Nagradzane w Polsce i na świecie arcydzieło kina dokumentalnego trafiło wreszcie do rodzimych bibliotek VoD. Oczywiście, taki film oglądany w kinie robi znacznie potężniejsze wrażenie. Nie czujemy się już co prawda jak ci pierwsi widzowie z 1895 roku oglądający „Wjazd pociągu na stację w Ciotat” – zresztą panika na widok nacierającego z ekranu parowozu po latach okazała się legendą. Tym mocniej jednak działa film Drygasa, im bardziej uda się nam zanurzyć w tę opowieść, bez wszelakich rozpraszaczy i z dobrze podkręconym dźwiękiem.
Kino i kolej
Dziś już banalnie brzmi stwierdzenie, że kino i kolej mają ze sobą wiele wspólnego. Oba „wynalazki” narodziły się w XIX wieku (choć dzieli je aż siedemdziesiąt lat), a zmieniające się za oknem pociągu kadry od zawsze kojarzą się z taśmą filmową przesuwającą się w projektorze. Inne porównania brzmią dużo mniej poetycko.
Zarówno filmy, jak i pociągi spełniały w minionymi stuleciu funkcje niekoniecznie związane ze swoim pierwotnym przeznaczeniem. Kolejnictwo, które miało służyć ludzkości, zostało wykorzystane przez systemy totalitarne i znacznie poprawiło ich „wydajność”, kino zaś, które miało być masową rozrywką, a w porywach nawet sztuką, bywało narzędziem śmiercionośnej w swoich skutkach propagandy.
Archiwa i tryby historii
Te dwa wątki problematyzują się w filmie Drygasa, kiedy na ekranie pojawia się Adolf Hitler i parodiujący go w „Dyktatorze” Charlie Chaplin. Bowiem autor w bardzo kreatywny sposób czerpie z materiałów archiwalnych.
Tworzy z nich nie tyle zapis historyczny (w jaki sposób transport kolejowy wpłynął na wiek XX i związane z nim migracje, deportacje czy transporty do obozów śmierci), co historiozoficzny esej. Kręcone ongiś filmy o charakterze dokumentacyjnym, oświatowym czy właśnie propagandowym, znajdywane w archiwach całego świata, składają się na przypowieść o człowieku wplątanym w historyczne tryby.
Dlatego największe wrażenie w „Pociągach” robią pojedyncze twarze przypadkowych i anonimowych ludzi – żołnierzy jadących na front czy masowo przesiedlanych cywilów. Czas płynie, świat pędzi do przodu, zmieniają się mody i doskonali się tabor kolejowy, a utrwalone kamerą emocje nadal przemawiają.
Dźwięk i życie
Mimo że film jest czarno-biały i nie pada w nim żadne słowo, trudno znaleźć emocjonalny dystans dla tej filmowej opowieści o przeszłości sięgającej stu lat wstecz. Ogromna w tym zasługa montażysty Rafała Listopada (dokument był montowany przez dwa lata, całość produkcji trwała aż siedem lat) i reżysera dźwięku Sauliusa Urbanavičiusa.
Pejzaż foniczny „Pociągów”, wzbogacony muzyką Pawła Szymańskiego, paradoksalnie też wydobywa z filmu pierwiastek życia – industrialne dźwięki przypominają odgłosy żywego organizmu. A na plakacie do tego filmu autorstwa Andrzeja Pągowskiego, także czarno-białym, widzimy dłoń, na której poprzecinane trakcje układają się w linie papilarne.

Historia i współczesność
Motto zaczerpnięte z Franza Kafki raczej nie pozostawia nadziei na to, że współczesny człowiek odrobi jakąś lekcję z historii i zatrzyma się w swoim destrukcyjnym pędzie. Trudno też nie myśleć o pociągach przemierzających dzisiaj nasz pozornie bezpieczny świat. O tych niosących ratunek – na przykład setkom tysięcy naszych ukraińskich sąsiadów ewakuujących się przez stację w Przemyślu, i o tych poddawanych aktom rosyjskiej dywersji czy, jeszcze niedawno, zamachów terrorystycznych w Europie.
Machina kolejowa, również w filmie Drygasa, nie zawsze zbliża ludzi i porządkuje chaos. Często jest tylko biernym narzędziem i niemym świadkiem naszego szaleństwa. I zdaje się zmierzać w nieznanym kierunku, choć nawet w dobie pociągów autonomicznych to nie ona powinna wziąć odpowiedzialność za ewentualną wywrotkę.
„POCIĄGI” – reż. Maciej Drygas. Prod. Polska / Litwa 2024. MOJEeKINO, tv smart
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















