W kształtującej się przez stulecia ikonografii chrześcijańskiej nierzadko najpopularniejszymi przedstawieniami stawały się ilustracje wydarzeń, którym Ewangeliści wcale nie poświęcili wiele uwagi. Do takich należy historia o mędrcach ze Wschodu, którzy przybyli złożyć pokłon nowo narodzonemu Jezusowi, uznając Go za króla żydowskiego.
Czego nie wiemy o trzech królach
Krótką informację na ten temat znajdziemy jedynie w drugim rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza. Wiemy, że mędrcy podążali za gwiazdą i że przynieśli Dzieciątku dary: złoto, kadzidło i mirrę. Herod, obawiając się utraty władzy, chciał się od nich dowiedzieć, gdzie znajduje się ów król żydowski, lecz mędrcy zostali we śnie ostrzeżeni, że nie powinni spotykać się z Herodem i w związku z tym „inną drogą udali się do swojej ojczyzny”.
Nie wiemy jednak, gdzie była ta ojczyzna. Nie wiemy, kim byli mędrcy i ilu ich było.
Co ciekawe, to właśnie pokłon mędrców stał się jednym z najpopularniejszych przedstawień od początków IV wieku, na co wskazują zachowane malowidła we wczesnochrześcijańskich katakumbach. Już wówczas najczęściej zakładano, że magów było trzech, skoro przynieśli trzy dary – chociaż zdarzały się przedstawienia, gdzie ich liczba była inna (il. 1).
Nikt wtedy nie uznawał jeszcze mędrców za królów – ukazywano ich w czapkach frygijskich, które starożytni Rzymianie uważali za nakrycie głowy ludów wschodnich – Frygów, Traków, Daków, Persów, Scytów i innych. Ponieważ wiodła ich gwiazda, zapewne byli astrologami – może perskimi lub babilońskimi.
Mądrość i bogactwo czy wiedza i hojność
Mędrcy przybywają zatem z bliżej niesprecyzowanego Wschodu – zapewne w interpretacji wczesnochrześcijańskiej ze wschodnich rubieży Cesarstwa. Reprezentują oni orientalną mądrość (wiedzę) oraz hojność (bogactwo), a zarazem z punktu widzenia tradycji rzymskich niezwykle ważny jest fakt, że składają hołd Jezusowi jako władcy.
Było to odniesienie do uznawania przez różne ludy wielokulturowego Cesarstwa Rzymskiego nadrzędnej władzy cesarza, a zarazem dowód, jak bardzo wczesne chrześcijaństwo osadzone było w zachodnim, śródziemnomorskim myśleniu. Przybysze z zapewne Bliskiego Wschodu występują we wczesnochrześcijańskich przedstawieniach w roli „obcych” – być może nawet rozumiano ich jako symbolizujących inne, wschodnie religie.
Idea, że Mesjasz narodził się nie po to, aby być królem jedynie dla Żydów, czy też zbawić tylko naród wybrany, i że chrześcijaninem można zostać nie wyznając najpierw judaizmu, miała kluczowe znaczenie w kształtowaniu się wczesnych wspólnot Kościoła.
Zapewne stąd także popularność przedstawienia hołdu mędrców w sztuce wczesnochrześcijańskiej – właściwe objawienie światu Mesjasza nie następuje wówczas, gdy w stajence betlejemskiej witają go lokalni pasterze, lecz gdy uznają go za władcę przedstawiciele „zagranicznych” elit, a zarazem poganie.
Skąd się wzięły imiona Kacper, Melchior i Baltazar
W drugiej połowie pierwszego tysiąclecia ugruntowało się przekonanie, że trzej mędrcy reprezentują całą ludzkość jako personifikacje trzech etapów życia – dlatego tradycyjnie przedstawiano ich jako mężczyzn w różnym wieku, o czym świadczyć miała głównie długość zarostu na ich twarzach.
Najstarszy miał nie tylko siwe włosy, ale także najdłuższą brodę, najmłodszy zaś w ogóle nie miał zarostu. Jeśli chodzi o dary – najstarszy miał przynieść złoto (dla Chrystusa-króla), ten w wieku średnim podarował kadzidło (odnoszące się do boskiej natury Dzieciątka), zaś najmłodszy – mirrę, będącą zapowiedzią przyszłej męki Mesjasza.
Łacińska tradycja przypisała im imiona Kacper, Melchior i Baltazar, choć przywoływano także inne – przykładowo, Jakub de Voragine w swej „Złotej Legendzie” podał, że po grecku zwali się oni Appelius, Amerius oraz Damascus; funkcjonowały też imiona hebrajskie (Galgalath, Magalath i Sarachim).
Trzej królowie ponadto mieli reprezentować trzy kontynenty: Azję, Europę i Afrykę. Stąd najmłodszy z nich w sztuce późnośredniowiecznej często był przedstawiany jako czarnoskóry – najwcześniejsze przykłady takiej ikonografii znajdziemy w rękopisach z czasów krucjat (il. 2).

Warto przy okazji zauważyć, że rasizm w kulturze europejskiej rozwinął się znacznie dopiero w czasach nowożytnych, w związku z kolonializmem – by usprawiedliwić handel niewolnikami, Europejczycy przekonywali samych siebie, iż ludzie czarnoskórzy należą do gorszej kategorii, a poglądy swe podpierali nawet odpowiednimi interpretacjami papieskich bulli.
Tymczasem w średniowiecznej sztuce znajdziemy nie tylko czarnego króla, ale też czarnoskórego św. Maurycego (w późniejszych wiekach częściej jednak ukazywanego jako człowieka rasy białej), zaś w Tryptyku Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga dostrzec można postać Afrykańczyka wśród zbawionych, stojącego w kolejce do nieba.
Nakrycie głowy i status społeczny postaci
Wczesnochrześcijańscy teologowie (np. Tertulian) wiązali już ewangelicznych mędrców z królami, w odniesieniu do wersetu z Psalmu 72:
„Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary, królowie Szeby i Saby złożą daninę. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie, wszystkie narody będą mu służyły”.
Ale w sztuce korony na głowach mędrców pojawiły się dopiero w X wieku, w miniatorstwie anglosaskim („Benedykcjonał św. Etelwolda I” z Winchesteru, British Library) oraz ottońskim (rękopisy wykonane w kręgu lub na zamówienie Egberta arcybiskupa Trewiru – il. 3).
Scena, w której koronowani władcy składają hołd Chrystusowi-cesarzowi, odnosiła się do ikonografii politycznej (Otton II oraz Otton III bywali ukazywani jako tronujący, odbierający hołd od ukoronowanych personifikacji ziem).

W sztuce średniowiecznej nakrycie głowy pozwala nam zidentyfikować status społeczny postaci. W scenach Sądu Ostatecznego, zwłaszcza wśród potępionych w piekle, ukazywano ludzi nagich – ale króla, biskupa, pielgrzyma, mnicha, mężatkę czy pannę rozpoznamy nawet bez ubrania: po fryzurze lub właśnie nakryciu głowy.
Trzech królów zatem ukazywano w koronach nawet w scenie, gdy śpią, a anioł mówi im, że mają nie wracać do Heroda. A ponieważ trzej królowie podróżują razem, to po drodze śpią też razem – najczęściej pod jednym przykryciem (il. 4).
Nie ma to podtekstu erotycznego, ani nie jest to artystyczna fantazja: w średniowieczu (jak i wcześniej, w starożytności, oraz później w czasach nowożytnych) powszechnym zwyczajem było wspólne spanie – z rodziną, przyjaciółmi, towarzyszami pielgrzymek, nawet z obcymi.

Przydrożne zajazdy obsługujące podróżnych często miały zbyt mało łóżek, a poza tym „grupowe” spanie po prostu pozwalało skuteczniej się zagrzać, zwłaszcza gdy przed świtem wygasł już ogień w kominku. Dopiero w XIX wieku uznano, że grupowe spanie jest niehigieniczne i niezdrowe.
Wspólne spanie (i wszelakie inne wspólne aktywności) były w kulturze średniowiecznej także znakiem wzajemnego zaufania.
Karol Wielki często zapraszać miał swych krewnych oraz członków dworu do wspólnej kąpieli w pałacowych łaźniach; król angielski Ryszard Lwie Serce miał z królem francuskim Filipem II Augustem jeść ze wspólnej misy i spać w jednym łożu, na potwierdzenie zawarcia pokoju między dwoma rywalizującymi monarchami.
Takie przekazy ze średniowiecznych kronik jakiś czas temu uważano za dowody na homoseksualne skłonności wspomnianych władców, dziś jednak większość badaczy widzi w nich świadectwo zwyczajów, które wówczas nie miały podtekstu seksualnego – podobnie jak przedstawienia trzech królów pod wspólną kołderką.
Relikwie trzech królów w Kolonii
Apokryfy dopisały do życiorysów ewangelicznych mędrców nawrócenie, a nawet męczeństwo. A skoro zostali świętymi, musiały pojawić się też ich relikwie.
Miała je sprowadzić do Konstantynopola św. Helena (zm. w 330 r.), matka cesarza Konstantyna Wielkiego, który zagwarantował chrześcijanom wolność wyznania, ufundował kluczowe wczesnochrześcijańskie świątynie, a w końcu sam przyjął chrzest. Cesarzowa Helena miała wyjątkowy dar odnajdywania świętych relikwii (choćby drzewa krzyża, na którym umarł Jezus).
Szczątki mędrców jeszcze w IV wieku trafiły do Mediolanu. Cesarz Fryderyk I, zwany Barbarossa, który wielokrotnie najeżdżał Italię, w 1164 roku zrabował relikwie trzech królów i podarował je arcybiskupowi Kolonii, Rainaldowi.
Bo choć cesarz absolutnie nie należał do osób pobożnych, to zdawał sobie sprawę, że te akurat relikwie są dla każdego władcy niesłychanie ważne wizerunkowo. Wraz z Rainaldem doprowadził zresztą również do kanonizacji Karola Wielkiego, co także było istotnym elementem propagandy cesarskiej władzy.
Jak wiadomo, turystyka to pieniądze. Ruch pielgrzymkowy w Kolonii zwiększył się, a zatem zainwestowano w nowy relikwiarz. Wykonał go na przełomie XII i XIII wieku jeden z najsłynniejszych europejskich złotników – Mikołaj z Verdun. Ale choć powszechnie przyjęto, że są to relikwie autentyczne, to i tak sto lat później Marco Polo zapewniał, że w czasie swych podróży natknął się na pochówki trzech mędrców w Persji.
Trzej królowie z twarzami europejskich władców
Zamiana ewangelicznych mędrców na królów sprawiła, że z przyjemnością utożsamiali się z nimi europejscy władcy. W późnogotyckiej sztuce popularne stały się tak zwane kryptoportrety – w roli jednego z trzech królów w różnych dziełach odnajdziemy m.in. cesarza Fryderyka III, Maksymiliana I czy też księcia Burgundii Karola Śmiałego.
Mamy i my takie dzieło – ok. 1470 roku powstał tryptyk Matki Boskiej Bolesnej, z fundacji króla Kazimierza Jagiellończyka, przeznaczony do jego grobowej Kaplicy Świętokrzyskiej w katedrze na Wawelu (gdzie zresztą do dziś się znajduje). W „Pokłonie Trzech Króli” (il. 5) jeden z monarchów ma twarz Władysława Jagiełły – znamy ją z nagrobka króla, który to nagrobek powstał za życia Jagiełły i zawiera jego portretowy wizerunek.
Prawdopodobnie to fundator, czyli król Kazimierz Jagiellończyk, postanowił, że jeden z trzech królów będzie miał twarz jego ojca – protoplasty dynastii Jagiellonów. Kazimierz miał zaledwie 7 lat, gdy jego ojciec zmarł, a w dodatku tuż po tym, jak przyszedł na świat, jego matka zmuszona była pod przysięgą zaprzeczać zarzutom o romans.
Trudno powiedzieć, czy ukazanie Jagiełły jako jednego z trzech królów było tylko elementem budowania splendoru dynastii wpisującym się w zachodnioeuropejską modę, czy też osobistym gestem syna, ku pamięci ojca-króla.

W średniowiecznej Europie władza świecka postrzegana była jako sacrum – król był bożym pomazańcem, a jego funkcja miała być odbiciem nie tylko królewskiej, ale i kapłańskiej godności Chrystusa. Wspomniany Kazimierz Jagiellończyk na nagrobku dłuta Wita Stwosza nie bez powodu został ukazany w szatach liturgicznych.
W tym kontekście niezwykle ważne dla propagandy władzy było święto Trzech Króli – dopiero późniejsze wieki zredukowały nieco polityczne znaczenie jego obchodów, a pochody i przebieranki na 6 stycznia zaczęliśmy postrzegać jako zabawy dla dzieci.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















