Nawet do kilkunastu procent nastolatków wymaga terapii. Jak im pomóc?

Rodzice dzieci z depresją są zagubieni. Specjalistów w przychodniach brakuje, na prywatne wizyty stać niewielu – zostaje szukanie pomocy na forach internetowych. Czy naprawdę jest aż tak źle?
Czyta się kilka minut
Fot. Rawpixel.com / Adobe Stock
Fot. Rawpixel.com / Adobe Stock

Mówię do niej przez drzwi, a ona zostawia mi kartki: „Szynka, dwie bułki”, „Ser biały, pomidor”, „Składka w szkole, 20 złotych”. Jedzenie zabiera do pokoju, nie siada z nami do stołu, już trzecią wigilię przeleżała w łóżku. Chyłkiem wychodzi do łazienki, myje się często po ciemku. Poszliśmy z nią do psychiatry, dostała leki, ale nie chce ich łykać; odmawia też psychoterapii. Zawsze była taka grzeczna, świadectwa miała z czerwonym paskiem, wierszyki mówiła na akademiach. Aż przyszedł covid i od tego czasu nie mamy dziecka w domu, choć jest w nim cały czas. Drzwi do pokoju zastawia łóżkiem, śpi w ubraniu – opowiada mama 18-latki z Puław.

Nawet co piąty nastolatek cierpi

Według opublikowanego przez UNICEF w 2021 r. raportu z badań wykonanych podczas pandemii (w 21 krajach Europy) – aż 16 proc. dziewcząt i 19 proc. chłopców w wieku 15-19 lat ma zdiagnozowane problemy psychiczne wymagające terapii. Polskie dane też nie napawają optymizmem – według NFZ liczba niepełnoletnich pacjentów leczących się z zaburzeń lękowych i depresyjnych w latach 2013-2021 wzrosła o 120 proc. Odsetek młodych ludzi wymagających terapii może u nas sięgać w sumie od 17 do 20 proc.

Beata Charzanowska Pietraszuk // Fot. Archiwum prywatne

– Rodzice długo nie zdają sobie sprawy, że dziecko ma depresję, prędzej zauważą to nauczyciele w szkole. Kiedy do nas już trafią, staramy się z nimi rozmawiać, a dzieci kierujemy do specjalistów, jednak nie da się im skutecznie pomóc bez kompleksowej pracy ze zmianą schematów myślowych dorosłych – wyjaśnia Beata Chrzanowska-Pietraszuk, psycholog ze Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej Uniwersytetu dla Rodziców.

Placówka działa w Warszawie od 1957 r., udziela pomocy bezpłatnie i jest jedyną tego rodzaju instytucją w Polsce. Na pierwszą konsultację czeka się jedynie około miesiąca, ale mogą się o nią ubiegać tylko dorośli ze stolicy. Tymczasem w rozmowach z rodzicami dzieci zmagających się z depresją bardzo często pojawia się temat ich własnych trosk. Czują, że zostali z trudnym problemem sami. Zżera ich też lęk o dziecko i o siebie; chcieliby to skonsultować ze specjalistą, ale po opłaceniu wizyt córki czy syna u psychiatry lub psychoterapeuty często nie mają już funduszy.

– Najtrudniej przyjąć dorosłym, że depresja to choroba, której leczenie jest procesem rozciągniętym w czasie. Chcą się szybko z nią uporać, żeby dziecko wróciło do szkoły i obowiązków, bo nie daj Boże zawali rok – opowiada Beata Chrzanowska-Pietraszuk. – Pytam więc, co się stanie, jeśli córka nie zda do następnej klasy? Czy to rzeczywiście takie straszne? Czy gdyby dziecko chorowało na nowotwór lub było połamane po wypadku, przejście do następnej klasy nadal byłoby ważne?

Rodzice nastolatków pytają, gdzie popełnili błąd 

Mama 18-latki z Puław po pierwszej ucieczce córki z domu i odkryciu, że dziewczyna tnie sobie uda, wzięła w pracy urlop dla poratowania zdrowia. Nie może spać, chodzi w nocy po domu i nasłuchuje. Kilka razy w tygodniu spod drzwi pokoju córki prowadzi monolog: „Wstań. Idź do szkoły. Już zmarnowałaś trzy lata. Młodość ci ucieka, a to przecież najpiękniejsze lata w życiu. Tyle wspomnień, przyjaźni, zdjęć, a ty co? Leżysz na łóżku i z nikim nie masz kontaktu”. Mówi tak, choć wie, że ta „gadka motywacyjna” nie ma sensu i tylko pogarsza stan i córki, i jej samej.

– Praca z przekonaniami rodziców dotyczy wielu rzeczy, w tym głęboko utrwalonego w świadomości społecznej mitu dzieciństwa jako okresu szczęśliwego, „sielskiego, anielskiego”. Rodzice zapominają, że jako dzieci byli uzależnieni od dorosłych, ciągle czegoś im zabraniano, zmagali się z buntem młodzieńczym w okresie dojrzewania. Z czasem wyidealizowali sobie w głowie ten intensywny czas, ale tak naprawdę to jeden z trudniejszych okresów w życiu człowieka – przekonuje Chrzanowska-Pietraszuk.

W 2015 r. z inicjatywy fundacji Forum Przeciw Depresji uruchomiony został telefon zaufania, na który w środę i czwartek dzwonią dorośli, by porozmawiać z lekarzem psychiatrą. Dodzwoniłam się po kilku próbach, bo linia wciąż była zajęta. – Zaczynam dyżur o godz. 17 i rozmawiam non stop. To nie jest poradnia medyczna, więc nie stawiam diagnozy, staram się raczej doradzać i nigdy nie oceniam. Często dzwonią do mnie bezradni rodzice nastolatków, którzy nie wiedzą, jak im pomóc. Wyczuwam ich lęk, zmęczenie, niepewność co do własnych kompetencji – mówi Marzena Firlej, psychiatra, która od 10 lat dyżuruje w fundacji.

O telefonie zaufania usłyszałam od Anny z Katowic, której córka przez kilka lat zmagała się z depresją. Zdarzały się chwile, że matka była tak wyczerpana, iż nie miała siły oskrobać warzyw na zupę. Rozmowa z psychiatrą pomogła Annie uporać się m.in. z lękami i poczuciem winy, które towarzyszyło jej w trakcie choroby 22-letniej dziś córki.

– Podczas bezsennych nocy zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd i dlaczego właśnie mnie to spotkało. Przeszłam z córką piekło: samookaleczenia, dwie próby samobójcze, niszczenie mebli, ucieczkę z domu. Trudno się do tego przyznać, ale upokarzające słowa i agresja były u nas na porządku dziennym – opowiada Anna. – Córka biła siostry, kilka razy uderzyła też mnie. Pewnego dnia wróciłam z młodszymi dziewczynkami z zabawy choinkowej, a na dywanie leżały moje ubrania: pocięte i zmieszane z rozbitymi naczyniami. Córka krzyczała: „Teraz poczuj mój ból”. Usłyszałam, iż to ja jestem winna, że mój mąż, a jej ojciec odszedł od nas. To było bolesne.

Córka Anny powtarzała drugą klasę liceum, przez dwa lata przyjmowała leki antydepresyjne, a pół roku przed maturą trafiła na leczenie zamknięte. Zdała jednak egzamin dojrzałości, a po rocznej przerwie na terapię dostała się na studia.

– Wierzę, że mamy to za sobą, choć wciąż żyję w lęku i nie mogę usnąć bez tabletki. Mam długi, bo mimo że za leczenie córki płaciliśmy z eksmężem po równo, kosztowało nas to ponad 20 tysięcy. Najdroższe były wizyty u psychoterapeuty, bo choć spotkania z psychiatrą refundował NFZ, to już trzyletnia psychoterapia odbywała się w prywatnym gabinecie. Raz umieściliśmy córkę w ośrodku na kosztowny turnus „łapania równowagi psychicznej”, ale wróciła jeszcze bardziej rozdygotana, a do tego zaczęła palić marihuanę. Potem doszły jeszcze korepetycje, żeby córka nadrobiła zaległości przed maturą – wylicza wydatki Anna.

Rodzice nie dostrzegają cierpienia dzieci

– Mija sporo czasu, zanim dziecko zacznie dawać sygnały kryzysu emocjonalnego, ale rodzice nawet wtedy często ich nie zauważają. Dostrzegają problem, kiedy stan jest poważny, a wtedy niejeden z nich przychodzi do gabinetu i prosi: „Pani go naprawi, bo nam się nie udało”. Jakby człowiek był sprzętem, w którym wymienimy jakieś części i wróci do „normalności”. Pracuję teraz z dziewczyną, która cierpiała w ciszy od szóstej klasy podstawówki, a trafiła do mnie w końcówce liceum – opowiada Lucyna Kicińska, pedagożka w XLI LO im. J. Lelewela w Warszawie oraz ekspertka Biura ds. Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Forum Przeciw Depresji, z którym też jest związana, w 2024 r. przeprowadziło darmowe warsztaty szkoleniowe pod nazwą Akademia Uważnego Rodzica (przy wsparciu platformy internetowej Życie Warte Jest Rozmowy). Uczestnicy mogli przyjrzeć się potrzebom nastolatków oraz nauczyć odpowiednio reagować na ich kryzysy emocjonalne, tak by nie zaognić sytuacji i nie stracić kontaktu z dzieckiem.

– Taki kryzys może być wynikiem nagłego wstrząsu, którego rodzice czasem nawet nie zauważą. Można to porównać do trzęsienia ziemi; trwa krótko, ale odbudowa wymaga lat. Specjalista nie jest przecież magikiem, rodzice muszą być przygotowani na długi proces i wspierać dzieci – wyjaśnia Lucyna Kicińska.

Opublikowany w 2023 r. raport Rzecznika Praw Dziecka „Badanie jakości życia dzieci i młodzieży – perspektywa dzieci (2021) i ich rodziców (2022)” pokazuje wyraźnie, że dorośli często nie dostrzegają, iż wraz z dorastaniem pogarsza się samopoczucie psychiczne ich dzieci. Brak odpowiedniej diagnozy sprawia, że – wedle raportu – aż 14 proc. uczniów w Polsce wymaga interwencji specjalistycznej. RPD rekomenduje więc wspieranie przez państwo rodziców w rozwijaniu kompetencji komunikacyjnych, szczególnie w odniesieniu do starszych dzieci. 

Pomoc na forach i w fundacjach 

Sytuację opiekunów pogarsza syndrom wypalenia rodzicielskiego, którego doświadcza 9 proc. matek i 2 proc. ojców w Polsce – tak wynika z belgijskich badań przeprowadzonych przez Katolicki Uniwersytet w Leuven. Plasują nas one na czele 42 analizowanych krajów. Tuż za Polską jest Belgia i Szwajcaria, dużo lepiej zaś czują się rodzice m.in. we Włoszech, Turcji, Iranie, Chinach czy Tajlandii.

Syndrom objawia się frustracją, emocjonalnym zdystansowaniem wobec dzieci, czasem wręcz utratą przyjemności z bycia rodzicem. Badanie pokazuje też związek wypalenia ze wzrostem liczby myśli samobójczych, które prowadzą do zaniedbywania dzieci, agresji oraz ucieczek rodzica w alkohol, narkotyki czy pracoholizm. Nie ma jasnej odpowiedzi, dlaczego akurat w Polsce współczynnik wypalenia rodzicielskiego jest tak wysoki. Naukowcy najczęściej podejrzewają, że jesteśmy społeczeństwem indywidualistycznym, w którym młodzi rodzice są zdani na siebie, gdyż rozluźniły się więzi międzypokoleniowe. Wyznaczamy też sobie zbyt wysokie standardy zapewnienia dzieciom wsparcia w rozwoju oraz bezpieczeństwa finansowego, i cierpimy, gdy nie możemy im sprostać. 

Dr hab. Konrad Piotrowski z Uniwersytetu SWPS badał niezależnie to zjawisko w Polsce i nie tylko stwierdził, że ok. 8 proc. matek i ojców doświadcza mocno tego stanu, ale również, że aż 11 proc. z nich żałuje decyzji o rodzicielstwie. W grupie młodych rodziców niemal co trzeci jest na granicy wypalenia.

– Sytuacja jest bardzo trudna, jednak o ile w dużych miastach mamy łatwiejszy dostęp do specjalistów, to mniejsze ośrodki nie dają takich możliwości – wyjaśnia Urszula Szybowicz, prezeska Fundacji Nie Widać Po Mnie. – Kolejki do psychiatrów i psychoterapeutów są długie, a rodzice są coraz bardziej zagubieni w systemie polskiej ochrony zdrowia: szukają więc pomocy na forach internetowych. Do tego dochodzi wstyd przed przyznaniem się, że dziecko wymaga pomocy specjalisty. Nasza fundacja udostępnia bezpłatnie e-booki, podkasty, udziela konsultacji, raz w miesiącu mamy też dyżur na infolinii Rzecznika Praw Pacjenta i wyjaśniamy, gdzie można szukać pomocy.

Depresja nastolatka weryfikuje przyjaźnie rodzica

Magda, pielęgniarka z Lublina, pracuje 20 lat w zawodzie i dopiero ode mnie słyszy o wypaleniu rodzicielskim. Jej syn zachorował na depresję po rozstaniu z dziewczyną w drugiej klasie szkoły średniej. Był szczyt pandemii, syn zapadał się w sobie, ale Magda długo bagatelizowała to, co się z nim dzieje. Myślała o finansach rodziny; chciała zarobić na spłatę kredytu, bo mąż po wypadku miał przestój w pracy. Brała dodatkowe dyżury i wizyty domowe – ale stała się gościem we własnym domu. 

– Byłam sfrustrowana, zła i zniecierpliwiona, przychodziłam po pracy i marzyłam, żeby iść do łóżka, nie miałam ochoty na rozmowy. Złościłam się na syna i nie mogłam opanować pretensji, bo tylu chłopaków rzucają dziewczyny, a on się maże i chodzi po domu jak Romeo – wspomina Magda.

Dopiero gdy syn po próbie samobójczej trafił na oddział psychiatryczny dla dzieci i młodzieży, zrozumiała, że przez całe dwa lata łudziła się, iż problemy same się rozwiążą. – Najtrudniejsze było znalezienie psychoterapeuty. Zaczęliśmy od tego, co oferował NFZ, i nie mieliśmy szczęścia. Czekaliśmy aż cztery miesiące na wizytę, ale psychoterapeutka okazała się jakby rozkojarzona. Bardziej wpędziła syna w poczucie winy niż mu pomogła. Dopiero rok temu znaleźliśmy właściwą osobę, ale prywatnie. 200 zł za jedno spotkanie to dla nas bardzo dużo – mówi mama chłopaka. Nie stać jej na regularne wizyty, więc przez portal społecznościowy znalazła grupę matek, których dzieci też cierpiały na depresję. Raz w miesiącu umawiają się, żeby wypić kawę i podzielić się obserwacjami.

Wielu rodziców podkreśla, że depresja dziecka weryfikuje przyjaźnie i czasem przynosi poczucie zupełnej bezradności. W Polsce wciąż brakuje psychiatrów; na milion obywateli przypada 90 specjalistów. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja młodych pacjentów – wedle danych NFZ z 2024 r. mamy tylko 555 psychiatrów dziecięcych. Np. w województwie mazowieckim czas oczekiwania dziecka na spotkanie w poradni wynosi 26 dni dla osób w „stanie trudnym”, a 114 dni dla tych w „stanie stabilnym”. Sytuację komplikuje brak ustawy o zawodzie psychoterapeuty, co sprawia, że trudno zweryfikować kwalifikacje osób świadczących takie usługi. 

– Brakuje nam psychiatrów, a do tego kształcimy ich za pieniądze z podatków, po czym oni znajdują zatrudnienie niemal wyłącznie w sektorze prywatnym. To nie jest w porządku – uważa Lucyna Kicińska. – Na dodatek w mediach przeważa narracja, że w Polsce „nie ma pomocy dla osób w depresji”. To nieprawda, takie artykuły dobrze się klikają, ale czynią wiele złego, bo utwierdzają w ludziach przekonanie, że nie warto szukać wsparcia, bo opieka nad zdrowiem psychicznym Polaków jest w zapaści. Tymczasem nie tylko ja, ale wielu pedagogów i psychologów czeka na rodziców choćby w szkolnych gabinetach.

Pomoc można też znaleźć poprzez serwis internetowy Życie Warte Jest Rozmowy oraz w Ośrodkach Środowiskowej Opieki Psychologiczno-Psychoterapeutycznej, których jest w Polsce 496. Choć placówki te skupiają się na pomaganiu dzieciom, pracujący w nich specjaliści wiedzą, jak ważne jest wsparcie dla rodziców. Nie odmawiają konsultacji z nimi.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Teraz poczuj mój ból