Przełom: tak niektórzy komentatorzy zdążyli już określić ciąg zdarzeń z ostatnich tygodni. Najpierw 20 marca Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że Mateusz i Jakub Trojanowie, którzy zawarli ślub w Niemczech, powinni uzyskać również polski akt małżeństwa. NSA oparł się na wyroku TSUE z listopada roku poprzedniego, w którym Trybunał zobowiązał nasz kraj do uznawania zawartych za granicą małżeństw jednopłciowych.
Równocześnie wezwał stołeczny Urząd Stanu Cywilnego, który wcześniej wydał w tej sprawie odmowną decyzję, do dokonania transkrypcji dokumentu. I choć sprawa ugrzęzła na kolejne tygodnie w zakamarkach stołecznych gabinetów urzędniczych, we wtorek 12 maja dwóch najważniejszych polityków Koalicji Obywatelskiej przecięło spekulacje.
Tusk i Trzaskowski o małżeństwach jednopłciowych
Donald Tusk na posiedzeniu rządu zadeklarował, że w sprawie tej przyszedł czas na działanie. A także w mocnych słowach przeprosił „wszystkich, którzy przez długie lata czuli się odrzucani, upokarzani. Państwo tu przez wiele lat nie zdawało egzaminu”. Zapowiedział też wydanie rozporządzenia porządkującego techniczny tryb dokonywania transkrypcji małżeństw zawartych wcześniej w innych krajach Unii.
Z kolei Rafał Trzaskowski napisał w mediach społecznościowych, że warszawski USC „w najbliższych dniach dokona transkrypcji dokumentów (...), co do których sądy wydały już wyroki”. Ale dodał też, jego urząd będzie od tej pory dokonywał takich transkrypcji także bez sądowych orzeczeń. I to faktycznie przełom: droga sądowa w tej sprawie była wyboista, kosztowna i długotrwała.
Ale niezależnie od tego, jak się ta sprawa dalej potoczy – np. czy rządowe rozporządzenie zaprowadzi legislacyjny ład, czy może pogłębi tylko chaos – sekwencja zdarzeń dotyczących par jednopłciowych w Polsce układa się w spójną i smutną opowieść. O politykach, którym brakuje społecznego słuchu, za to dysponują pokładami hipokryzji, którą mogliby obdzielić trzydzieści kilka milionów rodaków.
Wyborcy prawicy są bardziej postępowi niż prawica
Ten pierwszy deficyt ujawnił się już przy okazji kolejnych nieudanych prób uchwalenia przez obecną koalicję ustawy o związkach partnerskich. Krzyk protestu, jaki rozległ się w tej sprawie nie tylko z szeregów opozycyjnej prawicy, ale też koalicyjnego PSL-u, pokazał ciekawe zjawisko: polscy politycy są bardziej konserwatywni niż społeczeństwo, które reprezentują.
Chodzi zarówno o zmieniające się z roku na rok poglądy statystycznego Polaka (np. poparcie dla związków partnerskich deklaruje już ponad 60 proc. z nas), jak i całkiem nieoczywiste zapatrywania obyczajowe przeciętnego wyborcy partii uchodzących za najbardziej zachowawcze.
Największe zaskoczenie w tej mierze przyniósł sondaż Ipsos przygotowany dla OKO.press i TOK FM w 2024 roku. Okazało się, że aż 69 proc. pytanych jest skłonnych poprzeć tzw. adopcje wewnętrzne, będące wówczas składową przygotowywanego – i ostatecznie zaniechanego – projektu o związkach partnerskich.
„Pary osób tej samej płci czasem wychowują wspólnie dzieci. Obecnie prawo uznaje tylko rodzica biologicznego. Czy Pana/Pani zdaniem partner lub partnerka rodzica biologicznego powinni mieć prawną gwarancję przysposobienia dziecka, żeby zabezpieczyć jego sytuację np. na wypadek śmierci rodzica biologicznego?” – brzmiało sondażowe pytanie, a najciekawszy był rozkład odpowiedzi wyborców prawicy i PSL.
Otóż wśród sympatyków PiS poparcie (odpowiedzi „zdecydowanie tak” lub „raczej tak”) dla takiego rozwiązania wyniosło 55 proc., a w Trzeciej Drodze, w której było wówczas PSL, aż 75 procent! Jeśli owe cyfry nie świadczą o tym, że zadowolonym politykom prawicy odjechał peron z napisem „Polska i Polacy”, to bardziej przekonującego dowodu na ten rozjazd już nie znajdziemy.
Prawica straszy adopcjami przez pary jednopłciowe
To społeczny słuch, a gdzie hipokryzja? Głównie w tym samym pociągu, który odjechał ze wspomnianego peronu i gna w kierunku „nie-rzeczywistości” z Jarosławem Kaczyńskim, Karolem Nawrockim i Markiem Sawickim w wygodnych fotelach. To właśnie ci politycy i ich akolici używają – także teraz, przy okazji hałasu wokół transkrypcji aktów małżeństwa – jednego podstawowego straszaka: transkrypcje są o „krok do adopcji dzieci” (cytat za portalem zero.pl, któremu wypowiedzi udzielił 12 maja Marek Sawicki).
I co z tego? – chciałoby się zapytać Sawickiego i innych straszących, którzy pewnie nawet nie wiedzą, że już dzisiaj pary jednopłciowe wychowują – wedle różnych szacunków – od 50 do nawet 100 tysięcy dzieci. Samo życie: dwupłciowa para z dziećmi rozwodzi się, mąż znika lub zakłada nową rodzinę, żona wchodzi w związek z kobietą, która może się stać de facto drugą matką dzieci (oczywiście nieoficjalnie, gdyż zgodnie z polskim dogmatem o hipokryzji nie jesteśmy w stanie od lat zadekretować wspomnianych tzw. wewnętrznych adopcji).
I pytanie drugie: czy naprawdę nie mamy już czym w Polsce straszyć, i musimy jako główne społeczne zagrożenie wskazywać dwie kobiety wychowujące dziecko?
W sytuacji, w której wiele z nich już i tak – bez zgody Marka Sawickiego – to robi, a żadne przekonujące badanie nie wskazuje, że dziecko w takim otoczeniu traci emocjonalnie lub rozwojowo?
W rzeczywistości, w której niemal każdego tygodnia media podają nam historię katowanych – w rodzinach przepisowo dwupłciowych – dzieci? W sytuacji pogłębiającego się kryzysu adopcji, w ramach którego nie ma miejsca w rodzinach dla dzieci z niepełnosprawnościami (i muszą one iść do domów pomocy społecznej, prowadzonych zresztą często też przez same kobiety, np. zakonnice).
Liberałowie przypomnieli sobie o prawach człowieka
W pejzaż polskiej hipokryzji wpisali się też niestety w tej sprawie politycy koalicyjni. Donald Tusk przeprosił za państwo upokarzające ludzi, ale jakby zapomniał, że przez ostatnie lata to państwo współtworzył. A tuż po wspomnianym wyroku TSUE mrugał prawym okiem do części elektoratu, stwierdzając, że w sprawie małżeństw jednopłciowych „nikt nam nie będzie niczego narzucał”.
Z kolei Rafał Trzaskowski tym samym prawym okiem mrugał tygodniami jako kandydat na prezydenta, także „zapominając” o swoich poglądach na kwestię praw osób LGBT+.
Efekt? W sprawie transkrypcji dokumentów mamy medialne wzmożenie, ale kwestia związków partnerskich utknęła w martwym punkcie: nawet określany przez część komentatorów jako bezzębny, kompromisowy projekt o statusie osoby najbliższej daleki jest od uchwalenia.
Pary jednopłciowe: dla Polski nie istniejemy
„Mogę głosować, korzystać ze świadczeń i zasobów tego państwa. Ale w jednej, bardzo ważnej sferze życia nie istnieję” – mówił nam dokładnie dwa lata temu Rafał, partner Wojtka, licząc na rychłe uchwalenie nowego prawa.
Prawa nie ma, a Rafał z Wojtkiem są nadal z państwem polskim w stabilnym związku. W związku, w którym oficjalnie nadal nie istnieją.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















