Odkąd z matury zniknęły interpretacje wierszy, stała się ona mniej ekscytująca. Oczywiście żartuję. Oczywiście żartuję, ale nie całkiem. Interpretacja wiersza często traktowana była przez piszące i piszących jak temat „wolny”, koło ratunkowe, jeśli już nic na pozostałe tematy nie miało się do powiedzenia.
Owszem, żeby zinterpretować, trzeba wcześniej zanalizować, a analizy nie da się zrobić bez odpowiednich narzędzi. Ale jak to w życiu: silnik, jak się człowiek zaweźmie, można rozebrać nawet kuchennym nożem (słyszałem o takim przypadku). I z wierszami podobnie. Można zapomnieć, jakiego rodzaju jest użyta metafora, ale oddać to, co ma ona do powiedzenia, innymi słowami. A potem uchwycić się tej myśli jak nici – i snuć, snuć, snuć…
Nie ma co udawać: obecność wierszy na maturze bardzo podnosiła prestiż zawodu, który wykonuję. Tego drugiego zawodu. Tego drugiego, choć tak naprawdę pierwszego. Poezja rzadko może liczyć na zainteresowanie tłumów, a tu proszę – raz w roku dziesiątki, a nawet setki tysięcy młodych ludzi pochylało się nad wierszem, żeby zdecydować, czy pisać o walce narodowowyzwoleńczej w utworach polskich romantyków, czy zabrać się za rozbiórkę jednego niewielkiego objętościowo utworku.
Pamiętam szereg rozmów na ten temat, bo w końcu byłem też przez pewien czas nauczycielem i korepetytorem. Cierpliwie tłumaczyłem, że wiersz to nic strasznego ani dziwnego, taki sam tekst jak każdy inny, wystarczy pozbyć się uprzedzeń. Jednocześnie podsuwałem najbardziej podstawowe narzędzia, pokazując, że owszem, kuchennym nożem też można, ale po co, skoro jest zestaw profesjonalnych śrubokrętów i kluczy.
Ale wiersze zniknęły. I teraz trzeba by się zastanowić, co na tej maturze powinno być w zamian. Bo jednak poezja uczyła krytycznego myślenia o tekście, uczulała na nieprzeźroczystość języka, uświadamiała, kiedy słowo biegnie utartą koleiną, a kiedy wkracza na świeżo wytyczoną ścieżkę. Trzeba by to czymś zastąpić. Ale czym?
Coraz częściej myślę, że dziś na języku polskim powinno się co jakiś czas otwierać media społecznościowe, internetowe portale informacyjne i serwisy plotkarskie – i analizować, analizować. Badania pokazują rosnącą bezradność użytkowników wobec napływających zewsząd komunikatów. Umiejętność ich sprawnego rozbierania i interpretowania bardzo by się nam przydała. W tym zwłaszcza umiejętność wskazywania, jakimi środkami językowymi osiąga się określone cele, jak można słowami manipulować, rozbudzać lub studzić zbiorowe emocje itd.
Ogromnym problemem jest dziś oddzielanie faktów od zmyśleń, ale jeszcze większym – powszechne preparowanie faktów, czyli takie ich opisywanie, które ma skłonić czytelników bądź słuchaczy do wyciągnięcia błędnych wniosków.
Pierwszy z brzegu przykład. Oto znany polityk, kiedyś sportowiec, dziś prezes Naczelnej Rady Łowieckiej i doradca Prezydenta RP do spraw środowiska i klimatu, zamieszcza w sieci wpis: „Kolejny atak niedźwiedzia. Dorosły, agresywny samiec zaatakował zaledwie kilka kilometrów od poprzedniego miejsca! Człowiek cudem zdołał uciec do samochodu, na miejscu interweniuje policja”.
Ileż tu wspaniałych środków retorycznej perswazji! „Kolejny atak”, „agresywny samiec”, „człowiek cudem zdołał uciec”. Nawet słówko „zaledwie” ma działać na wyobraźnię. Wszystko po to, żeby całe wydarzenie przedstawić w jak najjaskrawszych kolorach.
Dziennikarze jednego z lokalnych portali poprosili o komentarz policję. „Zgłoszenie wpłynęło przed godziną 13.00”, odpowiedziała rzeczowo policja. „Z informacji zgłaszającego wynikało, że w pobliżu pastwiska w Morochowie widziany był niedźwiedź. Nie doszło do kontaktu człowieka ze zwierzęciem. Zgłaszający wycofał się i oddalił. Nikomu nic się nie stało”.
W komentarzu nie ma mowy o ataku; niedźwiedź pokazał się pracującym ludziom, a ci na wszelki wypadek wsiedli do samochodów i odjechali. Owszem, zwierzę zapewne ich przestraszyło, ale nie ruszyło w ich stronę, a oni zachowali się roztropnie.
„Podkręcone” informacje to nasza codzienność. „Podkręcają” politycy, dziennikarze, redaktorzy serwisów, wydawcy programów informacyjnych, autorzy nagłówków. Czy nie byłoby dobrym ćwiczeniem zestawienie na maturze takich tekstów, jakie przytoczyłem powyżej?
Kiedyś ktoś w mojej obecności postawił pytanie: „Jak to jest, że ludzie po egzaminie dojrzałości, a potem studiach mówią niedojrzałym językiem?”. Nie lubię takich uogólnień, one także są nadmiernie „retoryczne”, ale niepokój, który kryje się w przytoczonym pytaniu, jest mi bliski. Bo w jaki sposób naprawić język, którym się posługujemy? Bez refleksji nad tym, jak działa, nie da się tego zrobić.
A przy okazji: jakby ktoś miał pomysł, żeby wiersze na maturę wróciły, to ja bardzo chętnie poprę. I nawet podpowiem, co wybrać.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















