Biblioteki przyszłości. Tu nie przychodzi się tylko, by pożyczyć książkę

Biblioteki są schronami na kryzysowe czasy. Kryzysowe, to znaczy pozbawione relacji, online’owe i nietwórcze.
Czyta się kilka minut
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara
Anna Goc // Fot. Grażyna Makara

O Bibliotece Publicznej w duńskim Aarhus, jednej z tych, które otrzymały tytuł Public Library of the Year, czyli najlepszej biblioteki na świecie, opowiadała mi Aleksandra Zawalska-Hawel, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Żorach. Prowadziła mnie wtedy schodami dawnego miejskiego młyna, przebudowanego na bibliotekę, żeby pokazać widok z dachu, gdzie urządziła kawiarnię. Bo – jak mówiła – polskie biblioteki, a przynajmniej ta, którą kieruje, próbują doścignąć (a może i prześcignąć) te najlepsze na świecie. 

– Wewnątrz biblioteki w Aarhus jest dzwon, który rozbrzmiewa za każdym razem, gdy na świat przychodzi nowy mieszkaniec miasta – opowiadała Zawalska-Hawel. – Dźwięk i lekkie drżenie dzwonu wywołują radość, którą przeżywa się właśnie tu, w bibliotece – mówiła.

Przypomniała mi się ta scena, gdy czytałam tekst Moniki Ochędowskiej i Sonii Brożek o bibliotekach, czyli – jak przekonują autorki – instytucjach, w których żyjemy, tworzymy wspólnoty i wymyślamy przyszłość.

Biblioteki się zmieniają, obserwujemy to od dawna. Nie są już cichymi i mało widocznymi miejscami w mieście, do których wchodzi się na kilka minut, by oddać i wypożyczyć książki. Zresztą sama książka jest coraz częściej tylko elementem ruchu bibliotecznego. Bo w bibliotekach – na wzór skandynawski – mamy spędzać czas.

Biblioteki są więc coraz częściej nowoczesne i wyposażone w najlepszy sprzęt. Nierzadko zachwycają architektonicznie, a bywa, że ich oferta kulturalna czy społeczna nie ma konkurencyjnych w mieście. Organizują spotkania i warsztaty. Podejmują tematy ważne i trudne społecznie. Włączają w społeczność i opowiadają o świecie, którego nie rozumiemy.

W tym sensie biblioteki stają się miejscami, których szukamy także po to, by poczuć się bezpieczniej. Są schronami na kryzysowe czasy – kryzysowe, to znaczy pozbawione relacji, online’owe i nietwórcze. Być może właśnie dlatego – jak piszą autorki – Thomas Frey, futurolog pracujący dla NASA, nazywał je instytucjami, od których będzie zależała nasza przyszłość.

A o tym, że książki potrafią zmieniać świat, nawet nie wspominam. Polecam za to tekst Filipa Springera, który ucieszył się na przekład „Milczącej wiosny” Rachel Carson. Czyli właśnie jednej z tych książek, która zmieniła świat.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Instytucje przyszłości