Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wojna i pamięć

Wojna i pamięć

08.05.2015
Czyta się kilka minut
Wspomnienie każdego przełomowego wydarzenia zmienia się w kolejnych pokoleniach, gdy nowe okoliczności skupiają naszą uwagę na innych aspektach przeszłości. Jak pamiętamy o II wojnie światowej?
Jak co roku drezdeńczycy zebrali się na bulwarach nad Łabą, aby uczcić własne ofiary wojny: 25 tysięcy mieszkańców Drezna, którzy zginęli w 1945 r. w brytyjsko-amerykańsko-polskim nalocie; 13 lutego 2015 r. Fot. Sean Gallup / GETTY IMAGES
P

Pamięć kształtujemy zarówno przez przekaz rodzinny, jak i oficjalną kulturę pamięci (dziś na ogół używamy terminu „polityka historyczna”), a także szkołę, media i rozgrywające się współcześnie wydarzenia polityczne.

Jaka była zatem polska pamięć II wojny światowej po kilku dziesięcioleciach komunizmu? W 2009 r. Muzeum II Wojny Światowej i pracownia badawcza Pentor przeprowadziły pierwsze dogłębne badania pamięci o tej wojnie w wolnej Polsce. Przyniosły one co najmniej trzy ustalenia warte odnotowania. Po pierwsze, Polacy szybko uwolnili się od wpływów indoktrynacji PRL-u, czego dowodem było m.in., że w panteonie wojennych bohaterów najczęściej wymieniano postaci, które w PRL-u przemilczano lub przedstawiano w krzywym zwierciadle – jak Władysław Anders, Władysław Sikorski, Irena Sendlerowa. Powszechna była też wiedza o 17 września i Katyniu.

Po drugie, badania pokazały, że społeczna pamięć wojny jest zróżnicowana regionalnie. Na ziemiach dawnego Generalnego Gubernatorstwa ważna była pamięć konspiracji i Powstania Warszawskiego (która zresztą dominuje w oficjalnej pamięci ogólnopolskiej, kształtowanej przez obchody państwowe, programy szkolne, literaturę piękną i film). Z kolei na ziemiach wcielonych wtedy do Rzeszy najżywsze i najbardziej bolesne były wspomnienia deportacji, germanizacji, Volkslisty i poboru do Wehrmachtu, do którego przymusowo wcielono kilkaset tysięcy Polaków. Natomiast na wschodnich rubieżach obecnej Polski (Podlasie, Przemyskie) żywe są wspomnienia okupacji sowieckiej czy konfliktu polsko-ukraińskiego.

I trzecia konkluzja, wyłaniająca się z badań z 2009 r., to „cywilny” kształt społecznej pamięci o wojnie. Centralne miejsce zajmują doznania nie żołnierzy czy konspiratorów, lecz przeciętnych ludzi, doświadczających strachu przed represjami okupanta, codziennej dyskryminacji, biedy, głodu, wywózek, pracy przymusowej.

Dwa nowe nurty

Jeśli natomiast odejdziemy od najgłębszego wymiaru pamięci, uchwyconego w badaniach socjologicznych, to w naszych polskich dyskursach o wojnie, które zdominowały przestrzeń publiczną w ciągu ostatnich 25 lat, na pierwszy plan wybijały się dwie kwestie.

Po 1989 r. uwaga historyków i opinii publicznej skupiła się na tematach tabuizowanych w PRL-u: pakcie Ribbentrop–Mołotow, agresji sowieckiej 17 września 1939 r., zbrodni katyńskiej, wywózkach Polaków w głąb Związku Sowieckiego i innych zbrodniach popełnionych w czasie wojny na Polakach ze strony naszego wschodniego sąsiada. Był to proces naturalny, potrzebny i wręcz nieunikniony. Dzięki niemu pamięć historyczna – przynajmniej ta oficjalna, bo rodzinna i tak miała swoje mechanizmy obronne przed peerelowską indoktrynacją – została poszerzona o doświadczenia o fundamentalnym znaczeniu w historii narodu.

Gdy jednak patrzymy z perspektywy kilkunastu lat na skutki tej koncentracji na zbrodniach sowieckich, widzimy, że prowadziło to także do rezultatów paradoksalnych: deformacji – ośmieliłbym się sformułować taką tezę – naszej pamięci tej wojny. Zbrodnie sowieckie do pewnego stopnia przesłoniły pamięć o zbrodniach niemieckich. Te ostatnie wydawały się już dokładnie zbadane w czasach PRL-u, a także wyeksploatowane propagandowo przez ówczesne władze, w jakimś sensie „zbanalizowane”. Bardzo niewielu historyków kontynuowało czy zaczynało (w przypadku tych młodszych) badania dotyczące niemieckiej polityki okupacyjnej. Atrakcyjniejsze – bo nowe, dające możliwość pracy na niewykorzystywanych wcześniej źródłach, budzące społeczne zainteresowanie – jawiły się tematy dotyczące poczynań Kremla.

Gdy więc kilkanaście lat temu wybuchły zażarte dyskusje polsko-niemieckie na temat obrazu wojny – spowodowanezwłaszcza działalnością Eriki Steinbach i Związku Wypędzonych – zdaliśmy sobie sprawę, że mamy w Polsce niewiele nowych badań o okupacji niemieckiej i dopiero stopniowo staramy się temu zaradzić.

Jedną z konsekwencji tej nierównowagi w pamiętaniu o zbrodniach III Rzeszy i ZSRR jest dziś całkiem silna tendencja do zrównywania historycznej odpowiedzialności obu tych reżimów wobec Polaków, a także nurt myślenia, w ramach którego rok 1945 przyniósł tylko i wyłącznie zastąpienie jednej okupacji (niemieckiej) okupacją nową (sowiecką). To podejście ignorujące skalę niemieckiego ludobójstwa na Polakach i długofalowe cele III Rzeszy, inne niż zamiary Stalina wobec Polaków. Sowietyzacja i zniewolenie nie były jednak równoznaczne z prowadzoną przez Niemców polityką eksterminacji polskich elit oraz germanizacji i sprowadzania do roli niewolniczej siły roboczej pozostałej części narodu.

Drugim dominującym nurtem polskich debat o wojnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat były postawy Polaków wobec zagłady Żydów. Od publikacji w 2000 r. „Sąsiadów” Jana Tomasza Grossa na temat zbrodni w Jedwabnem, mieliśmy wiele innych prac odkrywających udział Polaków w mordowaniu Żydów czy wydawaniu ich Niemcom, przypominających zjawisko szmalcownictwa.

Przeszliśmy bardzo bolesne narodowe rekolekcje – choć otwarte pozostaje pytanie, na ile miały one charakter elitarny, a w jakim stopniu wpłynęły na pamięć wojny w najszerszym, społecznym jej wymiarze. Wspomniane badania socjologiczne z 2009 r. skłaniają tu do sceptycyzmu. Największa grupa respondentów – niemal 40 proc. – jako sprawców zbrodni w Jedwabnem wskazywała Niemców.

Być może wpływ na zajmowanie pozycji obronnych przez dużą część z nas ma bardzo radykalny język dyskusji na temat polskich postaw wobec Żydów, obfitujący w daleko idące generalizacje i oskarżenia. Przykładem może być twierdzenie Grossa, że zabijanie Żydów było w czasie okupacji dla Polaków „normą społeczną”.

Niemcy: wiedza ograniczona

A jakim przemianom podlegała w ostatnich kilkunastu latach pamięć II wojny w innych krajach? Otóż wciąż ma ona charakter w głównej mierze narodowy. Wspólnym elementem pamięci Zachodu jest zwłaszcza Holokaust, który zajął dominujące miejsce w obrazie nazistowskiego terroru i polityki okupacyjnej III Rzeszy.

W Niemczech wciąż – poza kręgiem historyków – ograniczona jest wiedza o niezwykłej brutalności niemieckiej polityki na Wschodzie. O ile jeszcze – m.in. dzięki słynnej wystawie o zbrodniach Wehrmachtu – przebijają się do społecznej świadomości informacje o niemieckich działaniach na terenie ZSRR po 22 czerwca 1941 r., to znacznie gorzej wygląda wiedza o polityce III Rzeszy wobec Polaków.

Tylko specjaliści wiedzą, że już we wrześniu 1939 r. Einsatzgruppen (specjalne oddziały policji bezpieczeństwa) rozstrzelały, według przygotowanych wcześniej list, tysiące przedstawicieli polskich elit, że Luftwaffe bombardowała na masową skalę ludność cywilną i niebronione miasta, i że w pierwszych miesiącach okupacji w planowy sposób zamordowano na ziemiach wcielonych do Rzeszy kilkadziesiąt tysięcy Polaków.

Być może emitowany w 2014 r. w Niemczech dwuczęściowy film dokumentalny, przygotowany wspólnie przez niemiecką ZDF i TVP, okaże się początkiem zmiany tego stanu rzeczy. W każdym razie przyciągnął on tam wielomilionową widownię.

Zderzenie i rozmijanie

Z drugiej strony przesadne okazały się polskie obawy, żywe jeszcze kilka lat temu w związku ze sporami o powojenne wysiedlenia Niemców, że nasi niemieccy sąsiedzi chcą coraz bardziej widzieć siebie głównie w roli ofiar wojny, a nie sprawców.

Niezależnie od zainteresowania „wypędzeniami” czy cierpieniami ludności cywilnej, doznanymi ze strony Armii Czerwonej i w wyniku alianckich bombardowań, w głównym nurcie niemieckiej pamięci o II wojnie centralne miejsce zajmują cały czas wina i odpowiedzialność za zbrodnie – przypominane w muzeach, szkolnym nauczaniu, oficjalnych obchodach, wypowiedziach polityków. Co więcej, w ostatnich latach możemy mówić o prawdziwym „wysypie” w Niemczech książek – niektóre zdobywały duży rozgłos – dokumentujących masowe uwikłanie w zbrodnie zwykłych Niemców. Przykładem praca o niemieckich kobietach w służbie nazistowskiego reżimu, przetłumaczona też na polski: „Sprawczynie” Kathrin Kompisch.

O ile jeszcze kilka lat temu wydawało się realne zderzenie polskiej i niemieckiej pamięci wojny – zwłaszcza wokół sporów o przymusowe przesiedlenia Niemców – to dziś problemem jest raczej ich rozmijanie się. Czyli przede wszystkim niewiedza większości naszych zachodnich sąsiadów, jak w rzeczywistości wyglądała polityka okupacyjna III Rzeszy wobec Polaków. Tę niewiedzę warto próbować zmniejszać, czemu m.in. ma służyć powstające w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej.

Dostrzeżony 23 sierpnia

Inny trend w zachodniej pamięci II wojny, który trzeba odnotować, to stopniowe i powolne otwieranie się na wiedzę o roli Związku Sowieckiego jako sojusznika Hitlera w latach 1939-41 i sowieckich zbrodniach wobec Polaków czy narodów bałtyckich.

Po wejściu krajów Europy Środkowo-Wschodniej do Unii Europejskiej w 2004 r. o sprawach tych zaczęto mówić na forum europejskich instytucji. Nasiliły się też kontakty naukowe i inicjatywy kulturalne, propagujące wiedzę o historii naszej części kontynentu. Przejawem tych zmian było m.in. proklamowanie przez Parlament Europejski – nie bez oporów ze strony postkomunistycznej lewicy – 23 sierpnia (rocznicy zawarcia paktu Ribbentrop–Mołotow) Dniem Pamięci o Ofiarach Stalinizmu i Nazizmu, albo też zbiorowy list otwarty niemieckich intelektualistów z 2009 r., przypominający współpracę Hitlera i Stalina.

A jak zmienia się rosyjska pamięć wojny?
Jej głównym elementem jest cały czas wspomnienie wielkiego triumfu nad III Rzeszą i ogromnych ofiar, którymi był on okupiony. To zarówno wizja oficjalna, propagowana na tysiące sposobów przez Kreml, oraz jak najbardziej autentyczna i oddolna pamięć społeczna, wciąż żywa mimo upływu dziesięcioleci. W jednej i drugiej nie ma miejsca na pamięć o współpracy Stalina z III Rzeszą i winach wobec innych narodów, w tym Polaków.

Największe otwarcie na te tematy istniało w Rosji na samym początku lat 90. XX w., za rządów Gorbaczowa i Jelcyna. To wówczas przekazano Polsce dokumenty na temat zbrodni katyńskiej, przyjęto za nią odpowiedzialność i na krótko stworzono polskim historykom względnie szeroki dostęp do postsowieckich archiwów.

Później było już tylko gorzej. Jeszcze w 2009 r. na Westerplatte Władimir Putin był w stanie krytycznie ocenić pakt Ribbentrop–Mołotow, choć jednocześnie wskazywał na odpowiedzialność państw zachodnich za politykę appeasementu wobec III Rzeszy i zgodę na rozbiór Czechosłowacji na konferencji w Monachium w 1938 r. Mimo niedosytu, jaki taka argumentacja budziła w Polsce, był to jednak język stwarzający możliwość rzeczowej debaty.

Dziś jest o nią znacznie trudniej. Po Majdanie i agresji rosyjskiej na Ukrainie mamy w Rosji do czynienia z dalekoidącą instrumentalizacją pamięci II wojny, wymierzoną przeciw sąsiadom. Kremlowska propaganda niedawno ożywiła stalinowskie zarzuty, jakoby Armia Krajowa współdziałała z Niemcami w walce przeciw Armii Czerwonej. Prozachodnie władze Ukrainy codziennie zrównywane są z „banderowcami”, walka przeciw nim ma być dalszym ciągiem bojów z nazizmem, prowadzonych w czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

W 2014 r., podczas spotkania rosyjskich i niemieckich historyków w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej w Moskwie na Pokłonnej Górze, organizatorzy... podsunęli uczestnikom do podpisania deklarację, w której władze Ukrainy zrównywano z faszyzmem. Trudno o bardziej namacalny przykład ręcznego sterowania pamięcią.

Debata w wolnym kraju

Co z tym możemy zrobić? W moim przekonaniu odpowiedzią na polityczną i propagandową instrumentalizację historii nie powinno być głównie „zwieranie szeregów” i odpowiadanie naszą własną, lansowaną przez państwo wizją historii, która ma zderzać się z rosyjską propagandą.

Powinniśmy raczej rzetelnie i cierpliwie przypominać rzeczywisty obraz historii. Ujmując to w największym skrócie: przywoływać zarówno pakt Ribbentrop–Mołotow, 17 września i Katyń, jak też i to, że to Armia Czerwona zakończyła okupację niemiecką, zagrażającą biologicznemu przetrwaniu narodu polskiego – przynosząc nam jednocześnie nowe zniewolenie i dyktaturę komunistów (co było jednak lepszym losem niż ten, który stał się udziałem Polaków w GG i na ziemiach wcielonych do Rzeszy).

Warto też pamiętać, że w debacie w wolnym kraju powinno być zawsze miejsce na wielogłos i dostrzeganie złożoności historii. Tak kształtuje się autentyczna pamięć społeczna – inaczej niż w warunkach autorytaryzmu, gdzie państwowa socjotechnika i propaganda spychają na margines inne wizje. Na dłuższą metę jednak to ta pierwsza okazuje się bardziej żywotna – przynajmniej to nam pokazują nasze własne doświadczenia. ©

PAWEŁ MACHCEWICZ jest historykiem, profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN, dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. W latach 2000–2006 kierował pionem badawczo-edukacyjnym IPN.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]