Im więcej, tym więcej. Becca Rothfeld o pochwale nadmiaru

Becca Rothfeld rozprawia się z kulturą masową i bezmyślnym egalitaryzmem, sprowadzając do parteru wezwania do umiaru czy powrotu do „wartości”.
Czyta się kilka minut
Becca Rothfeld // Fot. Sejal Soham
Becca Rothfeld // Fot. Sejal Soham

Eseistyka wcale nie musi zabierać nas na wycieczki po pogodnych śródziemnomorskich labiryntach. W medialnym, choć raczej tym „z górnej półki”, obiegu idei na nasze szczęście coraz mocniej wybrzmiewają filozoficzno-kulturowe rozważania podobne do serii bolesnych zastrzyków prosto w brzuch: teksty mądre, trudne do przełknięcia, ale też celowe i konieczne, bo będące odtrutką na wściekliznę i intelektualną miałkość naszych czasów. 

Tym razem jednak światłość ta nie przychodzi z biblijnego Wschodu, lecz paradoksalnie z przeciwnego kierunku, z Ameryki. Może to zaskakiwać o tyle, że Stany Zjednoczone doby Donalda Trumpa kojarzymy raczej z płaskoziemskim populizmem, nie zaś z wnikliwymi analizami wad i mielizn współczesności. A jednak: ex Occidente lux (łac. „światło z Zachodu”).

Becca Rothfeld, bo o niej chcę opowiedzieć, to nowa gwiazda amerykańskiej myśli społecznej, przez tamtejsze media obwołana spadkobierczynią Susan Sontag i Lionela Trillinga. Od razu jednak należy przestrzec jej polskie czytelniczki i czytelników: gwiazda neutronowa, bezpardonowo rozprawiająca się w swoich esejach z kulturą masową oraz bezmyślnym egalitaryzmem i równie bezceremonialnie sprowadzająca do parteru idee konserwatywne, wezwania do umiaru czy powrotu do „wartości”.

Co najciekawsze, pisarstwo Rothfeld w paradoksalny sposób łączy protest przeciwko uproszczonej „demokratyzacji” kultury z radykalną postawą obrazoburczyni, strącającej z piedestału gipsowe świątki idei konserwatywnych. Jej debiutancki zbiór esejów, w polskim przekładzie zatytułowany „Wszystko to zbyt małe”, to niezmiernie dziś rzadki przykład żarliwej obrony tego, co intelektualnie trudne i nieoczywiste – naprawdę „nie dla idiotów”, zupełnie jak w wywołującej srogie oburzenie, pamiętnej (i celnej, nawet jeśli dla wielu bolesnej) wypowiedzi naszej noblistki.

Do utraty tchu

Skąd tytuł książki, tak jednoznacznie biorący stronę nadmiaru, pragnienia czegoś więcej, rozsadzania zbyt ciasnych pojęć i poglądów? Becca Rothfeld, która w 2026 r. przeszła z działu krytyki „Washington Post” do redakcji „New Yorkera”, rozpoczyna swój zbiór cytatem z wiersza XIII-wiecznej niderlandzkiej mistyczki, Hadewijch z Brabancji. „Rzeczy, by i wspaniałe – / Dla mnie wszystkie zbyt małe”. Ale – pyta autorka – czy wolno nam, mieszkańcom dzisiejszego świata, biegiem i do utraty tchu dążyć ku ziemskim rajom obfitości i nadmiaru? Rajom bynajmniej nie konsumpcyjnym, lecz z pewnością estetycznym i obyczajowym? Czy to w ogóle wypada – pławić się w takiej obfitości życia?

Ba! Więcej niż wypada. Rothfeld uważa, że jeśli chcemy zachować człowieczeństwo, w praktyce nie mamy wyboru. Odwrotnością takiego nadmiaru jest bowiem jałowa pustka, jakże powszechna w naszych czasach. Obecna w aseptycznych domach, gdzie próżno szukać miłego nieładu i mrocznych zakamarków. W naszych głowach, zgodnie z nakazami rozmaitych guru, by drogą uważności opróżnić je ze splątanych myśli, trudnych emocji czy niepokojących obsesji. Ta sama pustka, która tymczasem zakradła się nie tylko do biur, lecz, co gorsza, także do naszych sypialni, w których wszystko, co robimy, ma być z góry uzgodnione i przewidywalne. Pustka bijąca ze stronic wielu współczesnych powieści, w których nijakie bohaterki wpatrują się tępo w swoje nijakie życie. 

Zewsząd słyszymy, że właściwą postawą powinien być egalitaryzm: w sztuce, w obyczajach, w sądach estetycznych. Posłuszni tym nakazom, gromadnie podążamy przez duchową pustynię, nieuważni na fakt, że coraz ubożsi, na własne życzenie odarci z pragnień, idziemy donikąd. Ubożejemy materialnie i duchowo, podczas gdy bogaci gromadzą wciąż nowe dobra materialne i oddają się obyczajowym ekscesom godnym Kaliguli. To właśnie świat, w który z nabitą strzelbą moralnej refleksji i estetycznego sądu wkracza Rothfeld.

Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru // Wydawnictwo Filtry

Polowanie na święte krowy

Jej ulubionym zajęciem jest polowanie na święte krowy. Recenzent „New York Timesa” – choć entuzjastyczny wobec zbioru Rothfeld – jak wielu innych arbitrów, nie był odosobniony w opinii, że „Wszystko to zbyt małe” jest zbiorem „olśniewająco bezwstydnym” w swej neoromantycznej szarży przeciwko współczesnym obsesjom. Z jednej strony to estetyczny minimalizm w sztuce i wzornictwie, a z drugiej nowy purytanizm obyczajowy czy przesycenie publicznego dyskursu bezpiecznymi eufemizmami. 

Jeśli Becca Rothfeld ma w swym pisaniu przeciwnika, to jest nim nijakość i miałkość tego, jak żyjemy i jak myślimy. Nic więc dziwnego, że jej jadowity sceptycyzm wobec nakazu społecznej i intelektualnej równości (gdzie wszyscy mają prawo do własnej opinii, równie wartościowej i godnej szacunku jak każda inna) dał asumpt oskarżaniu autorki o elitaryzm. Jednak choćby pobieżna lektura tych esejów upewnia, że sprawy mają się o wiele „gorzej”.

Rothfeld jest nie tylko elitarna – na dodatek, we właściwym sobie, błyskotliwym stylu wręcz wychwala brak kulturowej równowagi, estetyczny chaos i horror, nieposkromiony apetyt (intelektualny, jak i seksualny), niepohamowany zachwyt i nieokiełznane dążenie do autentyczności w literaturze, filmie czy estetyce. „Już dawno odwrót od powściągliwości nie brzmiał tak zachęcająco!” – pisano po jej debiucie, a z tych słów, oprócz podziwu, przebija pewien rodzaj konsternacji: czy wypada, by autorka tak młoda była tak śmiała lub wręcz bezczelna wobec kultury i myśli, jakie dzisiaj znamy, a jednocześnie tak zdyscyplinowana intelektualnie?

Tak właśnie jest: dwanaście esejów z tomu „Wszystko to zbyt małe” to seria pojedynków ze zjawiskami, które w dużym stopniu kształtują dzisiejszy świat rzeczy i idei. Znajdziemy więc w tym zbiorze tekst drwiący z mieszkaniowego minimalizmu spod znaku Marie Kondo (głównej apologetki trendu nakazującego wyrzucić z naszych domostw wszystko, co nie daje „iskry radości”), skutkującego bezlikiem anonimowych wnętrz godnych taniego hotelu. Jest tu także rozprawa ze współczesną (albo i hiperwspółczesną) powieścią, pełną narracji-rozsypanek, za to wypraną z emocji i nadziei (jak kultowa powieść Ottessy Moshfegh „Mój rok relaksu i odpoczynku”).

Eros po #MeToo

Przeczytamy tu również bezceremonialną analizę słabości i póz nagradzanej powszechnie i modnej (a może już nie?) prozy Sally Rooney, w której dzieła irlandzkiej pisarki zestawione są z „50 twarzami Greya”, na korzyść tej ostatniej książki. A także przezabawne i mądre teksty o naszych czynnościach zwykle wstydliwie ukrywanych, takich jak puste czekanie, łapczywe obżeranie się, sieciowe podglądactwo czy bycie w wiecznej terapii. 

Są też w zbiorze eseje poświęcone filmom Davida Cronenberga i Erica Rohmera, esej o „Personie” Bergmana. Najdłuższy zaś i najbardziej prowokacyjny esej dotyczy seksualności społeczeństwa amerykańskiego w epoce „po #MeToo”. Rothfeld analizuje post- i antyfeministyczne wywody „nowych purytanek” z ich ideami monogamii i seksualnej powściągliwości, jakże bliskimi formacji Donalda Trumpa. Nie zostawia na nich suchej nitki (choć znęca się także nad hiperlewicowymi feministkami), a zarazem wnikliwie analizuje źródła konserwatywnego zwrotu w postawach społecznych, takie jak urynkowienie rewolucji obyczajowej spod znaku Tindera i tym podobnych targowisk próżności.

Bóstwem opiekuńczym świata wymarzonego przez Rothfeld jest bowiem nie merkantylny Merkury, lecz Eros, niebiański patron czystego pożądania i osobistej wolności, będącej dla autorki esencją autentycznej demokracji.

Zwykliśmy uważać, że esej to literackie uosobienie rozwagi i niespiesznej analizy, słowem: gatunek szacowny, ale – mówiąc wprost – odrobinę nudnawy, zwłaszcza w epoce błyskawicznej komunikacji i piętnastosekundowych filmików. Nic podobnego! „Zabawna, ironiczna, złośliwa, namiętna, chimeryczna, pranksterska i prowokacyjna” – cytując jednego z recenzentów – taka jest eseistyka Rothfeld.

Nic więc dziwnego, że te teksty, z ich kalejdoskopem odniesień do żywotów średniowiecznych mistyczek, powieści Kafki, opowiadań Schulza, ale też netfliksowych seriali bez końca, to lektura wciągająca jak niewiele innych.

Becca i inni buntownicy

Autorka ma swoich współczesnych pobratymców. Z podobną pasją i w sposób podobnie przenikliwy piszą dziś o duchowym i estetycznym pejzażu Zachodu takie osoby jak Jia Tolentino, Andrea Long Chu, William Deresiewicz czy Thomas Chatterton Williams. 

Wszyscy ci autorzy – na dziesiątki rozmaitych sposobów i z szeregu sprzecznych nierzadko pozycji wyjściowych – z pasją i intelektualnym rygorem usiłują się rozprawić z uniformizacją i komercjalizacją współczesnej kultury i edukacji. Tym, co łączy ich sylwetki, jest aktywny, intelektualnie ważki i porywający w lekturze protest przeciwko społecznemu spsieniu (Witkacy powiedziałby, że „zbydlęceniu”) dzisiejszego świata.

Autorzy ci idą pod prąd kapitalistycznej łatwizny. Nad przystępność przedkładają kunszt i dyscyplinę wywodu. Bez ogródek twierdzą, że zarówno dzieła sztuki, jak i opinie nie są i nigdy nie będą sobie równe, jednakowo dobre czy uprawnione.

Przeciwnie, zawsze istnieją opinie mądrzejsze od innych, dzieła lepsze niż pozostałe. Zarazem jednak ulubionym przedmiotem na celowniku tej grupy autorów jest praktyka odbioru sztuki wyłącznie przez pryzmat obowiązującej w danej chwili moralności czy „właściwej” doktryny – osławiona „poprawność polityczna”. I wreszcie, ich protest wzbudzają masowe gusta jak spod sztancy, instytucjonalna, teflonowa gładkość poglądów czy ułatwiona, żargonem zagłaskująca prawdziwe konflikty edukacja.

Dla Bekki Rothfeld oraz jej intelektualnego rodzeństwa kultura jest i zawsze będzie czymś, co musimy wpierw z wysiłkiem nabyć i zdobyć, nie tylko gładko i bezmyślnie konsumować. Fascynuje ich to, co w sztuce i życiu społecznym trudne, niejednoznaczne, naznaczone napięciem i konfliktem – bo tylko to jest dla nas wartościowe, jeśli chcemy żyć w sposób pełny i sensowny.

Być może nie wszystkie ich poglądy są do obrony, spójne czy naprawdę mądre. Być może wizja Rothfeld to spojrzenie niepełne, oglądanie świata przez osobę jednooką. Jednak nawet i to będzie czymś więcej niż powszechna, syta i ułatwiona, umysłowa i zmysłowa ślepota tych, co nas otaczają.

Niech żyje karnawał

Przykład esejów ze zbioru „Wszystko to zbyt małe” ukazuje dobitnie, że nie są to puste ambicje czy pretensjonalne pozy. Święte krowy należy przepędzać z cokołów. Z wypranymi mózgami i zmysłami nie stworzymy dla siebie lepszego świata. Dlatego szukajmy i żądajmy od niego tego, czego dziś w nim brak: bogactwa idei, karnawałowego nadmiaru doznań, retorycznej przesady, a przede wszystkim nieskrępowanego zachwytu – nawet kosztem oskarżeń o brawurę, szarganie świętości i odstępstwo od obowiązującej doktryny. 

Jedynie w ten sposób będziemy potrafili urzeczywistnić marzenie średniowiecznej mistyczki, ale także nasze, by w pełni ująć to, co „niestworzone / we wieki nieskończone”, większe niż zwyczajne życie. I także dlatego wspaniale nam będzie gościć Bekkę Rothfeld w październiku na Festiwalu Conrada.


Becca Rothfeld (ur. 1991) – amerykańska krytyczka literacka, eseistka i felietonistka. Do niedawna pisała o książkach do „Washington Post”, obecnie pracuje jako redaktorka w „New Yorkerze” i „The Point”. Laureatka licznych nagród za krytykę literacką. „Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru” ukazały się nakładem Wydawnictwa Filtry w tłumaczeniu Piotra Siemiona w 2025 r.


Wspieraj Festiwal Conrada! Kup bilety dobrej woli i festiwalowe pamiątki »


Organizatorzy Festiwalu Conrada: Miasto Kraków, KBF, Fundacja Tygodnika Powszechnego
Partnerzy strategiczni: Tygodnik Powszechny, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Im więcej, tym więcej

Artykuł pochodzi z dodatku Magazyn Conrad nr 1/2026