Michał Kuźmiński: Powinienem zacząć od: „Aniołowie się radują, pod niebiosy wyśpiewują”, ale przychodzi mi na myśl inny cytat: „Najczęściej można spotkać cię nad przepaścią lukrowaną, gdy przez dziurawą kładkę przeprowadzasz dwoje dzieci”. To „Makatka z aniołem” Adama Ziemianina. Tak o nich myślimy? Blondyni w różowych sukniach?
Prof. Marcin Majewski: I oczywiście ze skrzydłami... Oraz mężczyźni. Biblia o anielicach nie wspomina, a istotom duchowym jej autorzy przypisywali imiona męskie: Gabriel, Michał, Azazel, Asmodeusz, Belial... Powód jest oczywisty: Biblia powstawała w kulturze patriarchalnej, gdzie wojownikami, stróżami czy posłańcami byli mężczyźni. A właśnie te funkcje przypisywano aniołom.
Co ciekawe, o skrzydłach aniołów Biblia nie wspomina. Wyobrażenie to pochodzi wprost z historii religii. W religiach Bliskiego Wschodu, np. Egiptu czy Babilonu, wizerunki istot nadprzyrodzonych obdarzano skrzydłami – nie służą im one do latania, lecz są symbolem przynależności do świata duchowego.

A co z serafinami o trzech parach skrzydeł?
Owszem, taki opis pojawia się w szóstym rozdziale Księgi Izajasza, tyle że serafiny to wcale nie są aniołowie. Biblia ani razu nie nazywa ich hebrajskim słowem malach ani greckim angelos, które my tłumaczymy jako „anioł”. Otóż w naszej uproszczonej, ludowej teologii wszystkie istoty duchowe nazywamy aniołami.
Tymczasem Biblia mówi kolejno: o bene elohim, czyli o „synach bożych”, o zgromadzeniu wokół Boga kadoszim, czyli świętych – nie mylić z kultem naszych świętych, w Biblii chodzi o istoty półboskie. Dalej mówi o cherubinach, o serafinach, o „niszczycielach” albo o aniele Jahwe, i dopiero obok nich wszystkich mówi o aniołach – posłańcach. Całą tę mnogość istot duchowych dopiero później sprowadziliśmy do jednego określenia: aniołowie.
Anioł to rodzaj bytu czy raczej funkcja?
Właśnie: zarówno hebrajskie słowo malach, jak i greckie angelos znaczy po prostu „posłaniec” i słowo to w Biblii oraz w ogóle w starożytnej literaturze funkcjonuje głównie jako określenie ludzi niosących wiadomość, a nie bytów nadprzyrodzonych. Malach wysyłany jest np. przez króla czy dowódcę. Dopiero wtórnie słowo to zaczęło określać posłańców Boga.
„Anioł” to więc funkcja, którą może sprawować albo człowiek, albo istota nadprzyrodzona. Właśnie dlatego serafy nigdy nie są w Biblii nazwane aniołami – to strażnicy, tymczasem w tekstach o Abrahamie, Hagar, w historii patriarchów, w Księdze Wyjścia, w historiach Ezechiela czy Tobiasza posłaniec Boga przynajmniej na początku nie różni się od zwykłego człowieka. Gdy w Księdze Sędziów do żony Manoacha przychodzi posłaniec i mówi, że porodzi ona syna – mamy tu więc do czynienia z typowym zwiastowaniem, posłannictwem – ta relacjonuje Manoachowi, że przyszedł do niej „jakiś człowiek”. O skrzydłach ani blond włosach nie wspomina. Wyobrażenie aniołów, które mamy w głowach, niewiele ma z Biblią wspólnego.

W opowieściach o narodzeniu Jezusa aniołowie pojawiają się na trzy sposoby: w Ewangelii Mateusza anioł dwukrotnie objawia się Józefowi we śnie, czyli jest jakby metaforą intuicji. U Łukasza do Zachariasza, a potem Marii przychodzi anioł bardzo konkretny, imieniem Gabriel. Wreszcie, pasterzom aniołowie objawiają się z orkiestrą i fanfarami: jako całe zastępy. To trzy różne pomysły na to, kim są aniołowie?
Aniołowie, którzy objawiają się we śnie, to typowe wyobrażenie tamtej epoki. W starszych tekstach biblijnych Bóg działa sam, bez pośredników. Sam przemawia do proroków, jest antropomorficzny, ukazuje więc swoją twarz. Następnie dochodzi do rozwoju idei, wyobrażeń i pod wpływem najpierw zoroastrianizmu, a później hellenizmu, w religii żydowskiej wizja Boga staje się zupełnie inna, bardziej wyrafinowana: Bóg jawi się już jako transcendentny, odległy i zbyt wielki, żeby rozmawiał z nim człowiek. Przemawia więc właśnie przez sny, wizje czy wreszcie aniołów, a ostatecznie przez Syna.
I rzeczywiście, w Ewangelii Mateusza aniołowie służą nazwaniu mistycznego doświadczenia – snu, wizji, przeżycia. W czasach, kiedy spisane zostały Ewangelie, następuje wysyp pism judaizmu II Świątyni – powstaje potężna literatura apokryficzna, w której pojawia się bardzo wielu aniołów, którzy pełnią podobne funkcje jak w Ewangelii Mateusza.
Dlaczego więc autor Ewangelii Łukasza nadaje posłańcowi konkretne imię? To archanioł Gabriel...
Uwaga, nigdzie nie ma tam mowy, że to „archanioł”. Dopiero później teologowie zaczęli tak nazywać aniołów znanych w Biblii z imienia: Michała, Rafała i Gabriela. Zresztą spierano się, czy było ich trzech, czy – jak uważa tradycja wschodnia – siedmiu. W Księdze Tobiasza sam Rafał mówi, że jest jednym z siedmiu, którzy stoją przed Bogiem.
Natomiast autor Ewangelii Łukasza nie wymyślił niczego nowego, lecz skorzystał z postaci Gabriela, która pojawia się w Księdze Daniela. Gabriel zwiastuje tam Danielowi nadejście czasów mesjańskich, eschatologicznych. I dokładnie w tej funkcji powraca w Ewangelii Łukasza, gdzie ogłasza, że czasy mesjańskie przyszły. To bardzo przemyślna klamra.
Gabriela przedstawiamy zwykle jako pięknego chłopca z lilią, a w Księdze Daniela to olbrzym, którego sam głos powala na twarz...
To obraz typowy dla tekstów apokaliptycznych. Także w Księdze Henocha czy w Apokalipsie św. Jana potęga największych aniołów ukazana jest poprzez ich gabaryty i głos niczym dźwięk trąby.
Zastępy niebieskie to też efekt rozwoju wyobrażeń? Wspomniał Pan, że w tych wcześniejszych Boga otaczają bene elohim. Psalm 82 mówi, że „Bóg powstaje w zgromadzeniu bogów”. Wyewoluowały z niego chóry anielskie?
Idea anielskich zastępów czy chórów – oczywiście nie chodzi o grupy śpiewaków, tylko kategorie bytów duchowych – jest wyraźnie zakorzeniona w starych wyobrażeniach biblijnych i pozabiblijnych – kananejskich, gdzie Bóg Najwyższy nie jest w niebiosach sam, lecz otoczony jest przez radę, zgromadzenie bogów. W Kanaanie mamy mnóstwo tekstów, w których najwyższy Bóg kananejski, czyli El, zasiada na tronie pomiędzy synami Ela. To samo pojawia się w tekstach egipskich i mezopotamskich, a ideę tę przejmują stare teksty biblijne, jak Psalm 29 czy wspomniany Psalm 82.
Te pierwotne wyobrażenia, wyraźnie henoteistyczne, gdzie Bóg jest najwyższy, ale nie jest jedyny, stopniowo były ujarzmiane i obłaskawiane przez rodzącą się ideę monoteistyczną. Istot otaczających Boga się nie pozbyto, lecz nieco je zdegradowano. To już nie pomniejsze bóstwa, tylko istoty stworzone – czyli serafy, cheruby, aniołowie.
Z drugiej strony, ogromnie wzrasta ich liczba, bo o ile w tekstach kananejskich czytamy, że Ela otacza 70 synów – co zresztą zgadza się z przyjmowaną ówcześnie liczbą narodów, którymi opiekowali się poszczególni z nich – to w miarę rozwoju angelologii, zwłaszcza w czasach helleńskich, a później rzymsko-bizantyjskich, liczba aniołów idzie w tysiące tysięcy, w miriady. Tak jest już w Księdze Daniela i w Nowym Testamencie.
A kiedy pojawia się przekonanie, że niebo jest urządzone jak dwór królewski? Że Bóg ma swojego herolda – Metatrona, swoich strażników – serafów, swojego generała – Mikaela itd.? Pod wpływem chrześcijaństwa?
Znacznie wcześniej. Już wpływy zoroastriańskie przynoszą podział świata duchowego na różne byty i ich funkcje. Na pewno już po niewoli babilońskiej, czyli w czasach Drugiej Świątyni, rodzi się idea dworu boskiego. Np. w Księdze Hioba przed Bogiem stają różne istoty niebiańskie, w tym również Satan, który na tamtym etapie wcale nie jest zbuntowanym księciem ciemności, tylko jednym z urzędników na dworze Boga, kimś w rodzaju oskarżyciela. Ale taka koncepcja nieba jest pewnie jeszcze starsza, bo już w świecie kananejskim El zasiada na tronie, ukazywany jest więc jako król i siłą rzeczy ci, którzy gromadzą się wokół niego, tworzą dwór.
Owszem, w chrześcijaństwie ta idea bardzo się rozwinie. Teologia czasów Ojców Kościoła dopracuje się m.in. obrazu dziewięciu chórów anielskich. Teologia średniowieczna, rozbudowując hierarchie anielskie, orzeknie, że najbliższy krąg istot otaczających tron Boży to serafy, a nie aniołowie, przed którymi są jeszcze cheruby, trony, panowania, moce, cnoty, zwierzchności... O części z nich wspomina już św. Paweł w liście do Rzymian [8, 38 – red.]. Aniołowie zaś, jako posłańcy, stanowią najniższy stopień hierarchii, bo blisko im do ludzi.
Są jak Hermes w mitologii greckiej?
Autorzy biblijni nie wymyślili funkcji anioła, skorzystali z pomysłu dobrze znanego w kulturze starożytnej. W literaturze kananejskiej synowie Ela często służą za posłańców, podobnie jest w kulturach Mezopotamii, czyli kulturze akadyjsko-sumeryjsko-babilońskiej i oczywiście w greckiej, gdzie zresztą Hermes też wyobrażany jest ze skrzydłami, tyle że u sandałów.
Wprawdzie zastrzegł Pan, że chóry anielskie to nie śpiewacy, ale przecież często w przedstawieniach chrześcijańskich czy w kolędach aniołowie śpiewają i grają. Jest w nich coś muzycznego?
Ależ jest! I być może wywodzi się to wprost z wyobrażeń biblijnych, gdzie mowa jest o grzmiących trąbach. Tyle że te trąby to nie muzyka, lecz zapowiedź ważnych wydarzeń. Z drugiej strony, instrumenty muzyczne pełnią bardzo ważną rolę w kulcie. W psalmach wymienia się cytrę, harfę o dziesięciu strunach, lirę, bębny, służące wielbieniu Boga. I być może jedno z drugim jakoś się złożyło – skoro aniołowie wielbią Boga w niebie, to z natury rzeczy muszą to robić za pomocą muzyki.
Teolog Karl Barth miał powiedzieć, że aniołowie przed Bożym tronem grają Bacha, ale we własnym gronie grają Mozarta – a Bóg ich wtedy z przyjemnością podsłuchuje.
A według pewnej starej opowieści żydowskiej Bóg, stwarzając świat, śpiewał. Powiada ona, że muzyka to jakby boski logos, który tworzy świat. Że przekracza ona ziemski, materialny wymiar.
Jest jeszcze jedna, odwrotna funkcja aniołów. Kiedy zostali oni zmilitaryzowani i stali się zbrojnymi hufcami pod wodzą Archanioła Michała?
Bodaj najstarsze wyobrażenia istot niebiańskich jako hufców najwyższego bóstwa pojawiają się w Mezopotamii – to tzw. szadu albo lamassu. Są strażnikami tronu Bożego, uzbrojonymi istotami o hybrydowych kształtach, co ma pokazywać ich nadprzyrodzone pochodzenie. Mają korpus byka, nogi lwa lub pantery, głowę brodatego człowieka i oczywiście skrzydła. Dzierżą tarczę, łuk czy dzidę. Ich rzeźby pojawiają się przed pałacami albo salami tronowymi. Od lamassu wywodzą się biblijne cheruby. Hebrajskie słowo keruwim pochodzi od akadyjskiego słowa keruw, którym później nazywano właśnie lamassu.
Daleko od nich do blondyna z makatki... Ale czy Bóg potrzebuje armii?
Otóż w starszych tekstach biblijnych Jahwe ukazywany jest jako wojownik, ale walczący samemu. To on topi wojsko Faraona, zwycięża Egipcjan, broni swojego ludu.
„Pan dzielny i potężny, Pan potężny w boju...”. Ale jak to – walczy sam? Przecież między Izraelem a wojskiem faraona staje Anioł Boży. A wcześniej Anioł Śmierci przechodzi przez Egipt i zabija wszystko, co pierworodne.
Otóż nie. W 12. rozdziale Księgi Wyjścia przez Egipt przechodzi „Niszczyciel” – pada tam słowo mishkat. Gdy Bóg zobaczy na drzwiach krew baranka, „nie pozwoli Niszczycielowi wejść do tych domów, aby zabijał” [Wj 12, 23 – red.]. Biblia wcale nie twierdzi, że to anioł. Tę rolę Niszczycielowi przypisze dopiero późniejsza tradycja. Dlaczego? W najstarszych wyobrażeniach religijnych to bogowie zsyłali dobro, zło, chorobę itd. I tak też z początku funkcjonował Jahwe. Dopiero późniejsze teksty starają się zdjąć z Jahwe odpowiedzialność za zło i zniszczenie. Wtedy właśnie zaczynają się pojawiać takie istoty jak Niszczyciel, demony czy hufce anielskie.
Przykładowo, w Księgach Kronik króla Ezechiasza i mieszkańców Jerozolimy ratuje przed Asyryjczykami anioł, który przybył na pomoc i wytępił wrogów [2 Krn 32, 21 – red.]. Również w Księgach Machabejskich powstańców wspomagają niebiańskie hufce. Ale ta idea zrodziła się późno, po niewoli babilońskiej.
Mamy ją również w Księdze Daniela, która mówi o Michale jako wielkim księciu [Dn 12, 1 – red.], który reprezentuje naród wybrany w duchowej walce, będącej odbiciem wojen między królestwami na ziemi. Michał jest w niej aniołem stróżem narodu i zmaga się z innymi istotami, patronującymi królestwu Persów. Jeszcze później, w apokalipsach i tekstach z Qumran, mamy starcie Synów Ciemności z Synami Światłości i oczywiście synów Beliala, Asmodeusza, Mastemy... Między V a II wiekiem p.n.e. idea duchowej wojny w niebie staje się bardzo popularna. To już zupełnie inna wizja niż antropomorficzny Jahwe-wojownik.
W jasełkach i szopkach pojawia się jeszcze jedna istota, bądź co bądź anielskiego pochodzenia: diabeł, który zabiera Heroda do piekła. On też przeszedł daleką drogę od Satana, członka zgromadzenia świętych?
Pierwsze ślady siły konkurencyjnej wobec Boga pojawiają się ok. III wieku przed Chrystusem, czyli znowu – późno. Wcześniejsze teksty biblijne nie mają żadnych wątpliwości, że jedyną siłą sprawczą w świecie jest Bóg. Później Żydzi znajdą się pod panowaniem perskim, a więc i pod wpływem zoroastranizmu z jego silnym dualizmem, ale szczególnie mocno ta idea rozwija się w świecie helleńskim. W III wieku przed Chrystusem powstaje Księga Henocha, bardzo ważny tekst judaizmu Drugiej Świątyni, tajemniczy i apokaliptyczny. I to w niej pojawia się opis buntu aniołów. Owszem, czerpie ona z szóstego rozdziału Księgi Rodzaju, gdzie jest mowa o Synach Bożych, którzy zstąpili na ziemię i współżyli z córkami ludzkimi, z czego zrodzili się nefilim – giganci. Sądzę, że dziwność tego mitologicznego tekstu była dla autora Księgi Henocha pretekstem do stworzenia opowieści o aniołach, którzy dokonali tej wielkiej transgresji, przekroczyli boski porządek.
A dalej poszło już jak lawina. W późniejszych tekstach, biblijnych i pozabiblijnych, w apokalipsach czy Księdze Jubileuszy z Qumran, ta idea się rozwija, a w chrześcijaństwie staje się w zasadzie dogmatem. Diabeł, szatan to już nie boski prokurator czy prowokator, lecz upadły anioł.
Dlaczego chrześcijaństwo bezapelacyjnie przyjęło opowieść o upadku aniołów, mimo że w całości pochodzi ona spoza kanonu biblijnego, z ksiąg apokryficznych?
Pamiętajmy, że chrześcijaństwo wyrosło w ramach judaizmu. W I wieku ruch Jezusa był jednym z wielu płodnie rozwijających się nurtów judaizmu wierzących w istnienie świata duchowego i w życie po śmierci – obok ruchów henochiańskich, esseńczyków, uczniów Jana Chrzciciela czy faryzeuszy. Ruchy te zaczytywały się w literaturze judaizmu Drugiej Świątyni. Odwrotnie niż saduceusze, którzy istnienie aniołów i zmartwychwstanie odrzucali, bo za pismo natchnione uznawali tylko Torę, gdzie o niczym takim nie ma mowy.
Cała chrześcijańska nauka o aniołach została wzięta z judaizmu?
Została z niego zaczerpnięta, ale w pismach Nowego Testamentu jest też silnie rozwijana i uzupełniana. Ale i modyfikowana, bo poszła w trochę inną stronę niż angelologia judaizmu rabinicznego. Np. w ortodoksyjnym nurcie judaizmu bunt anielski byłby w ogóle nie do pomyślenia, bo tam aniołowie nie mają wolnej woli. Są narzędziami w ręku Boga, realizującymi jego wolę. A bez wolnej woli nie mogliby się zbuntować.
Kim jest anioł dla współczesnej teologii i biblistyki? Metaforą? Mitologią? Atawizmem? Bytem?
To dobre i złożone pytanie, bo dziś teologia idzie w bardzo różne strony. Mamy oczywiście całą masę teologów i opracowań klasycznych, nazwijmy to: konserwatywnych, bazujących na tradycji średniowiecznej. Nie ukrywajmy, że całe dzisiejsze klasyczne nauczanie o aniołach odziedziczyliśmy po średniowiecznej scholastyce, zwłaszcza po św. Tomaszu, zwanym przecież „Doktorem Anielskim”.
Z drugiej strony, mamy też współczesnych teologów, którzy biorą pod uwagę rozwój nauk, poznania, biblistyki, ale też rozwój samej teologii w dialogu z naukami o świecie i o człowieku. Starają się oni budować modele nowej angelologii oraz demonologii. Np. dawniej teologia klasyczna bardzo wiele zrzucała na szatana, czyniąc go odpowiedzialnym za większość zła na świecie i w ludzkim życiu. Mieliśmy wygodnego kozła ofiarnego, na którego łatwo było zrzucić własne pokusy czy słabości. Tymczasem nowsze ujęcia teologiczne reinterpretują doświadczenia człowieka przypisywane dotąd wpływowi świata duchowego, jako intuicje, rodzaje doświadczeń psychicznych czy mistycznych, w oparciu o dialog z np. psychologią, ale też filozofią czy kulturoznawstwem.
A dla Pana kim są aniołowie?
Ja się plasuję w nurcie bardziej nowoczesnej teologii. Nie mam szczególnie rozbudowanego kultu aniołów. Uznaję istnienie świata duchowego i fascynuje mnie on. Uprawiam bardziej teologię stawiania pytań niż formowania dogmatów.
Przez wieki teologia, a więc też angelologia i demonologia, cierpiały na grzech pychy, bardzo stanowczo wypowiadając się o świecie nadprzyrodzonym. Jak w znanej anegdocie o sporze scholastyków o to, ile aniołów zmieści się na czubku szpilki. A przecież gdy mówimy o rzeczywistości nadprzyrodzonej, duchowej, siłą rzeczy stąpamy po bardzo niepewnym gruncie. Nie wiemy, lecz stajemy przed tajemnicą.
Dlatego wolę się tu wypowiadać nie w kategoriach wiedzy, lecz nadziei i pragnień. Gdy mówimy np. o aniele stróżu, wyrażamy pragnienie. Świat anielski to świat naszych nadziei.
Dr hab. MARCIN MAJEWSKI jest biblistą i badaczem starożytności, profesorem UPJP2 w Krakowie, gdzie wykłada i prowadzi badania nad Biblią, jej językami i kontekstem kulturowym. Twórca popularnego kanału YouTube i podkastu, w którym popularyzuje wiedzę biblistyczną.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















