Czym jest wysoko funkcjonujące uzależnienie? Myślałam, że piję jak wszyscy

Praca, rodzina, obowiązki. Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie. Jednak za fasadą kryje się życie podporządkowane jednemu: jak najszybciej się napić, żeby uciszyć napięcie, lęk i pustkę
Czyta się kilka minut
// Mvisions / Shutterstock
// Mvisions / Shutterstock

Wysoko funkcjonujące uzależnienie potrafi przez lata pozostawać niewidoczne, nawet dla osoby, która się z nim mierzy. 

– Pokerowa twarz i zakładanie maski. Każdego ranka ten sam rytuał, by oszukać świat, ale i siebie. Puder na twarz i specjalny krem pod oczy, żeby ukryć obrzęki. Oprócz tego miętówki i perfumy. Wszystko pod kontrolą. Tak, żeby nikt niczego nie zauważył. I przez długi czas naprawdę mi się to udawało – mówi 31-letni Radek, przedstawiciel handlowy z Warszawy, autor internetowego kanału „Alkoemocje”. 

Pierwszy raz sięgnął po alkohol w wieku trzynastu lat. Potem były imprezy; najpierw w gimnazjum, później w technikum. Kiedy w końcu wyprowadził się z domu, hamulce zupełnie puściły. 

– Piłem codziennie, ale do pracy chodziłem; musiałem mieć pieniądze – wspomina. 

Przez lata niczego nie zawalił – wręcz przeciwnie, był cenionym pracownikiem. Jednak stopniowo zwiększał dawki alkoholu.

Uruchamianie odtwarzacza...

– Czasem piłem aż do „odcinki”, a rano dzwoniłem do szefa, że jestem chory albo idę na badania. A prawda była taka, że wciąż miałem wódkę we krwi i wyglądałem jak napompowany balon: czerwony i spocony – opowiada. Mimo to wmawiał sobie, że wszystko jest w porządku. – Miałem narzeczoną, pracę. Ze zdrowiem też było nieźle.

Poranne wyrzuty kortyzolu i ataki paniki 

Potem przyszło tąpnięcie. Zapalenia żołądka, wymioty z krwią. Do tego poranny wyrzut kortyzolu oraz paraliżujące ataki paniki. – Po którymś ciągu musiałem jechać na SOR. Cały się trząsłem. Byłem pewien, że dostanę zawału. Wtedy pomyślałem: kurde, to chyba już równia pochyła – opowiada.

Przestał pić na kilka tygodni, ale kiedy tylko poczuł się lepiej, uznał, że problem nie jest tak wielki. – Wróciłem do alkoholu, ale było coraz gorzej. Rano wstawałem i wiedziałem, że nie mogę już wziąć wolnego w pracy, więc wsiadałem do samochodu, choć wiedziałem, że nie powinienem – przyznaje. – Nie dopuszczałem do siebie głębszych emocji i czułem się, jakbym nie miał władzy nad życiem. Wszystko się sypało. Nawet żeby pójść do kina, musiałem się napić.

Bliscy mówili mu, żeby szukał pomocy. Przytakiwał, ale nic nie robił. I wtedy przyszedł moment krytyczny. – Byłem sam, pijany do tego stopnia, że zacząłem się okaleczać. Nagrałem to i wysłałem rodzinie. Brat zadzwonił na 112, zawieźli mnie do szpitala psychiatrycznego, ale szybko wypuścili. Niedługo potem rodzina znowu zaproponowała ośrodek terapeutyczny – wspomina Radek. 

Tym razem się zgodził, ale nie był przekonany. Myślał, że nauczy się tam pić w sposób kontrolowany; przerażała go myśl o abstynencji. W trakcie terapii dotarło jednak do niego, że istnieje tylko jedno wyjście: całkowita trzeźwość i spojrzenie z tej perspektywy na problemy. Dziś Radek nie pije już od blisko dwóch lat, także dzięki narzeczonej, która nigdy się od niego nie odwróciła. 

– Założyłem w internecie kanał „Alkoemocje”, to moja autoterapia. Opowiadam tam o uzależnieniu, o emocjach. Widzę, że to pomaga innym – tłumaczy. – Przez lata picia straciłem poczucie własnej wartości, ale ostatnio pomyślałem, że nie jestem beznadziejny, i że dałem radę – Radek podkreśla, że walka o trzeźwość to codzienna praca. – Nałóg tylko czeka, żeby się odezwać. Muszę być pokorny i pilnować siebie. Warto, bo życie jest naprawdę piękne.

Jak alkohol zaniża samoocenę

Wysoko funkcjonujący uzależniony żyje z pozoru prawidłowo. Dba o dom i relacje. Realizuje obowiązki zawodowe, a nawet odnosi sukcesy. – Uzależnienie nie musi oznaczać poważnych problemów finansowych czy całkowitej dezorganizacji życia. Niektórzy bardzo dobrze maskują swój problem – mówi Karolina Kownacka, psycholożka i psychoterapeutka uzależnień.

Takie osoby wiedzą, kiedy muszą wykonywać obowiązki, ale wiedzą też, kiedy mogą sobie „pozwolić”, i kiedy nikt nie będzie ich obserwował. – Piją albo korzystają z innych substancji tylko wieczorami, jednocześnie zachowując wizerunek osoby odpowiedzialnej i zaradnej – tłumaczy ekspertka.

Magdalena Derucka (autorka instagramowego profilu pamplinek.trzezwiutko) z zewnątrz uchodziła właśnie za osobę, która ogarnia wszystko. – Zarabiałam, byłam w stanie zająć się domem, dzieckiem, jeździłam na wakacje. Wtedy wydawało mi się, że świetnie funkcjonuję – opowiada.

Była energiczna i skuteczna, podejmowała kolejne zawodowe wyzwania. A do tego uważano ją za duszę towarzystwa. 

– Wysoko funkcjonujący alkoholicy często są postrzegani jako osoby silne, sprawcze, ekstrawertyczne. Ja też taka byłam. Ale to tylko fasada – przyznaje Magdalena. – Wracałam do domu, zostawałam sama ze swoimi myślami i czułam, że do niczego się nie nadaję i z niczym sobie nie radzę. Towarzyszył mi wewnętrzny ból i poczucie, że to nie jest życie, jakiego oczekiwałam. Co z tego, że ogarniam tyle spraw, skoro tak naprawdę cały czas czegoś mi brakuje. Żeby to zagłuszyć, piłam i sięgałam po inne używki – wspomina.

Bez nich myśli nie dawały jej spokoju, przychodziły nawet te rezygnacyjne. Wtedy postanowiła poszukać pomocy. Była przekonana, że zmaga się z depresją. – O tym, że jestem wysoko funkcjonującą alkoholiczką, dowiedziałam się dopiero na terapii. Stereotypowo myślałam, że alkoholik to dno moralne. Ktoś, kto leży pijany na ławce w parku albo pod mostem. Ja taka nie byłam. A to, że piję? Wszyscy piją – relacjonuje dawny tryb myślenia. 

Warto zaufać terapeutom: nic nie tracisz 

Magdalena zdecydowała się na terapię w ośrodku zamkniętym. Tam uświadomiła sobie, że od okresu nastoletniego sięgała po alkohol i inne substancje, by zagłuszyć pustkę w środku. 

Akceptacja takiego stanu rzeczy okazała się bolesna, ale też wyzwalająca. Bo czym innym jest dowiedzieć się o chorobie, a czym innym naprawdę to poczuć i zacząć żyć z jej świadomością. – Całkowicie zaufałam terapeutom. Założyłam, że cokolwiek mi zaproponują, nawet jeśli wyda mi się głupie, to spróbuję. Nie miałam nic do stracenia. Gorzej już być nie mogło – wspomina.

Od sześciu lat jest trzeźwa. – Samo odstawienie alkoholu to dopiero początek. Później zaczyna się prawdziwe spotkanie ze wszystkimi myślami, emocjami i problemami, które przez lata były zamiatane pod dywan. Kluczowa w tym procesie jest pokora – podkreśla i dodaje, że dziś jest pewna jednego: ani alkohol, ani inne używki nie uśmierzają bólu. Dokładają tylko kolejne problemy.

– W każdej chwili mogę się napić, nikt mi tego nie zabroni. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że po prostu już tego nie chcę – kwituje. 

Dzieci alkoholików nie chcą być jak rodzice

Izabela Rogozia również przez lata była przekonana, że jej życie wygląda normalnie. Pracowała, wychowywała dzieci, radziła sobie z codziennością. Alkohol pojawiał się sporadycznie: przy okazji świąt, urodzin. – Mój tata był alkoholikiem. Wiedziałam o tym i zawsze mówiłam, że nigdy nie będę jak on – wspomina. 

Kiedy poznała przyszłego męża, sądziła, że jej życie ułoży się pomyślnie. Nie ułożyło. – Też pił, a ja oczywiście żyłam w iluzji, że przy mnie się zmieni – opowiada Izabela, która wychowywała dzieci praktycznie bez wsparcia. – Syn urodził się z wadą serca, dużo czasu spędzaliśmy u lekarzy. Potrzebowałam wtedy pomocy męża, ale go nie było. Czułam się bardzo samotna i w końcu też zaczęłam pić – przyznaje.

Najpierw robiła to tylko w weekendy, potem doszedł jeden drink w tygodniu, potem kolejny. – Dbałam o to, by wcześniej zrobić wszystko, co konieczne. Zajmowałam się domem, próbowałam ratować męża. A kiedy wszystko miałam odhaczone, pojawiał się alkohol – wspomina.

Kiedy Izabela była już zupełnie wyczerpana, poszła do psychiatry. Usłyszała, że choruje na depresję. – Lekarz zapisał mi leki, a ja mimo tego piłam – przyznaje. 

Dlaczego najtrudniej jest przyznać się do nałogu

Kiedy syn miał dwa lata, przyjaciółka zaproponowała jej weekendową pracę w pizzerii, żeby trochę oderwała się od domu. Czasem zostawały dłużej, ale nigdy się nie upijały. Izabela zawsze wracała do domu we w miarę normalnym stanie. Dobrze się bawiła, odreagowywała stresy, więc długo była przekonana, że wszystko jest w porządku. Czerwona lampka nie zapalała się przez lata.

– Myślałam, że piję jak inni, ale brat zwrócił mi uwagę, że alkoholu jest w moim życiu za dużo. Wtedy zaczęłam ukrywać butelki i byłam w tym mistrzynią. Chowałam je w szufladach, w pufach, w koszu na pranie, głęboko – wspomina.

Mimo kaca wstawała rano do pracy, ale było coraz gorzej: i w pizzerii, i w kolejnej firmie. Doszło też ogromne rozczarowanie sobą. – Ciągle powtarzałam: „od jutra nie będę pić”. A to jutro przychodziło i szybko zapominałam o obietnicy – przyznaje. – Potrafiłam wstać w nocy i iść na stację benzynową po alkohol, jeśli nie znalazłam nic w domu. Rano jeździłam autem na kacu. To cud, że nikomu krzywdy nie zrobiłam – wspomina.

W małej miejscowości, w której mieszka, trafiła w końcu na psycholożkę prowadzącą spotkania w klubie seniora. – Okazało się, że jest terapeutką uzależnień. Po rozmowie zaproponowała mi terapię zamkniętą. Stwierdziłam, że spróbuję, choć nie uważałam się za alkoholiczkę; zawsze ładnie ubrana, umalowana. Ale to było wyparcie – wspomina.

Dwumiesięczna terapia w ośrodku zmieniła dużo. –  Najtrudniejsze było uświadomienie sobie, jak bardzo cierpiały moje dzieci, widząc mnie w takim stanie.  I co czuła córka, gdy wylewała alkohol, który chowałam – wspomina. 

Dzisiaj Izabela próbuje odbudować relacje z dziećmi. – Staram się być dla nich jak najlepszą mamą – zapewnia. Od ponad trzech lat jest trzeźwa, regularnie uczęszcza na mitingi Anonimowych Alkoholików. – Pierwsze dwa lata trzeźwości były trudne, ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Wzięłam rozwód. Mam nowego partnera, prawdziwego przyjaciela. Wreszcie kocham moje życie, które jeszcze kilka lat temu chciałam zakończyć – dodaje.

Jak odzyskać kontrolę nad życiem

Psychoterapeutka Karolina Kownacka uważa, że wysoko funkcjonujące uzależnienie często wiąże się z trudnościami w regulowaniu emocji, radzeniu sobie ze stresem czy też z poczuciem przeciążenia. Dotyka ono osób, które na co dzień funkcjonują pod ogromną presją i muszą podejmować odpowiedzialne decyzje. Dostarczana organizmowi substancja ma wówczas pełnić funkcję regulatora emocji, niestety zgubnego.

– Na co dzień tacy ludzie są postrzegani jako bardzo odpowiedzialni i skuteczni. Paradoksalnie właśnie te cechy mogą sprzyjać utrzymywaniu uzależnienia w ukryciu. To często są osoby przyzwyczajone do samokontroli, radzenia sobie z trudnościami i spełniania oczekiwań otoczenia. Dlatego przez długi czas mogą nie dopuszczać do siebie myśli, że ich relacja z substancją zaczyna być problematyczna – uważa.

Moment, w którym uzależnienie zaczyna wymykać się spod kontroli (żeby osiągnąć ten sam efekt, trzeba z czasem zwiększać dawki alkoholu czy narkotyków), często nie jest spektakularny. Objawia się raczej drobnymi zmianami. Pojawia się np. irytacja lub silne napięcie, gdy nie ma do danej substancji dostępu. Wtedy nie jest już ona dodatkiem do życia, a staje się jego centralnym punktem. Elementem, bez którego trudno wyobrazić sobie świat.

– Osoba uzależniona bywa mniej dostępna emocjonalnie, jest za to bardziej rozdrażniona lub wycofana, a jej relacje zaczynają podporządkowywać się rytmowi używania substancji. Pojawiają się też konsekwencje psychiczne. Przewlekłe zmęczenie, duży spadek satysfakcji z życia, trudności w relacjach czy poczucie pustki – wymienia ekspertka. 

Pierwszy krok w procesie zdrowienia to zauważenie, że relacja z dostarczaną organizmowi  substancją wymknęła się spod kontroli. 

– Warto wówczas skorzystać z profesjonalnej pomocy, psychoterapii lub terapii uzależnień – podkreśla Karolina Kownacka, dodając, że ogromną rolę odgrywać może również otoczenie. – Bliscy mogą pomóc, nazywając problem w spokojny sposób, pokazując swoją troskę i zachęcając do szukania pomocy. 

Ważne jest jednak, aby nie wchodzić w rolę ciągłego kontrolera ani kogoś, kto bierze odpowiedzialność za zmianę drugiej osoby. To jest zadanie dla samego uzależnionego. To jego walka o życie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 19/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Na pełnych obrotach