Ogłoszona w końcu przez premiera Donalda Tuska rekonstrukcja rządu ma, jak każda zmiana, kilka wymiarów. Najbardziej oczywisty i najmniej kontrowersyjny jest wymiar organizacyjny. Trudno Tuskowi nie przyznać racji, gdy wskazuje, że energetyka powinna być skupiona w rękach jednego ministra, a nadzór nad gospodarką i finansami konsolidowany poprzez powierzenie go Andrzejowi Domańskiemu.
Trudno też nie przyznać premierowi racji, gdy nadzór nad znajdującą się w permanentnym kryzysie służbą zdrowia powierza osobie, która ma sukcesy w zarządzaniu placówkami zdrowotnymi. Można tylko zapytać, skoro to wszystko takie logiczne, dlaczego odbywa się dopiero teraz?
Polityczny wymiar rekonstrukcji rządu Tuska
Ciekawszy jest wymiar polityczny, bo ten ma kilka aspektów. Pierwszym jest konstatacja, że na rekonstrukcji nic praktycznie nie tracą mniejsi koalicjanci. Polska 2050 nie tylko ocala wszystkich swoich członków rządu (a jesienią może mieć też wicepremiera w osobie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz), ale zyskuje nawet jednego konstytucyjnego ministra. Marta Cienkowska jako szefowa resortu kultury nie tylko zastąpiła nieudolną Hannę Wróblewską, ale będzie też mogła zmierzyć się z oczekiwanymi przez jej partię zmianami prawnymi dotyczącymi mediów publicznych.
PSL w miejsce ministra rozwoju i technologii Krzysztofa Paszyka otrzymuje potężniejszego kompetencyjnie ministra energii Miłosza Motykę, zaś zmiana ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego na Stefana Krajewskiego z punktu widzenia partii jest neutralna. Lewica też utrzymuje swoich ministrów, w tym szefa resortu nauki Marcina Kulaska.
Z kolei obniżenie rangi trzech ministerek do zadań specjalnych – Katarzyny Kotuli, Adrianny Porowskiej i Marzeny Okły-Drewnowicz dotyczy wszystkich podmiotów koalicyjnych i nie ma politycznego znaczenia, poza tym, że jest jedynym wyrazem zapowiadanego „odchudzenia” Rady Ministrów.
Awans Radosława Sikorskiego
Kolejny aspekt polityczny ma charakter ewidentnie powyborczy. Zarówno dymisja ministra sportu Sławomira Nitrasa, jak i awans Radosława Sikorskiego na wicepremiera to pokłosie przegranych przez Rafała Trzaskowskiego wyborów prezydenckich. Nitras, nie bez racji, uznany został za kozła ofiarnego porażki. Sikorski zaś, przez to, że był w partii kontrkandydatem prezydenta Warszawy i dziś można usłyszeć coraz więcej głosów, iż poradziłby sobie lepiej – został przez porażkę Trzaskowskiego politycznie umocniony.
Jego nowe stanowisko jest wyrazem silniejszej pozycji, a być może też pierwszym krokiem do zastąpienia w przyszłości Donalda Tuska na stanowisku premiera. Oczywiście tylko wtedy, gdy sam szef rządu taki scenariusz uzna za właściwy.
Jeszcze inny aspekt polityczny rekonstrukcji to przygotowanie rządu na czasy Karola Nawrockiego. Nowy prezydent wydaje się być politykiem bardziej ofensywnym i zdecydowanym niż Andrzej Duda. Wspomniany awans Sikorskiego ma więc umocnić go w relacjach z prezydentem, z którym z racji konstytucyjnych prerogatyw szef MSZ będzie musiał kooperować (tak jak szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz).
Zmiany na stanowisku ministra sprawiedliwości
Z tego punktu widzenia najbardziej znacząca jest jednak zmiana na stanowisku ministra sprawiedliwości. Zastąpienie Adama Bodnara przez sędziego Waldemara Żurka to wyraźny sygnał, że w sprawie prób cofnięcia zmian w wymiarze sprawiedliwości obecna koalicja nie zamierza ustępować tylko dlatego, że nie udało jej się opanować Pałacu Prezydenckiego.
Co więcej, człowieka, który zmiany usiłował przeprowadzać w białych rękawiczkach i który ograniczał się w politycznym sterowaniu rozliczeniami z PiS – ma teraz zastąpić ktoś, kto będzie w obu sprawach miał znacznie mniej hamulców.
To oczywiście nie rokuje szybkiego rozwiązania węzła gordyjskiego w wymiarze sprawiedliwości, bo do tego w obecnym układzie politycznym potrzebny byłby kompromis obu zantagonizowanych obozów. Jedyna nadzieja w tym, że Waldemar Żurek, człowiek-symbol środowisk sędziowskich, skrzywdzonych w czasach PiS, będzie miał większy moralny tytuł do zawierania ewentualnego kompromisu, niż miał go Adam Bodnar. I dzięki temu zawarcie go stanie się kiedyś w końcu możliwe, co byłoby paradoksem tej zmiany, ale czego należałoby państwu polskiemu życzyć.
Tak czy inaczej, obawy komentatorów, że szumnie zapowiadana od wielu miesięcy rekonstrukcja będzie jedynie symboliczna, okazały się nietrafione. Mamy dziś do czynienia z naprawdę nową sytuacją polityczną.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















