W stolicy Rumunii odbył się szczyt wschodniej flanki NATO. Format, znany do tej pory pod nazwą Bukaresztańskiej Dziewiątki (B9), w skład którego wchodzili członkowie sojuszu z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, został poszerzony o państwa nordyckie. W spotkaniu wzięli udział również sekretarz generalny NATO Mark Rutte, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz zastępca sekretarza stanu USA Thomas DiNanno.
Nie zabrakło mocnych stwierdzeń o jednolitej osi bezpieczeństwa od Arktyki po Bosfor oraz rdzeniu NATO. Niemniej jednak ta oś jest bardzo zróżnicowana, zarówno w kwestiach międzynarodowych, jak i wewnętrznych.
Rozszerzenie Bukaresztańskiej Dziewiątki do osi północ-południe
Bukaresztańska Dziewiątka została powołana do życia z inicjatywy Rumunii i Polski w 2015 r. Spotkania w tym formacie odbywają się raz do roku – następne będzie w Warszawie, ale już teraz prezydent Karol Nawrocki występował w roli współgospodarza.
Od początku format pomyślany był jako płaszczyzna integrująca polityki bezpieczeństwa „wschodniej flanki NATO” (dziś ten termin jest coraz częściej zastępowany przez określenie „państwa frontowe”). Chodziło również o to, by państwa regionu mogły wspólnie wywierać presję na zachodnich partnerów, a zwłaszcza USA. Poza dwoma krajami założycielskimi, członkami B9 stały się Estonia, Łotwa, Litwa, Słowacja, Czechy, Węgry i Bułgaria.
Przystąpienie do NATO Szwecji i Finlandii poszerzyło wschodnią flankę, a podejście państw nordyckich do wydatków na obronność oraz zaangażowanie w pomoc Ukrainie i walkę z zagrożeniami hybrydowymi na Bałtyku pokazało, że są to niezwykle cenni partnerzy.
W trakcie ostatniej wizyty prezydenta Rumunii w Polsce, w marcu br., Nicușor Dan i Karol Nawrocki wspólnie opowiedzieli się za rozszerzeniem formatu o północnych członków NATO. W zakończonym właśnie szczycie uczestniczyli wysocy przedstawiciele Danii, Finlandii, Islandii, Norwegii i Szwecji.
Wyzwania dla „rdzenia NATO”: geopolityczne podziały i agresja hybrydowa
Rosja prowadzi agresję hybrydową przeciw Sojuszowi, a działania dywersyjne i potencjalne zagrożenie konfliktem zbrojnym rozciąga się przede wszystkim na obszarze od Arktyki po Bosfor. Koordynowanie polityki bezpieczeństwa między państwami tego obszaru jest więc konieczne.
Poszerzenie tego formatu jest również bardzo korzystne dla Polski, dla której bezpieczeństwo w regionie Bałtyku ma fundamentalne znaczenie. Z racji więzi historycznych i politycznych, a także wielkości i potencjału państwa jesteśmy też naturalnym zwornikiem między północą a południem tego obszaru. Określenie go mianem „rdzenia NATO” nie jest na wyrost, jeśli weźmiemy pod uwagę skalę zagrożeń.
Nie dotyczy to, niestety, determinacji do prowadzenia wspólnej polityki bezpieczeństwa oraz percepcji zagrożeń. Pod tym względem „państwa frontowe” dzielą się na dwie grupy. Antyrosyjski ton nadają Polska, Rumunia i państwa bałtyckie, do których teraz dołączyli nordyccy partnerzy.
Pozostali członkowie są w tym względzie bądź ambiwalentni, bądź coraz bardziej prorosyjscy. Co ciekawe, ta mapa geopolitycznych orientacji pokrywa się z różnicami w sferze zamożności społeczeństw, stabilności politycznej, a także praworządności i korupcji. Państwa, w których obszary te są problemem, ciążą ku Rosji.
Co symbolicznie pokazuje obrazek ze szczytu: Finlandię i Danię reprezentowali prezydent i premier. Węgry i Bułgaria wysłały ambasadorów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















