Seks lubi wino, przynajmniej w średniowieczu

W seksie zalecano osiągnięcie całkowitego spełnienia. Najlepiej wiosną i po południu, gdy kochankowie nie są ani głodni, ani przejedzeni, lecz po strawieniu posiłku i po wypróżnieniu się.
Czyta się kilka minut
Uwiedzenie Lancelota, miniatura z rękopisu 'Le livre de Lancelot du Lac', Francja ok. 1401-1425 r. // domena publiczna
Uwiedzenie Lancelota, miniatura z rękopisu 'Le livre de Lancelot du Lac', Francja ok. 1401-1425 r. // domena publiczna

Dla nas dziś luty jest miesiącem zakochanych, ze względu na przypadające w jego połowie wspomnienie św. Walentego, biskupa i męczennika, skądinąd patrona epileptyków i chorych psychicznie. W średniowiecznej kulturze natomiast miesiącem zakochanych był maj, zaś czasem postrzeganym jako idealny do romansów – wiosna, i to raczej późna. W Europie Środkowej z kolei często mówi się o „słowiańskich walentynkach” przy okazji przesilenia letniego (tzw. Noc Kupały).

Czy jednak zima naprawdę nie sprzyja miłości?

Bez chleba i wina Wenus mrozem ścina

„Sine Cerere et Libero friget Venus” to cytat z 5. sceny IV aktu sztuki „Eunuch” (161 r. p.n.e.) autorstwa rzymskiego komediopisarza Terencjusza – tłumaczony jako „Bez chleba i wina Wenus mrozem ścina” (tłum. Ewa Skwara, Warszawa 2005), lub „Gdy nie ma Libera i zniknie Cerera, to nawet Wenera od razu zamiera”.

Joachim Wtewael, „Sine Cerere et Baccho friget Venus”, ok. 1600-1605, prywatna kolekcja // Domena publiczna

Cerera (Ceres) była rzymską boginią wegetacji, z czasem utożsamioną z grecką Demeter; Liber był staroitalskim bogiem rolniczym, m.in. patronującym winu, którego kult powiązano z Bachusem (Dionizosem). Stąd też bardziej znana wersja cytatu z Terencjusza brzmi „Sine Cerere et Baccho friget Venus” – i pod takim tytułem w wielu muzeach znajdziemy obrazy ukazujące owe bóstwa. Ceres z rogiem obfitości uosabia pożywienie, które daje nam Matka Ziemia; Bachus z kielichem jest patronem wina, zaś Wenus (Wenera), której może towarzyszyć Amor, to rzecz jasna bogini miłości.

Głęboka prawda starożytnego cytatu pozostaje aktualna i dziś: namiętność ziębnie, gdy brak jedzenia i picia. Inaczej rzecz ujmując: bez zaproszenia na kolację nie ma co liczyć na seks.

W średniowiecznych kalendarzach początek roku ilustrowały uczty – po grudniowym świniobiciu, styczeń był miesiącem karnawałowego obżarstwa. Rzymski bóg początków Janus (patron m.in. drzwi, bram i przejść), od którego wzięła się nazwa miesiąca (łac. Ianuarius), miał dwie twarze: patrzył w przeszłość i w przyszłość. Co za tym idzie, mógł jeść i pić za dwóch, co też ukazywano w ilustracjach kalendarzy.

Jeśli zaś chodzi o wino, to już starożytni Grecy zimą obchodzili jedno po drugim kolejne święta ku czci Dionizosa: w okresie od naszego grudnia do początków marca były to kolejno Lenaje (nazwa od greckiego określenia tłoczni do winogron), Małe Dionizje (zwane też Wiejskimi, gdy po raz pierwszy pito młode wina z nowego rocznika) i Antesteria (gdy otwierano nowy rocznik win dojrzałych). Zimowe obżarstwo i opilstwo niewątpliwie można było z powodzeniem uzupełniać wzajemnym ogrzewaniem się w ramach miłosnych uniesień. W końcu w chłodku obłapia się znacznie przyjemniej niż w czasie upalnych letnich nocy.

Styczeń, miniatura z Psałterza Fécamp (Psałterza Eleonory Akwitańskiej, ok. 1185), Koninklijke Bibliotheek w Hadze // domena publiczna

Gdzie tylko sięgały granice Cesarstwa Rzymskiego, tam już w starożytności uprawiano winorośl; później zaś Kościół, dla którego wino jest niezbędnym elementem Eucharystii, przyniósł wraz z chrześcijaństwem kulturę spożywania wina nawet na ziemie północnej Europy, których klimat był dla winiarstwa nieco zbyt surowy. Zresztą na średniowiecze w Europie przypadł okres tak zwanego optimum klimatycznego (ok. 800-1300), gdy winorośl miała odpowiednie warunki do uprawy na większej części kontynentu. Nic zatem dziwnego, że w średniowiecznej literaturze europejskiej, wyrosłej na tradycjach grecko-rzymskich, kochankowie nie piją piwa, miodu czy destylatów, ale właśnie wino.

Graal i podstęp córki Króla Rybaka

Historie miłosne z winem w tle znajdziemy w wielu średniowiecznych rycerskich romansach. Niektóre z najsłynniejszych należą do zbioru legend związanych z królem Arturem, Rycerzami Okrągłego Stołu i tajemniczym Graalem, zakorzenionych w celtyckim folklorze, a zwanych materią bretońską. Choć opowieści te wywodzą się z wczesnego średniowiecza, najstarsze spisane pieśni pochodzą z XII wieku. Poeta Chrétien z Troyes, działający na dworach Marii hrabiny Szampanii i Filipa hrabiego Flandrii w 2. połowie tegoż stulecia, jako pierwszy wprowadził motyw Graala – nie traktując tej nazwy jako własnej, lecz jako określenie przedmiotu. Nie był to nawet kielich, ale raczej czara, albo nawet misa, używana do jakichś tajemniczych misteriów wraz z włócznią.

Wszystko to znajdziemy w dziele „Percewal z Walii, czyli Opowieść o Graalu” Chrétiena, które niestety jest dość niejasne i zagmatwane, a co gorsza – niedokończone. Pojawia się tam wątek Króla Rybaka, którego choroba sprawia, że ziemia staje się jałowa; rycerz Percewal jest świadkiem tajemniczej procesji na zamku tego króla: panna niesie „graala”, a giermek włócznię. Młody Percewal myślał, że nie wypada wychylać się z pytaniami, o co w tym wszystkim chodzi – niestety nazajutrz obudził się w opustoszałym zamku i okazało się, że gdyby tylko poprzedniego dnia zadał odpowiednie pytanie, uzdrowiłby Króla Rybaka i przywrócił płodność ziemi. Badacze analizujący tę opowieść zgodni są, że mamy tu do czynienia z echem pradawnych misteryjnych kultów przyrodniczych, a czara i włócznia stanowią symbole seksualne.

Graal stał się kielichem – i to kielichem z Ostatniej Wieczerzy – w późniejszych tekstach, zwłaszcza w poematach Roberta de Boron, który na przełomie XII i XIII wieku stworzył wersje arturiańskich legend mocno osadzone w tradycjach chrześcijańskich. Panna z kielichem, czyli dziewica niosąca Graala (a zarazem córka Króla Rybaka) została natomiast określona jako Elaine z Corbenic w tekście francuskim z pierwszej tercji XIII wieku, opowiadającym całą podstawową legendę, zwanym „Lancelotem Prozą”, lub „Cyklem Wulgaty” ze względu na swą wielką popularność (do dziś zachowało się około 150 rękopisów lub fragmentów).

Ale kielich, który stał się atrybutem Elaine, to nie tylko Święty Graal, lecz także symbol kobiecej przebiegłości i sztuki uwodzenia. Oto bowiem Elaine użyła wina do tego, by uwieść rycerza Lancelota, kochanka żony króla Artura, czyli królowej Ginewry. Z pomocą wiedźmy, która dała jej pierścień Ginewry oraz wino (zapewne z dodatkami), Elaine zwiodła Lancelota – rycerz spędził z nią noc, przekonany, że jest w łożu ze swoją ukochaną królową. Kac o poranku był dotkliwy, a sytuację pogorszył fakt, że Elaine w wyniku uwiedzenia Lancelota zaszła w ciążę. Urodziła późniejszego bohatera – Galahada, najdoskonalszego z Rycerzy Okrągłego Stołu, i tego, któremu udało się dotrzeć do Świętego Graala.

Uwiedzenie Lancelota, miniatura z rękopisu „Le livre de Lancelot du Lac”, Francja, ok. 1401-1425 r.

Tristan, Izolda i magiczne wino

Wśród różnych legend arturiańskich jest też opowieść o romansie Tristana i Izoldy – podobnie jak rycerz Artura Lancelot został kochankiem żony króla Ginewry, tak Tristan cudzołożył z żoną swego władcy i wuja, króla Kornwalii Marka.

Zaczęło się od tego, że matka zaręczonej z Markiem Izoldy dała służącej o imieniu Brangien wino z ziołowymi dodatkami, które miało spowodować, że małżonkowie pokochają się nawzajem miłością dozgonną, jeśli wypiją je we dwoje. Tristan eskortował narzeczoną do swego wuja; niestety, służka nie schowała porządnie bukłaka, i na statku, którym podróżowali, Tristan i Izolda spragnieni wypili trunek, nieświadomi jego magicznej mocy. Zakochali się i rzucili się w wir namiętności; zostali kochankami, a ich związek trwał dalej po tym, jak Izolda poślubiła króla Marka.

Historia o Tristanie i Izoldzie była znana w średniowieczu w bardzo różnych odmianach, jak zresztą większość popularnych legend. Dwunastowieczny starofrancuski poemat autorstwa Tomasza z Anglii (który mógł działać na dworze królowej Eleonory Akwitańskiej) zachował się we fragmencie, ale brakujące części można rekonstruować na podstawie XIII- i XIV-wiecznych wersji w innych językach.

Drugim ważnym dwunastowiecznym poematem jest dzieło poety normandzkiego Béroula, z której to opowieści część wątków powtórzono w XIII wieku w tak zwanym „Tristanie Prozą”. Ten utwór też zresztą krążył w kilku wersjach; co ważne, łączył legendę o Tristanie i Izoldzie z opowieściami arturiańskimi. Tristan stał się jednym z Rycerzy Okrągłego Stołu, zaangażowany był w poszukiwania Graala i przyjaźnił się z Lancelotem. Różne były też opisy okoliczności śmierci kochanków, a także tak istotne kwestie, jak to, czy napój miłosny miał działanie trwałe, czy tylko na trzy lata, oraz czy Izolda wypiła go na statku niechcący, czy też specjalnie podała Tristanowi.

Dziś dzieła literackie wykorzystujące postacie i świat z cudzego utworu, czasami w różnych wersjach językowych, zmieniające niektóre fragmenty narracji oryginału, poszerzające ją, tworzące prequele i sequele lub łączące z sobą światy czy postacie z różnych utworów, nazywane są fan fiction. Najczęściej to zjawisko – dziś już nie niszowe, bo dzięki możliwościom prostej publikacji w internecie angażujące miliony autorów i czytelników – określane jest jako powstałe w XX wieku. Tymczasem, jak widać, wszystko już było w średniowieczu.

Traktaty i poradniki

Gdyby tylko Izolda miała dostęp do dwunastowiecznych traktatów medycznych, mogłaby z nich dowiedzieć się, że są sposoby, by na noc poślubną przywrócić „oznaki dziewictwa”. Można sztucznie zakleić wejście do pochwy, można też zawczasu przystawić pijawkę, która pozostawi po sobie opuchliznę i spowoduje niewielkie krwawienie… To właśnie obecność w traktatach medycznych takich porad dowodzi, że przedślubna utrata cnoty była realnym problemem średniowiecznych dam, a nie tylko wymysłem poetów.

Z drugiej strony autorzy traktatów podkreślali, że seks może być niezbędny dla zdrowia: trzynastowieczny lekarz Guglielmo da Saliceto uważał, że pewne zaburzenia psychiczne mogą wynikać z braku seksu i trapić szczególnie wdowy, zakonnice i zakonników, a także dziewice, które były gotowe na stosunek, lecz czas na niego przeminął. Ponadto uważano, że seks może leczyć melancholię. Jednocześnie w diecie zalecanej melancholikom oczywiście znajdowało się wino – dobrze przefiltrowane, aromatyczne, najlepiej białe.

Traktaty są dla naukowców, a tymczasem ogół społeczeństwa chętniej sięga po uproszczone kompendia wiedzy. Średniowieczne poradniki dotyczące zdrowego trybu życia (tzw. „Tacuinum sanitatis”) oparte na „Tabelach zdrowia" Ibn Butlana z Bagdadu, zawierały mnóstwo porad, w tym także sporo miejsca poświęcały omówieniu właściwości różnych win – białych, czerwonych, lekkich, dojrzewających. Arabski oryginał z połowy XI wieku doczekał się łacińskiego przekładu prawdopodobnie w wieku XIII – zachowało się kilka bogato ilustrowanych rękopisów, dokumentujących życie codzienne w późnym średniowieczu: uprawy różnych roślin, zbiory owoców i warzyw, produkcję oraz konsumpcję produktów mącznych, nabiału, mięs czy trunków.

Jednocześnie wśród aktywności ważnych dla zachowania zdrowia w „Tacuinum sanitatis” pojawia się stosunek seksualny, określony jako służący nie tylko przedłużeniu gatunku, ale także uspokojeniu pobudzonych zmysłów. 

Zaleca się osiągnięcie całkowitego spełnienia, pełnej ejakulacji; najlepiej, gdy kochankowie nie są ani głodni, ani przejedzeni, lecz po strawieniu posiłku i po wypróżnieniu się. Jeśli zaś chodzi o potencjalną szkodliwość stosunku seksualnego, to przeczytamy, że jest to czynność niewskazana dla impotentów. Najbardziej natomiast służy ludziom młodym, wiosną i po południu, oraz w klimacie umiarkowanym.

Stosunek seksualny, miniatura z rękopisu „Tacuinum sanitatis”, ok. 1400, Bibliothèque nationale de France // Domena publiczna

Symbolika nieczystości

Romanse rycerskie dziś pewnie byłyby przypisywane do gatunku fantastyki: mamy w nich czarowników i wiedźmy, smoki, przeklęte skarby, magiczne napoje i zaczarowane przedmioty. Czy jednak „miłosnego eliksiru” dodawanego do wina nie powinniśmy po prostu odczytywać jako metafory? Wino wszakże – bez żadnych magicznych ziół – potrafi sprawić, że stracimy na chwilę zdolność racjonalnej oceny rzeczywistości i damy się uwieść.

We wspomnianej wcześniej antycznej komedii „Eunuch” pióra Terencjusza lekko odurzony winem młodzieniec o imieniu Chremes zwraca się do niewolnicy Pytii: „Ho, ho, ależ jesteś ponętna. Dużo bardziej niż przedtem!”. Ta prawda była znana już w starożytności: alkohol sprawia, że mężczyźni mają kłopot z obiektywną oceną walorów kobiet, które nagle w magiczny sposób wydają im się atrakcyjniejsze. Gdy zaś trunku się nadużyje, można rano doznać zaskoczenia na widok osoby, która śpi obok…

Literatura uczy nas przy tym, że szczególnie należy uważać na kobiety, które mogą podawać wino mężczyźnie, aby go wykorzystać seksualnie. To nie tylko Elaine z Corbenic; wyjątkowo drastyczny przykład odnajdziemy także w… Biblii. W Księdze Rodzaju przeczytamy o tym, jak prawy skądinąd Lot, po opuszczeniu skazanej na zagładę Sodomy, wbrew swej woli stał się ojcem własnych wnuków. Dwie córki Lota, spoiwszy ojca winem, wykorzystały go – był zbyt pijany, żeby się zorientować, co się stało, a dziewięć miesięcy później każda z jego córek urodziła syna.

Ostatecznie pozostaje stwierdzić, że we wszystkim konieczny jest umiar. Odrobina wina jest wskazana dla ożywienia miłosnych zapałów, lecz powinniśmy unikać takiej ilości, która sprawi, że uniesienia wymkną nam się spod kontroli.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 7/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wenus lubi wino