Konkurs na proboszcza: nowość w polskim Kościele

Dotychczas absolutnie tajna i postawiona poza wszelką kontrolą procedura, staje się jawna. Co to zmieni?
Czyta się kilka minut
Księża podczas mszy krzyżma świętego. Poznań, 28 marca 2023 r. // Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl
Księża podczas mszy krzyżma świętego. Poznań, 28 marca 2023 r. // Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl

Kilka dni temu w archidiecezji lubelskiej wypłynęła informacja, wewnętrzna, kierowana do księży: abp Stanisław Budzik szuka kandydatów na proboszczów. A mówiąc dokładniej: ogłosił procedurę ich wyłaniania, odwołując się do postanowień III Synodu Archidiecezji Lubelskiej. Do obsadzenia jest szesnaście parafii, w tym kilka w znaczących miastach: Lublinie, Puławach czy Chełmie. 

W komunikacie wymienione zostały również warunki, jakie powinien spełnić przyszły proboszcz. W aplikacji powinna znaleźć się – oprócz autoprezentacji i przebiegu posługi kapłańskiej – także propozycja programu duszpasterskiego, odpowiadającego potrzebom wspólnoty parafialnej. Kandydat może wskazać jedną lub kilka parafii, którymi jest zainteresowany, lub zdać się na decyzję arcybiskupa. 

Decyzja taka – bodaj pierwsza w polskim Kościele – wzbudziła niemałe poruszenie. Krytykowana jest przede wszystkim za mnożenie biurokracji, liczbę zaświadczeń, jakie miałby w celu „konkursu” zbierać ksiądz. 

Malkontenci przekonują, że biskup powinien znać swoich księży, a nie zbierać od nich CV jak w korporacji. Zwracają też uwagę, że księży jest mało i za chwilę trzeba będzie raczej ich prosić, by chcieli zostać proboszczami. I że trudno jest wymagać od księdza, żeby znał potrzeby wspólnoty, w której nie pracował.

Jak wyglądała dotychczasowa procedura wyboru proboszczów

Zwykle informacja, które parafie będą wymagać obsadzenia, objęta jest tajemnicą. Księża mogą się tego co najwyżej domyślać, studiując daty urodzenia najstarszych proboszczów i wyliczając, kiedy powinni przejść na emeryturę.

Zmiany niezwiązane z emeryturą są zazwyczaj nie do przewidzenia. Pierwsze probostwo w życiu księdza po prostu „się mu trafia”, nawet jeśli biskup wcześniej z księdzem to „konsultował”, czyli przed wręczeniem dekretu informował go, jaki ma na niego plan. Zwykle też „nie wypada” odmówić. Całej  procedurze towarzyszy tajemnica: konsultowany ksiądz nie może o tym nikomu powiedzieć – także z obawy, że jak się wygada, to biskup zmieni zdanie.

Najtrudniejsze jest chyba jednak to, w jaki sposób zapadają decyzje i jak można na nie wpłynąć. A raczej chciałoby się powiedzieć: jak nie można. Z taką świadomością żyje przeciętny ksiądz. Przyznanie się, że chciałby się czymś zająć, że widzi się w jakiejś parafii, jakimś duszpasterstwie czy instytucji mogło oznaczać tylko, że nigdy w życiu w to miejsce nie trafi. Jeśli za bardzo mu zależy, to zaczyna budzić podejrzenia. 

Co sprytniejsi szukają dojść do wpływowych księży, którzy mogą przyczynić się do nominacji. Lizusostwo, przysługi, dbania przede wszystkim o to, żeby się nie wychylić, czasem nawet – jak było słychać – również pieniądze. To są argumenty decydujące o obsadzaniu stanowisk. Trudno sobie wyobrazić, by taki system nie był korupcjogenny. 

Kiedy świeccy będą wreszcie pytani o radę

Ogłoszona przez abp. Budzika zmiana nie jest idealna. Chciałoby się zapytać przede wszystkim o to, gdzie w niej jest miejsce dla świeckich. Wypadałoby poprosić rady duszpasterskie o opinię na temat proboszcza odchodzącego i o nakreślenie obrazu potrzeb wspólnoty, analogicznie do tego, co robią kardynałowie tuż przed rozpoczęciem konklawe. 

Dopuścić do konsultacji także Radę Kapłańską. Równie istotna będzie tu kwestia rozliczenia proboszcza z jego deklaracji – co powinno odbywać się okresowo i decydować o przedłużeniu misji. Zdecydowanie nacisk powinien być położony na pomysły i zobowiązania nowego proboszcza.

Co jednak decyzja abp. Budzika zmienia – i co jest gigantyczną wręcz siłą takiej procedury? Przede wszystkim przywrócenie księżom, dorosłym mężczyznom, sprawczości we własnym życiu. Wystarczy poczytać badania na ten temat, żeby dowiedzieć się, jak wielkie spustoszenie psychiczne powoduje właśnie poczucie absolutnego braku wpływu na kształt własnego życia.

Chyba najciekawszym wyzwaniem, również dla księży, jest zachęta do odczytania potrzeb nieznanej sobie wspólnoty. Ona może przynieść wielką zmianę w relacjach między księżmi, którzy zaczną ze sobą rozmawiać – o duszpasterstwie. Taka perspektywa ma szansę wyprowadzić księży z myślenia, że są panami na swoim królestwie i że ich parafia nikogo więcej nie powinna interesować. O tych „królestwach” trzeba będzie zacząć rozmawiać. 

 Proboszczowie „z teczki” – nieskuteczny model

Wydaje się, że Kościół zaczyna rozumieć, iż obecny model nominacji proboszczów „z teczki” przestaje być skuteczny i przynosi więcej szkód niż pożytku. Jawność procesu wyboru, ograniczenie arbitralności, rozbicie systemu dworskiego i przede wszystkim przywrócenie księżom sprawczości we własnym życiu to dobry kierunek. Nawet, jeśli wprowadzanym dziś procedurom daleko do ideału. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”