Zaczęło się od zamachu stanu. Był rok 992. Bolesław, najstarszy potomek zmarłego Mieszka I, nie czekał na wcielenie w życie testamentu ojca, który zapewne chciał podzielić państwo. Pojmał macochę Odę oraz przyrodnich braci i wypędził z kraju. Członkom elity dworskiej, którzy poparli Odę, kazał wyłupić oczy. Nazywali się Odylen i Przybywój – i traf chciał, że to pierwsi Polacy niebędący członkami dynastii, których imiona znamy.
Tysiąc lat później historycy orzekną, że ten czyn nie był okrutny. Bolesław mógł postąpić gorzej: w tamtym czasie podobne wypadki kończyły się na ogół wymordowaniem krewniaków i ich zwolenników.
Mieszko wprowadził państwo do ówczesnej Europy. Jego syn miał ambitny plan: dalsze wzmocnienie kraju i korona królewska.
Otton i Bolesław: wizja średniowiecznej federacji
Od młodości wdrażany przez ojca w arkana władzy i wojny, Bolesław – w chwili śmierci Mieszka liczący 25 lat – potrafił wpisać swoje ambicje w koniunkturę zewnętrzną.
W sąsiednim Cesarstwie panował Otton III, młodszy od Bolesława o 13 lat. Chorowity, był kimś niepasującym do swoich czasów, jakby przeniesionym z dalekiej przyszłości. Jego dalekosiężne idee rozumiał chyba tylko papież Sylwester II. Ale wokół siebie mieli chciwych dostojników i drapieżnych władców.
Była to wizja odtworzenia – bagatela – Imperium Rzymskiego (Renovatio Imperii Romanorum) nie tylko z nazwy. Cesarz miałby rządzić nie tylko ziemiami niemieckimi i włoskimi, jak Otton, ale całym światem chrześcijańskim, a papież miałby sprawować nad nim duchową opiekę. Sylwester II tak o tym pisał: „nasze jest Cesarstwo Rzymskie, bogate plony daje Italia, dzielnych mężów Galia i Germania, z nami są nawet potężne królestwa Scytii”.
Na dworze cesarza myśl tę wyrażono w miniaturze ilustrującej Ewangeliarz Ottona III. To znany z podręczników obraz: cesarz siedzi na tronie, a podchodzą do niego z darami cztery ukoronowane kobiety, podpisane jako Roma, Galia, Germania i Sclavinia. Ostatnia kraina (w wydaniu papieskim: Scytia) to Słowiańszczyzna, władztwo Bolesława.
Centrum tego tworu miał być Rzym, a zwierzchnictwo zasiadającego tam cesarza mieli uznawać równi sobie królowie, tworząc federację monarchii ogarniającej niemal całą Europę. Akces do projektu oznaczał dla państwa Bolesława zrównanie z największymi.
Pierwszy męczennik w tej części Europy
Ile Bolesław, później nazywany Chrobrym, z tego rozumiał? Czy ktoś w dzieciństwie mu opowiadał o chwale legionów rzymskich, utrzymujących przez setki lat Pax Romana?
Wiemy, że cesarz i polski książę poznali się dobrze w 995 r. podczas wspólnej wyprawy przeciw Połabianom. Może się zaprzyjaźnili, może cesarza zafascynował starszy od niego, sprawnie dowodzący drużyną słowiański wódz? Może zobaczył w nim sojusznika swoich planów imperialnych.
Do ich realizacji przystąpił kilka lat później. Powodu dostarczył niejaki Wojciech, wygnany z Pragi tamtejszy biskup, który został misjonarzem i postanowił tylko Słowem Bożym, bez użycia broni, nawrócić na wiarę Chrystusa plemiona Prusów.
Skończyło się to dlań okrutną śmiercią, którą polski książę znakomicie wykorzystał propagandowo. Na średniowiecznym „komiksie” z Drzwi Gnieźnieńskich możemy obejrzeć, jak ofiarowuje Prusom tyle złota, ile ważyło ciało Wojciecha. Inwestycja zwróciła się szybko, bo państwo zyskało rzecz niezwykle cenną: grób pierwszego w tej części Europy męczennika.
Gdyby to była gra wideo, polski książę zyskałby właśnie dużą premię punktów prestiżu.
Cesarz wkłada swój diadem na głowę Bolesława
O tym, co zdarzyło się później, Bolesław może nawet nie śnił. Otton, poruszony historią Wojciecha, zapowiedział podróż do jego grobu. Była to decyzja bez precedensu: cesarz do nikogo nie jeździł (chyba że na czele wojsk), to do niego się jeździło – składać hołdy.
Niewykluczone, że Otton widział w Wojciechu patrona dla swego imperialnego projektu. Do Gniezna wybrał się jednak nie tylko z pielgrzymką, ale z pakietem rozwiązań politycznych. Chodziło o organizację wschodnich rubieży odnowionego Cesarstwa.
Bolesław, który cesarza przyjął z takim przepychem, że wzbudziło to podziw nawet niechętnego mu kronikarza Thietmara, zyskiwał niezależną metropolię kościelną i prawo mianowania biskupów. Otton zrzekł się też trybutu ciążącego na państwie od czasów Mieszka.
Arcybiskupstwo dodawało Bolesławowi kolejne punkty prestiżu, ale wciąż brakowało mu elementu najważniejszego: korony, bez której nie sposób wstąpić do klubu monarchów kontynentu.
W Gnieźnie doszło do tajemniczego i nie do końca zrozumiałego wydarzenia, o którym wspomina piszący ponad wiek później Gall Anonim. Posłuchajmy: „Zważywszy jego chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w podziwie (...): »Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną«. A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na zadatek przymierza i przyjaźni”.
Jednak cesarski diadem to nie korona królewska
Nad znaczeniem tego gestu historycy łamali sobie głowy. Nie streszczając ich dyskusji, przejdźmy do wniosków. Przede wszystkim: nie była to koronacja, choć tak chyba chciał widzieć to Gall. Niewykluczone, że Otton sięgnął do wzorów z dworu bizantyjskiego, gdzie istniała godność patrycjusza – nadawana przez cesarza osobom, które pragnął wyróżnić.
Nie byłoby to dziwne u Ottona, zafascynowanego zwyczajami rzymskimi. W dodatku jego matka, Teofano, była księżniczką bizantyjską. Z taką hipotezą zdają się zgadzać tytuły, którymi według Galla cesarz miał obdarzyć Bolesława: nazwał go „bratem i współpracownikiem cesarstwa” oraz „przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”. Cesarze bizantyjscy na ogół nazywali książąt synami, a królów braćmi.
Niewątpliwie po zjeździe gnieźnieńskim Bolesław królem jeszcze nie był. Inaczej zaobserwowalibyśmy w źródłach zmianę tytulatury. Thietmar konsekwentnie nazywa go księciem. To prawda, że go nienawidził, ale nienawidził też innych władców, a mimo to po ich koronacji zmieniał im tytuł na „rex”. Tutaj po roku 1000 to wciąż „dux”.
Historycy mówią dzisiaj ostrożnie: cesarz zachęcił Bolesława do starań o przeprowadzenie koronacji. Do tego zaś potrzebna była korona poświęcona przez papieża.

Co można wyczytać z jednej monety?
Jednak po roku 1000 Bolesław z pewnością czuł się kimś wyższym niż inni książęta. Dysponował już wieloma prawami przynależnymi tylko królowi. Zadbał też o rozpropagowanie swego wywyższenia. W XI stuleciu nie było gazet ani ulotek, ale istniały przedmioty znakomicie spełniające rolę medium: monety.
Od antyku władcy wykorzystywali awers i rewers monet do manifestowania swej potęgi. Wybijali je po przejęciu władzy, koronacji czy zwycięskiej wojnie. Z pierwszych lat po spotkaniu w Gnieźnie pochodzi znana, bo reprodukowana dziś na banknocie 20-złotowym moneta, nazwana od umieszczonego na niej napisu denarem Princes Polonie.
Widnieje na nim ptak, który dziś budzi raczej rozbawienie niż respekt. Kilku patriotycznie nastawionych badaczy chciało w nim rozpoznać pierwsze przedstawienie orła białego, ale to hipoteza anachroniczna. Przeważa opinia, że to paw. W tradycji chrześcijańskiej symbolizował on zmartwychwstanie i życie wieczne. Motyw ten mógł nawiązywać do kultu Wojciecha i podkreślać chrześcijański charakter władzy Bolesława.
Nas jednak bardziej interesuje napis. Użyty tytuł „princes” (tj. łacińskie „princeps” z błędem) jest nietypowy. Władcy określali się wtedy na monetach jako „dux” albo „rex”. Bolesław swoją pozycję widział najwyraźniej między tymi szczeblami.
Po śmierci Ottona w 1002 r. królem niemieckim był już wtedy Henryk II (od 1014 r. cesarz), wrogi Bolesławowi. Może wobec tej zmiany koniunktury politycznej książę chciał podkreślić tytuł rzymskiego patrycjusza, nadany mu przez Ottona? Oraz fakt, że wciąż czuje się realizatorem ottońskiej idei odnowy Imperium Rzymskiego.

„Państwo Bolesława” zmienia swoją nazwę
Drugie słowo napisu na tej monecie powinno nas jeszcze mocniej zelektryzować. To najstarszy (albo: jeden z najstarszych) zapisów nazwy naszego kraju. Określenie „Polonia” pojawia się nagle, w okolicach roku 1000, w wielu źródłach krajowych i zagranicznych.
Wszystko wskazuje na to, że była to przemyślana strategia Bolesława. Wykoncypował on, że dalsze uciekanie się do nazywania kontrolowanych przez dynastę ziem „państwem Mieszka”, „państwem Bolesława” itd. przestaje pełnić swoją rolę. Tym bardziej jeśli w sąsiednich Czechach również rządzi władca o imieniu Bolesław.
Prawdopodobnie na dworze Bolesława wymyślono nazwę „Polska”, etymologicznie kojarzącą się z polem, czyli ziemią dającą żywność (zostawmy na marginesie dywagacje, czy mogło nawiązywać do hipotetycznego plemienia Polan – nieobecnego w źródłach z epoki).
Nazwa „Polska” miała dostarczyć „mocy identyfikującej, wykraczającej ponad czas rządów jednego człowieka” – tak to ujął archeolog Przemysław Urbańczyk. Taki był cel „rebrandingu” Bolesława. Że skutecznego, chyba nie trzeba dowodzić.
Nieudany zamach w Merseburgu
Bolesław po roku 1000 niewątpliwie zaczął starania o koronę. Sprzyjali mu Otton i papież. W 1001 r. koronowany został Stefan Węgierski, wszystko zdawało się na dobrej drodze. Otton jednak zwlekał z decyzją. Jego polityka nie podobała się wielu dostojnikom niemieckim, a cesarz nie mógł stawiać sprawy na ostrzu noża, bo potrzebował ich oddziałów do pacyfikowania niepokojów we Włoszech, części swojego państwa.
Otton zmarł w styczniu 1002 r., gdy przygotowywał się do oblężenia zbuntowanego Rzymu. Rok później odszedł Sylwester II. Zabrakło kluczowych ludzi do przeprowadzenia koronacji polskiego pretendenta.
Władzę w Niemczech objął, jak już powiedziano, Henryk II (po krótkiej wojnie domowej). Półtora wieku później ogłoszony świętym, był w istocie bezwzględny i podstępny, ideami poprzednika gardził, a wyraz temu dał na swojej pieczęci, na której kazał napisać nie „Renovatio Imperii Romanorum”, tylko „Francorum”. To było nawiązanie do cesarstwa Karola Wielkiego. Górę wzięła koncepcja, w której to Niemcy są główną częścią cesarstwa.
Bolesław mógł dopasować się do tej zmiany, uznać zwierzchnictwo Henryka i zostać jednym z jego najważniejszych lenników. Ale nie pozwalały na to honor i ambicje. Stąd denar Princes Polonie. Oraz wojna.
Wybuchła wkrótce po próbie zamachu. Gdy w 1002 r. świta Bolesława opuszczała Merseburg, gdzie spotkał się on z Henrykiem, zaatakował ją zbrojny tłum. Bolesław ocalał dzięki pomocy książąt Henryka ze Schweinfurtu i Bernarda saskiego, którzy wraz ze swoimi ludźmi przyszli mu w sukurs. Był pewien, że za próbą zabójstwa stał Henryk.
Wojna i pokój w Budziszynie
Wojna ciągnęła się z przerwami aż do roku 1018. Nie będziemy śledzili jej przebiegu; dość powiedzieć, że Bolesław dowiódł w niej nieprzeciętnych zdolności dowódczych.
Mając mniejsze siły, nie dopuszczał do dużych bitew, chronił się za murami grodów, znakomicie wykorzystał nieprzebyty pas puszczy i bagien na zachodnich granicach. Nielicznych dokonanych tam przesiek stosunkowo łatwo było bronić, podobnie jak brodów na Odrze.
Bolesław krył się, atakował mniejsze oddziały wroga, przecinał linie zaopatrzenia, budził strach u wojów przeciwnika i wściekłość Henryka. Przy czym miał wielu stronników wśród niemieckich możnych – i szpiegów zarówno w Niemczech, jak i we Włoszech.
Pokój podpisano w 1018 r. w Budziszynie na Łużycach. Gród ten należał wówczas do Bolesława: taki wybór miejsca oznaczał, kto wychodził z wojny zwycięsko. Cesarz nie chciał dać się poniżyć, do Budziszyna wysłał pełnomocników.
„Rusinom zaś ku obeldze i hańbie”
Zabezpieczony od zachodu, Bolesław wziął się za problemy na wschodzie. Problemem był dyshonor, jakiego doznał od wielkiego księcia kijowskiego Jarosława Mądrego, który odmówił mu ślubu ze swoją siostrą Przedsławą. W dodatku wcześniej obalił Świętopełka, Bolesławowego zięcia.
Karna ekspedycja, z posiłkami niemieckimi i węgierskimi, ruszyła w 1018 r. Rozbiła nad Bugiem siły Jarosława i niebawem Bolesław wkroczył do Kijowa. Według Galla miał, wjeżdżając do miasta, uderzyć mieczem w Złotą Bramę (to niemożliwe, powstała w 1037 r.).
Następnie Gall pisze tak: „[Bolesław] wyjaśnił swoim wojownikom ze śmiechem, a wcale dowcipnie: »Tak jak w tej godzinie Złota Brama miasta ugodzona została tym mieczem, tak następnej nocy ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów, której mi dać nie chciał. Jednakże nie połączy się z Bolesławem w łożu małżeńskim, lecz tylko jeden raz, jak nałożnica, aby pomszczona została w ten sposób zniewaga naszego rodu, Rusinom zaś ku obeldze i hańbie”.
W kijowskim pałacu woje Bolesława znaleźli bowiem macochę, żonę i siostry Jarosława. Mnich Gall zdaje się nie tyle nie potępiać, ale pochwalać gwałt na Przedsławie, który miał upokorzyć Ruś i jej władcę jako tego, który nie potrafił obronić kobiet ze swojego rodu.
Co nam mówią wykopaliska na Ostrowiu Lednickim
Jeśli ktoś chciałby trzymać się nadziei, że wszystko przebiegło inaczej, a Bolesław nie postąpił tak ohydnie (choć w sposób zrozumiały dla sobie współczesnych), ma do dyspozycji kilka wskazówek. Thietmar pisze: „Ten stary wszetecznik ją [Przedsławę] uprowadził bezwstydnie, zapominając o swojej ślubnej małżonce [Odzie]”.
I tak, archeolodzy odkryli na Ostrowie Lednickim ruiny palatium (budynku zamkowego), a w nim przedmioty związane z liturgią wschodnią pochodzące z XI w. Znajdował się tam też grób chłopca zawierający wiele kosztowności. Wielki mediewista Gerard Labuda postawił hipotezę: Bolesław osadził na Ostrowie Przedsławę razem z jej otoczeniem i żyła tam w warunkach należnych księżniczce. Chłopiec mógł być synem Bolesława i Przedsławy, zmarłym przedwcześnie.
Mamy więc kilka puzzli z układanki na tysiąc elementów. Możemy z nich ułożyć historię o gwałcie. Albo o nieoczekiwanej (wzajemnej?) fascynacji. A może Bolesław powinien jawić nam się jako porywacz, który zamiast po chrześcijańsku żyć z niemiecką żoną, wolał odwiedzać osadzoną na Lednicy ruską kochankę? Jak w tym odnalazła się Przedsława i jakie były jej losy, nie dowiemy się raczej nigdy.
Jest jeszcze jeden trop: Gall niejasno wspomina o klątwie rzuconej na kraj w ostatnich latach panowania Bolesława przez arcybiskupa Radzima Gaudentego. Pozostaje spekulacja: czy była to kara za bigamię?
Bolesław pisze list do Bizancjum
Po zdobyciu Kijowa Bolesław poczuł się władcą europejskiego mocarstwa. Kazał podyktować listy z wieścią o zwycięstwie i, jak relacjonuje Thietmar, „wysłał także posłów do pobliskiej Grecji, którzy mieli zapewnić tamtejszego cesarza o jego życzliwości, jeżeli cesarz ze swojej strony zechce dotrzymać wierności i przyjaźni. W przeciwnym wypadku – mieli mu oświadczyć – Bolesław stanie się jego zdecydowanym i nieustępliwym wrogiem”.
Arogancja, która dech zapiera: wschodnioeuropejski książę wysyła do bizantyjskiego cesarza Bazylego II (o przydomku Bułgarobójcy) list z pogróżkami. Nie znamy losów tego poselstwa ani jego celu. Przemysław Urbańczyk, który lubi piętrowe hipotezy, wpisuje czyn Bolesława w rywalizację Wschodu i Zachodu: polski książę, być może zawierając sojusz z niedawnym wrogiem, cesarzem niemieckim, pokonuje prawosławnego wielkiego księcia kijowskiego, sojusznika Bizancjum – i pręży muskuły wobec samego basileusa Bazylego.
Jakkolwiek było, tymczasem dynastii przybywało kolejnych punktów prestiżu: syn Bolesława, Mieszko, pojął w 1015 r. za żonę Rychezę, której matką była siostra Ottona III. W żyłach ich potomka – przyszłego Kazimierza Odnowiciela – będzie płynąć krew i Karola Wielkiego, i cesarzy wschodniorzymskich.
Kolejne tajemnicze monety
Bolesław czuł się zatem bardzo ważnym graczem na arenie europejskiej, ale wciąż nie miał najważniejszego atrybutu swojej potęgi: korony. Podczas wojny z Henrykiem II starania o nią były niemożliwe, po pokoju w Budziszynie być może też nie (aby nie drażnić starego wroga).
O tym, że aż skręcało go z niecierpliwości – nie był już pierwszej młodości – świadczy kolejna moneta wybita za jego panowania. Gdy pod koniec XIX w. wykopano kilka denarów z napisem „Bolizlavus Rex”, początkowo datowano je na rok 1025, a więc tuż po koronacji. Rzecz w tym, że później odnajdywano te monety w skarbach (tj. zespołach monet) datowanych na lata 1015-1020.
Numizmatycy proponowali rozmaite wyjaśnienia tej zagadki: np. że książę, uzurpując tytuł królewski, prowokował cesarza niemieckiego. Pewną wskazówką jest fakt, że monety te są fatalnie wykonane: źle zaprojektowane (liczne błędy w koślawym napisie, prymitywny rysunek krzyża) i byle jak wybite. Urbańczyk proponuje hipotezę, że Bolesław, nie mogąc się doczekać korony, kazał mincerzom wykonywać próby warsztatowe monet „królewskich”.
Koronacja, o której nie wiemy prawie nic
Po tak długiej grze o koronę smutne jest, że o koronacji Bolesława, obdarzonego przydomkiem Chrobry (tj. mężny), do której doszło zapewne 18 kwietnia 1025 r., nie wiemy prawie nic. Ani gdzie się odbyła, ani kto jej dokonał, ani według jakiego ceremoniału. Być może książę czekał na śmierć cesarza: Henryk odszedł w lipcu 1024 r. Nie wiemy, czy uzyskał zgodę papieża. Na pewno nie zyskał cesarskiej, bo roczniki niemieckie pełne są wyrazów oburzenia wobec władcy, który „uzurpował sobie namaszczenie”.
Czy Bolesław myślał w tamtej chwili o wcześniejszym o ćwierć wieku spotkaniu z Ottonem III? Czy pamiętał o wizji zjednoczonej Europy, którą żył ten cesarz? Czy przyjmując królewskie namaszczenie, miał poczucie, że ją realizuje? A może nigdy nie brał jej na serio i czerpał z niej tylko korzyści polityczne?
Sędziwy jak na tamte czasy, bo 58-letni Bolesław, w chwili koronacji mający przed sobą tylko dwa miesiące życia, zabrał odpowiedzi na te pytania do grobu.
Upadek i odrodzenie królestwa Piastów
JUŻ KILKA LAT po śmierci Bolesława Chrobrego jego syn Mieszko II stracił władzę. Królestwo Piastów zaatakowały Niemcy i Ruś, Mieszko ustąpił przyrodniemu bratu Bezprymowi, a jego żona Rycheza wywiozła do Niemiec insygnia królewskie. Król schronił się do Czech, których władca uwięził go i wykastrował.
BEZPRYM wkrótce zginął z rąk zabójcy, a Mieszko II wrócił i rządził do 1034 r. Po jego śmierci doszło jednak do rozpadu państwa. Podręczniki mówią o „reakcji pogańskiej”, ale nauka odchodzi od tego określenia. W kraju od dawna narastało niezadowolenie wywołane ciągłymi wojnami. Buntownicy atakowali też Kościół, ale raczej jako element mechanizmu władzy państwowej.
APOGEUM UPADKU to najazd czeskiego księcia Brzetysława pod koniec lat 30. XI w. Wywiezienie przez niego z Gniezna relikwii św. Wojciecha było gwoździem do trumny dynastii, Kościoła i państwa. Zapanował chaos, życie na tych ziemiach przestało być bezpieczne. Na Mazowszu powstało niezależne państwo Miecława, byłego współpracownika Mieszka II, a Czechy szykowały się do aneksji całego południa.
PAŃSTWO URATOWAŁA interwencja Niemców, Rusinów i Węgrów, którzy nie chcieli potężnych Czech i dostrzegli w Polsce siłę stabilizującą region. Stąd pomoc zbrojna i polityczna udzielona Kazimierzowi Odnowicielowi. Odbudowa kraju i Kościoła ciągnęła się przez całe panowanie tego księcia, a także jego syna Bolesława Szczodrego (Śmiałego). Bezcenne w tym procesie były tradycje państwowe i dynastyczne powstałe za Chrobrego, wspomnienie jego chwały. Szczodry, wzorem wielkiego pradziada, sięgnął po koronę.
MaM
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















