Korony naszego królestwa: jaką historię opowiadają nam insygnia Jagiellonów, które odkryto w Wilnie?

Niewiele zostało monarszych pamiątek z czasów, gdy byliśmy królestwem – większość przepadła, rabowana i niszczona. Tym ważniejsze jest dla nas odkrycie trzech koron jagiellońskich władców i władczyń w katedrze w Wilnie. Pójdźmy ich tropem: opowiedzmy o tych koronach oraz o ludziach, którzy je nosili.
Czyta się kilka minut
Królewskie regalia grobowe władców Polski i Litwy zaprezentowane w Muzeum Dziedzictwa Sakralnego w Wilnie, 6 stycznia 2025 r. // Fot. Valdemar Doveiko / PAP
Królewskie regalia grobowe władców Polski i Litwy zaprezentowane w Muzeum Dziedzictwa Sakralnego w Wilnie, 6 stycznia 2025 r. // Fot. Valdemar Doveiko / PAP

Tysiąc lat temu, wiosną roku 1025, syn Mieszka I oraz Dobrawy, książę Bolesław z dynastii Piastów, został koronowany na pierwszego króla Polski. Tym samym państwo polskie stało się jednym z europejskich królestw w ramach cywilizacji łacińskiej.

Królewska władza była święta, a jej wizerunek przez kolejne stulecia budowały liczne symbole i ceremoniały. W tym koronacja, a po śmierci pogrzeb namaszczonego władcy. Także dlatego jakiekolwiek zachowane przedmioty, stanowiące świadectwo splendoru Królestwa Polskiego i połączonego z nim unią Wielkiego Księstwa Litewskiego, są dziś niezwykle cenne i dla Polaków, i dla Litwinów.

Niedawno ogłoszono, że w katedrze w Wilnie udało się odnaleźć insygnia grobowe króla Aleksandra Jagiellończyka i dwóch żon Zygmunta Augusta. Ukryto je we wrześniu 1939 r., po wybuchu II wojny światowej, a wydobyto dopiero teraz.

Co to właściwie za przedmioty? Jakie są ich dzieje? Jaką historię nam opowiadają?

Na Wawelu i w Wilnie: co wkładano do grobu króla i królowej

Pogrzeb władcy to było (i jest) wydarzenie państwowe, podobnie jak jego koronacja – w niektórych krajach Europy katedra koronacyjna i nekropolia królewska to dwa różne miejsca. W Polsce od czasów Władysława Łokietka (zmarł w 1333 r.) obie te funkcje połączono w katedrze na Wawelu.

Króla (i ewentualnie też królową) należało pochować z insygniami – jednak nie tymi, które służyły do koronacji, ale z wykonanymi specjalnie na tę okazję. Wprawdzie wypadało ciało monarchy czy monarchini ubrać w bogate szaty, jednak zdawano sobie sprawę, iż grobowe insygnia mają charakter symboliczny i można je zrobić z tańszych materiałów.

Przykładowo, korona grobowa Kazimierza IV Jagiellończyka (zmarł w 1492 r.) była wykonana z pozłacanej skóry. Podobnie było (prawdopodobnie) w przypadku królowej Jadwigi – przy jej szczątkach znaleziono fragmenty złoconej skóry, które mogły być resztkami po niezachowanej koronie. Przetrwały natomiast inne insygnia grobowe Jadwigi (zmarła w 1399 r.), czyli berło i jabłko, zrobione z pozłacanego drewna (dziś do oglądania w katedrze na Wawelu).

Prawdopodobnie na decyzję o wyborze materiałów, z których tworzono insygnia grobowe, miał też wpływ czas potrzebny na ich wykonanie – akurat Jadwiga Andegaweńska została pochowana już dwa dni po śmierci.

Korona królowej Elżbiety w krypcie katedry wileńskiej, 1931 r. // Fot. Jan Bułhak / Materiały prasowe MNW

Królewskie pogrzeby były starannie planowane

To jednak rzadkość. Pogrzeby jagiellońskie były już planowane znacznie dłużej, co tylko w niektórych przypadkach związane było z koniecznością przetransportowania ciała do Krakowa. Na przykład Kazimierz IV Jagiellończyk, młodszy syn Jagiełły, zmarł w czerwcu 1492 r. w Grodnie, a pochowano go na Wawelu ponad miesiąc później. Zaś jego syn i następca na tronie, Jan Olbracht, skonał w czerwcu 1501 r. w Toruniu; pogrzeb w Krakowie odprawiono pod koniec lipca.

Kolejny król, Aleksander Jagiellończyk, zmarł w Wilnie i tam został pochowany. Ale już następny, Zygmunt I Stary, zakończył życie w zamku na Wawelu 1 kwietnia 1548 r., a pogrzeb i tak wyznaczono dopiero na 26 lipca. Pozwoliło to na staranne zaplanowanie trzydniowego ceremoniału pogrzebowego i dało czas na przybycie znamienitych gości.

Korona grobowa, wedle tradycji należąca właśnie do Zygmunta Starego, wykonana z pozłacanego srebra, dziś znajduje się w muzeum Dom Jana Matejki – malarz miał ją otrzymać od anonimowego darczyńcy.

Co kryją królewskie krypty

Odkryte grobowe korony z katedry wileńskiej również są z pozłacanego srebra. Ponadto znaleziono tam tabliczki grobowe – zwyczaj umieszczania ich w pochówkach stał się popularny wśród ostatnich Jagiellonów, począwszy od Zygmunta Starego.

Trudno powiedzieć, czemu dokładnie miały służyć te tabliczki – czy przewidywano wówczas, że w przyszłości ktoś będzie chciał ustalić, do kogo należały poszczególne szczątki? Drewniane trumny z czasem butwiały, zatem liczono się z tym, że w pewnym momencie każda krypta stanie się po prostu składem leżących na posadzce kości.

Najczęściej bowiem znajdujące się w kaplicach nagrobki władców, możnowładców czy kościelnych dostojników były jedynie wizualnym upamiętnieniem osoby zmarłego, zaś samo ciało składano w krypcie pod posadzką. Krypty te często mieściły więcej szczątków, jako że żony i zmarłe w dzieciństwie dzieci w wielu przypadkach nie miały własnych nagrobków.

Jerzy Hoppen, Szczątki Barbary Radziwiłłówny w Katedrze Wileńskiej, 1933 r. // Materiały prasowe Biblioteki Uniwersytetu w Toruniu

Gdy otwarto podziemia, ukazały się czaszki w koronach

Cofnijmy się teraz do wiosny 1931 r. Powódź, która zalała wtedy Wilno, okazała się katastrofalna dla katedry – woda podmyła fundamenty, mury popękały, fragmenty posadzek się zapadły. Okazało się, że część świątyni była osadzona na drewnianych palach – aby uratować budynek, trzeba było przeprowadzić zakrojone na szeroką skalę prace naprawcze; m.in. fundamenty wzmocniono za pomocą ponad 270 pali żelbetowych.

Przy okazji trzeba było dostać się do krypt pod kaplicami i nawami. Jak zanotował biorący udział w eksploracjach inżynier Kazimierz Wilkus, większość krypt była pełna zniszczonych trumien i kości, porozrzucanych w nieładzie; efekt działania wody, a może i grabieży.

Zaskoczenie czekało w zamurowanej krypcie pod prezbiterium. Tu nie dotarli żadni złodzieje. Przy wejściu leżała czaszka w koronie. Druga korona leżała na wystającym z muru kamieniu, zaś w pobliżu spoczywały kości. Kolejna czaszka w koronie leżała nieopodal.

Czarny osad na ścianach do wysokości 35 cm świadczył o tym, że do takiego poziomu w którymś momencie sięgała tam woda. Trumny, w których pierwotnie znajdowały się szczątki, nie zachowały się.

Czaszka Aleksandra Jagiellończyka, wnętrze krypty królewskiej w katedrze w Wilnie. 1931 r. // Fot. Jan Bułhak / Materiały prasowe MNW

Jak królewskie szczątki wędrowały po wileńskiej katedrze

Badania, które wówczas przeprowadzono, pozwoliły ustalić, że najbliżej wejścia leżały kości króla Aleksandra Jagiellończyka (zmarł w 1506). Dalej zaś – szczątki dwóch żon ostatniego z Jagiellonów, króla Zygmunta II Augusta: Elżbiety Habsburżanki (zmarła w 1545 r.) i Barbary Radziwiłłówny (zmarła w 1551 r.).

Odkrycie szczątków królewskich w krypcie pod prezbiterium było tym bardziej zaskakujące, że wedle źródeł nie powinny one były tam się znaleźć.

Aleksander Jagiellończyk został pochowany w kaplicy, w której spoczywały już szczątki jego brata Kazimierza, który nie zdążył zostać królem – zmarł na gruźlicę w 1484 r. w Grodnie, w wieku 25 lat (w 1602 r. Kościół katolicki ogłosił go świętym).

Wiemy także, że Zygmunt August zdecydował się na tymczasowe złożenie w tej samej kaplicy swoich dwóch kolejnych żon, z zamiarem późniejszego przeniesienia ich do mauzoleum rodzinnego przy zamkowym kościele świętych Anny i Barbary. Jednak nie zostało to zrealizowane.

Prawdopodobnie w pierwszej ćwierci XVII w., gdy kaplica św. Kazimierza była przebudowywana, roboczo trumny przeniesiono do krypty pod prezbiterium. Ktoś podjął decyzję o zamurowaniu tej krypty, prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa – same insygnia zmarłych były na tyle wartościowe, że należało spodziewać się prób rabunku.

Litewscy możnowładcy zignorowali wolę króla Aleksandra

Z czasem zapewne zapomniano, że szczątki króla i dwóch królowych w ogóle się tam znalazły. Kim oni byli?

Najpierw Aleksander: zasiadłszy na tronie po przedwczesnej śmierci swego brata Jana Olbrachta, zmarł on bezpotomnie 19 sierpnia 1506 r., w wieku 45 lat. Choć jego małżeństwo z Heleną (córką księcia moskiewskiego Iwana III) należało do udanych, jasne było, iż król i królowa nie spoczną w tym samym miejscu, gdyż Helena nie zdecydowała się odejść od prawosławia (po śmierci – zmarła w 1513 r. – spoczęła w cerkwi).

W testamencie Aleksander wyraźnie zaznaczył, że życzy sobie być pochowanym w katedrze na Wawelu – obok dziada, ojca i brata (tj. Jagiełły, Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta) – swoim spadkobiercą i następcą mianując młodszego brata Zygmunta.

Możnowładcy litewscy zignorowali jednak to pierwsze życzenie zmarłego – uznali, że skoro był on także wielkim księciem Litwy, ciało powinno pozostać w Wilnie, w pobliżu pochówku Witolda Kiejstutowicza (brata Jagiełły, który na chrzcie przyjął imię Aleksander).

Tak się stało, pogrzeb odbył się 11 października 1506 r.

Czy wdowa Helena włożyła mężowi do trumny amulety?

Jak wspomniano, wchodząc do krypty pod prezbiterium wileńskiej katedry w 1931 r., Kazimierz Wilkus najpierw natrafił na czaszkę Aleksandra Jagiellończyka. Zdobiła ją srebrna pozłacana korona z inskrypcją, co od razu pozwoliło zidentyfikować króla.

W pobliżu leżał też miecz żelazny w skórzanej pochwie – pochwa zbutwiała, miecz zardzewiał. Natomiast pozostałe kości władcy woda rozniosła po krypcie i w dużej mierze uległy one zniszczeniu.

Przy czaszce znaleziono także dwa złote pierścienie o przerwanym obwodzie, być może będące kolczykami. Mieczysław Limanowski, opisując znalezisko w „Ilustrowanym Kuryerze Codziennym” (nr 237 z 26 listopada 1931 r.) zasugerował, że owe pierścionki „podobne do zauszników słowiańskich” miały być odstraszającymi złe moce amuletami, i że mogła je do trumny włożyć królowa Helena, podążając za wschodnim ludowym zwyczajem.

Ale to tylko hipoteza.

Elżbieta z Habsburgów: żona mało kochana

Kolejne kości, złożone przy ścianie krypty, należały do Elżbiety Habsburżanki, pierwszej żony Zygmunta Augusta. Częściowo związały się one z murem, gdy woda weszła w reakcję z wapnem, którym zasypano jej ciało w trumnie.

Elżbieta zmarła młodo (nie miała ukończonych 19 lat) w wyniku nasilonych ataków epilepsji, która miała być zresztą jednym z powodów niechęci Zygmunta do małżonki. Ponadto, już kilka miesięcy po ślubie z Elżbietą, w październiku 1543 r., podczas pobytu na Litwie August poznał Barbarę Radziwiłłównę...

Zygmunt przedłużał wtedy swój pobyt w Wielkim Księstwie tak, aż wreszcie Elżbieta udała się za nim do Wilna. Pozostała tu, gdy w maju 1445 r. Zygmunt wrócił do Krakowa, by odebrać przesłany z Wiednia posag żony. I tu, w Wilnie, Elżbieta zmarła nagle w połowie czerwca. Czas był upalny, z pochówkiem należało czekać na Zygmunta, ciało jej zasypano więc wapnem.

Pogrzeb odbył się 24 października 1545 r. Pozłacana korona Elżbiety i jej tabliczka pośmiertna były wykonane ze srebra. Przedmioty te, a także złoty łańcuszek, leżały na wystającym z muru krypty kamieniu. To może świadczyć, iż jej trumna rozpadła się już przy przenoszeniu szczątków w XVII stuleciu i ktoś te najcenniejsze przedmioty odłożył.

W 1931 r. przy szczątkach znaleziono ponadto pozłacany medalion z wizerunkami Zygmunta Augusta i Zygmunta Starego (teścia Elżbiety), pierścień z czterema diamentami oraz dodatkową tabliczkę z herbem Habsburgów.

Barbara Radziwiłłówna poślubiona wbrew wszystkim

Barbara, druga żona Zygmunta Augusta, była jego ukochaną – poślubił ją w 1547 r. wbrew woli swych rodziców i ku oburzeniu poddanych, bo małżeństwo z wdową po wojewodzie Stanisławie Gasztołdzie postrzegano jako mezalians.

Po śmierci Zygmunta Starego w 1548 r., już jako samodzielny władca Zygmunt August doprowadził do koronacji Barbary na królową. Jednak pięć miesięcy później, 8 maja 1551 r., Barbara zmarła, być może wskutek raka szyjki macicy.

W Krakowie królowa czuła się znienawidzona – przed śmiercią poprosiła męża, by pochował ją w ojczystym Wilnie. Król spełnił wolę ukochanej.

Kości Barbary, znalezione w krypcie w 1931 r., były w niezłym stanie, ponieważ chroniła je wapienna skorupa. Oprócz korony, berła i jabłka, królowa została pochowana ze złotym łańcuchem i aż trzema złotymi pierścieniami.

Warto może zauważyć, że korona grobowa Elżbiety była wykonana ze srebra niższej próby niż ta, która trafiła na głowę zmarłej Barbary. Dwór drugiej żony Zygmunta Augusta (zwyczajowo rozwiązany po jej śmierci) dostał też znacznie wyższą odprawę niż dwór tej pierwszej, co zapewne odzwierciedlało uczucia króla-wdowca.

Jednocześnie fraucymer Barbary nie otrzymał jej szat, biżuterii czy innych osobistych przedmiotów – te Zygmunt August zachował dla siebie i trzymał we własnym skarbcu do końca swego życia (zmarł w 1570 r.; był to koniec dynastii).

Wyznanie miłości Zygmunta Augusta

Jak powiedziano, Barbara, choć zmarła w Krakowie, została przewieziona na pochówek do Wilna. Było to czasochłonne i wymagające.

Wiemy, że ciało Barbary – ubrane w czarne atłasowe szaty, ze srebrnymi pozłacanymi insygniami – przez dwa tygodnie wystawiono na Wawelu, a przy marach trwały ceremonie. Tymczasem kucharze królowej dostali zlecenie na uwarzenie mieszanki wapiennej z popiołem, którą obłożono jej całun.

Do sukni na piersi królowej przypięto jedną tabliczkę z herbami i inskrypcją (mówiącą m.in., że zmarła nie ukończyła jeszcze 28 lat), a drugą umieszczono na jej trumnie. Na tej ostatniej znalazło się wzruszające wyznanie miłości: że odeszła przed czasem, ale choćby była staruszką, to i tak Zygmunt powiedziałby, że odeszła przed czasem.

W końcu kondukt ruszył w niemal miesięczną podróż do Wilna – z licznymi przystankami, w czasie których odprawiano żałobne msze. W Wilnie zaś ceremonie pogrzebowe trwały trzy dni, a ściany w kościołach oraz na zamku wielkoksiążęcym udekorowano czarnymi tkaninami.

Zachował się rachunek świadczący, że złotnik Jan Gunt otrzymał cztery dukaty za pozłocenie korony użytej w czasie ceremonii pogrzebowych. To jednak nie była korona grobowa, która spoczęła na głowie Barbary i została odnaleziona w 1931 r. – tę bowiem wykonano w Krakowie i złożono do trumny wraz z zasypanym wapnem ciałem. Trumna zaś musiała pozostać zamknięta – było lato, a od śmierci królowej do pogrzebu minęło półtora miesiąca.

Rok 1931: wileńscy artyści uwieczniają Barbarę

Wtedy, w roku 1931, spośród kości odkrytych w Wilnie malarze, graficy i fotograficy najchętniej uwieczniali szczątki Barbary – nie tylko były najlepiej zachowane i zdobione największą liczbą drogocennych przedmiotów, ale należały do postaci najbardziej intrygującej. Ukochana Zygmunta Augusta budziła większe zainteresowanie niż jego pierwsza żona, nieśmiała i niekochana, albo jego stryj, który panował jedynie pięć lat.

Poddane wówczas konserwacji, kości Aleksandra, Elżbiety i Barbary przykryto następnie purpurowymi całunami i złożono w 1933 r. w mauzoleum pod katedralną kaplicą św. Kazimierza – czyli tam, gdzie spoczywały do wieku XVII.

Natomiast insygnia, łańcuchy i pierścienie (oraz grosz srebrny z czasów Aleksandra, znaleziony po powodzi w gruzie pod nawą główną) wyeksponowano w gablotach w zakrystii katedralnej.

Przez prawie 90 lat insygnia uznawano za zaginione

Gdy zaczęła się II wojna światowa, nie tylko w Wilnie, ale w wielu świątyniach i muzeach II Rzeczypospolitej cenne skarby i pamiątki chowano naprędce do skrytek.

Tak się złożyło, że jagiellońskie insygnia grobowe schowano na tyle skutecznie, że po II wojnie światowej, gdy Wilno stało się stolicą sowieckiej republiki, jakoś nikt nie mógł sobie przypomnieć, gdzie się właściwie podziały. Tak jak wcześniej królewskie kości, w XVII w. złożone „tymczasowo” pod prezbiterium, popadły w zapomnienie na trzy stulecia, tak po roku 1939 insygnia uznano za zaginione.

Na szczęście nie trzeba było katastrofalnej powodzi, aby je odkryć na nowo: 16 grudnia 2024 r. udało się w końcu zlokalizować skrytkę. Skarby zawinięte były w przedwojenne polskie gazety.

Insygnia, tabliczki i biżuteria mają zostać wkrótce udostępnione w wileńskim Muzeum Dziedzictwa Kościelnego. Można się spodziewać, że zainteresowanie nimi będzie duże – i wśród Polaków, i Litwinów. W końcu to nasza wspólna przeszłość. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Korony naszego królestwa