie ma dziś szans na samodzielną większość, wciąż wątpliwy jest też sojusz z Konfederacją – wcześniejsze wybory oznaczają więc spore ryzyko. Konfederacji upływ czasu też wcale nie musi pomóc, ma ona wielu wyborców „sytuacyjnych”, których sympatie są nietrwałe, łatwo może nastąpić coś, co spowoduje spadek notowań. Wystarczy np., by skończyła się wojna w Ukrainie, a wówczas osłabieniu ulegną lęki, które dziś napędzają elektorat Bosaka i Mentzena (oraz Brauna). Zmniejszy się groźba wciągnięcia Polski do konfliktu, czego obawiają się zwłaszcza młodzi mężczyźni; osłabnie presja gospodarcza ze strony Ukrainy, groźna dla polskich rolników; do Ukrainy wróci też zapewne większość uchodźców, co zmieni sytuację na rynku pracy.

Poza tym do przedterminowych wyborów trudno jest ustrojowo doprowadzić, bo albo samorozwiązanie Sejmu musiałyby zgodnie poprzeć PiS i PO, albo parlament musiałby zostać rozwiązany na skutek nieuchwalenia budżetu, co też jest wątpliwe. – Nie sądzę, by wcześniejsze wybory były realną stawką w grze. Sama wola prezydenta w tej materii niewiele zmieni – przypomina prof. Chwedoruk.

Jego zdaniem Nawrocki, jeśli miałby grać na rywalizację PiS z Konfederacją, to nie po to, by stanąć po którejś ze stron. Raczej będzie chciał się prezentować jako gwarant porozumienia obu ugrupowań, i na nim może najwięcej zyskać. Dla PiS taki sojusz może się okazać nieunikniony, jeśli do władzy miałaby wrócić partia, która dziś nie ma zdolności koalicyjnych mimo prowadzenia w sondażach. Wobec możliwych oporów Konfederacji przed taką koalicją i choćby taktycznego zerkania w kierunku PO – prezydent Nawrocki może stać się kimś, kto zagwarantuje względną równowagę obu partii. To zaś da mu siłę, nawet jeśli dowody niezależności od wierchuszki PiS byłyby bardziej teatrem niż realnym działaniem.

Również politolog prof. Olgierd Annusewicz uważa, że najbardziej prawdopodobne jest wciąż porozumienie trójstronne prezydenta z PiS i Konfederacją, w którym to Nawrocki byłby spoiwem; w końcu wygrał głosami elektoratu obu ugrupowań. – W relacjach partyjnych będzie jednak utrzymywał silne więzi z PiS, nawet zaryzykowałbym tezę, że może pomóc odzyskać wyborców, których partia ta utraciła na rzecz Konfederacji – mówi politolog.

Szykujmy się na wojnę polityków

Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Jak prezydent Nawrocki zachowa się wobec spodziewanej, konfrontacyjnej linii rządu Donalda Tuska? Jest niemal pewne, że po rekonstrukcji, na przykład w osobie nowego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, będzie on prezentował radykalną linię w kwestii reformy wymiaru sprawiedliwości. Nie wiadomo, czy Nawrocki będzie chciał być tu niezależnym podmiotem, czy pójdzie śladem PiS.

Trudno też przewidzieć relacje prezydenta z szefem MSZ Radosławem Sikorskim, właśnie awansowanym na wicepremiera. W wywiadach po wyborach Nawrocki wyrażał wolę współpracy przy obsadzie placówek dyplomatycznych, zapowiadając jednocześnie weto wobec takich kandydatów na ambasadorów jak Bogdan Klich czy Ryszard Schnepf. Znając też ministra Sikorskiego, nie należy spodziewać się pokojowej koegzystencji w tym obszarze.

Prof. Chwedoruk uważa, że nowy lokator w Pałacu niewiele zmieni w dotychczasowych relacjach rząd–prezydent, nawet jeśli uznamy, że istnieje różnica między Karolem Nawrockim a Andrzejem Dudą, bo ten pierwszy jest bardziej radykalny, a drugi – umiarkowany.

– Nie było takiej kohabitacji w Polsce, której nie towarzyszyłyby napięcia. Tak samo będzie teraz. Jeśli forma tego konfliktu miałaby się okazać bardziej spektakularna, to dlatego, że rząd Donalda Tuska nie ma wysokich notowań, więc łatwo go będzie atakować. Z drugiej strony Karol Nawrocki, który nie zaczyna z tak czystą kartą jak Andrzej Duda, też będzie dla rządzących wygodnym przedmiotem krytyki – sądzi prof. Chwedoruk.

Wśród polityków koalicji rządowej można usłyszeć pogląd, że o ile wobec Dudy stosowano czasem taryfę ulgową, bo kończył kadencję i oczekiwano zastąpienia go Trzaskowskim, o tyle wobec Nawrockiego strategia musi być bardziej zdecydowana i konfrontacyjna. Tylko w taki sposób rząd będzie mógł pokazać swą sprawczość i zachowa szansę na wygraną w 2027 r.

Otoczenia Nawrockiego i PiS taka perspektywa nie martwi. Panuje tam przekonanie, że Polacy są do tego stopnia zmęczeni nabrzmiałym konfliktem politycznym, że jeśli rząd Tuska będzie go dodatkowo podsycał, tylko na tym straci. Inna sprawa, że premier nie ma innego wyjścia niż zaryzykować.

Zdaniem prof. Annusewicza, długofalowy konflikt rządu z prezydentem jest naturalny i nieuchronny. Nawrocki jako kandydat PiS nie może pomagać „wrogiemu” rządowi i musi budować swój wizerunek pod kątem drugiej kadencji, zgodnie z obowiązującą w Polsce „plemiennością”. Politolog zakłada jednak, że Nawrocki równocześnie będzie chciał pokazać, iż nie jest destruktorem i nie przeszkadza we wszystkim. By takiego wrażenia nie było, musi występować z inicjatywami legislacyjnymi, które staną się potem przedmiotem poufnego „handlu” z rządem, według zasady: „ja wam podpiszę to, jeśli wy mi uchwalicie tamto”.

Nie można więc wykluczyć, że unikniemy konfliktu totalnego, bo w koalicji rządowej także dojdą do wniosku, iż bardziej się opłaca pokazać zdolność do współpracy, niż sprowokować reakcję wyborców w rodzaju: „niech już rządzi PiS, bo przynajmniej nie będzie ciągłej wojny z prezydentem”. Do takiej konkluzji wciąż jednak droga daleka. Na razie szykujmy się na wojnę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Zagadka Pałacu