Uczył współtwórcę ChataGPT. Nauczyciel mistrzów mówi, co szkoła robi źle

Jego uczniami są mistrzowie świata w programowaniu i Jakub Pachocki, jeden z głównych naukowców OpenAI. Ryszard Szubartowski przekonuje, że szkoła zbyt często działa strachem, zamiast rozwijać talent.
Czyta się kilka minut
Ryszard Szubartowski. Warszawa, grudzień 2025 r. // Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl
Ryszard Szubartowski. Warszawa, grudzień 2025 r. // Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

Anna Goc: Zacznę od sukcesów.

Ryszard Szubartowski, nauczyciel informatyki: Sukcesów?! Pani chyba żartuje.

Wśród Pana uczniów są Filip Wolski, mistrz świata w programowaniu, i Jakub Pachocki, współtwórca Chata GPT, jeden z głównych naukowców OpenAI. Pana licealiści zdobyli ponad sto medali na międzynarodowych olimpiadach informatycznych. Zgadza się?

Tak. Ale to nie są moje sukcesy. Jedyne, co zrobiłem, to stworzyłem moim uczniom odpowiednie warunki do nauki. Powiedziałem, na co mają zwracać uwagę, a co odpuścić. I podsuwałem kolejne wyzwania.

Wyzwania?

Tak, wyzwania. Proszę nie mylić z zadaniami.

Bo jest różnica?

Jeśli ma pani zadanie do zrobienia albo wyzwanie do podjęcia, co pani wybiera?

Wyzwanie.

Właśnie! Bo z wyzwaniami wiążą się emocje. Z zadaniami też, ale prędzej te negatywne.

Emocje są ważne?

A co to jest za pytanie? Emocje są najważniejsze. I polska szkoła doskonale o tym wie, tylko wykorzystuje nie te emocje, co trzeba. Kartkówki, przepytywania, wzywanie do tablicy. Jakie to są emocje? Negatywne. Każą brać się do roboty, sprostać wymaganiom, uczyć się według podstawy programowej, która jest taka sama dla wszystkich.

I co? I mają wyniki! Ale to są wyniki krótkotrwałe. Dzieci uczą się na pamięć, i to wszystkiego, zamulają wiedzą mózgi, zdają egzaminy i zapominają. Nie pracują twórczo. Nie wykorzystują tego, co dała im natura.

Ma Pan na myśli talenty?

Talenty też i od razu powiem: nie ma dzieci nieutalentowanych. Ale talenty trzeba odkrywać i rozwijać. A można je rozwijać tylko pracą twórczą. I wyborem kierunku pracy twórczej. Nie da się być najlepszym ze wszystkiego. Dzieci mają dostawać wyzwania i samodzielnie szukać rozwiązań. Nikt w ten proces nie ma prawa się wtrącać.

Pan, jako nauczyciel, też się nie wtrąca?

Jeśli przychodzi do mnie uczeń i chce się rozwijać z informatyki, to przedstawiam mu moje metody pracy i plan działania, a on się na to decyduje albo nie.

Przychodzą do Pana uczniowie i tak mówią?

Filip Wolski był w drugiej klasie gimnazjum, gdy przyszedł i powiedział, że chce być najlepszy w Polsce z informatyki.

I co Pan na to?

Wyjaśniłem mu, na czym polega praca twórcza. Że będzie dostawał wyzwania i rozwiązywał je indywidualnie, co oznacza, że nie będzie mógł ich z nikim konsultować.

Został najlepszym informatykiem na świecie. I był nim przez sześć lat.

Od czego zaczęliście?

Od rozmowy z dyrektorem szkoły, który nam sprzyjał, żebyśmy mogli pracować indywidualnie. Dostaliśmy niewielki cichy pokoik, wnieśliśmy tam komputery i wzięliśmy się do roboty. Filip przychodził o siódmej, wracał do domu po dziewiętnastej. Raz nawet była awantura, bo jakieś zbiry go pogoniły, jak wychodził późnym wieczorem ze szkoły.

Co z pozostałymi lekcjami?

Na część chodził, inne zaliczał w ramach indywidualnego toku nauczania. Na przykład angielski zaliczył tak, że pobierał zadania z międzynarodowych olimpiad informatycznych i tłumaczył je na język polski, a potem oddawał tłumaczenia do sprawdzenia anglistce.

Załóżmy, że zaczyna Pan pracę z uczniem. Co najpierw?

Wyzwanie. Uczeń dostaje zadanie do rozwiązania. Są trzy poziomy trudności. A – ekstremalnie trudne. B – bardzo trudne. C – trudne.

Uczeń czyta zadanie i analizuje je przez 55 minut.

Dlaczego akurat przez 55 minut?

Dlatego że po tym czasie, tak wynika z badań, nasza umiejętność skupienia uwagi gwałtownie spada i efektywność dalszego uczenia staje się zerowa. Uczeń przez maksymalnie 55 minut się koncentruje, analizuje, szuka rozwiązania. Potem – bardzo ważne – daje swojej podświadomości znać, że skończył analizę.

Podświadomości? W jaki sposób?

Robi sobie przerwę. I w tym czasie nie myśli nad wyzwaniem. Idzie po herbatę albo na krótki spacer. Ważne, żeby był w ruchu, bo wtedy nasze myśli mogą skoncentrować się na czymś innym.

Aż?

Aż będzie miał olśnienie i będzie znał następny krok rozwiązania zadania.

Olśnienie?

Tak, i musi je natychmiast zanotować oraz zaplanować analizę. 

A jeśli olśnienie się nie pojawi?

To po trzech dniach planujemy następną analizę. Jeśli ten cykl trwa ponad trzy tygodnie i znajdziemy rozwiązanie wyzwania, to uznajemy, że praca była twórcza. 

Niepokoi mnie Pan.

Proszę pani, ja tu niczego nowego nie odkrywam. To są naturalne cykle natury. Oczywiście, że na niektóre rozwiązania uczniowie potrzebują i pół roku, ale w międzyczasie analizują inne zadania. Przez cały ten czas ich myśli mają być twórcze i pozytywne.

Uczeń ma wierzyć w to, że znajdzie rozwiązanie?

Więcej, ma być tego pewien.

W gimnazjum albo na początku liceum daję uczniom zadania maturalne, ale nie mówię im o tym, że były kilka lat temu na maturze. Dopiero gdy je rozwiążą, chwalę ich: ty zdałeś maturę, ty zdałeś, ty też. Gdybym im powiedział, że to maturalne, być może nawet by się ich nie podjęli.

Kiedy wysiłek jest daremny?

Gdy siedzimy godzinami nad wyzwaniem, którego nie potrafimy rozwiązać. Powinniśmy je analizować do skutku, ale robić też przerwy, żeby nasz mózg mógł odpocząć, a potem podpowiedzieć nam rozwiązanie.

Ważne, żebyśmy wyznaczali sobie czas na wyzwania i dbali o to, żeby nam wtedy nikt nie przeszkadzał.

Sądzi Pan, że niektórzy mają do tego predyspozycje większe, inni – mniejsze.

Jeśli ktoś potrafi pracować twórczo, ma predyspozycje do wszystkiego. Czy pracuje twórczo? Łatwo to sprawdzić. Jeśli ktoś wstaje rano, ma pełno pomysłów, jest wypoczęty i chce iść do szkoły – pracuje twórczo. Jeśli wstaje rano i ciągle powtarza, że coś musi – musi iść na lekcje, musi odrobić zadania, musi, musi – to raczej nie czuje radości z tego, co go czeka.

Dzieci pracują twórczo i potrafią się z tego cieszyć. Tę radość mają z natury. Praca twórcza ma być jak twórcza zabawa. Nie można na ludzi działać strachem. Ani w szkole, ani w pracy. To przeciwskuteczne, bo będą pracowali coraz gorzej.

I Pan dba o tę radość twórczą uczniów?

To jest też moja rola jako nauczyciela.

Podobnie nie możemy wyręczać dzieci w ich zadaniach. Jeśli robimy wszystko za uczniów – my, nauczyciele, albo my, rodzice – to potem ci dorośli ludzie nie myślą samodzielnie i nie potrafią odnaleźć się w życiowych wyzwaniach. Wszystko jest dla nich za trudne. Wszystko ich przerasta. No i nie mają radości z tego, że coś sami osiągnęli.

Zastanawiam się, co inni nauczyciele myślą o Pana metodach.

Niektórzy się chyba nawet dziwią, bo niektórym z moich uczniów nie wróżyli dobrej przyszłości. Mówili, że szkoły nie skończą, matury nie zdadzą.

Przyszła do mnie pewnego razu nauczycielka i powiedziała, że mój olimpijczyk nie chodzi na matematykę, więc nie zda do następnej klasy. Miałem właśnie zadanie, które ten uczeń rozwiązał. Poprosiłem, by je przeczytała. „Nie rozumiem go” – przyznała. A ja na to, że uczeń, o którym mówi, potrafi je rozwiązać. Dała mu trójkę na koniec roku.

Ale różnie to bywa, niektórzy nauczyciele są wściekli.

I co Pan na to?

Czy panią jest w stanie ktoś zdenerwować? No więc właśnie, nie denerwują nas inni, tylko to, jak sami na nich reagujemy. Ja jestem spokojny. Robię swoje.

Od lat powtarzam, że szkoły zajmują się sztuczną edukacją i tzw. edukacją patriotyczną – tak ją nazwałem. Polega ona na tym, że uczniowie mają na przykład wiedzieć jak najwięcej o ważnych wydarzeniach z historii Polski, o bohaterach, o bitwach i o tym, jakiej broni ci bohaterowie w czasie tych bitew używali. Wszyscy mają czytać te same książki. Muszą wiedzieć, co z tą Maryną, i jakie miała…

I potem jak wyjeżdżają za granicę, to się dziwią, że tam o tych wszystkich rzeczach nikt nie wie. Myśli pani, że mają prawo czuć się trochę głupio?

Myślę, że jeśli ktoś chciałby być historykiem, to jednak te wszystkie bitwy…

…ale ja przecież nie mówię, że przyszli historycy nie powinni znać bardzo dobrze historii Polski, albo że literatura to zło. Mówię tylko, że nie wszyscy uczniowie powinni uczyć się wszystkiego. I to jeszcze na pamięć. Z każdej dziedziny można mieć wyzwania, w zależności od tego, w jakim kierunku uczeń chce się rozwijać. Jednak dzisiejsza szkoła podchodzi do mózgów dzieci jak do magazynów. Ładuje tam na potęgę, zaśmieca je. A my mamy wykorzystywać nasze mózgi. I mamy nauczyć i wiedzieć, jak to robić.

W przeciwnym razie będziemy kształcili przyszłych d… Nie mogę używać słowa na „d”, a chciałbym.

To co jest ważne?

Rozwój człowieka. Żeby człowiek się rozwijał, umiał dostosowywać do nowych warunków, do zmieniającego się świata i żeby w tym coraz to innym świecie czuł się dobrze.

Młodzi ludzie często nie wiedzą, jaki mają cel w życiu.

Trudno. Nie wszyscy muszą mieć. Jeśli ucznia coś interesuje, może się tym zająć, a potem – zmienić zainteresowanie. Ważne, żeby nauczył się pracować twórczo. Z pracą twórczą związana jest też intuicja. Moi najlepsi uczniowie siedemdziesiąt procent zadań na międzynarodowych olimpiadach rozwiązują dzięki intuicji.

To znaczy?

Jeśli pracują twórczo i rozwijają intuicję, to dostają od niej obraz rozwiązania. Jeśli ktoś ich zapyta, dlaczego tak rozwiązali zadanie albo jak na to rozwiązanie wpadli, mogą odpowiedzieć, że nie wiedzą.

I Pańscy uczniowie po tej naszej rozmowie się na Pana nie obrażą?

Obrażą? Przecież są twórcami, wiedzą doskonale, jak działa intuicja.

Może to jest wiedza? Mądrość? Spryt? Ciężka praca? Żeby rozwiązać tak trudne zadania, trzeba mieć przecież wiedzę.

I myśli pani, że to by wystarczyło, żeby rozwiązać zadania na międzynarodowej olimpiadzie informatycznej? Otóż nie, nie wystarczyłoby.

Jeśli ktoś chce się nauczyć rozwiązywać zadania z międzynarodowych olimpiad informatycznych i myśli, że to jest „do nauczenia się”, to zapewniam, że nie jest. Zadania te dzięki zdobyciu samej wiedzy są nie do rozwiązania. Więc to nie jest tylko mądrość. To jest także natura. A częścią tej natury jest intuicja. Natura dała nam intuicję. Trzeba ją tylko umieć rozwijać.

Do każdego zadania na olimpiadzie trzeba podejść jak do nowego wyzwania i zapomnieć o wszystkim, co się do tej pory wiedziało. Powtarzam moim uczniom, że do każdego wyzwania mają podejść tak, jakby robili to po raz pierwszy. Na tym polega praca twórcza.

Od kiedy można zacząć pracować twórczo?

A jak pani myśli? Co jest pierwszą twórczą nauką?

Nauka języka?

Też, ale wcześniej – nauka chodzenia. Przecież nikt nam nie mówił, jak mamy to zrobić. Sami sprawdzaliśmy możliwości, podnosiliśmy się, podchodziliśmy do stołu, trzymaliśmy się brzegu blatu i decydowaliśmy, czy stoimy, czy wracamy na czworaki. Każda zabawa dziecka jest twórcza i nie wolno tego ograniczać. Podobnie jak nie można dziecka uczyć schematów, rozwiązywać za nie zadań. Im dziecko się więcej bawi, tym łatwiej mu w dorosłości pracować twórczo.

Nad programowaniem informatycznym można zacząć pracować z dzieckiem, które myśli abstrakcyjnie. Czyli wtedy, gdy ma dziesięć lub jedenaście lat. Choć zdarzali się dziewięciolatkowie, którzy już myśleli abstrakcyjnie.

Czyli…

…pani ciągle zadaje pytania i nie pozwala mi dojść do sedna sprawy. 

Proszę. 

Pierwszy element rozwoju – jak już mówiłem – to praca twórcza. Kolejny to tzw. tutoring młodzieżowy.

Jeśli uczeń rozwiąże zadanie, staje się ekspertem od tego zadania i omawia je dla pozostałych uczniów. Dodatkowo, jeśli uczeń jest podekscytowany, bo rozwiązał bardzo trudne zadanie i chce o tym opowiedzieć pozostałym, robi to w pozytywnych emocjach. Wszyscy do niego podchodzą, zadają kolejne pytania. A on jest dumny, bo wie, co odpowiedzieć! Dzięki temu zapamiętuje je jeszcze lepiej.

A ci, którzy chcą się od niego czegoś nauczyć – zawsze im to powtarzam – muszą się maksymalnie skoncentrować na tym, co kolega mówi, i patrzeć na niego, gdy wyjaśnia zadanie. Mieć z nim kontakt wzrokowy.

Po co nam kontakt wzrokowy?

A jaka jest największa kara, którą można wymierzyć innemu człowiekowi? Zignorować go – nie odzywać się do niego, nie patrzeć na niego, gdy do nas mówi. Kontakt wzrokowy pomaga w koncentracji.

Bardzo Pan zwraca uwagę na pozytywne emocje.

Bo one nam pomagają każdego dnia. Wzmacniają nasz układ nerwowy, odpornościowy. Pozwalają wyjść ze stanu, który dla pracy twórczej jest najgorszy – obaw, lęku, czy jak nazywa to psychologia: reakcji „walcz albo uciekaj”.

Dzięki pozytywnym emocjom informacje są zapamiętywane, ale w taki sposób, że nie obciążają umysłu – nie są wyuczone. Uczeń nie musi ich powtarzać, ma je w nadświadomości. I jeśli przy kolejnym wyzwaniu potrzebuje tej wiedzy, umysł sam podpowiada mu rozwiązania.

To jest Pana metoda?

Proszę pani, ja jestem z zawodu cybernetykiem. I to nie jest moja metoda, tylko naturalna metoda uczenia się. Sporo się nauczyłem w Wojskowej Akademii Technicznej, a potem gdy pracowałem w Akademii Marynarki Wojennej. Wcześnie przeszedłem na emeryturę i dzięki temu mogę uczyć w szkole. A może zawsze chciałem być nauczycielem?

Pana metody są odporne na czasy?

Dość modne jest takie podejście, że im wyższa technologia, tym więcej pokus, by się nie rozwijać. Po co my mamy się uczyć, skoro sztuczna inteligencja zrobi za nas, co trzeba? Bzdury. Teraz tym bardziej powinniśmy pracować twórczo, choćby po to, żeby mieć intuicję i wyczuwać, co jest wiarygodne, a co jest kłamstwem.

Rozmawiała Anna Goc

Ryszard Szubartowski – jest profesorem oświaty, prezesem Stowarzyszenia Talent, absolwentem cybernetyki na Wojskowej Akademii Technicznej, nauczycielem w III Liceum Ogólnokształcącym im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Mistrz mistrzów