Anna Goc: Jak myśli człowiek, który ma trzynaście lat?
Ryszard Izdebski, psychoterapeuta: Rano może zachowywać się jak małe dziecko, które nie chce wstać z łóżka i protestuje przed wyjściem do szkoły. A kilka godzin później może próbować dźwigać ciężary dorosłych.
Tuż po agresji Rosji na Ukrainę udostępniliśmy pokój Ukraince z dwoma synami. Starszy miał dwanaście lat, młodszy – niespełna rok. Dwunastolatek, który sam miał prawo być przestraszony, zaopiekował się natychmiast mamą i bratem.
W jaki sposób?
Znał język angielski, więc wziął na siebie formalności. Kupił też kartę SIM, żeby zadzwonić do ojca i do babci w Ukrainie i poinformować ich, że dojechali bezpiecznie.
Ten dzielny człowiek był jednocześnie wymagającym opieki dzieckiem i młodym dorosłym, który próbował wziąć odpowiedzialność za rodzinę.
Nie bez konsekwencji.
Gabor Maté, psychiatra, który zajmuje się osobami z silnymi uzależnieniami, stawia hipotezę, że u spodu każdego uzależnienia są traumatyczne przeżycia. W jego życiu była to trauma żydowskiego niemowlaka, który został oddzielony od mamy i cudem przeżył wojnę.
Dzieci, jeśli muszą, zachowują się niezwykle dorośle, ale wciąż potrzebują wsparcia dorosłych.
13-latek w kryzysie – zgodnie z ustawą, którą przyjął Sejm i Senat, ale prezydent skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego – mógłby pójść do psychoterapeuty bez wiedzy i zgody rodziców. To dobry pomysł?
Chciałbym stanowczo podkreślić, że nastolatek ma naturalne prawo do zgłoszenia się do psychologa bez zgody rodziców. Przecież nie pyta rodziców, czy może pogadać z kolegą na boisku, nauczycielem, księdzem albo chatem GPT.
W ustawie była propozycja, by mógł – bez zgody opiekunów – porozmawiać z psychologiem pracującym na NFZ. To daje gwarancję odpowiedzialnego, fachowego kontaktu, założenia karty pacjenta, superwizji przypadku, wdrożenia stosownych procedur medycznych i prawnych.
Skąd więc wątpliwości?
Wydaje się, że mają raczej ideologiczny niż merytoryczny charakter. 13-latek ma prawo do decyzji, z którym rodzicem chce mieszkać albo z którym nie chce, a nie ma prawa do samodzielnej decyzji, czy w ważnej i osobistej sprawie może zgłosić się sam do specjalisty. Nie chcę epatować zagrożeniem samobójstwem, ale i to należy wziąć pod uwagę.
Przyjrzymy się tej relacji – 13-latka i psychoterapeuty.
Psychoterapeuta jest po stronie swojego pacjenta. To jest absolutnie konieczne, żeby dziecko miało o tym stuprocentowe przekonanie. Sprawca czegoś złego, czasami rodzic, czasami wychowawca, ma tylko jeden interes: uniknąć odpowiedzialności.
Równocześnie psychoterapeuta próbuje zachować balans uczciwości i do dziecka, i do rodziców. Załóżmy, że moim pacjentem jest nastolatek, który – jak podejrzewają rodzice – pali marihuanę. Wiem od nich, że syn zaczął wychodzić z domu o stałej porze, zrobił się drażliwy, coś ukradł.
Do gabinetu przychodzą razem?
Zwykle o to proszę, bo dzięki temu mogę od razu poobserwować, jak się ze sobą komunikują. Pytam dziecko, czy jest tu z własnej woli, czy zostało wzięte z zaskoczenia i przywleczone. Jeśli z zaskoczenia i jest wściekłe, od razu mówię, że choć tutaj siedzę, jestem niewinny.
Po wstępnej rozmowie melduję rodzicom, że chciałbym porozmawiać z synem czy córką na osobności.
I że oni niekoniecznie dowiedzą się o szczegółach tej rozmowy?
Mówię rodzicom, że jeszcze nie wiem, czego dowiem się od ich dziecka, ale jeśli powie mi coś, co mnie będzie niepokoiło, to będziemy mieli dwa wyjścia.
Wróćmy na chwilę do przykładu z marihuaną. Jeśli nastolatek powie, że pali, i zapewni mnie, że ma motywację, by przestać, mogę przez jakiś czas nie mówić o tym rodzicom, bo możemy z pacjentem wspólnie nad tym pracować.
Jeśli jednak przyzna, że zamierza palić dalej, to wtedy mówię dziecku: „OK, twój wybór, ale na szczęście nie jestem niewolnikiem i nie muszę być dalej twoim psychoterapeutą. Chcesz palić, to pal, ale ja nie chcę z tobą trzymać w tym sztamy”.
Co się dzieje dalej?
Żeby być w konwencji tajemnicy z nastolatkiem, mówię wcześniej rodzicom, że jeśli uznam, iż zachowanie dziecka jest dla niego groźne i nie będzie ze strony dziecka motywacji do zmiany, to wtedy zdecyduję, że nie będziemy kontynuować psychoterapii.
Więc rodzice dowiadują się, że kończymy nasze spotkania. Mówię im wtedy, że powinni dopytać dziecko, co takiego zaszło, że ja nie chcę mieć z nim więcej spotkań.
Robią to?
Czasami boją się swojego nastolatka, bo wiedzą, że zdążył już zadać kilka pytań sztucznej inteligencji i ma zebrane argumenty. Np. na to, że „marihuana wcale nie jest aż tak bardzo szkodliwa, a już na pewno są rzeczy bardziej szkodliwe”.
I wtedy najpierw mogę powiedzieć dziecku: super, nie chcesz ze mną rozmawiać, masz prawo. Jednak twoi rodzice mogą się ze mną w twojej sprawie dalej naradzać. I ja im poradzę, by odzyskali kompetencje wychowawcze, czyli żeby zwrócili się do sądu rodzinnego z prośbą o wsparcie kuratora.
Jakie są reakcje?
Zdarza się, że rodzice zaczynają się obawiać, że syn zwyzywa ich od konfidentów i wymówi posłuszeństwo jeszcze skuteczniej. Zapewniam ich, że powinno się stać przeciwnie – zwróceniem się do sądu pokażą dziecku, że są zdeterminowani, by odzyskać kontrolę nad jego wychowaniem.
Jeśli dziecko nie chce współpracować ani z rodzicami, ani z psychoterapeutą, przekazuje władzę nad sobą obcemu człowiekowi – kuratorowi sądowemu. A rodzice, odpowiedzialnie, dbając o dziecko i nie radząc sobie, proszą o wsparcie.
Jestem na tej samej łódce z człowiekiem, który tę łódkę dziurawi. Nie mam wyboru, muszę tak mocno wiosłować, żeby zdążyć dopłynąć do brzegu, zanim razem utoniemy.
Zdarzają się też sytuacje, które wymagają natychmiastowej reakcji. Jedną z moich pacjentek była 13-latka, która opowiedziała mi, że uprawiała seks z dorosłym mężczyzną. Wyznała to w przekonaniu, że obowiązuje mnie tajemnica. I była w błędzie, bo choć rzeczywiście obowiązuje, jestem też obywatelem, który ma obowiązek ją chronić, zwłaszcza wtedy, gdy nie robią tego rodzice.
Czy dowiaduje się w czasie psychoterapii, co będzie dalej?
Mówię jej, że muszę tę sprawę zgłosić prokuraturze i że nie ma innego wyjścia.
Jeśli czuję, że jest istotne zagrożenie dobra dziecka, to w pewnym sensie jestem bezwzględny. Raz, że mamy taki obowiązek wynikający z prawa. Dwa – nie waham się nad uruchomieniem instytucji sądu rodzinnego, ponieważ wiem, że nie możemy dopuścić do sytuacji, że dopiero śmierć Kamilka czy małej Madzi nas wybudza.
Co ciekawe, nigdy nie zdarzyło mi się przestrzelić – doprowadzić do sytuacji, że kogoś oskarżyłem pochopnie.
Gdy dziecko zaczyna współpracować z psychoterapeutą, czym się różnią te spotkania od psychoterapii dorosłych?
Być może tylko tym, że z kilkuletnim pacjentem łatwiej o porozumienie. Dziecko dąży do niego, bo ma w tym interes. Na przykład chce, żeby w domu było dobrze. Jeśli widzi, że wspólnie ze mną udaje mu się ten cel osiągnąć, współpracuje. I diagnostycznie, bo podsuwa mi różne hipotezy, i prognostycznie, bo coś obieca, coś wykona.
Z dzieckiem rozmawia się bardziej wprost, nie trzeba szukać drugiego dna. Może też nie chcieć odpowiadać, bo jest uwikłane w sprawy rodziców. Jeżeli jednak wie, że nie przekabluję, to zaczyna czuć się bezpieczniej i przekonuje się, że może mi zaufać.
Nie przekablujesz?
To, o czym rozmawiamy z dzieckiem w gabinecie, jest między nami. Dziecku, które ma już kilka lat, mówię, że tylko sąd może mnie zwolnić z tej tajemnicy. A tę tajemnicę – zapewniam go – mogę zdradzić wtedy, gdy się dowiem, że ty się chcesz zabić, albo że chcesz kogoś zabić. Albo że spotyka cię jakaś straszna krzywda. Wtedy mogę o tym poskarżyć.
Jak się buduje bezpieczną więź z dzieckiem?
Gdy dziecko jest małe, ważne, by miało rodziców blisko, widziało ich zachwyt i to, że jest kochane. Jest wtedy uspokojone tym, że rodzic czuwa, jest na każde pisknięcie, na każde wezwanie, na sikanie, na ból brzuszka. Przez całą dobę pilnuje, żeby dziecko się nie udusiło, nie zachłysnęło klockiem, nie wyszło przez uchylone okno. Pełni nieustanny dyżur.
Około trzeciego roku życia dziecko uzyskuje wstępną separację emocjonalną.
Co się wtedy zmienia?
Powoli staje się osobne. Mówi o sobie: „Rysiu jedzie samochodzikiem, brum, brum”, potrafi już spojrzeć na siebie z metapozycji.
Gdy młody człowiek idzie do szkoły, rozpoczyna się jego formacja w oderwaniu od rodziców. Dziecko zaczyna rozumieć, że w wielu sytuacjach powinno radzić sobie samo wśród rówieśników.
Rodzina jest nie tylko od budowania więzi. Więź, jeśli wszystko idzie dobrze, a rodzina poprawnie funkcjonuje, staje się podstawą do separacji. Bez separacji nie ma człowieka.
Skąd wiadomo, że coś poszło nie tak?
Najczęściej poprzez porównanie z rówieśnikami. Jeśli inne dzieci już coś robią, a nasze nie, zaczynamy się martwić. Ale czasami widzimy też, że inne dzieci żyją w sposób, który nam się nie podoba i nie chcielibyśmy, żeby nasze dziecko zachowywało się podobnie.
Badania Jeana Piageta dotyczące rozwoju poznawczego dzieci pokazały, że od dziesiątego roku życia rozumiemy śmierć – to, że jest ona nieodwracalna i jest utratą, z którą musimy się jakoś pogodzić. Rozumiemy też, że będziemy musieli się kiedyś rozstać sami z sobą.
Jedną z moich pacjentek była 9-latka, która powiedziała mi, że boi się śmierci. Dałem jej gwarancję, że przez najbliższy rok nie umrze.
Gwarancję?
Tak, nawet jej ją napisałem. Ucieszyła się, nie potrzebowała więcej. Po roku przyszła, strach minął. Minął, bo osiągnęła wiek, w którym paradoksalnie przestajemy się bać, że umrzemy.
10-latek nie potrafi jeszcze myśleć alternatywnie. Jeśli mama powie mu, że jak będzie grzeczny, to pójdzie z nim do kina, zapamiętuje raczej to, że pójdą do kina, a nie to, że wcześniej musi spełnić postawiony warunek.
Od dwunastego roku życia rozumiemy alternatywę. Proces ten dokonuje się na continuum, ale też skokowo. 13-latek odchodzi od konkretnego, obrazowego myślenia, zaczyna myśleć alternatywnie.
Staje się coraz bardziej dorosły. Wielu z nich przychodzi do gabinetu świadomie. Dzięki sztucznej inteligencji wiedzą, czym jest psychoterapia, dopytują mnie o to, w którym nurcie będziemy pracować.
Z czym przychodzą do gabinetu?
Na pewno obniżył się wiek, w którym występują niektóre problemy rozwojowe. To, co pojawiało się dawniej w piętnastym, szesnastym roku, teraz obserwujemy w jedenastym, dwunastym. Przykładem mogą być zaburzenia jedzenia, z którymi zgłaszają się coraz młodsze dzieci.
Zgłoszenie do psychiatry lub psychoterapeuty bywa jednak niewystarczające, bo z wyniszczenia fizycznego u 16-latka czasami łatwiej wyjść niż u dziecka, które ma jedenaście lat.
Rodzice próbują ingerować w psychoterapię dziecka?
Mogą próbować, choć najczęściej wychodzą z założenia, że skoro wybrali psychoterapię, bo sami nie wiedzą, co się dzieje z ich dzieckiem, i chcą mu pomóc, to muszą psychoterapeucie w tej kwestii zaufać.
To bywa trudne?
Mogą pojawiać się zazdrościowe pomysły, na przykład: ja nie mogę dogadać się z synem, a tu koleś po piętnastu minutach ma z nim komitywę. Z drugiej strony, rodzice przychodzą z dzieckiem do specjalisty. Innym specjalistom, którzy naruszają powłoki cielesne naszych dzieci, też ufamy i nie zaglądamy co jakiś czas na salę operacyjną, by się upewnić, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Jeżeli dziecko poprawia się objawowo – przestaje się moczyć albo chętniej się uczy, to ucieszeni tym rodzice zaczynają je wzmacniać. Zaistniała zmiana w systemie rodzinnym generuje kolejne zmiany.
Dziecko może spajać, ale rodzina może też na nim wisieć. I ta druga sytuacja bywa dla niego groźna. Bo ono nie może być jedynym spoiwem rodziny. Rodziców powinno łączyć coś poza tym, że wychowują razem dziecko. A jeśli tego czegoś nie ma, istnieje duże ryzyko, że nie pozwolą potomstwu się odseparować.
Dziecko może samo zdecydować o zakończeniu psychoterapii?
Przychodzi moment, kiedy można zapytać: czy tobie się nie wydaje, że moglibyśmy się przestać spotykać? Z reguły jest na to wspólna zgoda.
Decyzja o zakończeniu spotkań może nie być łatwa, zwłaszcza gdy dziecko je polubiło. I to jest smutne, bo jeśli coś było dobre, trudniej się z tym rozstać. W pewnym sensie to jest powtórka z relacji, którą rodzice budują z własnymi dziećmi – tak ślicznie wyrosłeś, ale musimy się troszkę rozstać, bo idziesz w świat.

RYSZARD IZDEBSKI jest psychologiem klinicznym, psychoterapeutą i superwizorem psychoterapii Sekcji Naukowej Psychoterapii i Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















