Zaczęło się od przeczuć. Marta i Piotr Bronkowie zauważyli, że ich półtoraroczny syn Gustaw nie gaworzy. Niepokoili się, choć wiedzieli, że badania przesiewowe słuchu wyszły dobrze.
Byli czujni. Martwili się, gdy Gustaw nie reagował na zabawki, które trąbią, brzęczą i warkoczą. Pocieszali się, gdy – podobnie jak inne dzieci – wystraszył się odgłosu pękającego balonu na przyjęciu urodzinowym. Martwili, gdy go wołali, a on się nie odwracał. Pocieszali, gdy w domu rozlegał się dzwonek i mały Gustaw szedł w stronę drzwi.
Laryngolog wyjaśnił, że chłopiec zareagował na balon urodzinowy, bo najpewniej poczuł podmuch powietrza. A do drzwi poszedł za psem, który biegł, by przywitać gości.
Ale najpierw lekarz poprosił Martę, by posadziła Gustawa na kolanach, sam usiadł za nimi i zaczął drzeć gazetę. Chłopiec nawet nie drgnął. – Dźwięk wyrywanych stron jest na tyle irytujący, że jeśli dziecko go usłyszy, musi się odwrócić, by sprawdzić, co się dzieje – powiedział.
Potwierdziły to badania: niedosłuch obustronny, głęboki, ponad 90 dB. Piotr, inżynier, który na co dzień konstruuje statki, wyjaśnia: – Gdyby teraz wylądował obok nas samolot, prawdopodobnie nie obudziłby śpiącego Gustawa.
– Dowiadujesz się, że twoje dziecko jest głuche. I jest to pierwsza głucha osoba, którą w życiu spotykasz – mówi Marta. – Nie masz pojęcia, jak żyją głusi i jakie mają potrzeby.
Nasz syn miał pięć lat i nie znał żadnego języka
Rok później Gustaw miał operację wszczepienia implantu ślimakowego, który – w uproszczeniu – wychwytuje dźwięki z otoczenia i je przetwarza. Po zabiegu rozpoczął rehabilitację słuchową, która trwała kilka miesięcy. Uczył się rozpoznawać nowe dźwięki. Marta i Piotr zatrzaskiwali drzwi, pukali w szybę, odkręcali wodę. Wychodzili do lasu albo nad rzekę.
– Co to? – pokazywał ciągle Gustaw.
Marta: – Ptaszki, słyszysz, jak śpiewają?
Chodzili na zajęcia do gdańskiego oddziału Polskiego Związku Głuchych, na prywatne zajęcia z logopedą, ćwiczyli w domu. Oglądali historie na obrazkach: na pierwszym talerz leżał na stole, na drugim spadał, na trzecim był rozbity – i równolegle słuchali dźwięków tłuczonego szkła. – Gustaw reagował na dźwięki, ale nie rozumiał tego, co mówiliśmy. I nie powtarzał za nami słów – mówi Piotr. – Rehabilitanci uspokajali, że ten proces może zająć nawet rok. Jednak i po tym czasie Gustaw nie rozumiał mowy.
Wtedy zdecydowali się na drugą operację wszczepienia implantu. I znów: zabieg, rehabilitacja, ćwiczenia. Marta: – Gustaw miał już prawie pięć lat i nie potrafił posługiwać się językiem.
Wymyślili proste gesty na domowy użytek: chcę jeść, chcę pić, muszę do toalety. – Pamiętam tamten wieczór. Byliśmy zdeterminowani, żeby znaleźć sposób na kontakt z synem – mówi Piotr.
– W internecie trafiliśmy na informacje o języku migowym. Dotąd logopedka odradzała nam używania nawet prostych gestów, które wymyśliliśmy w domu. Gdy czekaliśmy przed jej gabinetem, pilnowałam się, żeby niczego Guciowi nie pokazywać rękami, bo takie były zalecenia. A przecież inaczej nie potrafiliśmy się porozumieć – wspomina Marta.
– I zgodnie z zaleceniami posłaliśmy Gustawa do przedszkola ze słyszącymi dziećmi – dodaje Piotr. – Usłyszeliśmy od logopedki, że nasz głuchy syn otoczony słyszącymi dziećmi tak bardzo będzie chciał się z nimi porozumieć, że zacznie mówić.
Gustaw chodził do przedszkola ze słyszącymi przez rok. Piotr: – Codziennie musiałem go w jakiś sposób przekonywać, żeby wsiadł do samochodu. Zawsze płakał, gdy dojeżdżaliśmy do przedszkola.
Marta: – Kończyłam pracę o czternastej i biegłam po niego, bo wiedziałam, że jemu tam jest źle. Nie ma kolegów, jest nierozumiany.
Równolegle Marta zapisała się na kurs języka migowego.
Na zdalnej lekcji nauczycielka mówiła do naszego głuchego syna
W Gdańsku nie ma szkoły dla głuchych, najbliższa jest w Gdyni. Marta i Piotr dowiedzieli się, że gmina organizuje dojazd dla głuchych dzieci z Gdańska. – Moje pierwsze zaskoczenie? Kierowca busa nie potrafił migać, nie był w stanie się porozumieć z wsiadającymi dziećmi. Nie było też tłumacza, więc gdyby dzieciom stało się coś po drodze, nie byłoby z nimi kontaktu – mówi Piotr.
– Znaliśmy już niektóre znaki języka migowego, więc potrafiliśmy Guciowi wytłumaczyć, dlaczego ma wsiąść do busa, dokąd pojedzie i że za kilka godzin do nas wróci.
Przez pierwsze tygodnie Piotr jeździł samochodem za busem, by mieć pewność, że wszystko jest w porządku.
Klasa okazała się trzyosobowa. Dwóch kolegów Gustawa było głuchych, mieli także głuchych rodziców. W takich rodzinach dzieci uczą się polskiego języka migowego (PJM) na podobnej zasadzie jak słyszące dzieci w słyszących rodzinach. Chłopcy migali więc biegle. Gustaw obserwował ich i sam uczył się migać.
– Okazało, że Gucio miga inaczej, niż uczyliśmy się na kursie. On migał w PJM, naturalnym i często pierwszym języku osób głuchych. My w tzw. systemie językowo-migowym, który polega na tym, że choć używa się znaków migowych, to miga się zgodnie z gramatyką języka polskiego, która jest różna od gramatyki języka migowego – mówi Marta.
– Gustaw chłonął język, z tygodnia na tydzień migał do nas coraz trudniejszymi zdaniami. Na początku nagrywaliśmy go i wysyłaliśmy filmiki znajomej, która zna biegle PJM, żeby nam przetłumaczyła, o co nas pytał. To był dla nas kop do intensywniej nauki PJM, bo jako rodzice chcieliśmy być o krok w języku przed nim – mówi Piotr.
– Jeśli nasz młodszy słyszący syn Władek zapyta, jaką rybę może złowić w jeziorze, swobodnie mogę mu odpowiedzieć. Chcę mieć taką komunikację z Gustawem.
W Trójmieście nie znaleźli kursów PJM. Jedyny, na który zapisała się Marta, był z systemu językowo-migowego (SJM). Niedługo później w ramach Stowarzyszenia Okno na Świat, które prowadzą, ściągnęli do Trójmiasta lektorów PJM i zaczęli sami organizować kursy: PJM, a potem języka polskiego dla głuchych.
– W czasie pandemii zdaliśmy sobie sprawę, że w szkole dla głuchych nie wszyscy nauczyciele migają. Na zdalnej lekcji zobaczyłam nauczycielkę, która mówiła do mojego głuchego syna – opowiada Marta. – Nie wytrzymałam i włączyłam się, żeby zapytać, czy może migać, bo mój głuchy syn jej przecież nie słyszy. Odpowiedziała, że wszystko mu „przemiga”, ale nie zdążyła przed końcem lekcji.
Piotr: – Wymaganie od głuchych dzieci, by słuchały nauczycieli, którzy do nich mówią, jest jak powiedzenie dziecku, które porusza się na wózku, by spróbowało przeskoczyć przez płotki.
W Polsce wciąż nie ma obowiązku znajomości PJM, gdy zatrudnia się nauczyciela w szkole dla głuchych. Poza tym, jak zwracają uwagę nauczyciele i dyrektorzy szkół, na studiach surdopedagogicznych, które przygotowują do zawodu, liczba godzin PJM jest niewystarczająca, by opanować go biegle.
Z informacji, które przekazała mi gdyńska szkoła dla głuchych, wynika, że sytuacja w porównaniu do tej sprzed kilku lat, gdy Gustaw był jej uczniem, poprawiła się. Jeśli lekcję prowadzi nauczyciel, który nie potrafi biegle migać, albo jest w trakcie kursu z PJM, głusi uczniowie mają zapewnionego tłumacza. Od 2023 r. w szkole są prowadzone kursy PJM, ze wsparciem PZG i PFRON, z których mogą korzystać nauczyciele i inni pracownicy. W szkole pracują też głusi absolwenci.
Prawo głuchych do edukacji w języku migowym nie jest w Polsce realizowane
Na stan edukacji głuchych dzieci i trudną sytuację samych szkół eksperci zwracają uwagę od kilkunastu lat. Już w 2014 r. autorzy raportu Rzecznika Praw Obywatelskich pt. „Edukacja głuchych” podkreślali, że ich prawo „do edukacji w najodpowiedniejszym dla nich języku – polskim języku migowym – nie jest w Polsce realizowane”.
„Nauczyciele pracujący z niesłyszącymi uczniami nie muszą znać języka migowego, a do potrzeb uczniów, którzy się nim posługują, nie dostosowano podstawy programowej, podręczników i arkuszy egzaminacyjnych” – to z kolei pierwsze zdania podsumowania raportu NIK z końca 2022 r. Wynika z niego, że w 15 szkołach, które były objęte badaniem, na 674 nauczycieli tylko 40 proc. zadeklarowało, że zna PJM, a 35 proc., że posługuje się SJM.
„Zdaniem dyrektorów kontrolowanych placówek, uczeń często zna prawidłową odpowiedź na pytanie egzaminacyjne, jednak nie jest w stanie rozkodować samego pytania” – piszą kontrolerzy NIK. A sami nauczyciele podkreślają, że sytuacja jest trudna, bo w szkołach dla głuchych są też słabosłyszący uczniowie, którzy znają język polski i nie posługują się PJM, a także uczniowie z innymi potrzebami komunikacyjnymi, np. z afazją.
W marcu 2024 r., na zlecenie MEN, Uniwersytet Warszawski uruchomił studia podyplomowe pn. „Polski język migowy dla nauczycieli”. Ewelina Gorczyca, rzecznik prasowy MEN, podkreśla, że dzięki studiom nauczyciele mają osiągnąć biegłość w PJM na poziomie B2. Zaznacza także, że opracowano rekomendacje dot. wykorzystania PJM w kształceniu uczniów głuchych. Tematem ma się zająć także Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i rozważyć zmiany w przepisach, by nauczyciele po studiach, którzy zaczynają pracę w szkole dla głuchych znali PJM na poziomie B2. Z informacji przesłanych przez rzeczniczkę, wynika, że MEN wystąpiło także do CKE o analizę propozycji dostosowań arkuszy egzaminacyjnych w roku 2026/2027.
Pierwsza taka klasa: terapeutyczna i dwujęzyczna
Śledzę tę historię od kilku lat. Pod koniec kwietnia 2024 r. spotkaliśmy się w Szkole Podstawowej nr 15 w Gdańsku. Gustaw jest jej uczniem od kilku miesięcy. Jego rodzice, ze wsparciem władz Gdańska i przychylnością dyrekcji szkoły, zorganizowali tu klasę terapeutyczną.
W klasie Gustawa jest ośmioro słyszących dzieci, a na każdej lekcji są tłumacze PJM. Gdy dzieci grają w coś na wuefie, tłumacze stoją obok i migają. Gdy Gustaw miga wiersz z pamięci, tłumaczą go na język polski. Są na każdym apelu, na każdej wycieczce klasowej.
Na rozpoczęciu roku szkolnego tłumacze opowiedzieli o języku migowym i o kulturze głuchych. O tym, że PJM jest jak każdy inny język – ma bogate słownictwo, własną gramatykę. Żeby nie mówić za plecami osoby głuchej, chcąc zwrócić jej uwagę, wystarczy lekko uderzyć w ramię.
– To jest inne dziecko – mówi Marta. – Rozumie, co dzieje się na lekcjach.
Weszliśmy do niewielkiej klasy gdańskiej podstawówki. Gustaw zajął miejsce w trzeciej ławce. Obok nauczycielki stała tłumaczka PJM. Rozmawiali o umięśnionych ptasich skrzydłach. O piórach: puchowych, pokrywowych, sterówkach i lotkach. O tym, że są kości pneumatyczne, czyli takie, które są wypełnione powietrzem. Nauczycielka używała specjalistycznego słownictwa, ale to nic nie szkodzi – dzięki tłumaczom PJM Gustaw je rozumiał.
– Zależało nam na tym, by mógł przyswajać wszystkie informacje, które dostają słyszące dzieci. Stąd pomysł, by powstała pierwsza w Polsce klasa terapeutyczna i dwujęzyczna – mówi Piotr.
– Dostaliśmy informację z urzędu miasta, że w Trójmieście jest ponad 90 dzieci z dysfunkcją słuchu w wieku od siedmiu do czternastu lat, w 88 szkołach. Niektóre z nich mają implanty i funkcjonują jak słyszące, ale są też dzieci, które mogą nie rozumieć tego, co dzieje się na lekcjach. Są rozproszone po placówkach, więc ich codziennych zmagań nie widać.
I dodaje: – W Gdańsku stworzyliśmy model edukacyjny, który działa. Gustaw osiąga bardzo dobre wyniki w nauce, dostał stypendium. To pokazuje, że dzieci głuche mogą osiągnąć wszystko. Pod warunkiem, że mają zapewnioną komunikację w języku, którym się posługują.
W międzyczasie Marta skończyła studia logopedyczne i zajęła się rehabilitacją głuchych dzieci. – Spędziłam z Guciem wiele godzin na rehabilitacji, wiedziałam, czego mu brakuje. Przede wszystkim języka i kontaktu z logopedą – mówi.
– Najpierw ćwiczymy z dzieckiem w języku, który jest w stanie opanować, dopiero potem wprowadzam język polski. Przez wiele lat panowało przekonanie, że głuche dzieci mają nauczyć się mówić. Choć wiadomo, że nie wszystkie potrafią.
Egzamin ósmoklasisty: dlaczego głuchy uczeń ma zdawać w obcym języku?
Za kilka tygodni Gustaw i jego koledzy podejdą do egzaminu ósmoklasisty. Gustaw będzie go zdawał w języku polskim, który jest dla niego językiem drugim i obcym.
– Jeżeli dla naszego syna PJM jest pierwszym językiem i tym, którym posługuje się biegle, to zdawanie egzaminu w języku polskim będzie dla niego trudniejsze i może na tym stracić, mimo przygotowania – mówi Marta. – Z Gustawem zrobiliśmy wszystko, by opanował język polski. Dlaczego teraz ma za swój wysiłek zapłacić podwójnie: trudniejszym dla niego egzaminem i być może gorszym wynikiem?
Za dostosowanie egzaminów do potrzeb uczniów odpowiada Centralna Komisja Egzaminacyjna. Jej dyrektor Robert Zakrzewski, odpisując na moje pytanie, wyjaśnił, że egzamin ósmoklasisty jest dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami i „nie ogranicza się jedynie do organizacji samego egzaminu, ale obejmuje także odpowiednie przygotowanie arkuszy egzaminacyjnych”.
Podkreślił też, że arkusze dla uczniów głuchych i słabosłyszących są przygotowywane z przedstawicielami PZG, a potem recenzowane przez specjalistów z zakresu surdopedagogiki.
Poza wydłużeniem czasu pracy na egzaminie, zmiany są też w arkuszach egzaminacyjnych; na języku polskim uczniowie pracują na innym tekście publicystycznym. „Zmienia się również warstwa językowa poleceń i zadań: sformułowania metaforyczne lub przenośne zastępowane są prostszymi i bardziej jednoznacznymi. Dodatkowo wyjaśniane są trudniejsze słowa, których osoba g/Głucha po ukończeniu szkoły podstawowej może nie rozumieć” – pisze dyrektor CKE.
Podobnie na egzaminie z matematyki – polecenia i zadania są upraszczane językowo, a w zadaniach otwartych dodaje się pomocnicze zapisy ułatwiające zrozumienie zadania.
Czy głusi są dyskryminowani na egzaminie?
Marta i Gustaw zwrócili się do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, by tłumacz był nie tylko w momencie, gdy wyjaśniane są procedury, lecz także by mógł przetłumaczyć Gustawowi wszystkie zadania i polecenia egzaminacyjne.
– Dzięki temu, że od blisko trzech lat Gustaw ma tłumaczy na lekcjach i zdobywał wiedzę w swoim naturalnym języku, wiemy, że jest bardzo dobrze przygotowany. Z próbnego egzaminu z języka polskiego zdobył prawie 70 procent, z języka angielskiego blisko 90 procent – mówi Piotr. – To zasługa dwujęzycznej edukacji, którą wywalczyliśmy. Nie wszystkie głuche dzieci miały na nią szansę.
Napisali także do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Rzecznika Praw Obywatelskich. A sprawę powierzyli kancelarii prawnej.
– Pełnomocnik terenowy RPO w Gdańsku przesłał nam pismo, które skierował do Biura Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych oraz do Dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Gdańsku, w którym podkreślił, że choć językiem urzędowym jest język polski, to dla wielu głuchych jest on językiem obcym – mówi Marta.
– Zaznaczył także to, że jeśli głusi mają zdawać w języku dla nich obcym, to egzaminy nie sprawdzą ich wiedzy, tylko kompetencje językowe.
Piotr: – To jest pierwszy, ale nie ostatni egzamin Gustawa i nie jest on jedynym głuchym dzieckiem w Polsce, posługującym się PJM. Chcemy, żeby egzaminy były dla dzieci takich jak Gucio w pełni dostępne i zrozumiałe. Jesteśmy gotowi podjąć działania prawne, aby wykazać, że obecny system egzaminacyjny dyskryminuje uczniów głuchych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















